Wczoraj, po tym, jak Matołuszek ogłosił zamknięcie. Ludzi było sporo, tyle zyskał

. Wchodzili jeszcze nawet jak ja już wychodziłam około 20. Warunki ekstremalne, bo padało, więc szybko zrobiło się ciemno, krążyłam w błocie z latarką, ale poszłam wszędzie, gdzie miałam iść. To było dla mnie bardzo ważne, a jeszcze przy okazji chociaż trochę zniczy i kwiatów kupiłam i uwolniłam od nich sprzedawców.
Mam poczucie dobrze wykonanego zadania i spokój ducha.
Nolite te bastardes carborondorum!