20.10.20, 22:40
Z okazji likwidowania konta na Sympatii przeczytałem taki list użytkownika:
"Postanowiłem do Państwa napisać z okazji głośno obchodzonych 18. urodzin portalu. Wiem, że piszą do Państwa pary, którym się udało. A ja mam zupełnie inną historię. Ja jestem człowiekiem, któremu się nie udało", rozpoczął swoją wiadomość Paweł, który od wielu lat bezskutecznie szuka partnerki - również w sieci. Wiecie Państwo, ile lat temu założyłem konto w Sympatii? Słownie: piętnaście! Wiecie, od ilu lat używam Sympatii regularnie? Prawie ośmiu. Co to znaczy regularnie? To znaczy praktycznie codzienne zaglądanie, szukanie najlepiej dopasowanej osoby i wysłanie do niej wiadomości. Wiecie Państwo, ile można wysłać tych wiadomości w ciągu ośmiu lat? Pomijając naprawdę krótkie okresy, gdy wydawało się, że jakaś znajomość się rozwinie -jakieś 2500 (dwa i pół tysiąca)! Spytacie Państwo, jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć. Jeżeli moje wiadomości są ignorowane, to mogę się tylko domyślać. Niektórzy powiedzą "dostajemy dużo wiadomości", ale przy takiej ilości powinny zadziałać już jakieś statystyki - że choć jedna na ileś wiadomości (na 10, na 50), spotka się z odzewem. Na pewno nie chodzi o słynne wiadomości ograniczone do "hej, co tam?". Zawsze czytam opisy, zawsze próbuję w nich podkreślić to, co jest wspólne - czy to w celach, czy zainteresowaniach. Sam też mam na swoim profilu opis siebie i opis wymarzonej partnerki. Nie długi, ale na pewno znów bardziej rozbudowany niż słynne "napisz, a się przekonasz" czy uśmieszek. Zdjęć parę swojej osoby też mam. Jest to zamknięte koło, nie bardzo kto ma mi je robić, ale postarałem się, żeby przedstawiały mnie wyraźnie. Paradoksalnie, kto wie, czy nie łatwiej było tych 15 lat temu, gdy aparaty w telefonach dopiero raczkowały. Miałem takie jedno fatalne zdjęcie, ale żeby koleżanka z ówczesnej szkoły odpisała - wystarczyło. Inna sprawa, że ta znajomość się nie rozwinęła, ale żeby choć coś takiego mnie spotykało - otwartość na spróbowanie, a jak nie to trudno, ale przynajmniej wiemy, że próbowaliśmy. Nic z tych rzeczy! Nie sądzę, żebym przez tych 15 lat otrzymał więcej niż 20 pozytywnych odpowiedzi ("pozytywnych" - czyli że była choć próba poznania się lepiej). Podejrzewam, że współczesne kobiety są niewolnikami schematów, szczególnie w zakresie wyglądu. Nie mam na przykład magicznych 180 wzrostu, brakuje mi czterech centymetrów. "Jesteś odrobinę za mało piękny, to na śmietnik, mam stu na twoje miejsce".
Ostatnia z tych "pozytywnych odpowiedzi" też właściwie skończyła się źle. Niby pierwsze spotkanie się udało, są plany na kolejne, a tu nagle "sorry, spadaj, bo niespodziewanie odezwała się do mnie była miłość" - i już na jedno skinienie rzuca wszystko. Po dwóch miesiącach znowu ją zobaczyłem w Sympatii. Adrianna, co z tą wielką miłością? Oczywiście przez myśl jej nie przyjdzie nawiązać znów kontakt ze mną. Przecież w jej schemacie wszystko było w porządeczku. Oczywiście wiem, że jak zapytacie, to z prawie żadnej nie wyciągniecie, że chodzi o wygląd. Przecież chcą nie tylko odrzucać, ale i uchodzić w swoich oczach za dobre osoby kierujące się wyższymi wartościami. Piszą na profilach, że nie tolerują w życiu kłamstwa, a w istocie je kochają. Z tych 20 pozytywnych odpowiedzi w sytuację bliską związku doprowadziły ze dwie. Jedna z nich zakończyła się po trzech tygodniach zerwaniem przez SMS-a po. Nowocześnie... Piszę do osób nie tylko ze swojego miasta, ale i skądinąd, do około 150 kilometrów -odległość realnie pozwalająca wspólnie spędzać weekendy. Piszę do osób w różnym wieku, od 17 do 37 lat (sam mam 34), uśredniając pewnie wyjdzie jakieś 25. Od roku czy dwóch się przemogłem i zacząłem pisać do kobiet posiadających dzieci. Więc naprawdę, nie mnie brak otwartości na różne warianty!
