Zauważyłam wczoraj. Myślałam, że złe światło albo w ogóle, może źle spałam i mi się skóra wygniotła. Ale dzisiaj nadal jest. I jak z pryszczem, póki go nie zauważysz, to jest mały, a jak już zauważysz, to zajmuje pół czoła.
Koło ust nam zmarszczkę. Pierwszą.
...wiem, że robię problem z niczego.
Jest po jednej tylko stronie, przy tej linii od nosa do ust. No jest. Pewnie obiektywnie nawet jej nie widać, ale ja teraz ją widzę ciągle. A to chyba nie pryszcz, samo nie zniknie. W ogóle nie zniknie.
Od paru lat już siwieją mi włosy, teraz to. Kurczę, wcześnie
Poczytałam, że przy dużych spadkach wagi (a 20 kilo to dużo) twarz też się zmienia i właśnie mogą wyjść zmarszczki, bo nie ma już tłuszczu i nic skóry nie napina. Ale co, zacząć wpychać hamburgery, to może za pięć kilo zniknie? Czy po prostu pogodzić się, że będzie ich tylko więcej?
Czy może to od zmęczenia organizmu, bo od początku roku mam jakąś serię infekcyjną i już dwa razy antybiotyki łykałam? Może jak odpocznę i podjem warzyw to zniknie?
(a, jak coś to morfologia i krzepnięcie mam okej)