Dodaj do ulubionych

miłość w czasach zarazy

03.02.20, 18:01
twarda jestem, ale czytając to chciało mi się wyć ...
wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/milosc-w-czasach-zarazy/nbqxxwm
Obserwuj wątek
    • milka_milka Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 18:14
      Czytałam. Koszmarne, nie mogę się pozbierać.

      --
      Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
    • lot_w_kosmos Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 18:31
      Właśnie skończyłam czytać te wszystkie artykuły na Onecie.
      Bo jest ich dzisiaj kilka powiązanych ze sobą.

      Pomijam ból, jaki się czuje, bo jako matki Nastolatków utożsamiamy się z tamtymi matkami, współodczuwamy,
      to uj mnie strzela, że państwo pozwala na istnienie takich szpitali, że toleruje brak opieki psychiatrycznej dla dzieci, że nic z tym nie robi.
      Jak to?!!?
        • turzyca Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 08:04
          1) zapewnić miejsca na specjalizacjach, powinno ich być więcej niż chętnych, a nie mniej
          2) zaoferować na psychiatrii lepsze warunki finansowe
          3) dofinansować psychiatrię jako taką, pomieszczenia, materiały zużywalne, personel pomocniczy itd

          --
          Kółka się kręcą?
        • turzyca Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 08:04
          1) zapewnić miejsca na specjalizacjach, powinno ich być więcej niż chętnych, a nie mniej
          2) zaoferować na psychiatrii lepsze warunki finansowe
          3) dofinansować psychiatrię jako taką, pomieszczenia, materiały zużywalne, personel pomocniczy itd

          --
          Dzenderowy potfur A.D. 1904
        • turzyca Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 08:04
          1) zapewnić miejsca na specjalizacjach, powinno ich być więcej niż chętnych, a nie mniej
          2) zaoferować na psychiatrii lepsze warunki finansowe
          3) dofinansować psychiatrię jako taką, pomieszczenia, materiały zużywalne, personel pomocniczy itd

          --
          "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
          • chococaffe Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 20:04
            1) zapewnić miejsca na specjalizacjach, powinno ich być więcej niż chętnych, a nie mniej

            W przypadku psychiatrii dziecięcej tak jest. Chyba jedyna specjalizacja gdzie jest więcej miejsc niż chętnych. Absolwentów medycyny podobno zniechęca całkowicie niewydolny system i bezradność lekarza. Przypominam - na inne specjalizacje chętnych nie brakuje z czego wynika, że ta niewydolność psychiatrii dziecięcej musi być porażająca.
    • szeptucha.z.malucha Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 19:06
      Tak wygląda pomoc psychologiczno- psychiatryczna wobec dzieci.
      Miałam okazję widzieć oba opisywane oddziały psychiatrii dziecięcej - aż tak źle ich nie odebrałam. No, może Józefów gorzej ale Żwirki całkiem nieźle. Ale z tym odsyłaniem to fakt. I mieszają dzieci małe, wrażliwe z niemal dorosłymi, agresywnymi.
      Na wizytę planową u psychiatry czeka się 4-5 miesięcy, leki to eksperyment, czasem konieczny i udany, czasem strzał w stopę (żeby tylko). Gdy coś się dzieje nikt nie pomoże a znaleźć sensownego terapeutę to jak wygrać w totka.
    • hanusinamama Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 19:24
      Normalnie czekam co napisze na temat "nienormatywnych" Dynka. To dorosli ucza dzieci ze, kazdy inny jest gorszy, trzeba sie bać, zgnoić.

