lajtova
11.02.20, 10:58
Trzy miliony zł mieli wyprowadzić z PCK dolnośląscy działacze PiS: poseł, dwóch radnych i najbliższy współpracownik Anny Zalewskiej. Do sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia. Grozi im nawet do 10 lat więzienia.
Jak to było? Wystarczy nie kraść?
Do połowy 2017 r. dolnośląskim oddziałem Czerwonego Krzyża rządzili politycy PiS. Prezesem był niegdysiejszy radny tej partii Rafał H., jego zastępcą był ówczesny poseł Piotr B., a dyrektorem Jerzy G., radny wojewódzki i zastępca Anny Zalewskiej w wałbrzyskich strukturach PiS. Pracownikiem oddziału był również Jerzy S., radny z Wrocławia.
Wobec wszystkich, a także sześciu innych osób, Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu skierowała właśnie do sądu akt oskarżenia.
Afera PCK. Nie milion, a trzy
Początkowo straty z przestępczej działalności zarządzających oddziałem Czerwonego Krzyża polityków PiS szacowane były na 1,1 mln. zł. Ostatecznie kwota ta wzrosła do trzech milionów.
Mechanizm przekrętu był prosty. Szeregowi pracownicy PCK w 2015 r. założyli firmę, która - choć nie miała podpisanej umowy z PCK - w latach 2015-2017 zbierała z kontenerów Czerwonego Krzyża używaną odzież. Następnie ją sprzedawano, a pieniądze trafiały do kieszeni osób w proceder zaangażowanych.
Mózgiem przedsięwzięcia miał być Jerzy G., ówczesny radny PiS sejmiku województwa dolnośląskiego i najbliższy wtedy współpracownik Anny Zalewskiej, minister edukacji w rządzi Beaty Szydło, a obecnie eurodeputowanej.
To nie jego jedyne problemy z wymiarem sprawiedliwości. Jest równocześnie jednym z oskarżonych w toczącym się przed sądem procesie o wyprowadzenie 12 mln zł z Południowo-Zachodniej SKOK.
Najwyżej wśród osób objętych aktem oskarżeniach polityków PiS (dziś już byłych) jest jednak Piotr B., do niedawna poseł i szef wrocławskich struktur tej partii. Prokuratura zarzuca mu nie tylko bezpośredni udział w wyprowadzaniu środków z PCK, ale również przyjmowanie środków z przestępczego procederu, które później - jak ujawniliśmy to w „Wyborczej” jako pierwsi - wykorzystywał na finansowanie swojej kampanii wyborczej do Sejmu w 2015 r.
Pieniądze z okradania PCK przynajmniej raz zasiliły również fundusz wyborczy Anny Zalewskiej, byłej minister edukacji. Jeden z oskarżonych Bartłomiej Ł.-T. przyznał, że na polecenie Jerzego G., wpłacił na jej rzecz 7 tys. zł. Znajduje to potwierdzenie w dokumentach Państwowej Komisji Wyborczej.
Czy Anna Zalewska wiedziała o okradaniu PCK przez polityków PiS?
Bartłomiej Ł-T., jak twierdzi, przekazywać miał również pieniądze asystentowi Zalewskiej Łukaszowi Apołenisowi, dziś członkowi władz regionalnych PiS w okręgu wałbrzyskim. Polityk temu jednak zaprzecza.
Nie wiadomo, czy Zalewska została w tej sprawie przesłuchana. Prokuratura od wielu miesięcy blokuje nam dostęp do tej informacji.
Zakończenie trwającego 2,5 roku i wielokrotnie przedłużanego śledztwa, potwierdza w rozmowie z „Wyborczą” prok. Kazimierz Orzechowski, naczelnik II Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, odpowiadającego za postępowanie.
- Akt oskarżenia rzeczywiście został skierowany do sądu kilka dni temu. Objętych nim jest 10 osób, a zarzutów jest bardzo wiele, w zależności od udziału poszczególnych oskarżonych w procederze. Główny zarzut dotyczy przestępstwa z art. 296, czyli działania na szkodę Polskiego Czerwonego Krzyża. W niektórych przypadkach zagrożenie karą z tego paragrafu wynosić może nawet do 10 lat pozbawienia wolności.