Dodaj do ulubionych

Chwalenie cudzych dzieci

01.07.21, 13:14
Off top wątku o obciachach z dzieciństwa.
Tak mi się przypomniało.
Pokolenie obecnych 70-80-latkow miało chyba wryte jakieś parszywe przekonanie, że dzieci nie należy zanadto chwalić wprost, żeby nie uległy zepsuciu. Szczególnie dotyczyło to dziewczynek, umiarkowanie w chwaleniu korelowalo z założeniem, że dziewczynka powinna być skromna.
Chwalono się dziećmi, ale przed innymi - rodziną, znajomymi, w pracy etc.
Za to przed własnymi dziećmi chwalono gromko dzieci cudze i stawiano za wzór.

Pół dzieciństwa rzygalam słuchaniem, jakie to córki znajomych są zdolne, pracowite, grzeczne, nie kłócą się, pomagają mamusi, wszystko potrafią w domu zrobić etc.
Skończyło się jak jedna (parę lat starsza ode mnie) dorobiła się brzucha przed maturą, a inna po skończeniu studiów usiadła i robiła nic - czekała na narzeczonego i planowany ślub, potem powila bombelki i nigdy nie poszła do pracy. Całe kształcenie, angielski u Metodystów, cuda wianki etc. poszło się walić.
Ale pamiętam też podziwianie dzieci krewnych na wsi, że tak wszystko potrafią i pracują w gospodarstwie (ja tam im szczerze współczulam).
Obserwuj wątek
    • wapaha Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:17
      Tego akurat nie pamiętam, zauważam jednak pokłosie : ludzie nie potrafia chwalić innych - świetna robota, pięknie wyglądasz, masz świetny gust, wspaniałe urządzone mieszkanie itp
      • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:26
        Tego z kolei nie zauważyłam.
        Natomiast kod "dziewczynka powinna być skromna, a chwalenie psuje" był powszechny jeszcze w latach 80-tych, ówcześni dziadkowie (osoby w wieku dziadków) takie teksty walili wprost i to zupełnie niezależnie od tego, uważali dane dziecko za zdolne, udane, bystre.
          • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:40
            Nie tylko, ostatecznie krewnych mieliśmy w całym kraju i nie funkcjonowali w kręgach mundurowych. Btw, środowisko wojskowych było zróżnicowane, koledzy ojca nie byli trepami z zielonych garnizonow tylko ludźmi po studiach, wyjeżdżającymi na Zachód.
        • wapaha Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:46
          triss_merigold6 napisała:

          > Tego z kolei nie zauważyłam.
          > Natomiast kod "dziewczynka powinna być skromna, a chwalenie psuje" był powszech
          > ny jeszcze w latach 80-tych, ówcześni dziadkowie (osoby w wieku dziadków) takie
          > teksty walili wprost i to zupełnie niezależnie od tego, uważali dane dziecko z
          > a zdolne, udane, bystre.


          Ja zauważam na codzień- generalnie- dużo chwalę- nie tylko bliskich, potomostwo, rodzinę ale również tych dalszych, kolegów z pracy, koleżanki , znajomych obcych (nauczycielkę jeśli zrobi z dziećmi swietna gazetkę, ekspedientkę jesli jest nadzywczajnie miła itp )

          Na szczęscie byłam chwalona , nawet z tym "ale" mojej matki - ale z dzieciństwa mam mega poczucie akceptacji - bo robiłam co chciałam- w sensie :łażenie po drzewach, zabawa scyzorykiem, zabawa z chłopakami, noszenie spodni - poza kilkoma świątecznymi wpadkami nie byłam zmuszana do noszenia sukienek ( a może dzieki moim reakcjom suspicious ) - - byłam dzieckiem z natury"żywe srebro " ( dziś pewnie miałabym diagnoze adhd tongue_out ) i w zasadzie od dziecka przyzwyczaiłam chyba rodzica do niecodziennych zachowań

          A to o czym piszesz- niestety- zauważam jako dorosła na równie z "chłopaki nie płaczą" uncertain
        • arwena_11 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:19
          Ja u siebie tego nie zaobserwowałam. Mnie chwalono, nie porównywano do nikogo. Za to do mnie podobno już tak. Ale to raczej wynikało z tego, że wśród rodzeństwa ciotecznego byłam jakby najstarsza ( dwoje starszych o ok 15 lat to bliżej moich rodziców niż mnie ) - więc przecierałam szlaki.

          Ja dla odmiany obserwowałam, że wielu znajomych a zwłaszcza koleżanek nie umiało przyjmować komplementów. Mówiłaś - masz fajną kieckę, a w odpowiedzi nie słyszałaś "dziękuję, cieszę się że ci się podoba" tylko a to taka szmata wyciągnięta z głębi szafy/po kuzynce itd
      • mallard Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:27
        wapaha napisała:

        > Tego akurat nie pamiętam, zauważam jednak pokłosie : ludzie nie potrafia chwali
        > ć innych - świetna robota, pięknie wyglądasz, masz świetny gust, wspaniałe urzą
        > dzone mieszkanie itp

        No to my jesteśmy wyjątkami, szczególnie żona, która np potrafi nagle obcej kobiecie powiedzieć, że ma piękne włosy, czy sukienkę
        • asfiksja Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:07
          >żona, która np potrafi nagle obcej kobiecie powiedzieć, że ma piękne włosy, czy sukienkę
          Takie komplementy kobieta/dziewczyna/dziewczynka słyszy co rusz. Wbrew pozorom nie są to teksty uskrzydlające, a osadzające w schemacie "dziewczynka ma być ładna". Jeszcze pół biedy, jak to mówi druga kobieta, ale jak starszy facet albo co gorsza przełożony to już jest żenada (niestety nagminne).
          • trampki-w-kwiatki Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:40
            No nie wiem, mnie tam nigdy nikt nie komplementował jak byłam dzieckiem a byłam bardzo ładną dziewczynką. Dopiero gdy dorosłam zaczęli mnie komplementować dorośli koledzy a i tak z rzadka. Ja bardzo komplementuję ludzi, mężczyzn też (takich co do których wiem, że nie odbiorą tego jako próby podrywu). Natomiast inni nie są chętni ku temu.
        • wapaha Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:47
          mallard napisał:

          > wapaha napisała:
          >
          > > Tego akurat nie pamiętam, zauważam jednak pokłosie : ludzie nie potrafia
          > chwali
          > > ć innych - świetna robota, pięknie wyglądasz, masz świetny gust, wspaniał
          > e urzą
          > > dzone mieszkanie itp
          >
          > No to my jesteśmy wyjątkami, szczególnie żona, która np potrafi nagle obcej kob
          > iecie powiedzieć, że ma piękne włosy, czy sukienkę
          >
          >
          smile
          ja też tak robię
          wychodzi to spontanicznie
          może myślą sobie że wariatka ale nigdy nie spotkałam się z negatywną odpowiedzią wink
    • lot_w_kosmos Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:32
      Mnie akurat chwalili bardzo.
      Choć czasem się zastanawiam, jakim prawem ? wink
      Bo niespecjalnie przykładali rękę do mojej fajności, niewiele we mnie inwestując.

      Jednak tu nie mogę im nic zarzucić - bardzo mi zbudowali poczucie wartości, taki kapitał na całe życie, że potem w szkole , na studiach i w każdej pracy, a także w związkach i kontaktach z innymi ludźmi - umiałam sobie poradzić, nie dałam wejść na głowę i nigdy przenigdy nie dałam się ściąnąć w doł, a pfrzyznam, że spotkałam sporo ludzi, którzy mieli na to chrapkę

      Jednak oczywiście zaliczyłam parę porównań, jakże by nie wink
      Zawsze były grzeczniejsze i potulniejsze ode mnie, słuchające matek, siedzące w domu, zamiast latać, pracowitsze, itp smile
      • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:37
        Mnie chwalono, głównie za stopnie w szkole i tzw. wiedzę ogólną, ale umiejętność radzenia sobie wyćwiczylam sama, bo siłę przebicia to akurat moi rodzice mieli umiarkowaną.
        Tak, inne dziewczynki tak nie latały tylko siedziały w domu i np. robiły przetwory, piekły ciasta, uczyły się oczywiście i nie były zainteresowane chłopakami. Kult pracowitości domowej.
    • geez_louise Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:32
      Moja mama i jej rodzeństwo zawsze wypominali swojej matce jej porównywanie z każdym obszczymurkiem i lambadziarą sąsiadów, w którym zawsze wychodzili na minus. Babcia zawsze zaczynała „a ludzkie dzieci to…” I nikt z tych ludzkich dzieci zbyt dobrze nie skończył, a dzieci babci raczej tak, niektóre nawet bardzo. I to wyrwały się z rodziny przeoranej wojennymi traumami, głodem, biedą, akcją Wisła i odrzuceniem przez społeczeństwo po wojnie i analfabetyzmem (rodzice nauczyli się pisać poprawnie jako dorośli, a dzieciaki miały pokończone studia z wyróżnieniami).

      Jak moja matka się zapędza, to zawsze ją zbywam „tak, tak, ludzkie dzieci…”
        • iwoniaw Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:07
          zona_mi napisała:

          > geez_louise napisała:
          >
          > > . Babcia zawsze zaczynała „a ludzkie dzieci to…
          >
          > U mojej teściowej były "u ludzi dzieci".
          >
          >
          >

          U mojej Babci identycznie jak u Louise - "ludzkie dzieci" 😂 Ludzkie dzieci oczywiście nie grymasily przy stole, były zdolne i pracowite, pięknie odziane i uczesane oraz najgrzeczniejsze jak tylko można wobec rodziców, krewnych, znajomych, a nawet obcych 😂
          Róznica polegała jedynie na tym, iż nie stwierdzono, kim były owe "ludzkie dzieci", gdyż z całą pewnością nikim z sąsiedztwa 😂
          • memphis90 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 17:16
            Tja, ta grzecznosc... Dorosłym trzeba przytakiwać, robic co każą, nigdy nie odzywać niegrzecznie... I raz się do mnie przyczepił taki pijany menel i zaczął zaczepiać, zagadywać, kiedy wracałam że szkoły. Ale była awantura! Oczywoscie ja byłam winna temu, że zaczepiał mnie żul, bo 10l dziewczynka powinna umieć sobie poradzić z pijanym natrętem, rzecz jasna nadal zachowując się grzecznie i posłusznie sluchajac starszych...

            Jak pisałam - hipokryzja i zero konsekwencji...
            • asia.sthm Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 18:52
              Oczywiscie ja byłam winna temu, że zaczepiał mnie żul, bo 10l dziewczynka powinna umieć sobie poradzić z pijanym natrętem, rzecz jasna nadal zachowując się grzecznie i posłusznie sluchajac starszych...

              Jak pisałam - hipokryzja i zero konsekwencji...


              Mnie podobnie zalatwili. Uslyszalam z nagana w tonie: To po co tam chodzilas.
              A ja k...wa wracalam ze szkoly.
              Cos zlego mi sie w srodku robi przy okazji tego watka sad