      --
      "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
      • manon.lescaut4 Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 08:15
        Nie wywołuj Hanusina! Widzisz, jak typ potrafi nas tutaj zmanipulować, ze czekamy na kolejna porcje bredzenia nawiedzonego świra uncertain Póki co skarży się moderacji, nawet konkretnie na mnie wiec niech tam siedzi, tutaj jest zbyt smutno i to na poważnie, by zajmować się chocby nawet czytaniem tego jadu, nie mówiąc o komentowaniu.
    • sofia_87 Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 19:46
      Dramat, a najgorsze jest to, że będzie ich więcej biorąc pod uwagę stan psychiatrii dziecięcej w Polsce.
      W takim szpitalu raczej osoba zdrowa nabawi się problemów psychicznych niż chora wyzdrowieje
      Znałam dziewczyne, która po maturze przeszła operacje i stała się mężczyzna. Ale on zawsze miał wsparcie i w domu i wśród przyjaciół. Wygląda na to, że teraz jest szczęśliwy. Wiktor też miałby na to szanse gdyby tylko ktoś mu pomógł przetrwać te najtrudniejsze lata
    • asiairma Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 20:38
      W powiązanym artykule (na głównej) jest informacja, że więcej dzieci popełnia samobójstwa niż umiera na nowotwory czy w wypadkach komunikacyjnych. Zastanawiam się co (czy) czują dorośli wokół takiego dziecka- pedagodzy, psychiatrzy, przykładowo doktor T. - jakaś refleksja ich nachodzi? No kurcze ... chyba muszą? Bo co czuje rodzic i osoby bliskie wolę sobie nie wyobrażać.
    • grruu Re: miłość w czasach zarazy 03.02.20, 21:34
      Najgorsze jest to, że wszystko w tym tekście jest mi doskonale znane... Co więcej, w Polsce to nawet nie jest kwestia pieniędzy, bo o ile można zapisać dziecko do psychiatry prywatnie, jak się ma pieniądze (choć i tak z terminami bywają problemy, bo tych lekarzy jest za mało), to nie ma prywatnych ośrodków, które gwarantowałyby sensowną terapię i leczenie.
        • grruu Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 09:18
          Dwa tygodnie po znajomości... To jest dramat, bo często pomoc potrzebna jest na już. Natomiast najgorsze, że bez specjalistycznych ośrodków taka wizyta to i tak tylko plasterek na złamanie otwarte... Nie wiem, dlaczego taki ośrodek nie powstał, chyba są rodzice zamożni, którzy zapłaciliby dużo za ratowanie dziecka. Są prywatne odwyki, a prywatnego ośrodka terapeutycznego nie ma.
    • eliszka25 Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 08:27
      Straszne to jest. Ta przerażająca niemoc rodzica, który chce ratować dziecko i zderza się ze ścianą. A jak jednak uda mu się przebić głową mur, to widzi taki szpital. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby w takiej sytuacji okazało się, że jedyne, co może mi zaproponować system, to szpital jak z horrorów. Nie wyobrażam sobie, co te dzieciaki i ich rodzice muszą przezywać. Smutne i straszne 🙁
    • joaz Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 09:06
      pamiętam swoje miotanie się gdy szukałam lekarza psychiatry dla dziecka- i na NFZ i prywatnie. To graniczy z cudem. W recepcji do jednego z lekarzy pytają jak daleko mieszka się od gabinetu bo wizyta może odbyć się nawet o 22 i później a telefon może być 20 min przed (np. zwolni się termin).
    • boogiecat Re: miłość w czasach zarazy 04.02.20, 21:41
      Wszyscy powinni to przeczytac.

      A komentowac tutaj ciezko (vide wpisy w drugim watku na ten temat).

      Retoryka sily...coz, prawdziwy silacz broni slabszych. A normalne osoby przynajmniej ich nie niszcza.
      To tutaj wszystko sie zaczyna- swoja role/wine ma panstwo, szpitale, instytucje, niewydolny system, niekompetencja itp., ale rowniez prywatnie kazda osoba, ktora te dzieci spotkaly.




      --
      Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
      • szeptucha.z.malucha Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 06:40
        Ha, a ja w Józefowie poznałam matkę, która dziękowała lekarzom, że zajęli się jej nastoletnim synem ze schizofrenią i uratowali mu życie. Przyjechała aż z Pomorza.
        Według mnie sytuacje zachowań personelu mogą być w artykule przerysowane, jednostkowe uogólnione. Gdy miałam kontakt z tym ośrodkiem nigdy takich zachowań nie zaobserwowałam wobec pacjentów. Wręcz był to pozytyw w tych przygnębiających murach.
        • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 07:20
          Ja znam z kolei 2 osoby, które były w ciężkim stanie psychiatrycznym. Jedna oddana do szpitala, ale rodzice zawsze mieli na nią wywalone. Wykorzystana seksualnie przez pracownika. Młoda dorosła, tak że nawet nie mogli rodzice jej wypisać.
          Druga już nie młoda babka, której siostra wezwala psychiatre do domu przy stanie paranoidalnym, urojenia, zamiary samobojcze. Wyszła z tego ok, bierze leki, pracuje, pracodawca nie wiedział, że było tak poważnie, bo nie była w szpitalu. Jakość leczenia nieporównywalna. Ale najprościej odstawić dzieciaka do szpitala, gdzie będzie narażony na ataki pacjentów w naprawdę ostrych stanach i na wykorzystywanie/totalne zlewanie przez personel.

