ad.a6
05.05.19, 09:07
Po przeczytaniu iluś tam wcześniejszych wątków naszła mnie refleksja: a mianowicie, wiele wśród Was podporządkowuje swoje całe życie pracy. Pisała forumka, która ma bardzo silne miesiączki i mimo to wyjeżdża w podróże służbowe, czuje się z tym niekomfortowo. Kolejna, że w czasie bardzo silnego krwawienia siedzi w pracy, mimo, że pobrudziła sobie nie tylko bieliznę ale również spodnie oraz krzesło w pracy. Nie można po prostu zgłosić przełożonemu złe samopoczucie i wziąć pół dnia urlopu? Zaobserwowane w pobliżu: moja bliska koleżanka: też bardzo silne miesiączki, endometrioza, anemia, dolecza się żelazem "bez recepty" mimo, że wie, że ma bardzo kiepskie wyniki krwi, i chodzi tak do pracy, bo boi się brać L4. Inna znajoma, dzieci lat 10 i 13...niejednokrotnie wysyłane do szkoły na antybiotykach bo ona MUSI do pracy. Czy praca jest taka ważna by podporządkować jej całkowicie wszystko? Chodzić chora miesiącami, wysyłać do szkoły chore dzieci albo chodzić do pracy z silną miesiączką, krwawieniami, bólami? Coraz bardziej się dziwię, bo już kilka(naście) takich przypadków zaobserwowałam. W życiu bym nie wysłała chorego dziecka do szkoły, ani nie poszła do pracy sama będąc chora, tym bardziej z dolegliwościami, które nie pozwalałyby mi normalnie pracować.