              I nadal jak slysze czy czytam podobne komentarze w sprawach o gwalt, molestowaniu, przemocy to chce mi sie wyc z rozpaczy. Jest 2021 i mety nie widac kiedy mentalnosc spoleczenstwa sie zmieni. Dojrzeja kiedys takie typy?
          • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:50
            Prawie 80, ale nie sądzę aby kilka lat w tę, czy w drugą stronę miało jakieś znaczenie. Przy czym środowisko, w jakim funkcjonowalismy (towarzyskie rodziców) było wyłącznie po studiach, kuzynostwo rodziców - po studiach albo przynajmniej matura, oczywiście to w miastach. W porownywaniu z innymi dziećmi celowaly raczej matki, babki, ciotki, a nie panowie (albo tak zapamiętałam).
              • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:44
                W porównaniu z taką Kurą z forum czy właścicielkami firm, nie. W porównaniu z panną gospodynią domową czy panną "przedwcześnie bombelki i ledwo matura", miałam i pracę zgodną z wykształceniem, stabilną, z której dałabym radę sama utrzymać siebie i dzieci i nie losować rachunków do zapłacenia.
            • wapaha Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:03
              W sumie to dziwne- Twoja rodzina inteligencka ( dziadkowie zakładam też ), w stolicy i na placówkach- i utrzymywanie trendu " pieczenie i gotowanie " - moja całkowicie inna bajka - rodzice ze wsi, tata po studiach ( mama średnie), dziadkowie ze wsi (kilka klas podstawówki,) - i brak tego "kultu" dziewczynki domowej- od zawsze mogłam robić wszystko co mnie interesowało ( w tym prace "męskie" - piłowanie, heblowanie, szlifowanie, wbijanie gwoździ itp)
              To może wyjasniać podejście do prac domowych- kiedyś był taki wątek i chyba w nim pisałaś, że ty nie robisz takich rzeczy, że ew.mozesz komuś zapłacic ( jak sie myle to sory)
              • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:41
                Z tym pieczeniem i gotowaniem to było tak aluzyjnie, że Basia i Zosia to..., a nie dlatego, że moim rodzicom na tym jakoś szczególnie zależało. Widocznie wpisywalo się w wizję dziewczynki. Matka pracowała, gotowała oczywiście, bo trudno było nie gotować, ale żeby realizowała się w kuchni? Bez przesady. Ja gotuję, bo jednak mam kult ciepłego obiadu, ale traktuję to jako jedną z prozaicznych czynności domowych, nudną i konieczną. I wykorzystuję czasem gotowce albo opiekunki ojca.
                Majsterkowania i tych "męskich zajęć" nienawidziłam, ojciec próbował mnie zachęcać, ale poległ kompletnie. Nudziło mnie. Nigdy w doroslym życiu nie tknęlam takich rzeczy, zawsze od tego był jakiś facet.

                Zasadniczo to miałyśmy się uczyć, skończyć licea i iść na studia, to był aksjomat.
                • primula.alpicola Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 21:37
                  "Majsterkowania i tych "męskich zajęć" nienawidziłam, ojciec próbował mnie zachęcać, ale poległ kompletnie. Nudziło mnie. Nigdy w doroslym życiu nie tknęlam takich rzeczy, zawsze od tego był jakiś facet."

                  Identycznie. Nie lubię, nie umiem, nie chcę się nauczyć, fuj. Za to gotuję z przyjemnością, więc win-win w moim domu🙂
              • mgla_jedwabna Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 21:08
                U mnie było tak, że najważniejsze były kwestie inteligenckie, ale kwestie kurodomowe nadawały się zawsze do usadzenia mnie. I nie chodziło nawet o moje umiejętności w danym zakresie, które były mojej matce doskonale obojętne, tylko o to, żebym się za pewnie nie poczuła, żeby zawsze można było się do mnie o coś przyczepić.
    • chatgris01 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:33
      Nie wszyscy z tego pokolenia tak mieli, mnie i brata często chwalono (zresztą do dzisiaj nas rodzice chwalą, jeszcze w maju w tegoroczny Dzień Matki usłyszałam od Mam, jaka jest szczęśliwa, że ma takie fajne dzieci i fajną więź z nimi), moich rodziców też w dzieciństwie i później nieraz chwalono (zwłaszcza Mam).
      Nikogo nam też nie stawiano natrętnie za przykład.
      Zawsze mieliśmy dobre relacje z rodzicami.
      Myślę, że to bardziej zależy od charakterów.
        • barbibarbi Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 20:39
          Mnie nie chwalili, ale jakimś cudem mam bardzo silne poczucie własnej wartości i pewność siebie, nie wiem skąd to mi się wzięło. Byłam pierwszą osobą w rodzinie kończąca studia i czasami rodzina była zdumiona moimi powiedzmy osiągnięciami czy kontaktami, ale nadal nikt nie potrafił wykrztusić słowa pochwały.
    • joaaa83 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:35
      Ja pamiętam chwalenie innych dziewczynek za tuszę, a ja byłam "blada mizerota". Nigdy nie byłam chuda, po prostu szczupła. Bardzo często pulchne dzieci stają się dorosłymi z problemami z wagą. I czy ja blada byłam? Po prostu nie dostawałam wypieków na twarzy przy wysiłku fizycznym. Takie wmawianie, że niby jestem gorszego zdrowia, a może właśnie byłam najzdrowsza. No i szczupła jestem do dziś.
    • mallard Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:35
      Tak, taka była najczęstsza "linia wychowania", - dzieci nie wolno było chwalić. Brat i ja - dwóch posłusznych "picusiów", cały czas słyszeliśmy jak rodzice (głównie mama) mówią innym dorosłym jacy to my niedobrzy jesteśmy. Nie przeszkadzało to nam, bo widzieliśmy też, jak jesteśmy kochani. Takie czasy...
    • alpepe Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:36
      Rzygać mi się chciało, jak mi ojciec stawiał za wzór niejakiego Szymona z sąsiedniej klatki. Wychwalał go bardzo, że on czyta gazety, a miałam wtedy siedem lat... A Szymuś to, a Szymuś tamto. Kompletnie nie rozumiałam zafiksowania, bo to był tylko sąsiad, ojciec nie utrzymywał z nimi jakiejś przyjaźni, ot, small talki na przystanku raczej.
      Moja matka mi się po latach przyznała, że uważała, że ma bardzo piękną córkę, najgorsze, że ja się przejmowałam urojonym długim/dużym nosem. Najlepsze, że jako dorosła osoba się nasłuchałam od mężczyzn komplementów na temat zgrabnego nosa.
        • geez_louise Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:41
          Ja byłam porównywana z synem przyjaciółki mojej maki i ciotek, który mając 5 lat czytał samodzielnie, rozwiązywał skomplikowane łamigłówki i recytował długie wiersze. Oczywiście okazało się, że ma Aspergera i teraz, w wieku 43 nadal tylko czyta i rozwiązuje skomplikowane łamigłówki, z domu nie wychodzi.
          • m_incubo Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:49
            Niestety, ja byłam pod tym względem dzieckiem, z którym porównywano, bo nauczyłam się czytać na początku przedszkola, miałam niecałe 4 lata.
            Występowałam wszędzie jak małpa w cyrku, podtykano mi gazety i musiałam czytać na pokaz, na imieninach ciotek, w klasach starszych dzieci (serio) itp. Dla mnie to było koszmarnie zawstydzające.
            Dla równowagi mnie ciągle porównywano do innych dziewczynek, które "ładnie jedzą", "grzecznie siedzą", "pięknie śpiewają", mają czyste sandałki, a moje zawsze w błocie po kolana. I do brata, który zawsze miał porządek w pokoju od linijki, wszystko w kosteczkę. I czy mi nie wstyd, że ja tak nie mam No kuźwa nie, nie jest mi do dzisiaj wstyd. Z bratem mamy na szczęście super relacje.
    • asia.sthm Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:37
      > Pół dzieciństwa rzygalam słuchaniem, jakie to córki znajomych są zdolne, pracowite, grzeczne, nie kłócą
      > się, pomagają mamusi, wszystko potrafią w domu zrobić etc.