          --
          Zginę, jeśli się obejrzę
          • szeptucha.z.malucha Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 07:37
            To daj przepis jak znaleźć takiego lekarza, który przyjedzie i na miejscu obsłuży dzieciaka, jeśli kilku kolejnych albo odmawia z braku czasu albo czuje się niekompetentnych w takim przypadku, włączając w to lekarza prowadzącego (prywatnie), do którego terminy są raz na 4 miesiące. Co robić, gdy wszyscy jednym głosem mówią, że „tylko szpital” a brak pomocy pogarsza stan psychiczny?
            Moim zdaniem ośrodki, najlepiej dzienne ale też szpitale są potrzebne ale wymagają zmian.
          • thank_you Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 11:41
            Jprdle, najprościej? Najprościej? Moja koleżanka wyła jak pies, gdy jej córka stanowiła zagrożenie dla siebie i dla rodzeństwa i odbijała się od ściany do ściany; gdy w końcu wezwała policję do swojego dziecka i gdy ci eskortowali młodą do szpitala, a ta później nie zgodziła się na odebranie swojego dziecka ze szpitala. Najprościej. Jak ty czasami coś walniesz, to ręce opadają. Nie, to nie jest najprościej. To jest najtrudniej. I czasami nie ma innego wyjścia, a państwo się na ciebie wypina i dzieci się zabijają.
      • jowita771 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:16
        Żebyś wiedziała, że chciałoby się. Jak można w jednym zdaniu mówić o miłości bliźniego, a w następnym wyrządzać temu bliźniemu realną, ogromną krzywdę?

        --
        homoseksulaizm jest czyms
        niewlasciwym wrecz obrzydliwym [...]
        I prosze mi tu nie wyjezdzac z homofobia
        by vibe-b
        • boogiecat Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:32
          Mnie by sie wcale nie chcialo, mimo ze tez mnie ta historia rozwalila.

          Uzywanie jej w ten sposob do udowodnienia swoich racji/whatever, to bledne kolo konfliktu i w zadnym stopniu to nie prowadzi do czegokolwiek dobrego w temacie tolerancji czy nawet zwyklej zyczliwosci.

          --
          Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
          • olena.s Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:42
            To nie jest "udowodnienie racji". To jest skrajny wk..w spowodowany tym, że to całe towarzycho nie widzi/nie chce widzieć/odmawia widzenia że takie są właśnie konsekwencje ich manii okołoseksualnych, takie są konksekwencje ich polityczynych rozrywek dla zwykłych ludzi.
    • 123zielona123 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 00:15
      Nie wiem dlaczego rodzice oddaja dzieci do takiego szpitala. Chodzi mi o dzieciaki z głeboka depresją i próbami samobójczymi. bo co w tym szpitalu robią? usiłują upilnować aby nie było samookaleczeń i samobójstw. Dają leki, w skrajnych przypadkach unieruchamiaja pasami. . Z opisu wyglada, że szanse na spotkanie z psychologiem, terapię czy czy dłuzszą rozmowę z lekarzem -żadne.
      Za to agresja pacjentów, a są tam pewnie i z psychozami, agresją i innymi dziwnymi zachowaniami, w różnym wieku. Do tego dochodzi nie zawsze przyjazne zachowanie personelu i wyglad oddziału jak więzienie w trzecim świecie. I do takiego miejsca trafia wrażliwy nastolatek z depresją.

      Mam depresja, raz jest lepiej czasem naprawdę kiepsko, ale gdybym trafiła w takie miejsce to ... A jestem stara, niejedno w życiu przeżyłam. Czy nie lepeij jednak dzieciaka trzymać w domu?
      Mam trochę nietypowe podejście do takich spraw, bo mój syn gdy jego znajomy popełnił samobójstwo, stwierdził Ty jesteś dziwna matką wszyscy znajomi mieli pogadanki od rodziców, a Ty nic.
      Bo ja uważam, że każdy powinien mieć prawo do samobójstwa. Ale z drugiej strony im ktoś młodszy tym problemy i rozwiązania sytuacji są bardzo czarno-białe. Tu wystarczyło by wsparcie i brak prześladowań
      • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 07:23
        Myślę tak samo.
        I niestety przy poważnych zachorowaniach, czy to fizycznych czy psychicznych, zetknięcie się z polskim szpitalem i aroganckim, zbywajacym personelem jest wręcz szkodliwe. Ich chyba ucza chamstwa i niewglebiania się w rzeczywisty stan pacjenta, na medycynie, na pielęgniarstwie. Tak jak w sytuacji w artykule - choćby walenie we wszystkich antydepresantami.

