Jesteśmy, odpukać, chorzy bardzo rzadko, dziecko w żłobku i przedszkolu chorowało bardzo sporadycznie, były lata, że chyba wcale, mąż miał wysoką gorączkę ze dwa lata temu, ale taką którą zbijaliśmy z 39 paracetamolem i potem cały dzień siedział w basenie czy oceanie (akurat trafiło na wyjazd, a kraj z marną opieką zdrowotną), ja chyba z 7-8 lat temu, jakoś tak po porodzie. I nie wiem czy cieszyć się czy martwić. Nie trafialiśmy na zjadliwe mikroby i nie mamy odporności czy może mamy tak wyćwiczony układ odpornościowy, że niewiele nas rusza, oby to drugie

Ciekawe czy jedno z drugim ma coś wspólnego i w którą stronę.