      Ja tak rzygalam jakas wymyslona na potrzeby mojego wychowania Ewunia. Ewunia byla nie tylko zawsze grzeczna i posluszna, Ewunia miala nadprzyrodzone umiejetnosci: zasypiala w lozeczku na zawolanie, lubila lezakowanie i szpinak, nie drapaly jej welniane swetry, nie wyrywaly sie dziury w rajstopach.
      Boze, jak ja nienawidzilam tej wymyslonej dziewczynki! Ona nawet nie miala szansy nigdy sie skompromitowac jako doroslejsza, bo prostu zwyczajnie zniknela, przepadla w okresie najwiekszej swojej doskonalosci. (gdzies tak w wieku 7 lat szlag te bajke trafil)
      • koraleznasturcji Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:46
        Ciekawe, moja babcia stworzyła taką postać na potrzeby wychowania mojej mamy. I też była to Ewa. Babcia nawet "dzwoniła" do niej to znaczy stawała przy telefonie i krzyczała do słuchawki na głos, żeby cały dom słyszał: "Cieszę się, że nie rozpinasz swetra na dworze, bo dzięki temu nie będziesz chorować jak Beatka, która rozpina sweter na dworze, chociaż jest zimno!".

        Ewa była w ogóle fantastyczna, miała młodszego braciszka i chętnie wstawała godzinę przed wszystkimi, żeby zrobić mu jedzenie oraz szybko jadła obiad, żeby skończyć pierwsza i pozbierać po wszystkich talerze i je umyć. Tatuś mówił jej, że nie trzeba, ale Ewy i jej zajedwabistości po prostu nic nie mogło powstrzymać. Taka to była Ewa.

          • koraleznasturcji Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:08
            A ja myślę, że z głupich metod wychowawczych ta była w sumie najmniej szkodliwa. Po pierwsze, nie psuła relacji z żadnym realnie istniejącym dzieckiem. Po drugie, ofiara metody szybko się orientowała, że jest robiona w bambuko i że żadnej idealnej dziewczynki tak naprawdę nie ma. Moja mama na przykład jeszcze w wieku przedszkolnym radziła swoim rodzicom, żeby zadzwonili do Ewy i zapytali, czy by nie dopiła za nią mleka z kożuchem, skoro to jej przysmak.
            • asia.sthm Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:15
              > czy by nie dopiła za nią mleka z kożuchem, skoro to jej przysmak.

              Ja swoj szpinak poswiecalam, niech Ewunia zje na zdrowie.
              Duzo nerwow mnie ta cholera kosztowala, ale dzieki niej moglam sobie uzmyslowic jak idiotycznie dorosli potrafia myslec i sie zachowywac. Nie ufalam i nic juz po tym nie bylo straszne.
              • aguar Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:28
                Moja matka opowiadała mi o wymyślonych prezentach od Gwiazdora (poza Poznaniem św. Mikołaja), co je niby bym dostała, jak bym była bardziej grzeczna, że miał już je przygotowane, ale odłożył. Np.o jakiejś ładnej lalce, o jakiej marzyłam. Po jakimś czasie zorientowałam się, że te rzeczy nigdy nie istniały, a ona straciła w moich oczach.
                • asia.sthm Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 16:42
                  > a ona straciła w moich oczach.

                  To i tak delikatnie powiedziane - kiedy odkrylam, ze dorosli potrafia w niecnych celach klamac jak z nut stracilam do nich zaufanie. Bolesne doswiadczenie dla 7-latki.
        • wapaha Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:56
          koraleznasturcji napisała:

          > Ciekawe, moja babcia stworzyła taką postać na potrzeby wychowania mojej mamy. I
          > też była to Ewa. Babcia nawet "dzwoniła" do niej to znaczy stawała przy telefo
          > nie i krzyczała do słuchawki na głos, żeby cały dom słyszał: "Cieszę się, że ni
          > e rozpinasz swetra na dworze, bo dzięki temu nie będziesz chorować jak Beatka,
          > która rozpina sweter na dworze, chociaż jest zimno!".
          >
          > Ewa była w ogóle fantastyczna, miała młodszego braciszka i chętnie wstawała god
          > zinę przed wszystkimi, żeby zrobić mu jedzenie oraz szybko jadła obiad, żeby sk
          > ończyć pierwsza i pozbierać po wszystkich talerze i je umyć. Tatuś mówił jej, ż
          > e nie trzeba, ale Ewy i jej zajedwabistości po prostu nic nie mogło powstrzymać
          > . Taka to była Ewa.
          >

          i jak sie skończyła historia Ewy ?
          uncertain
          • koraleznasturcji Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:13
            wapaha napisała:

            > i jak sie skończyła historia Ewy ?
            > uncertain

            Ta historia chyba nie miała końca w takim ścisłym sensie, bo to nie była jedna długa pogadanka, ale dziesiątki krótkich. Przy czym Ewę, w uznaniu wybitnych zasług, oczywiście spotykały nagrody, zachwyty i wyrazy uszanowania. Można to uznać za happy end, jeżeli komuś Ewuni żal.
        • asia.sthm Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:10
          > Taka to była Ewa.

