..albo mezczyzna-bluszcz.
Znacie, albo znalyscie takie przypadki w otoczeniu?
Jak sie to objawia(lo)?
Nie zdarza sie to wyjatkowo czesto, ale ze sa takie egzemplarze- wiedzialem. Sam mialem taka jako zdaje sie 18 czy 19 latek.
Pamietam, ze bylo lato. Wakacje. I - na przyklad -spedzilismy wiekszosc dnia razem. Dzien wczesniej podobnie. Bylismy tu, tam, spacer, u niej, u mnie. Mieszkalismy bardzo niedaleko (piechota w niecale 5min).
Nie bylem moze jakos wybitnie zmeczony wspolnym przebywaniem, ale chcialem "nadrobic" pare innych rzeczy. Na odchodnym ona sie pyta "to o ktorej jutro sie widzimy?". "Emm.. mam pare rzeczy do zrobienia, podejde po Ciebie jutro jakos popoludniu, wczesnym popoludniem nawet".
Ona: "poludniem?? a czemu tak pozno?"..
Ja, malo asertywnie i ulegajaco: "no moze takim pozniejszym ranem w sumie".
Ona: "ok".
Nastepnego dnia 9 rano dzwonek do drzwi - a tam ona z bananem na twarzy, jakby nigdy nic "no czesc

- i wchodzi".
No i tez kwestia skali pewnie. To co kolega moze uwazac za normalne zachowanie, zwykla chec przebywania razem, dla mnie to juz bluszcz (albo odwrotnie).
Dopiero nie tak dawno, pare lat temu, przegladajac na signlowskim portalu profile, zauwazylem, ze kobiety tez czasami pisza, ze "nie szukaja faceta-bluszcza". Rzadko, ale bylo pare przypadkow. No ewidentnie maja jakies doswiadczenia na tyle silne, ze o tym wspominaja. I wtedy do mnie dotarlo, ze w druga strone widocznie tez pewnie sie zdarza.
Nie ze nie wierzylem ze tak moze byc, tylko jakos o tym nie pomyslalem wczesniej.
Znacie, znalyscie takie przypadki?