czarny_dol
29.04.20, 11:35
Miałam dwie sadzonki drzew, które nie miałam gdzie zasadzić. Połaziłam trochę po okolicy i znalazłam na uboczu kawałek trawnika (teren miejski) gdzie je zasadziłam. Specjalnie szukałam miejsca gdzie nikomu ewentualne drzewa nie będą przeszkadzać, nie będą zasłaniać widoku z okna, nie będą sypać liśćmi po samochodach etc. No i ostatnio poszłam zobaczyć jak się drzewka mają. I nagle mnie olśniło, że głupia posadziłam je centralnie pod drutami wysokiego napięcia.... Nie mam pojęcia jak ja ich wcześniej nie zauważyłam. Tak się ucieszyłam, że znalazłam dla nich fajne miejsce, że chyba z całej tej radości taka "drobnostka" mi umknęła.
No i co teraz? Jak Panowie z energetyki postępują z takimi przypadkami? Przycinają te drzewa? Wycinają w pień? Wiem, że to perspektywa następnych 20 lat, ale jakoś mi smutno, że mieliby je wyciąć. Wiem, że drzewa na terenie prywatnym, które zagrażają liniom wysokiego napięcia są przez energetykę przycinane aczkolwiek w barbarzyński sposób. Tak zrobili z piękną lipą na działce mojej babci. Ale co z drzewami na terenach miejskich?
Przesadzić te drzewka? Czy zostawiać na te 20 lat?