Czy to znaczy, że nigdy ja nie popełniłem błędu? Owszem, kojarzę w tym momencie dwa. Była dziewczyna o nicku (...) z Krakowa, szalenie atrakcyjna. Najpierw była wymiana zdań trochę o niczym, ale na koniec zostawiła swój prywatny mail. A ja nie skorzystałem! Nie pamiętam już, dlaczego. Może po prostu przestraszyłem się tego, jak się zachować przy tak atrakcyjnej dziewczynie, żeby mnie akceptowała? Może to opublikujecie i to przeczyta? Drugi błąd to ta druga "sytuacja bliska związku". Poznałem dziewczynę osobiście, nawet coś między nami było. Tyle że dzieliło nas nie tylko 150 kilometrów, ale i studiowała zaocznie, więc byłby olbrzymi problem widzieć się w weekendy. I znowu zachowałem się chwiejnie wobec niej, a ona odpuściła. A przecież już dawno byłaby po tych studiach...Czemu w ogóle to wszystko piszę? Może tylko wywalicie to do kosza. A może to opublikujecie, coś poradzicie, bo nie wiem gdzie szukać pomocy. Mam taką naturę, że utknąłem w tych wirtualnych poszukiwaniach. Nie ma szans poznania kogoś w pracy, a na imprezy nie chadzam. Próbowałem, ale to nie dla mnie i nie zmienię się na siłę...
Pawle, niczego tu nie wyrzucamy do kosza, a ja z zainteresowaniem przeczytałam Twój list. Co sprawia, że nie znalazłeś swojej drugiej połówki? Sęk w tym, że nie zawsze szukanie oznacza gotowość na znalezienie. Nie wszystko w naszym życiu dzieje się w sposób jasny i zrozumiały dla nas, istnieje bowiem obszar nieświadomy, który ma ogromny wpływ na to, co ostatecznie się wydarza. Kiedy pracuję w swoim gabinecie z osobami, które mówią: szukam miłości i nie znajduję, wkraczamy zazwyczaj w obszar wyobrażeń, doświadczeń, przekonań, uprzedzeń mniej lub bardziej dla nas oczywistych. Pojawiają się tam wzorce z dzieciństwa i późniejszego etapu, w których "miłość" okazuje się skomplikowana, ograniczająca, odrzucająca, niepewna, raniąca itp. Używam cudzysłowu, bo miłość sama w sobie jest zaprzeczeniem tych wymienionych przeze mnie przymiotników, ale takie określenie funkcjonuje potocznie.Nowoczesna psychologia korzysta z naukowych zdobyczy innych dziedzin, a w tym przypadku z pomocą przychodzi nam neurobiologia i fizyka kwantowa. Otóż, istnieją badania dowodzące, że człowiek komunikuje się ze swoim środowiskiem nie tylko poprzez słowa, gesty czy mimikę, ale również w sposób pozostający poza naszym świadomym zarządzaniem. Słowem, wysyłamy sygnały (jesteśmy rodzajem nadajnika i odbiornika), a także odbieramy je od osób, które pasują do naszego wzorca. Kiedy jesteśmy gotowi na szukanie, ale już nie na znalezienie partnera, nasze poszukiwania trwają bez końca. Przyciągamy osoby, które nie zostają z nami na dłużej i omijamy te, które mogłyby odegrać ważną rolę. Wspominając swoje doświadczenia z portalu i spoza niego, wspominasz o dwóch momentach, w których zrobiłeś unik. Nie wykonałeś kolejnego kroku w sytuacjach, które były obiecujące. W pierwszym przypadku dziewczyna była bardzo atrakcyjna, a ja czytam: "przestraszyłem się tego, jak się zachować przy tak atrakcyjnej dziewczynie, żeby mnie akceptowała". Z jakiego powodu zadawałeś sobie takie pytanie? Zwykle tak się dzieje wtedy, kiedy zawodzi nasza samoocena. Czytam, że brakuje Ci odrobinę do 180 cm wzrostu, że nie jesteś dostatecznie przystojny… Jasne, wygląd ma znaczenie, ale gdyby tylko idealnie piękni ludzie znajdowali parterów to 90 proc. społeczeństw stanowiliby ludzie samotni. A może więcej? Idąc ulicą, niewiele się takich idealnych osób spotyka, prawda? Kiedy akceptujemy siebie, zakładamy, że inni widzą nas jako atrakcyjnych, interesujących i wartościowych, gdyż tak sami siebie postrzegamy. I nie jest to bynajmniej zarozumialstwo tylko traktowanie siebie z szacunkiem. W drugim przypadku rozumiem (jeśli nie mam racji, proszę mnie poprawić), że nastąpił moment, w którym należało się zdeklarować, potraktować odległość i inne utrudnienia jako objazd na drodze do celu, jaką jest związek, a nie jako przeszkodę. Jeśli odpuszczamy sobie, to może brakuje nam przekonania, że w ogóle chcemy tam dotrzeć. Zachowanie chwiejne dowodzi braku dostatecznej pewności. Pawle, każdy ma swoją historię, swoje wzorce myślenia, swoje obawy itp. Nie ma więc takiej recepty: "zrób to i to, a znajdziesz partnerkę". Jednak kiedy zauważymy, że coś w naszym
Obserwuj wątek
    • tanebo001 Re: Sympatia 20.10.20, 22:43
      cd życiu "nie działa", bo tak można określić sytuację, kiedy szukamy i nie znajdujemy, to skupiłabym się nie na metodach poszukiwań, ale na odkryciu prawdziwego powodu, dla którego plany się nie realizują
      I teraz mój komentarz - w szukaniu miłości mężczyźni stawiają na jakość a nie ilość. I to jest błąd. Należy poznawać jak najwięcej kobiet, najlepiej powierzchownie bez zagłębiania się w ich psychikę/życie uczuciowe. Tylko otwartość na nietypowe związki zapewnia sukces. I taki błąd popełniają ematkowi koledzy.