          Ranyboskie, to musiala byc ta sama Ewunia, moje skaranie boskie. Az mi znowu ciarki od niej przelecialy - ten sam zryw do roboty, ta sama chec do wyrecznia doroslych w ich obowiazkach.
          Musze isc sie otrzasnac big_grin
          • trampki-w-kwiatki Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 15:48
            Spokojnie, dziś jest żoną jakiegoś bordera, który zrobił jej czwórkę dzieci i zdradza nieustannie z koleżankami z pracy. Ewa bierze psychotropy, żeby utrzymać się w pionie, bo musi pracować żeby utrzymać dzieciaki, a do tego wśród ludzi robi dobrą minę do złej gry i wrzuca na fejsa zdjęcia szczęśliwej rodziny podczas świąt.
    • aqua48 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:38
      triss_merigold6 napisała:

      > Pół dzieciństwa rzygalam słuchaniem, jakie to córki znajomych są zdolne, praco
      > wite, grzeczne, nie kłócą się, pomagają mamusi, wszystko potrafią w domu zrobić
      > etc.

      Ja nie słuchałam takich rzeczy, słuchałam natomiast jakie to znajomi mają problemy ze swoimi dziećmi.

      > jedna dorobiła się brzucha przed maturą,
      > a inna po skończeniu studiów usiadła i robiła nic - czekała na narzeczo
      > nego i planowany ślub, potem powila bombelki i nigdy nie poszła do pracy.

      Nie rozumiem co powyższe opisy mają do udanego życia? Znam kobiety które wcześnie zaszły w ciążę, lub takich które poświęciły się życiu domowemu, są szczęśliwe i nie narzekają na nieudane życie.
      • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:46
        Jeśli przez chwalenie cudzych dzieci chcesz we własnym zaszczepić ambicję do nauki, studiów i potem pracy, koniecznie dobrej i ambitnej, to brzuch przed maturą (i oczywiście zero studiów) oraz pozostanie w roli gospodyni domowej na resztę życia, nieco psuje koncepcję.
        • aqua48 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:01
          triss_merigold6 napisała:

          > Jeśli przez chwalenie cudzych dzieci chcesz we własnym zaszczepić ambicję do na
          > uki, studiów i potem pracy, koniecznie dobrej i ambitnej, to brzuch przed matur
          > ą (i oczywiście zero studiów) oraz pozostanie w roli gospodyni domowej na reszt
          > ę życia, nieco psuje koncepcję.

          Nie, nie psuje tylko odsuwa na nieco później. Bardzo często też ambicje dzieci oraz ich rodziców bywają rozbieżne. Co nie oznacza, że dziecko realizując swoje plany ma z automatu nieudane życie. Bo może je mieć świetne oraz przeżyć je dużo lepiej, owocniej i być po śmierci wspominana dłużej i cieplej jako gospodyni domowa, matka i żona niż jako wysoko kwalifikowana i opłacana wąska specjalistka mająca świetną pracę i poświęcająca się jej bez reszty.
          • daniela34 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:08
            Ależ może mieć bardzo udane życie. Ale nie w ocenie chwalącego i o to w sumie chodzi. Jeśli ojciec Triss mówił: Patrz na Basię, jaka jest pilna, grzeczna, staranna, jak dobrze się uczy, na pewno skończy świetne studia i zrobi karierę, a ty z tym swoim lataniem za chłopakami pewnie matury nie zdasz." to Basia, która zaszła w ciążę przed maturą i ostatecznie bez studiów w ocenie ojca Triss jednak nie będzie miała udanego życia i nie stanowi już przykładu do naśladowania. No koncepcja się psuje.
            • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:48
              Nie, no bez jaj. Nikt, ale to nikt nie dopuszczał nawet myśli o niezdaniu matury, na litość boską chodziłam do Batorego na początku lat 90-tych. Uboczna korzyścią z uczenia się w Batorym (moja siostra chodziła do równie prestiżowego wtedy liceum) było ograniczenie porównywania edukacyjnego 🤮, bo te licea trudno było przebić. Ale zawsze zostawał motyw zaangażowania w czynności domowe i typowo dziewczęce, za jakie uchodziły przetwory i wypieki.
              • daniela34 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:52
                To był przykład dla Aquy. Zamiast "nie zdasz matury" można wstawić dowolne. Albo inaczej: jeśli ojciec za cel stawia studia i dobrą pracę a za wzór stawia Basię, to jak Basia ani studiów, ani pracy nie ma to ojcowski ideał sięga bruku i córka ma satysfakcję. Nie z tego, co się dzieje w życiu Basi, bo Basia może być w swoim życiu ze swoimi wyborami bardzo szczęśliwa, albo- jeśli jest nieszczęśliwa- Basi można gorąco współczuć. Córka ma satysfakcję z utarcia nosa ojcu.
                W miejsce ojca wstaw matkę, babkę albo i pradziadka.
                • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:59
                  To było artykułowane tak przy okazji i skończyło się w momencie jw. Nie pamiętam czy miałam satysfakcję w stosunku do rodziców. Przy pannie nr 1 byłam za młoda, przy pannie nr 2 głośno ulewałam sobie szyderczo, że taka była zdolna, tak prowadzana na muzykę, angielski, kółka srułka i siedzi w domu jako wielodzietny garkotluk. Zresztą jej rodzice nad tym ubolewali bardzo, zwłaszcza ojciec.
                  Obiektywnie obie dziewczyny były ok, natomiast obrzydzono mi je dokumentnie.
            • aqua48 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:55
              daniela34 napisała:

              > Ależ może mieć bardzo udane życie. Ale nie w ocenie chwalącego i o to w sumie
              > chodzi.

