Mam 42 lata, 164 cm i 60kg wagi. Tak wygląda teraz wyjściówka.
Całe lata moja waga utrzymywała się na poziomie 53-54kg, 10 miesięcy temu zaczęłam chodzić na siłownię - na zajęcia siłowe z trenerem (potrzebowałam ruchu, miałam problemy z krążeniem) - ważyłam wtedy 54kg. Ćwiczyłam wtedy dwa razy w tygodniu po godzinie. Trener rozpisał mi dietę (minimum 4 posiłki plus koniecznie śniadanie). Efektem były całkiem ładnie zarysowane mięśnie, ale waga skoczyła na 60kg, co jest absolutnym rekordem.
Od połowy marca siłownia jest zamknięta, ćwiczę więc sama na orbitreku (45 minut dziennie na średnim obciążeniu), 6x w tygodniu. Waga ani nie drgnie.
W ciąży (8 lat temu) miałam cukrzycę i generalnie mam jakiś problem z cukrem - nie jestem w stanie przejść badania krzywej (zawsze kończy się wymiotami po 20 minutach).
Stwierdziłam, że olewam śniadania i zaczynam IF - która ponoć dobrze sobie radzi z insuliną.
W tej chwili moje posiłki wyglądają tak:
11-12 - śniadanie: bułka żytnia z masłem, dużą ilością rukoli i plasterkiem sera żółtego,
14-15 - zupa, (czasem jak nie mam zupy jem 200g lodów - jakieś 380kcal) przyznaję się bez bicia

18 - obiad - pieczona albo smażona ryba, ryż (czasem ziemniaki lub kasza), dużo warzyw.
Nie podjadam słodyczy, piję około 3 litrów wody i herbat (zielonej, ziołowej, owocowej) + raz dziennie inka z mlekiem (bez cukru).
Jak się pozbyć tych dodatkowych 6kg? To nie są mięśnie, nigdy nie byłam tak okrągła

Od wczoraj zaczęłam ćwiczyć na czczo, może to da jakiś rezultat.
Wiem, powinnam wyrzucić lody, ale czy to ma aż tak ogromny wpływ?