      • konsta-is-me Re: Sympatia 20.10.20, 23:38
        Nie dalam rady przeczytac calosci.
        Po co to zamiesciles?
        Po przeczytaniu paru zdan foskonale zrozumialam dlaczego pan nie moze nikogo znalezc.
        Chcesz odpowiedź?
          • konsta-is-me Re: Sympatia 21.10.20, 00:08
            Wiec tak jak zwykle.
            Pan ma wymagania z kosmosu, startuje do kobiet kompletnie "out of his league" a pod tym wszystkim jest totalny egoizm pt "ja chce to i to i ma mi byc dane, bo ja tak chce i juz".
            Otoz nie, musi miec jeszcze cos do zaoferowania, cos do dania ,cos co zechce wziac druga osoba.
            Tymczasem on nic takiego nie ma i nawet nie przyjdzie mu do glowy ze powinien.
            Bo po prostu mu sie nalezy jak psu zupa i koniec.

            I traktowanie innych ludzi , w tym przypadku kobiet,jak towaru na półce-ma byc taka, owaka ,miec to.i to.I jeszcze to i tamto.
            Ok, wiec w takim razie co on ma do dania w zamian za to ?
            Wielkie NIC.
            NIC co ktokolwiek chcialby wziąć.
            Gdyby mial, to juz ktos by to wzial, prawda ?
            Ale jemu sie nalezy i juz !
            Bo ON "chce "!!
            • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 00:12
              Przede wszystkim pan jest śmiertelnie nudny i zakompleksiony. no doprawdy, 4 cm do 180 to problem. Masa niższych facetów jakoś ma partnerki. Ale najłatwiej zrzucić winę na takie głupoty, zamiast zobaczyć, że się ma poważniejszy problem.
              • anika772 Re: Sympatia 21.10.20, 06:38
                Pan boleśnie stwierdza że chodzi o wygląd. Co za bzdura. Całe rzesze panów o wątpliwym, średnim wyglądzie mają partnerki, żony, kochanki; tyle że oni prawdopodobnie nie są płaczliwą męczybułą, mają jakąś energię, odwagę, chęć podjęcia ryzyka, urok i bajer.
                • tanebo001 Re: Sympatia 21.10.20, 07:02
                  Po pierwsze to nie wiesz jak oni wyglądali gdy zaczynali się spotykać. Po drugie nie wiesz dlaczego się spotykają. To może być siostra. Po trzecie nie wiesz czy są szczęśliwą parą. Ja sam wielokrotnie na ematce czytałem że "facet zaczyna się od 180 cm. a mój ma 200 i jestem najlepsza". Współczuję tym niskim.
                  • anika772 Re: Sympatia 21.10.20, 08:22
                    Dalej szukasz wymówek, dla siebie i dlatytułowego pana.