              Jak jeszcze mogę zrozumieć że ktoś ma jakieś plany i marzenia co do przyszłości własnego dziecka tak nie jest dla mnie zrozumiała ocena powodzenia w życiu dziecka innej osoby przez pryzmat marzeń o karierze swojego dziecka.
              Skreślamy Dyzia syna kolegi który skończył filozofię ale jest szczęśliwym i cenionym kucharzem oraz Zosię córkę sąsiadki bo nie poszła na studia tylko zajęła się wychowywaniem dzieci? I mówimy wszem i wobec że zniszczyli sobie życie i nie mogą być szczęśliwi spełnieni i zadowoleni? Mimo że są?
              Zbyt wysoki poziom abstrakcji..



              • daniela34 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:59
                Ależ nie skreślamy Dyzia. Ale tak jak pisałam wyżej- rodzic wskazuje dziecku pewne cele albo wartości, które uważa za ważne (zdobycie wykształcenia, samodzielność finansową) i jednocześnie stawia za wzór Basię. No i jeśli wkrótce okazuje się, że Basia ani wykształcenia, ani samodzielności nie osiąga, to koncepcja Basi jako wzoru się wali, czyż nie?
          • triss_merigold6 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:40
            Na poziomie odbioru przez nastolatke czy dwudziestolatkę psuje totalnie i nie chodzi o nieudane życie, tylko o brak osiągnięcia tego minimum w postaci studiów (jedna panna) i pracy po studiach (druga panna). A takie były ładne, amerykańskie ("Sami swoi")...
    • magda.z.bagien Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:39
      Stawianie innych dzieci za wzór to był chyba jakiś standard wychowawczy. Zawsze słyszałam od matki, że mój brat jest super zdolny, pięknie rysuje,towarzyski itd. a ja niekoniecznie. Po latach okazało się, że jemu truli, że ma ze mnie brać przykład, bo źle skończy. Zero refleksji, jakie to dawało efekty, teraz mówią, że takie były czasy, tak się robiło.
    • lifecolor Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:40
      Mnie tam chwalono, szczególnie tata w tym przodowal. Jak sie dostałam na studia, to zanim wróciłam pociągiem do domu (2h) zdążył obdzwonic cała rodzine. Może to kwestia charakteru, teraz chwali się wnuczkami. Ja nie chwalę na zewnątrz, mam nieustanne poczucie, że nikogo to tak naprawdę nie interesuje
      • mia_mia Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:53
        Jak robiłam dwa kierunki na studiach, to ojciec i tak uważał, że kobiety to tylko do garów się nadają, był prezesem
        w wielkiej firmie, jego brat synowi załatwił start o jakim ja nawet nie mogłam marzyć, ale to chłopak😡
    • mia_mia Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:44
      Ja byłam ultra zdolna i bez kiwnięcia palcem miałam wszystkie nagrody za wszystko, siostra miała z nauką pod górkę, ona nie ma doktoratu i tylko jedne skończone studia, ale chyba zarabia lepiej niż jawink
    • hanusinamama Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:51
      MI tak zobrzydzili córkę znajomych. Ona była starsza 4 lata co nie przeszkadzało moim rodzicom w porównywaniu ze mną. Martusia tak płynnie czyta (ja czytałam w wieku 6 lat ale ona miała wtedy 10...), albo Marta świetnie kra w kosza (no była wielka jak brzoza), Marta wszystko robiła świetnie. I była pewnie świetną dziewczyną ale ja jej nienawidziłam szczerze. Co ciekawe takie sposób wychowania prowadziła matka mojej matki, za co moja matka miała do niej wielki żal...i to samo robiła względem mnie. Przez wiele lat słyszałam, ze Martusia jednej 4 do domu nie przyniosła.
      Po czym po latach jak ja miałam same 5 i 6 od góry do dołu to było to przejawem zbyt dużej ambicji, byłam "kujonem" - mówione prześmiewczo. Jak ktoś chwalił, ze daleko zaszłam w olimpiadzie ogólno polskiej to matka potrafiła powiedzieć "z niej taki kujon".Nagle moj brat trójkowy był tym który znalazł złoty środek smile w podejściu do szkoły. W dodatku moje piątki wpływały na niego deprymująco ( nie zauwazyłam, jemu to wisiłao i dyndało) i ja byłam winna tych jego trójek.
    • little_fish Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:53
      Nie przypominam sobie, żeby mi za wzór stawiano jakieś inne dzieci. Chwalono mnie owszem. I obawiam się, że to ja mogłam być tą "stawianą za wzór" - cała podstawówka średnia 5,0 , w liceum niewiele gorzej, do tego szkoła muzyczna, a moim ulubionym zajęciem było czytanie książek 😁. Chyba nigdy nie przysporzyłam moim rodzicom wychowawczej zgryzoty. Jedyne zarzuty jakie mieli, to bajzel w pokoju - niestety, w pewnym wieku u znajomych dzieciaków wyglądało podobnie, więc nie było kogoś za wzór stawiać 😉
    • kasiaabing Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 13:55
      Pamiętam, moim rodzice tego nie robili ale babcia wychowała wszystkie dzieci z okolicy.
      Nie ukrywam, że miałam dziką satysfakcję jak tym dzieciom nie wyszło( wiem, brzydko z mojej strony). Jedna wnuczka sąsiadki babci stawiana nam za wzór nie zdała w szkole średniej, druga zaliczyła wpadkę tuż po maturze itp.
      I szkoda, że nigdy nas babcia nie chwaliła i się nami zbytnio nie interesowała. Do tej pory babcia nie wie jakie studia skończyłam, gdzie pracuje. O wnukach sąsiadek mogłaby książkę napisać.
      • abecadlowa1 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:15
        kasiaabing napisała:

        > Pamiętam, moim rodzice tego nie robili ale babcia wychowała wszystkie dzieci z
        > okolicy.
        > Nie ukrywam, że miałam dziką satysfakcję jak tym dzieciom nie wyszło( wiem, brz
        > ydko z mojej strony).