        --
        Zginę, jeśli się obejrzę
        • afro.ninja Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 09:17
          Czytała ten wywiad?
          wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/agnieszka-dabrowska-psychiatra-dzieciecy-czy-w-polsce-musi-sie-zabic-dziecko-kogos/wt9hnke

          Rozne mam opinie na temat opieki w Polsce, ale jesli personel pracuje w takich warunkach, to nic dziwnego, ze tam jest tak jak jest. To jest horror nie tylko dla pacjentow, ale i dla tych ludzi, co tam pracują.
          • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:14
            Tak, i dlatego np. pielęgniarz łagodzi sobie ten horror, posuwając 20-letnią pacjentkę zamroczoną prochami. Osobiście znam taki przypadek, pan do panny słał potem agresywne wiadomości via FB, jak już była na zewnątrz, powiedziała rodzicom, a ci zrobili rozpierduchę w szpitalu. Dowód więc był, niestety dziewczyna nie była w stanie temu sprostać, żeby donieść na niego do prokuratury. Ma zje...ne życie, przez leczenie w psychiatryku i tę agresję seksualną.
            Może zacznijmy od kształtowania morale personelu już na studiach związanych z medycyną (tak jak i z oświatą). I od odsiewania ludzi zachwianych emocjonalnie.

            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • afro.ninja Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:22
              Ta lekarka podaje suche fakty, bardzo jasno, a w dodatku zwiezle opisala sytuacje polskiej sluzby zdrowia w przypadku dzieci chorych psychicznie. Lekarze odchodza, personel jest zmeczony i nieprzeszkolony. Czy tylko pieniadze sa tu problemem? Moim zdaniem zawodzi tu czynnik ludzki, czy jak wyremontuja, a nawet wybuduja nowe szpitale, beda tam ludzie chetni do pracy? I nawet nie pisze tu juz o lekarzach, ale wlasnie pielegniarkach, sanitariuszach, sprzataczkach? Trudno mi sobie wyobrazic skale brudu na tym oddziale,

              Poza tym jest spoleczne wyparcie problemu, a takze stygmatyzacja ludzi chorych psychicznie.
                • mmoni Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 17:04
                  Poza wszystkimi faktami wymienionymi w wywiadzie, czy jednak za niedoinwestowaniem psychiatrii dziecięcej nie stoi też stygmatyzacja chorób psychicznych? Wśród setek spotów i ogłoszeń o zbiórkach na leczenie chorych dzieci (indywidualnych i zamieszczanych przez fundacje), czy ktoś widział ogłoszenie o zbiórce na leczenie psychiatryczne? Może wynika to z tego, ze leczenia psychiatrycznego nie da się ująć w prostą historię, jaką opowiada urocza dziewczynka ze spotu TV: miałam białaczkę, to znaczy, że moja krew się popsuła, ale znalazł się dawca szpiku i wyzdrowiałam. Tu się działa metodą prób i błędów , a sukcesu i tak często nie ma. Może też dlatego, że osoby chore psychicznie nie wpasowują się w narrację o niewinnym dziecku-ofierze, na które z krzaków rzucił się zły wilk rak. Gdzieś z tyłu głowy mamy (jako społeczeństwo) takie przekonanie, że jak dziecko jest agresywne wobec innych lub samego siebie, to robi tak, bo tak chce, bo jest "niedobre".