                    Mój mąż nie jest wysoki, a to świetny facet. I zobacz, ma fajną żonę😁
                  • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 08:52
                    Daj spokój, mając 16 lat moglam uważać że jak mam małe piersi to nigdy nie będę miała faceta. Ale w wieku 25 już dobrze wiedziałam że to bzdura. Nie wiem, jak wyglądali ludzie, jak zaczynali się spotykać, ale wzrost to się nie zmienia. I nie wiem czy są szczęśliwi ale jeśli nie to na pewno nie byliby szczęśliwsi gdyby facet był wyższy. To tak nie działa. Mój partner ma mniej niż 170 cm wzrostu i doprawdy współczucia nie potrzebuje, bo to nie on po latach z trudem znalazł kobietę, która chce z nim zamieszkać ale bez seksu big_grin
                    • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 11:32
                      Jeju, a nie bierzesz pod uwagę, że ten twój partner miał zwyczajnie szczęście trafić na ciebie. Ile jest kobiet co by chciały faceta poniżej 1,7 z dziećmi przy swoim tyłku, które ma z różnymi kobietami? No wiec właśnie, może promil by się na to złapało i ty byłaś tym promilem. Większość by Panu podziękowało na wstępie.
                        • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 12:17
                          Bo było, no co ja poradzę smile ja wiem, że to dla braci samców trudne, że są faceci niscy, łysi i niebogaci którzy nie narzekają na brak powodzenia bo cała ich teoria się wali.
                            • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 12:47
                              A to co innego. Napisałam tylko że nie miał problemu w nawiązywaniu relacji - czy przechodzących w jakąś formę związku czy randkowania. To troche co innego co obrażony na świat incel. No i jak na razie od 7 lat go nie rzuciłam wink
                                • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 12:59
                                  Nie większy niż wszystkie forumki walczące o alimenty i normalne relacje ojców z dziećmi... A takich tu nie brakuje, prawda? Fakt, zabrakło szklanej kuli, żeby przewidzieć że ktoś kilka lat później zacznie pić. Uprzedzajac pytania: nie piła ryzykownie, piła okazjonalnie o niewiele
                                  • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 13:14
                                    Wiesz, mnie to ani ziębi, ani grzeje, ale w trzykrotnego pecha (formalizowanego prawnie właściwie nie wiadomo po co, skoro małżeństwo nie różni się niczym od związku) nie wierzę. Jeżeli alkoholizm przyszedł nagle, to też rodzi się pytanie dlaczego i dlaczego nie było wsparcia męża, jeżeli to choroba. W końcu założył z tą kobietą rodzinę. Ale z mojej strony EOT, nie chce mi się tego analizować.
                                    • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 13:22
                                      A kto mówi o pechu? On się nigdy negatywnie na temat pierwszych dwóch żon nie wypowiadał. Czasami ludziom rozchodzą się drogi i tyle. Ja mojego byłego męża też bardzo cenię jako człowieka, choć nie umiałam z nim być. Co do reszty... Wiedziałam, że do tego dojdziemy. Oczywiście z góry zakładasz, że nie było wsparcia męża i to na pewno jego wina, że zaczęła pić. Już widziałam na forum takie wypowiedzi. Wiadomo, zawsze wszyscy winni tylko nie alkoholik. O ile różne rzeczy są kwestią opinii i jest mi obojętne, czy ktoś uważa mojego partnera za fajnego czy nie, to takie teksty serio podnoszą mi ciśnienie. Bo to jest po prostu obrzydliwa insynuacja szkodliwa społecznie i sprawiająca, że osoby będące w relacjach z nałogowcami są dodatkowo wpędzane w poczucie winy, z którym i tak zwykle się borykają. Nie, nie jest winą męża ani żony, że ktoś pije. I nie, ani mąż ani żona nie "wyleczą z alkoholizmu" swoją miłością i wsparciem. Leczenia musi chcieć alkoholik. Ludzie żyjący z alkoholikami przechodzą piekło kłamstw, walki, zaprzeczeń, oskarżeń, a na koniec przychodzi ktoś i rzuca, że pewnie nie dość się starali. Poważnie, zastanów się nad tym, co piszesz.
                                      • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 14:49
                                        Rozumiesz znaczenie wyrażenia EOT? Dyskusję z Tobą uważam za bezcelową, bo nie masz bladego pojęcia o relacjach w byłym małżeństwie swojego partnera ani o tym, jaka była ta kobieta. Znasz tylko jego wersję i jej obraz z rozkwitu choroby. I nie manipuluj wciskając mi, że uważam, że alkoholizm jest winą partnera, bo niedostatecznie się starał i że należy nieść swój krzyż. To uzależnienie i choroba, a niektórym udaje się żyć w trzeźwości. I daruj sobie misję społeczną. A na przyszłość nie opisuj na publicznym forum szczegółów życia prywatnego, to nikt nie będzie komentował EOT.
                                        • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 14:57
                                          jolie napisała:

                                          > Rozumiesz znaczenie wyrażenia EOT? Dyskusję z Tobą uważam za bezcelową, bo nie
                                          > masz bladego pojęcia o relacjach w byłym małżeństwie swojego partnera ani o tym
                                          > , jaka była ta kobieta. Znasz tylko jego wersję i jej obraz z rozkwitu choroby.