        O to u mnie było podobnie. Rodzice nigdy nie stawiali mi za wzór innych dzieci. W rodzinie była tylko jedna ciotka, która stosowała tę metodę konfliktowania swoich bratanków i siostrzenic. Ciotka była bezdzietna, a przez to że była dosyć zamożna, to była chrzestną prawie wszytskich dzieci w bliższej i dalszej rodzinie 😛
        Ona uwielbiała publicznie komentować i roztrząsać deficyty swoich chrześniaków, porównując jednych do drugich, czym spawiała że przestawaliśmy się wzajemnie lubić. Wszyscy uważali ją za dziwaczkę. Gdy zaczynała swoje tyrady, to zawsze pojawiał się jakiś dorosły, który ją stopował w tych umniejszających wywodach.
        Nie sądziłam, że to zachowanie mogło być powszechną metodą wychowawczą.
        Czytając kolejne takie wątki na ematce zaczynam coraz bardziej doceniać swoich rodziców i odczuwam ulgę, że jednak byli mniej nieidealni niż sądziłam.
      • jdylag75 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:25
        Podobnie jak moja mama tez mogłaby ksiązkę napisac o innych, a do dziś nie zapamiętała że mam od kilku lat własną firmę, mimo że jej mówiłam nie raz, cały czas mysli ze pracuję u kogoś, tylko tak mówię - w mojej firmie tongue_out, bo w niej pracuję no to moja... taka postawa rodzicielki jest całkiem wygodna, ona sie nie dopytuje, a nie musze tłumaczyć, gadamy o pierdołach i życie leci.
    • daniela34 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:01
      Kwestia kumulacji wzorców wychowania i własnych cech charakteru, albo - własnej pamięci o tym, jak to było jak rodzic nie chwalił. U mnie ojciec próbował właśnie w ten sposób chwalić cudze dzieci, mama chwaliła mnie, ale nie tylko- umiała głośno, wyraźnie i w mojej obecności zakwestionować te pochwały ojca. Pokazać, jak wygląda to obiektywnie (nie krytykując tego drugiego dziecka, tylko pokazując, że ojciec dość naiwnie wierzy w cudze przechwałki i sny o potędze- bo on rzeczywiście łapał się na rozmaite przechwałki innych rodziców.). Mama wspomina, że sama w dzieciństwie chwalona nie była, jeśli chodzi o pewne swoje talenty i umiejętności ( zwłaszcza plastyczny)- doczekała się uznania od swojej matki dopiero po wielu latach, już jako dorosła kobieta i też nie wprost. Patrząc na moich rodziców dochodzę do wniosku, że to nie tylko kwestia pokoleniowa(tak, w dużej mierze), ale właśnie też charakterologiczna. I mam na to jeszcze jedno potwierdzenie- kilka miesięcy temu (już w pandemii) pojawi się wątek forumki o chwalonej publicznie przez rodziców kuzynce jej dziecka. I pamiętam, że dyskutowałam wtedy z tą forumką- o tym, czy chwali własne dziecko (nie, bo za co?) i czy potrafi temu dziecku obiektywnie pokazać, że pochwały rodziców kuzynki są na wyrost i bez pokrycia w rzeczywistości (w sumie nie- bo po co?) Ta forumka nie miała 70 lat tylko 40+.
    • jdylag75 Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:07
      Odpisywałam Ci w tamtym wątku, postawa była taka że MAY BYĆ DOBRZE i to jest stan normalny, mam być grzeczna - w sensie czytac w myślach uczyć sie znakomicie i nie absorbować. To nawet nie do końca był przekaz bezpośrednio do mnie, wystarczyło że był komunikowany przy mnie,ew. siostra dostawała ciegi słowne za samowolę, to ja już nie chciałam i dobzre to pamiętałam. Oczywiście za przykłady co to znaczy dobrze służyły dzieci znajomych i koleżanki w moim wieku, kuzynki. W efekcie nauczyłam się nie zgłaszac problemów, trudności, porzeb, ukrywać braki i do dziś mam wynikające z tego problemy. W zasadzie bładzić na luzie nauczyłam się dopiero po lekturze Metody czarnej skrzynki.
      A te dzieciaki z którymi byłam porównywana, jak to w zyciu, zyją sobie ze zmniennym szczęściem, natomiast mama jeszcze dziś kiedy jej o czymś opowiadam zapytać, a koledzy jak?
    • laura.palmer Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:13
      Moja babcia porównywała mnie do kuzynki. Ja byłam za wysoka, zbyt wyszczekana i zbyt leniwa. Kuzynka była idealnego wzrostu, pracowita, spokojna, grzeczna, miała świetne oceny, w liceum wręcz szóstki i wyniki w olimpiadach.

      Po latach okazało się, że kuzynka od swojej babci słyszała, że jest zbyt niska i zbyt cicha, a za wzór stawiano jej mnie z moim wzrostem, pewnością siebie i wspaniałymi ocenami.
      A tak naprawdę obie w liceum byłyśmy trojkowo-czworkowe, a do olimpiady żadna z nas nie została nawet wytypowana. Ciekawa jestem, czy nasze babcie (rodzone siostry) ściemniały o tych ocenach nam, czy sobie nawzajem.
    • ga-ti Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:19
      Jak miałam lat kilkanaście to się zorientowałam, dlaczego jedna z koleżanek z klasy mnie nie lubi. Otóż właśnie byłam jak te córki znajomych z wątku, przewijałam się w rozmowach matki i babki koleżanki, jako ten wzór cnót wszelakich (jakim oczywiście nie byłam). Do tego matka i babka miały jakiś kompleks związany z moją matką i babką, dzieje stare jak świat, ale w nich ciągle żywe.
      Przykre to było, bo niechęć koleżanki do mnie całkowicie nieuzasadniona, a obiektywnie obie fajne byłyśmy smile
    • netlii Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:20
      Rodziców rocznikowo miałam młodszych (ojciec już nie żyje) a moje dzieciństwo i czasy dojrzewania przypadły w znakomitej części na lata 90, ale w sumie wiele mechanizmów odnajduje rownież w swoich.

