wypalona2021
18.01.22, 20:11
Taka sytuacja: małżeństwo trzydziestolatków, na razie bez dzieci, kilka lat po ślubie, a kilkanaście jako para, przychodzą na obiad do rodziców mężczyzny.
Relacje synowa-teściowie dość dobre, kontakt chyba standardowy: odwiedziny co 2-3 tygodnie, trochę pisania na komunikatorze.
Rodziny tesciow i sami teściowie od pokoleń mieszkają w większym miescie mieście (ale nie Warszawa ani Kraków itd), co często podkreślają. Synową pochodzi ze wsi pod tym miastem, jej rodzina w większości również mieszka na wsiach. Synową i jej mąż po dobrych, trudnych studiach, zarobki całkiem ok. Synowa woli teatr, książki i muzeum niż sport i imprezy. Teściowie odwrotnie, zdarzają się drobne złośliwości w jej stronę i wyśmiewanie "sztywniackich" zainteresowań.
Siedzą na obiedzie i synową opowiada o nowym współpracowniku, który ma problem z higiena osobista i po prostu okropnie śmierdzi, tak, że ciężko wytrzymać minute w jednym pomieszczeniu z nim.
I komentarz tescia: "ale przecież ze wsi jesteś, powinnaś być przyzwyczajona do smrodu".
Nie w formie żartu, tylko takie stwierdzenie faktu oczywistego, jak to, że sok stoi na stole, a jutro poniedziałek.
Co Waszym zdaniem powinna zrobic synową, co syn, a co teściowa?