Rok temu adoptowałam ze schronu psa. Taki pocieszny mix jamnika szorstkowlosego z terierem i mopem do podłogi

Przekochany miziak i przytulas.
Gabarytowo jak baaaardzo duży jamnik. I podobny kształt. Taki mięśniak, szeroka klata.
Jak go wzielam wazyl 12-13 kg. I był po prostu postawny. Ale tez zarobaczony, z problemami trawiennymi. Wiec najpierw przeglad u weta a potem postawiłam najpierw na dobrą karmę, zeby zdrowotnie po czasie tułaczki i życiu w schronie chlopaka doprowadzić do dobrostanu. Chłopak niestety kocha jeść. Zje wszystko. Kot sie stoluje na parapecie bo inaczej nic by nie zjadl.. .. Jak dotąd pogardził jedynie ogórkiem małosolnym (tzn gwizdnął z talerza cały obiad. Kotleta i ziemniaki zjadl, ogórka zostawil). Zebrze, patrzy nam w oczy; trzeba go pilnować na spacerach. Pozostawiony sam kradnie np ze stołu.
W zasadzie od początku zaczelam mu dawać puszki z Doliny Noteci. Pisało że 1 puszka na dzien dla psa do 10kg. Tobiś wazyl dobre 12 więc ok, puszka na dzień. Wczoraj weszliśmy na wagę - bo na oko widzialam ze przytyl - a waga pokazała prawie 16kg!
Masakra!
Boje się o kregoslup.
Karmiłam wygodnie z instrukcja na puszce....
Jak to naprawić?