      Ojciec - no w sumie ciężko powiedzieć, bo jego energia nieszczególnie skierowana była na życie rodzinne, więc można powiedzieć, że aprobował milcząco wszystko big_grin
      Matka - ze skrajności w skrajność, łzy wzruszenia w przypadku sukcesów i wypowiedzi w superlatywach aż po dramat w przypadku kryzysu i niepowodzeń. Chwaliła i ganiła, ale w mojej ocenie z nadmierną egzaltacją.
      W okresie dojrzewania mojego i siostry wjechał jej tryb promocji na zewnątrz "mam najgorsze dzieci pod słońcem".
      O ile o mnie chodzi to szybko się uniezależniłam od ludzkich ocen i emocji w tym rodzinnych w związku z czym sprawiałam problemy wychowawcze i uznawałam, że faktycznie może matka coś ludziom sobie pogadać (bez wpływu na mnie) o tyle zdumiona byłam, że identycznie traktowana jest moja siostra. Osoba ułożona, posłuszna, bezkonfliktowa, pracowita zabiegająca o aprobatę matki. Miałam dziwną satysfakcję tryumfując wręcz no widzisz cokolwiek by się nie zrobiło - i tak jest jej źle.

      Natomiast w optyce babci zawsze byłam idealnym dzieckiem, którym się chwaliła wewnątrz rodziny i na zewnątrz do znajomych. Akceptowała moje potknięcia i problemy. Podobnie z ciocią z dalszej rodziny, z którą chyba miałam pokrewieństwo dusz i wyczuwalną wręcz nić porozumienia. Ogólnie obie już odeszły z tego świata kilka lat temu i naprawdę bywają momenty, że mnie ich brakuje mimo, że już stara baba jestem wink
    • ga-ti Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:25
      I jeszcze jedno wink Miałam szczęście być najstarszym dzieckiem w rodzinie, kolejne były ładnych kilka lat młodsze, również moje dzieci nie miały rówieśników wśród dzieci z rodziny, uf. Inni mieli gorzej, babcia, ale i ich właśni rodzice ich porównywali, jakaś rywalizacja była, wierszyki na urodziny, piosenki na święta, laurki na dzień babci i ocenianie, brrr. I mam wrażenie, że przenieśli to później na własne dzieci. A szkoda, bo skutek był taki, że kuzynostwo mimo zbliżonego wieku, średnio się lubi i utrzymuje kontakt tylko od święta.
    • berber_rock Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:27
      OOooooooo ... cisnienie mi skacze .....

      U mnie bylo tak:
      - a zobacz jaka Asia grzeczna i ladnie ubrana
      - i Asia chodzi do kosciola
      - a syn kolegi z pracy zostal korespondentem gazety w Londynie
      - a dziecko kolezanki pracuje w banku

      To apropos chwalenia.
      A oprocz tego mieli niespozyte poklady wiary we mnie, ktore objawialy sie tak:
      Przed egzaminami na studia: "a dlaczego nie masz planu B? Przeciez moze sie nie udac!"
      Jak chcialam zapiasac sie na nowe zajecia sportowe: "To nie dla ciebie - zeby zostac mistrzem Polski to trzeba zaczac trenowac w wieku 5 lat" (do glowy im nie przyszlo, ze ktos moze chciec cos robic dla przyjemnosci)
      "W tym wieku nic juz nie osiagniesz"

      "A co zrobisz jak te twoje wysilki nic nie dadza?"

      Powiem szczerze ze po tych wszystkich zabiegach cud ze wyszlam z tego z jako-takim poczuciem wlasnej wartosci.

      Natomiast gdy probuje tych samych chwytow na mojej corce to dostaje dzikiej furii.
      • amast Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 14:48
        > U mnie bylo tak

        A u mnie tak:

        do mnie
        - ty idiotko, jak można było tego nie wiedzieć (nie zrobiłam jednego zadania na kilka w finale konkursu i nie zajęłam 1 miejsca)
        tego samego dnia do znajomych
        - a amast zajęła 2 miejsce w trudnym konkursie!

        do mnie
        - ty idiotko, przyjrzyj się uważnie co robisz, przecież ślepym albo głupim trzeba być, żeby...
        do córki koleżanki, która siedzi obok mnie i ma ten sam problem
        - Ewuniu, zobacz, że tu jest tak...

        wiele lat później
        - jak ty wychowujesz te dzieci, kompletnie się nie interesujesz, nie pomagasz, przez ciebie stracą swoje szanse (w rozmowie o tym, że dziecko wybrało sobie kilka topowych liceów i nie ma planu B, bo ja, mąż i dziecko uważamy, że się dostanie)
        - jakie to twoje dziecko jest mądre i wie czego chce (po rozmowie z dzieckiem na ten sam temat, oczywiście to, że dziecko jest mądre nie ma nic wspólnego z wychowaniem przeze mnie, ani chybi po babci takie mądre)
      • hanusinamama Re: Chwalenie cudzych dzieci 01.07.21, 18:47
        MOja teściowa tak robiła z córką mojego szwagra...przy czym pokazując za wzór moją córkę. Moja starsza 3 lata we wszystkim miała być wzorem. Szybko ją postawiłam do pionu, ze to doskonały sposób do skłócenia kuzynek...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka