mamproblem
03.09.20, 19:37
Syn po 3 dniach nauki stacjonarnej był uprzejmy dostać gluta. Bez temperatury, kaszlu, czerwonego gardełka. Zwykły lejący, przeźroczysty i wyjątkowo upierdliwy.
Dzisiaj był w szkole, ale jak sam relacjonował, gdy na pierwszej lekcji wychowawczyni poinformowała uczniów, że osobnik z katarem trafi do szkolnego izolatorium, wszystkie lekcje przesiedział w masce.
Bo stwierdził, że ze zwykłym glutem nie będzie siedział w sali z dyrektorem, higienistką i wychowawczynią i oczekiwał na sanepid. A szkoła zostanie przez niego zdezynfekowana. Tym straszyła wychowawczyni.
W sali unosi się zapach alkoholu, babka z techniki wydarła się na uczniów, że nie mają rękawiczek na lekcji.
Nosa wydmuchiwał w szkolnej toalecie, by nikt go nie widział i nie słyszał. Założę się, że taką partyzantkę od jutra będzie uprawiać część jego kolegów.
Klasa 6 SP, duże miasto.
Tak, wiem, żem nieodpowiedzialna bo puściłam 12-latka z katarem, a sama musiałam do pracy. Chłop też.