                  --
                  Nika
      • afro.ninja Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 09:25
        Wczoraj w tv pani z fundacji mowila, ze juz po dwoch tygodni objawow depresyjnych powinno sie wdrozyc leczenie. W wiekszosci przypadkow to sie ciagnie miesiacami, moze latami i dzieci sa juz w takim stanie, ze rodzice nie radza sobie z nimi, to co maja robic? Szukaja ratunku w szpitalu. Tam przyjmuja glownie dzieci po probach samobojczych. Nie wiem, moze rodzice powinny dostac zwolnienie na dziecko i przez kilka tygodni pilnowac dziecko, zeby przyjmowalo leki, chodzilo na terapie cos w stylu oddzial dzienny?
          • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:34
            Do przyzwoitego psychologa, psychoterapeuty, choć uwaga odpłatnie, czeka się tydzień, max dwa. Zainspirowana tym artykułem zapisałam się dosłownie przed chwilą do bardzo fajnej pani, pogadać o sobie, swoich niespecjalnych kompetencjach rodzicielskich, podejściu do dziecka i o tym, jak gadać z młodzieżą wink. Mogłam za tydzień, wybrałam następny poniedziałek. Myślę, że 150 zł nie zmarnuje się.
            Weszłam też właśnie z ciekawości przez znanylekarz na profile psychiatrów zajmujących się w moim mieście młodzieżą. Dostępne przez internet wizyty - 15, 19, 20 lutego...
            Choć oczywiście może to świadczyć o tym, że w moim mieście ludzie zaniedbują zdrowie psychiczne i nie chodzą za bardzo do takich specjalistów.

            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • szeptucha.z.malucha Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:40
              To zazdroszczę. Umawiałaś się do terapeutów dziecięcych i psychiatrów dziecięcych?’
              Bo wiesz, ja chodzę niemal wyłącznie prywatnie i zazwyczaj słyszę, że specjalista chętnie pomaga ale No. nie dziecku ze spektrum autyzmu a moja znajoma z kolei, że ktoś nie zna się na problemach z odżywianiem itd.. I nic mi po terminie u takiej osoby.
                • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:03
                  To jest psychoterapeutka młodzieży od 13 lat i dorosłych, zajmuje się głównie problemami młodzieży, też z punktu widzenia rodzica. Nurt psychodynamiczny. Czekam z dużą niecierpliwością na to spotkanie smile.
                  Co do autystyków, fakt, że chyba ich diagnozowanie i terapia wciąż kuleją, ale tak chyba zawsze było.

                  --
                  Zginę, jeśli się obejrzę
                  • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:05
                    Aha, a lekarzy szukałam głównie wg pewnego konkretnego problemu, znalazłam takich, którzy pomagają dzieciom/dzieciom i dorosłym/samym dorosłym. Mam jednak nadzieję, że to akurat nie będzie potrzebne żadnej z nas, zwłaszcza jak się naczytałam o farmakoterapii na wyrost i niekoniecznie na dane schorzenie/zaburzenie.


                    --
                    Zginę, jeśli się obejrzę
                    • thea19 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 12:39
                      moje dziecko lat obecnie 9 w ramach diagnostyki pod kątem adhd, miało mieć opinię od psychiatry. Biorąc pod uwagę fakt, że poradnia ppp po jednej wizycie uznała, że nic się nie dzieje a orzeczenie dzieciak ma (bo jest niepełnosprawny) i nas olali, to poszliśmy do poradni prywatnej, która bada kompleksowo i ma u siebie wszystkich specjalistów. O ile psycholog był w miarę szybko, tak na psychiatrę czekaliśmy 3mce, potem w październiku zapisaliśmy się na wizytę kontrolną na luty tego roku (najbliższy wolny termin bo poprzednia pani dr dojeżdżała aż z Garwolina a tam gdzieś została ordynatorem w szpitalu dziecięcym i tu zrezygnowała). Na nfz zadzwoniłam i mi podano 3 letni czas oczekiwania. Rzecz się dzieje w stolicy a nie na jakimś zadupiu. Leczenie psychiatryczne dzieci w tym kraju nie istnieje.
            • sumire Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:10
              Ale tu chodzi o lekarzy psychiatrów, nie o specjalistów od "proszę wyjść ze swojej strefy komfortu".
              Spróbuj zapisać się do psychiatry, nawet ty, dorosła, nieodpłatnie, na przyszły tydzień.
              • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:26
                Toż piszę wyraźnie, że była taka możliwość też i z lekarzami psychiatrami - przez portal umożliwiający rejestrację. Jedna wizyta była nawet na 10 lutego, potem 15, 19... Słowem kluczowym w wyszukiwaniu była "depresja", ale ci lekarze leczą całe spektrum chorób i zaburzeń. Sprawdziłam chyba 4 na potrzeby tej dyskusji. To były osoby przyjmujące przeważnie młodzież i dorosłych.
                BTW psychoterapeuta nie jest specjalistą od wychodzenia ze strefy komfortu, pomyliło Ci się chyba z coachem wink.

