kaszub-ska
10.05.18, 21:09
Proszę o radę, bo sama nie wiem już, co robić.
Problem dotyczy zachowania chłopców z klasy córki, chodzi o VI klasę. Problem jest od początku odkąd córka chodzi do tej klasy, czyli trzeci rok (zmiana szkoły była z powodu przeprowadzki). Chłopcy zaczepiają, wyśmiewają, przezywają i dokuczają dziewczynkom, są wulgarni i złośliwi. Takie zachowanie ma miejsce na przerwach, w drodze do i ze szkoły lub w klasie jak nauczyciele nie widzą. Kiedy złośliwości są zgłaszane nauczycielom, chłopcy wypierają się tego. Jeden drugiego broni, że wcale tak nie było. W odwecie skarżą nauczycielom na dziewczyny, wymyślając coś, czego one nie zrobiły. Wychowawczyni twierdzi, że problem jest między dziećmi, że winne są obie strony, dziewczynki i chłopcy, a ona nic nie może, bo nie chodzi za dziećmi i nie pilnuje, co mówią do siebie. Natomiast z opowieści córki cały czas wynika, że chłopcy po prostu dziewczyny zaczepiają i mają radochę jak im dokuczą. Dochodzi do takich sytuacji, że chłopak podchodzi na przerwie do dziewczyny i w twarz jej mówi bez powodu "ale ty jesteś debilką". Są chłopcy prowodyrzy, ale podpuszczają i śmieją się z tego wszyscy.
Mam już dość takiej sytuacji, ciągłych narzekań córki i opowieści, co oni znowu powiedzieli, jak dokuczają. Dziewczyny w klasie są fajne, wszystkie jakoś mniej lub bardziej się ze sobą trzymają, nie dokuczają sobie, ale chłopcy - tragedia. Początkowo bagatelizowałam sprawę, myślałam, że to po prostu spory między dziećmi, niestety repertuar tych chłopaków jest coraz gorszy. Mówiłam córce, że ma z chłopakami w ogóle nie zadawać się, nie wchodzić w rozmowę, a ona mówi, że to nic nie daje, bo oni sami je zaczepiają. Córka cały czas mówi, że nienawidzi chłopaków, że mogłoby wcale nie być chłopaków w klasie, byłby spokój.
Zgłaszałam wychowawczyni problemy między dzieciakami i mam wrażenie, nie przejmuje się tym w ogóle, przytaknie i temat jakby pomija. Podobno nauczyciele nie mają problemu z zachowaniem ani chłopaków ani klasy ogólnie na lekcjach. Dyrektorka nie zrobiła na mnie wrażenia osoby zainteresowanej rozwiązywanie problemów, nie widzi problemów, zbywa i zamiata pod dywan to, co zgłaszam.
Sama nie wiem, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Mam naprawdę dość codziennego narzekania i żal mi córki do tego stopnia, że powiedziałam, że w takim razie od nowego roku przeniesiemy ją do innej klasy. Tylko ona nie chce, w klasie ma super koleżanki i dlaczego ona ma iść do obcej klasy, skoro nic złego nie robi.
Co robić:
- zrobić raban w szkole? tylko czego mam żądać od szkoły skoro nauczyciele nie mają uwag do tych chłopaków?
- przenieść córkę do innej klasy pomimo jej niezgody?
- pogodzić się z tym że córka trafiła do takiej klasy i trudno, niech się socjalizuje?