bukietlisci
26.04.19, 21:35
Dziecko dziś rano spektakularnie zlecialo z roweru. obtarte wszystko , co się dało obetrzeć. opatrzyłam, obejrzałam. po godzinie rączką zaczęła wyraźnie puchnąć. Dziecko z tych mało miałkliwych = popłakiwało, ale szło w zaparte: nic nie boli.
ale rączka puchła, pojechaliśmy na pogotowie. oczywiście, jako niebywali w takich miejscach staneliśmy pod gabinetem informującym że taka a taka pomoc to od osiemnastej. stojąc jak jemioły pod drzwiami zostaliśmy zaczepieni przez przechodzącego lekarza. uwaga: zapytał, co się stało, obejrzał dziecko, zbadał, wypisał recepty. sam z siebie. nie proszony i nie ściągany siłą.
na szczęście jest ok. zosaliśmy poinfromowani, co robić jakby się pogorszyło; gdzie i kiedy jechać.
można? można
a. wcześniej dzwoniłam do przychodni aby pokazać rękę naszej doktorce. usłyszłam, że mam jechać prosto na pogotowie bo tam prześwietlą.