Fantastyczna okazja dla wszystkich zeby sie ze mnie posmiac, probowac, podokopywac, poczepiac itd

(nie jestem Jozkiem, mnie to nie boli

)
Historyjka z niedawna.
(I logika, jak zwykle- jezeli kogos to nie interesuje, bo przeciez nie musi - to po prostu nie czyta -a nie wypisuje posty o tym, jak bardzo olewa to co ja pisze i jest nie zainteresowana/y

)
Pisze cos, co jest zakopane w innym watku, praktycznie to tylko powtorka.
Zdaje pewna serie egzaminow. W sumie kilkanascie. Trudne. Kilka zdalem, a teraz mialem ponad 2 -letnia przerwie. Ale wrocilem do tego i ostatnio zdawalem. Teraz egzamin jest w nowej formule - robi sie go teraz na komputerach (wczesniejsze byly pisemne). W okreslonym budynku, ktory znam (bylem tam wiele razy), w pewnej przystosowanej do tego sali (w ktorej nigdy nie bylem).
Budynek to budynek BBC, w centrum, wiec nielatwo o parkowanie.
Podjechalem na pobliski pietrowy parking. Gdy wjezdzalem, przemknela mi przed maska sylwetka ladnie opalonej blondyny w dzinsowej spodniczce. Szla do parkometru. Niezla figura. "Ciekawe jak wyglada" -pomyslalem. Przemknelo mi przez mysl, ze jak zaparkuje szybko, to podchodzac do parkometru moze jej sie katem oka przyjrze, twarzy w sensie. Ale miejsca w poblizu na tym poziomie nie bylo; musialem jechac dalej, wjechac na inne pietro. Nic, trudno. O dziewczynie zapomialem, miejsce w koncu znalazlem, zaparkowalem, wzialem to co moge -a wrecz musze)-na egzamin, zaplacilem za parking. Ide.
Wchodze do budynku zamierzajac w recepcji chce spytac do jakiej sali isc na ten egzamin, co teraz. Ale w recepcji nikogo nie ma. A egzamin za 15min start. Ale domyslam sie gdzie to jest, bo chyba tam kiedys przechodzilem. Ide wiec. I jest sala. Stoje na przeciwko sali a obok opierajaca sie o sciane stoi kto? Tamta blondi w dzinsowej spodniczce. O

Wiec spytalem jej czy to tu egzamin. Ona ze tak. Ona pyta a co ja zdaje i czy pierwszy raz. To ja odpowiadam, i pytam co ona zdaje, czy cos innego. Okazuje sie, ze ona cos innego (bo egzaminy dotycza roznych modulow, choc odbywaja sie tym samym czasie) - no i zaczynamy rozmawiac, normalnie, naturalnie. Wtedy dowiedzialem sie co zdaje, czemu, pytala czy pracuje w zawodzie, ja ze tak, pytam o to samo ja, ona ze nie pracuje dla kogos bo ma swoj biznes, ze to kawiarnia i miasto gdzie ta kawiarnia (miasto parenascie km od mojego). Gadamy chwile o tym miejscie, o tym ze ona sie nie stresuje bo po prostu wie, ze opanowala temat. No gadamy normalnie sobie po prostu, taka luzna rozmowa z sympatyczna, niebrzydka, zgrabna dziewczyna.
Dlugo to nie trwa, wkrotce wchodzimy -i rozpoczyna sie egzamin.
Jednak niektorzy ludzie wychodza wczesniej niz przed koncem, jesli skonczyli wczesniej. Wiekszosc ( w tym ja) zostalem do konca. Ona wyszla jednak dobre pol godziny wczesniej.
I tyle ja widzialem.
Potem sobie o niej przypomnialem a ze mialem pare godzin wolnego w ten dzien, pogoda swietna, odpoczynek mi sie nalezy, postanowilem pojechac do tego "jej" miasta X (przybrzezne) i slabo je znam, a w sumie niedaleko. I przy wodzie, wiec czemu nie. I lekko liczac godzine lazilem po kawiarniach i sprawdzalem czy jej tam nie ma

Robilem to smiejac sie z siebie. Ale kaw popilem!
Nie wiem jak sie nazywa, czy ma meza, chlopaka, ile ma lat, czy ma dzieci, ani nawet z jakiego kraju jest - akcent nie byl polski, ale na pewno nie jest Brytyjka ani nie pochodzi z innego anglojezycznego kraju.
Gdybym ja znalazl, trafil na nia, w sumie nie wiem na 100% co bym zrobil. Przypuszczam ze spytalbym o to jak ten jej egzamin i gdyby nie byla mocno zajeta mysle, ze chwile bym pogadal i jesli milo by sie rozmawialo, zaproponowalbym spotkanie, poprosil nr telefonu albo cos. Moze i po prostu na kawe zaprosil, choc to troche osobliwa ironia, zeby w kawiarni wlascicielce kawiarni proponowac kawe

Jak sie zgodzi - super. Jak nie - trudno, odpuszczam.
Pytanie -jak bardzo albo jak malo powyzsza, prawdziwa sytuacja z niedawna jest wedlug Ciebie przykladem stalkingu?