                --
                Zginę, jeśli się obejrzę
                  • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:51
                    Sumie, nieodpłatnie to czekasz i do lekarzy o wiele bardziej nieskomplikowanych specjalności sad. BTW u nas matka z ta swoją toksyczna anorektyczka dostała się na NFZ w dniu rejestracji, do lekarku wysoko punktownanej, trzeba było tylko być wcześnie w kolejce, ponoć jest ileś miejsc zostawianych na pilne problemy.
                    Lekarz odpłatny ma z kolei te zaletę ze przyjmuje w roznych godzinach, po południu, nawet w sobotę.

                    --
                    Zginę, jeśli się obejrzę
            • joaz Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 11:06
              lily_evans11 napisała:

              > Do przyzwoitego psychologa, psychoterapeuty, choć uwaga odpłatnie, czeka się ty
              > dzień, max dwa. Zainspirowana tym artykułem zapisałam się dosłownie przed chwil
              > ą do bardzo fajnej pani, pogadać o sobie, swoich niespecjalnych kompetencjach r
              > odzicielskich, podejściu do dziecka i o tym, jak gadać z młodzieżą wink. Mogłam z
              > a tydzień, wybrałam następny poniedziałek. Myślę, że 150 zł nie zmarnuje się.
              > Weszłam też właśnie z ciekawości przez znanylekarz na profile psychiatrów zajmu
              > jących się w moim mieście młodzieżą. Dostępne przez internet wizyty - 15, 19, 2
              > 0 lutego...
              > Choć oczywiście może to świadczyć o tym, że w moim mieście ludzie zaniedbują zd
              > rowie psychiczne i nie chodzą za bardzo do takich specjalistów.
              >
              Ja z listą psychiatrów dziecięcych otrzymaną w Poradni Psychologiczno-Pedegogicznej (musiałam podpisać diagnozę psychologa, że wiem iz stan mojego dziecka zagraża jego życiu i zdrowiu) zaczęłam do szpitala i poradni- to było w październiku kilka lat temu. Tam dowiedziałam się,ze nie ma szans na wizytę - zapisy styczniu na nowy rok. Obdzwoniłam kilka prywatnych poradni - brak terminów. W jednej jak pisałam wcześniej nie umówią na termin, ale mam byc w każdej chwili pod telefonem. Bo jak sie zwolni termin to trzeba przyjechać. Zdobyłam telefon prywatny do jednej z polecanych lekarek i tutaj udało się w końcu ustalić wizytę w miarę szybko. Oczywiście oprócz psychiatry prywatnie i farmakoterapii są jeszcze wizyty u terapeuty. Tutaj udało się w PPP. Terapia działa choć na lekach córka jest nadal.
          • afro.ninja Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:27
            Zdaję sobie z tego sprawę, to była tylko moja sugestia.
            Kiedys ogladalam program o psychiatrii dzieciecej w USA, tam tez jest koszmarnie, ogromny problem nie do przeskoczenia. I tam byl chlopiec (ciezki przypadek, grozil matce i siostrze), ktory po pol roku oczekiwania w koncu trafil na terapie. I ta terapia odbywala sie w takim duzym, typowo amerykanskim domu. W USa pozamykano szpitale psychiatryczne, wiec tez bardzo trudno o miejsce. Ale ciekawe, czy takie domy moglyby funkcjonowac i w Polsce. Dzieci tam spedzaja i pol roku, sa na lekach, maja terapie i wracaja do domu. I wcale nie konczy sie to h?ppy endem, ale wlasnie mnie to zaskoczylo, ze nie byl to typowy szpital, tylko taki dom.
        • lily_evans11 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 10:10
          A nie mogą dostać takiego zwolnienia? Np. od lekarza rodzinnego? Nie wierzę, że nie.
          Ja niestety znam np. matkę, która już po 2 tygodniach zwolnienia na dziecko po wstrząsie mózgu z utratą przytomności i amnezją uważała, że dziecko ma iść do szkoły, bo ile oni będą na zwolnieniu siedzieć. Dopiero neurolog ją zdrowo opier ... Musieli dokręcić jeszcze 2 tygodnie.
          Ludziom się wydaje, że najważniejsze to karnie zapier... na kogoś, nie patrząc na straty i koszty własne, nigdy nie biorąc zwolnień, kiedy są potrzebne, i budzą się z ręką w nocniku, jeśli chodzi o zdrowie własne lub dzieci.