                                          > I nie manipuluj wciskając mi, że uważam, że alkoholizm jest winą partnera, bo
                                          > niedostatecznie się starał i że należy nieść swój krzyż. To uzależnienie i ch
                                          > oroba, a niektórym udaje się żyć w trzeźwości. I daruj sobie misję społeczną. A
                                          > na przyszłość nie opisuj na publicznym forum szczegółów życia prywatnego, to n
                                          > ikt nie będzie komentował EOT.

                                          Ale o co wy się kłócicie? Tak po prawdzie to obie macie racje. Gruuu ma prawo będąc już długo z tym facetem mieć nienajlepsze zdanie o jego byłej, która już im dała i nadal daje popalić. Natomiast ciężko nie zgodzić się z Jolie, że w małżeństwie żyją dwie osoby i obie są z nie odpowiedzialne, nigdy wina nie leży po jednej stronie. Natomiast Gruu zbytnio idealizujesz pana. Rozumiem związek, miłość, wspólne dzieci, ale wiesz, nie zmienia to faktu, że koleś jest kilkukrotnym rozwodnikiem i jakbyś nie zaklinała rzeczywistości to takim już zostanie. I nie ma co go wybielać. Jestem zdania, że ludzie maja prawo ułożyć sobie życie kolejny raz i nawet im może to super wyjść, co nie zmienia faktu, że jako następna partnerka zapomnę, że mój facet kilka lat temu dla swojej żony był łajdakiem obracającym dupy na boku.
                                          • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 15:03
                                            A gdzie ja go idealizuję? Czy kiedyś napisałam że jest bez wad? Jestem w stanie wskazać sporo cech które mogą być nie do wytrzymania smile I wiesz, on nie był łajdakiem obracającym dupy na boku. Bo gdyby to był powód rozwodu to z pewnością bym o tym widziała, bo ex jest dość hmm... Ekstrawertyczna smile Kłócimy się jedynie o obarczanie go odpowiedzialnością za alkoholizm byłej żony
                                        • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 15:00
                                          Sorry, ale nie Ty będziesz mi narzucać kiedy mam odpisać i co. Owszem, dyskusja jest mało celowa. I w tym co napisałaś było pośrednie obwinianie partnera, bo założyłaś brak wsparcia.nie wiem na jakiej podstawie. A to, że jedni zostają trzeźwi a inni piją to nie jest kwestia tego czy otoczenie wystarczająco wspierało. Bo to samemu trzeba chcieć. I nie potrzebuje znać jej obrazu sprzed choroby. Sama odmowa płacenia alimentów mówi wystarczająco dużo o człowieku.
                                          • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 15:19
                                            A na jakiej podstawie Ty założyłaś, że to wsparcie było? Żyłaś z tą rodziną pod jednym dachem? Masz tyle samo informacji, co i ja. A obraz jej sprzed choroby (która jak twierdzisz pojawiła się deus ex machina) to kluczowa sprawa, chociażby w tym, jak sobie dobrał kobietę do założenia rodziny (zakładam, że świadomego). Ale pisząc wprost - mnie naprawdę to nie obchodzi i dlatego kończę.
                                            • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 15:31
                                              Wiem choćby z tego, że jej nie zostawił mimo wszystko, że to ona chciała rozwodu.cTroche wiem od dzieci. wiem, jak wobec niej postępował w trakcie rozwodu i po nim. Prawda jest taka że może gdyby jej tak nie buforowal co jest typowym błędem u partnerów nałogowców to albo by szybciej zeszła na dno i się odbiła albo utonęła kompletnie. Niewątpliwie jednak mielibyśmy zdecydowanie mniej problemów dziś. No ale chciał być dżentelmenem,bo to matka jego dzieci, bo coś ich łączyło itp.
                              • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 13:08
                                Nawiązywanie relacji to jedno. Też nie mam problemu. A bycie z kimś dłużej niż pierwszy etap zapoznawczy to drugie. Moja koleżanka związała się z facetem, który miał 3 dzieci, najmłodsze w pieluchach i jeszcze aktualna żonę, która to czmychnęła od tych dzieci. Po czym wróciła po kilku miesiącach i Pan radośnie koleżankę odstawił, bo żona i matka ważniejsza. Kiedy czmychnęła drugi raz pan do koleżanki powrócił. Są razem już ze 4 lata, nie mieszkają ze sobą, nie ma wakacji, wyjść. Ich życie toczy się od domu do domu, a Pani zaiwania codziennie do Pana pomoc przy dzieciach. I też się kiedyś dowiedziałam, że ona takiego skarba ma i jak sobie cudownie życie poukładali. Może i cudownie, ale dla mnie i dla wielu innych byłaby to opcja po moim trupie niechby był ostatnim facetem na ziemi
                                • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 13:29
                                  Przecież ja to wszystko napisałam w kontekście incelskiego smęcenia, że jak się nie ma 180cm+ wzrostu, kasy i czegoś tam jeszcze to nawet nawiązanie relacji nie jest możliwe! Oni nie piszą, że nie da się stworzyć udanego związku, tylko że nie da się wzbudzić zainteresowania żadnej kobiety.
                                  • sabat4 Re: Sympatia 21.10.20, 13:38
                                    ggrruu napisała:
                                    > Oni nie piszą, że nie da się stworzyć udanego związku, tylko ż
                                    > e nie da się wzbudzić zainteresowania żadnej kobiety.

                                    Bo w wiekszosci panicznie boja sie kobiet i sami, ze strachu, niszcza wszelkie mozliwe okazje w zarodku. Podswiadomie, lub na wpol swiadomie.
                                    Te mantry o tym, ze "sie nie da", to okopanie sie na bezpiecznej pozycji.
                                  • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 13:47
                                    ggrruu napisała:

                                    > Przecież ja to wszystko napisałam w kontekście incelskiego smęcenia, że jak się
                                    > nie ma 180cm+ wzrostu, kasy i czegoś tam jeszcze to nawet nawiązanie relacji n
                                    > ie jest możliwe! Oni nie piszą, że nie da się stworzyć udanego związku, tylko ż
                                    > e nie da się wzbudzić zainteresowania żadnej kobiety.

                                    Ale to też jest prawda. Mam wielu kolegów, którzy nadal są sami, bo urodą nie grzeszą. I wierz mi, że niejeden raz westchnęłam z rozpaczą, bo to naprawdę fajni faceci są. Ale bycie z kimś to nie tylko fajne wnętrze i oczytanie, ale również cielesność. Są kobiety, które takiego gościa nawet nie będą chciały poznać, bo jakże by on wspaniały nie był to nie przeskoczą. I ja jestem jedną z tych kobiet. No nie przeskoczę faceta niższego od siebie niechby był pozłacany. Faceta z najniższą krajową, który chodzi do fabryki na zmiany i wraca uwalony smarem też nie. I gościa, który prawka nie ma też nie przeskoczę. I takiego z dziećmi przy swoim tyłku. I może już niejeden skarb mi przeszedł koło nosa, ale co zrobić? Tak mam i wolno mi.
                                    • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 13:51
                                      To jakim cudem na świecie jest masa sparowanych ludzi wyglądających zupełnie przeciętnie? Uważam, że przeszkodą może być naprawdę solidny defekt wyglądu: jakaś deformacja, monstrualna otyłość, ciężka choroba skóry itp. A jeśli ktoś jest po prostu przeciętny to nie o wygląd chodzi moim zdaniem. I nie chodzi o to, czy Ty byś go chciała, bo ja też nie chciałabym wielu facetów, ale jednak oni są sparowani. Dlatego uważam, że problem tkwi w czymś innym. Może np. w kompleksach na tle tego wyglądu. Na tej samej zasadzie kobiety, którym daleko wyglądem do modelek też znajdują partnerów. Oczywiście są faceci, którzy nie umówiliby się z moją przyjaciółką, bo ma sporą nadwagę. Ale nie zmienia to faktu, że chętnych i na randki i do związku znalazła.
                                    • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 15:08
                                      >nie przeskoczę faceta niższego od siebie niechby był pozłacany. Faceta z najniższą krajową, który chodzi do fabryki na zmiany i wraca uwalony smarem też nie. I gościa, który prawka nie ma też nie przeskoczę. I takiego z dziećmi przy swoim tyłku. I może już niejeden skarb mi przeszedł koło nosa, ale co zrobić? Tak mam i wolno mi.

                                      Ja miałam/mam podobnie. Ale trochę inne kryteria tzn. dzieci są dla mnie o wiele bardziej dyskwalifikujące niż brak prawka. A niższego ode mnie faceta to w sumie trudno byłoby znaleźć, choć faktycznie facet niewiele wyższy w okolicach 170 cm to jednak słabo (zwłaszcza chudy), nie podnieciłby mnie. Demonizowania kryteriów nie rozumiem, może to jednak dobra znajomość siebie? Poza tym -życie jest jedno, dlaczego nie zagrać sobie o nagrodę główną, tylko zadowalać się nagrodą pocieszenia albo samym udziałem?
                                      • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 15:20
                                        Wiesz, ja mam raptem 3 kryteria i podobno wymagania z dupy. A te kryteria to naprawdę minimum minima, które dla mnie, 39-latki po przejściach i kilku nieudanych związkach są akurat bardzo rozsądne. I dziwi mnie, że ludzi to może dziwić, że komuś takiemu jak mi nie chce się już ładować we wszystko co podleci albo zmarnować sobie życia. Co ciekawsze mężczyznom łatwiej się wybacza wymagania. Oni mogą mieć ideał kobiety i dopóki te kobiety obracają wszystko gra. Nie ważne, że latami obracają coraz to inną, bo z jedną im nigdy nie wychodzi na dłużej. Dopóki obracają to wszystko im się odpuszcza. A kobietom wmawia się, że powinny obniżyć wymagania, przestać wymyślać, a w ostateczności to z nimi coś jest nie tak.
                                        • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 15:25
                                          Nie no, w tym wątku to z facetem jest coś nie tak😀. Ja kryteria jak najbardziej rozumiem, wiecznie słyszałam, że wybrzydzam i że będzie jak w powiedzeniu "przebierała, przebierała, podcieradło dostała"....
                                          • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 15:58
                                            ggrruu napisała:

                                            > Wymagania są ok. Mniej ok jest smecenie że nie można znaleźć nikogo kto je speł
                                            > nia

                                            W smęceniu też nie ma nic złego, o ile nie trwa to 15 lat i przez te 15 lat kibluje się jedynie na portalu.
                                            • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 17:22
                                              >W smęceniu też nie ma nic złego, o ile nie trwa to 15 lat i przez te 15 lat kibluje się jedynie na portalu.

                                              Ja również nie rozumiem, co tak drażni ludzi w smęceniu, że nie można spotkać nikogo fajnego. Słyszę czasami to od koleżanek czy przyjaciółki i w pełni je rozumiem. Nic nie mogę na to poradzić, moja przyjaciółka nie znosi swatania, a ja nie sprawię, że uderzy ją piorun i znajdzie się w dobrym czasie i dobrym miejscu. Poza tym - nie znam za bardzo fajnych i wolnych, ci fajni moim zdaniem są jednak zajęci. Zawsze w tych rozmowach wchodzę w rolę doradzacza i jakoś odruchowo mówię, żeby może komuś tam dać szansę, bo "ma dobre serce" (moim zdaniem) i może będzie pozytywnie zaskoczona, zatem to blisko tego obniżenia wymagań. Ale myślę, że to w przypadku pewnych osób nie ma sensu, z reguły źle się te relacje kończą. Jest letnio albo byle jak, facet nie pociąga. Pamiętam też moje rozterki albo beki po niewypałach, nie spływało to po mnie, gdzieś tam do dzisiaj pamiętam tę czarną rozpacz. Z wygodnej grzędy łatwo tworzyć jakieś teorie związków i doboru, a czasami nie ma żadnych reguł albo brakuje łutu szczęścia.
                                              • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 17:39
                                                Co innego ponarzekać raz czy drugi przyjacielowi a co innego wypisywać elaboraty i tym jaka beznadziejna jest płeć przeciwna.
                                                • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 17:49
                                                  Elaborat z postu startowego to moim zdaniem jakaś dziennikarska wprawka. A ja wcale nie odebrałam tego jako narzekanie na kobiety. Smutna rzeczywistość osoby o małym zapleczu społecznym znajomych, osoby, która sama wie, że przynajmniej dwie szanse sama zmarnowała (tzn. nie dała sobie szansy nawet na wprawienie się w nawiązanie i rozwijanie relacji). Ale w prawdziwość tego nie wierzę.
                                                  • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 18:10
                                                    Jeju, ale jakie zmarnowane szanse. Ty wiesz ile ja szans zmarnowałam? Bo życie nie było bajka i był czas, że musiałam zostawić faceta, dom, wyprowadzić sie. Że był czas, że załamałam się totalnie i naprawdę nie byłam w stanie myśleć o związkach i miłościach. Był też czas, który spędziłam z nieodpowiednimi facetami. A potem taki, gdzie musiałam się z nich leczyć, bo jakby nie było to po kilku latach z kimś jednak jakoś tam cierpimy. Ale nie rozpatruje tego w kategoriach zmarnowanych szans, bo też nie wiem, podobnie jak autor tych wypocin co i czy coś by z tego wyszło. Nic nie jest na zawsze. A koleś rozkminia jakieś tam szanse po latach zamiast wziąść się w garść, bo ma dopiero 34 lata i spróbować się dowiedzieć co z nim jest nie tak, że od 15 lat mieszka na sympatii.
                                                  • jolie Re: Sympatia 21.10.20, 18:32
                                                    Ja uważam, że diagnoza gościa z tego, raczej nieprawdziwego, elaboratu jest dobra - sam siebie zasabotował, gdy urealniła się szansa przynajmniej na pospotykanie się z kimś. Wiadomo, że nic by z tego mogło nie być, ale gość zyskałby doświadczenie, które daje luz potrzebny w nawiązywaniu kolejnych relacji. 34 lata to moim zdaniem też na tyle mało, że facet ma jeszcze sporo przed sobą. Nie rozumiem natomiast, dlaczego siedział 15 lat na portalu - to jest dziwne i wskazuje na dziwne funkcjonowanie społeczne (albo to ten fałsz w wymyślonej historii).
                                          • hrabina_niczyja Re: Sympatia 21.10.20, 16:44
                                            annajustyna napisała:

                                            > A jakie to kryteria?

                                            Takie, które większość facetów po 40 roku życia jest w stanie spełnić. O ile nie są plastusiami z deficytem emocjonalnym i desperacja w oczach.
                        • snakelilith Re: Sympatia 21.10.20, 12:21
                          jolie napisała:

                          > Zgadzam się z Hrabiną. Ale zaraz przeczytasz, że nie, nie, nie, tych zaintereso
                          > wanych było sporo.

                          No, co najmniej 2, czy tam 3, bo skąś te eksy się przecież wzięły. I muszę przyznać, że nawet we mnie, dla której tego rodzaju partner jest całkowitym no-go, zaczyna budzić się ciekawość, co on takiego w sobie ma, że coś takiego mu się udało. Niewykluczone, że ta sama ciekawość kierowała każdą nastąpną partnerką, bo skoro któraś się już wcześniej nim zainteresowała, to coś musi w sobie mieć. Zasada społecznej weryfikacji. Niestety, skoro to coś nie działa jako długoterminowy klej związkowy, więc jest chyba tylko fałszywą interpretacją i prawda o tym mężczyźnie prędzej czy później wychodzi na jaw.
                          • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 13:28
                            Nie sądzę, żeby o to chodziło, ja np. nie znałam przecież szczegółów jego wcześniejszych relacji z kobietami na początku. Myślę, że to kombinacja kilku czynników. Takich, które zresztą zaważają na niepowodzeniach inceli. Po pierwsze on nie ma kompleksów. Zakłada, że jest ok - jak każdy ma mocne i słabe strony i to jest w porządku. Od innych też nie oczekuje nieskazitelności. Poza tym traktuje kobiety jak ludzi, a to nie jest takie oczywiste. Przy czym co np. dla mnie jest istotne, to nie jest obliczone na podryw - odrzucają mnie faceci nadskakujący atrakcyjnym potencjalnym partnerkom i olewający pozostałe, a on odnosi się z uwagą i uprzejmością do wszystkich. Do tego dochodzi to, że fajnie się z nim gada, ma ciekawe zainteresowania, wykraczające poza wyrwanie panienki wink Można z nim fajnie spędzić czas.
                      • ggrruu Re: Sympatia 21.10.20, 12:10
                        Ale on nigdy nie miał problemu z nawiązywaniem relacji z kobietami! Dlatego mi tu wypominają że przechodzony facet smile a dzieci wtedy miał z jedną, reszta jest ze mną
    • ggrruu Re: Sympatia 20.10.20, 22:48
      Skomentuje tylko jedno: jeśli się dziwi, że dwudziestopieciolatki (średnio) mu nie odpisują to czemu nie uderza do babek o 10 lat starszych? Aha, bo pani wolno nie chcieć starszej, ale oczekuje, że kobiecie wiek nie będzie przeszkadzał. Co za hipokryta. A te siedemnastolatki...? Ciekawe, czy odpisałby na rozbudowana wiadomość pani w wieku lat pięćdziesięciu
    • pomurnik91 Re: Sympatia 20.10.20, 23:22
      Głęboko szanuję, że autor listu pisze nie tylko do dziewczyn zaledwie 17 lat młodszych ale czasem zmusza się do próby kontaktu z kobietami starszymi o całe 3 lata
    • hrabina_niczyja Re: Sympatia 20.10.20, 23:35
      Pierdu pierdu kolejny trolololo pod tytułem Ch.j wie czego chce, a sam sobą niczego nie reprezentuje. Ci z wymaganiami z dupy, albo właśnie bez wymagań zwykle kończą jak mój sąsiad. W wieku 47 lat siedzą sami jako kawaler, w piątki włączają muzyczkę, pornola, otwierają piwko i jada z weekendem. W stanie upojenia mogą jeszcze śpiewać, klaskać i tańczyć sami że sobą. Takie Ch...jumuju. Normalny chłop jak chce mieć babe to sobie ja znajdzie i zatrzyma.