lilia.z.doliny
22.03.22, 07:26
Myślę o tym, jak zasieg informacyjny wpływa na ludzkie losy. Internet potrafi dokopać jak nikt. Przy okazji toczących sie afer z Krolikiwskim, przypomina mi się coś innego. Wg mnie o wiele cięższy kaliber niż qrestwo naszego "babidamka". ,(cudowne określenie BABIDAMEK przeczytałam niedawno w komentarzu oburzonego internauty, który to internauta zionął nienawiscia do niewiernego krolika).
Otóż. Soyka Stanisław. To, co zrobił swojej żonie, było po czterokroc gorsze. IMO. Tuż przed rozwiązaniem jej BLIZNIACZEJ ciąży zostawil ja dla Grażynki, która " nie szelescila". Ale przecież nie zostawił tej żony samej- miała jeszcze dwóch innych małych synków. Tak więc, czwóreczka drobiazgu, a nasz artysta poszedł.za głosem serca i jaj.
Tylko ze to były lata dziewięćdziesiąte. Środowisko mogło się oburzać, ale tak raczej stacjonarnie. Żeby się dowiedzieć o randze sqrwysynstwa genialnego artysty, trzeba było kupić kolorowa gazetkę. A nie każdy kupił. Więc spokojnie wielbimy jego głos i talent, bo co w Vegas, to w Vegas.
Królik miał.mniej szczęścia. Talentu tylko ułamek, ale za to sława przyszła w dobie internetu. Ot, chichot.