          --
          Zginę, jeśli się obejrzę
          • milka_milka Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 10:06
            Jak ty strasznie chrza...sz. A przychodzi ci do głowy, że ktoś nie może sobie pozwolić na długotrwałe zwolnieni, bo potem może poleciec z pracy? A co do terminów - nie wiesz nic, kompletnie, wyguglalas sobie przypadkowe osoby i uważasz, że jest ok? Już nie mówiąc, że tu nie chodzi o jakichkolwiek psychiatrów i psychoterapeutów, ale o dobrych. Nie, nie jest dobrze, naprawdę uważasz, że 420 psychiatrów dziecięcych na cały kraj to cud miód i orzeszki? A duża cześć z nich po prostu nie przyjmuje już nowych pacjentów. Znalezienie dobrego psychoterapeuty, psychologa, a nie takiego po dwutygodniowym kursie online, graniczy z cudem, grafiki mają zapchane kilka tygodni naprzód.

            --
            Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
            • grruu Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 10:31
              W Warszawie jak już się znajdzie sensownego terapeutę to koszt jest około 150 zł za spotkanie. Nie zawsze wystarcza jedno w tygodniu. Psychiatra kosztuje minimum 200, ostatnio coraz częściej dochodzi do 250, czas oczekiwania na wizytę u prywatnego lekarza to około 3 tygodnie, potem oczywiście jak jest się pacjentem to inaczej. Ale oczywiście znajdą się tacy, którzy uznają, że jest super, wspaniale, tylko źli rodzice nie dbają o dzieci.
              • thank_you Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 11:47
                Weź, co ona pierd...ręce mi normalnie opadają. Chyba myśli, że zaburzenia u dzieci mijają jak grypa. Moja koleżanka była samodzielną matką dwójki dzieci, z czego jedno było chore przez kilka lat. Ciekawe co by zrobiła nasza lily, z jej "oszczędnościami", gdyby przytrafiła jej się sytuacja mojej koleżanki - jedno dziecko borderline, z próbami samobójczymi, drugie zdrowe i genialne, ona sama z nimi. I co, zrezygnować z pracy na kilka lat? Bo jej gehenna trwała kilka lat. Na szczęście dziewczynę było stać na to, aby zatrudnić opiekę na cały etat, a ona harowała w swojej firmie tak, że pewnego dnia wylądowała w szpitalu w stanie wycieńczenia.
                K... mać, jak mnie wk... takie banały opowiadane przez tego typu babska.
                • thank_you Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 11:52
                  K...przez kilka miesięcy, codziennie, mijałam rodziców próbujących dobić się na oddział psychiatrii dziecięcej w W-wie, wyjących, histeryzujących, błagających o pomoc dla siebie i dla dziecka. Jaką łajzą trzeba być, aby napisać, że "najłatwiej oddać". Ku.... oddać! Dziecko! Na psychiatryk! Tak po prostu, oddać, najłatwiej. I pisze to babsko, które nie chce puścić córki na wycieczkę. Co za prymityw.
                    • thank_you Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 12:04
                      Ja odwracałam wzrok od tych dzieci, gdy codziennie mijałam klatkę, w której siedziały - szumnie zwaną ogrodem. A to był okratowany sześcian, jak w zoo. Jprdle. Jprdle. Wyć mi się chce na wspomnienie o tym, wyć mi się chce, gdy przypominam sobie wyjącą przyjaciółkę. A wg lilly poszła na łatwiznę, zaś lilly - cwaniura, umówiła sobie terapeutę aby pogadać, w krótkim terminie. Rzygam. Naprawdę rzygam.
                      • grruu Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 12:07
                        Mnie najbardziej rozwalało, że jednak naprawdę są dzieci, do których nikt nie przychodzi. Dzieci, które muszą ubierać się w rzeczy "z worka", bo rodzina nie raczy im dostarczyć niczego, a szpital nie umie tego wymóc, choć moim zdaniem to powinno się od razu sąd rodzinny zawiadamiać.
                        • thank_you Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 12:13
                          Ale to jest w każdym szpitalu na każdym oddziale. Dwa lata temu beczałam, bo naprzeciwko sali mojego chrześniaka leżało niemowlę, którego matka nie odwiedzała - i tak sobie leżało bodajże drugi miesiąc, samotnie, bez przytulania, miłości, uwagi.
                          Gdy ja leżałam w szpitalu, to mojej rówieśnicy ucinali nogę - też nikt z rodziny jej nie odwiedzał i jeszcze obarczała mnie wyrzutami sumienia, bo mnie odwiedzali i dbali o mnie.
                          Gdy jako dziecko leżałam 3 miesiące w szpitalu, to też były dzieci - można by rzec - porzucone. Myślę, że oddziały psychiatrtyczne niewiele się różnią pod tym względem od innych.
                      • grruu Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 12:08
                        W sumie jakbym miała problem w rodzaju "nie jestem pewna swoich kompetencji rodzicielskich" to istotnie, od ręki sobie znajdę multum miejsc gdzie za kasę i bezpłatnie mogę o tym pogadać. Tylko co to ma wspólnego z problemami tych dzieci?
                        • sumire Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 12:15
                          No w rzeczy samej. Doszło do jakiegoś kosmicznego pomylenia pojęć, mam wrażenie - przecież tu mowa o dzieciakach z ciężkimi, niebezpiecznymi, niestety często śmiertelnymi chorobami. Iść do psychoterapeuty i sobie pogadać, super. "A próbowałeś nie być smutny?..."
                • grruu Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 11:55
                  Lilly nie miałaby takiego dziecka, bo jak wiadomo kochane i szczęśliwe dzieci nie chorują, wszystko wina głupich i zaniedbujących rodziców...Ja jeszcze jestem ciekawa, co by zrobiła, gdyby jej dziecko w ataku paniki w jej obecności wyszło przez okno. Zamknięte. Szczęście, że na parterze. Pewnie wystarczyłby terapeuta ze znanego lekarza, żeby o tym porozmawiać...
                  Ciekawe, co by zrobiła widząc kolejne okaleczenia na ciele swojego dziecka. Albo mając dziecko w stanie bezsenności na tle lękowym, takiej, że śpi kilka razy na dobę po kilka minut i ma halucynacje z braku snu.

                  Ja w ciągu ostatniego roku poznałam masę takich historii i to są głównie opowieści o bezradności i waleniu głową mur. A potem jeszcze takiego rodzica rozliczają, co mógł zrobić lepiej. Żeby nie było - powiedzmy 80 proc., 20 to są opowieści jeżące włos na głowie - dzieci zaniedbane, molestowane, krzywdzone, porzucone przez bliskich.
              • lauren6 Re: miłość w czasach zarazy 06.02.20, 13:20
                Dobry, na prawdę dobry psychiatra bierze 300zł+ za godzinę. I mówimy o wąskiej specjalizacji lekarza: np psychiatra, który specjalizuje się w leczeniu zaburzeń odżywiania u nastolatków niekoniecznie będzie dobrym wyborem do prowadzenia autystycznego dziecka itd. Z resztą wystarczy wejść na stronę prywatnej przychodni by okazało się, że każdy terapeuta lub psychiatra zajmuje się kilkoma wybranymi zagadnieniami i określoną grupą wiekową dzieci. Później okazuje się, że pomimo tego, że przychodnia zatrudnia 15 psychologów z tym konkretnym dzieckiem może pracować najwyżej 2.
                Kurcze, mówimy o leczeniu poważnych zaburzeń rozwojowych u dzieci, a nie o sprzedaży ziemniaków.
    • jan.nowak.7 Re: miłość w czasach zarazy 05.02.20, 11:49
      Drodzy dyskutanci!

      Przecież o tym wszystkim wiemy od dawna: o strasznych warunkach leczenia dzieci z problemami psychicznymi, o materacach rozłożonych na szpitalnych korytarzach, o odsyłaniu pacjentów z izb przyjęć. Może tylko o zakrwawionych pościelach i ścianach słyszymy po raz pierwszy.

      Zwykły człowiek niewiele może zrobić. Ale od wczoraj można podpisać petycję przygotowaną przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę z apelem do premiera Mateusza Morawieckiego o bezzwłoczne podjęcie działań, mających na celu rozwiązanie najpilniejszych problemów, z którymi mierzą się dzieci na oddziałach psychiatrycznych.

      Zachęcam - podpisów przybywa bardzo szybko i to jest krzepiąca wiadomość.

      fdds.pl/petycja/?fbclid=IwAR03Pmhd1k2apsei623SGQqz8p279aZlyF9-iYuRIYvoHks2Fal7AXScXHQ

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka