Dodaj do ulubionych

Podróż i psie obawy

16.04.23, 12:08
Dziewczyny. Wiem, że to będzie pieprzenie bez sensu i wiele mi nie pomożecie. Chcę sobie pojęczec. Jadę do Polski na 4 dni, bo muszę pozałatwiać różne dokumenty. Będzie świetnie, mam cudownych dawnych przyjaciół i wszyscy są ze mną, do dyspozycji, szczęśliwi, że się zobaczymy po kilku latach (rzadko wracam do Polski), moje dziecko przeszczęśliwe, bo przygoda, spotkania z dziećmi przyjaciół, zabawy, park wodny i inne. A ja nienawidzę podróżować. Nie, że się boję, po prostu kocham być w domu, przede wszystkim dlatego, że mam stare psy. Mąż oczywiście zostaje, ale pracuje naprawdę dużo. Dlatego w dni, kiedy pracuje, będzie przychodzić koleżanka, będzie siedziała z psami, wpuści do domu, gdyby była burza (jedna psica się boi bardzo), da jeść, wody świeżej naleje, popieści, nogi stare i słabe wymasuje, psy od gorąca odpoczną w chłodnym domu (jest ogród) itd. A potem weekend to mąż będzie. A ja i tak się zamartwiam, że któryś pies osłabnie i mi zemrze, beze mnie. Niestety, ponieważ zawsze adoptuje stare psy, to wiem, że zejście może nastąpić w dwa dni. Miałam takie przypadki.
Posyłam ten strach w przestrzeń i trochę mi lżej.

Obserwuj wątek
    • daniela34 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:13
      Chodź do Danieli, Daniela ojoja. Rozumiem niechęć do zostawiania członków rodziny (czworonożnych też). Ale zadbałaś jak mogłaś, będzie dobrze!
      • homohominilupus Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:19
        Podpisuję się.
        Będzie dobrze.
        A za dawanie dobrego domu starym psiskom należy Ci się specjalne miejsce w raju czy tam innym fajnym miejscu 😘
        • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:25
          Dzięki, dziewczyny. Dobre słowo w wysokiej cenie
          dziekuje. Wy niezawodne jak zawsze.
        • igge Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 01:43
          Podpiszę się.
          Znam tylko 1 osobę, która adoptuje zawsze psich staruszków.
          Pieski autorko Twoje są zadbane i zaopiekowane i musiałabyś mieć wielkiego pecha gdyby coś się stało.
          My mamy 16latkę psią na stanie i wyjeżdżamy.
          Żyje i żyć będzie.
          Piesek mojej mamy zakończył życie u mnie w kuchni. Ale mama wtedy była cały miesiąc do sanatorium. Potem też miała bez sensu poczucie winy.
      • krwawy.lolo Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:16
        Wyciskacz łez na niedzielę.
      • kamin Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 17:51
        Ale wiesz oczywiście, że to jest od poczatku do końca wyreżyserowane?
        Czy wierzysz w to, że pan przypadkiem jechał z włączoną kamerką niezłej jakości przez bezdroża, zobaczył przypadkiem dwa psy, zabrał znowu tę kamerkę ze sobą na chodzenie po krzakach, ani przez chwilę jej nie odłożył i w ogóle wszystko ma dokładnie sfilmowane. A cudownie znalezione bezpańskie pieski w ogóle się nie boją ludzi, są czyściutkie i błyszczące.
        • krwawy.lolo Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 19:39
          No i? Mam przestać wierzyć w słonie? smile
          • kamin Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 19:56
            Masz przestać wierzyć, a już zwłaszcza propagować fejkowe filmy z ratowania zwierząt. Ten który wkleiłeś jest tylko głupkowato naiwny, ale debile, którzy kręcą takie filmiki są zdolni do krzywdzenia zwierząt, po to żeby nakręcić łzawy filmik o tym jak je później "ratują". Nabijanie im wyświetleń, polubień itp tylko ich zachęca do takich działań.
            Tu masz film o tym zjawisku jak mi nie wierzysz.
            youtu.be/fqPXcv-IE0k
            • alpepe Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 16:42
              otóż to.
    • kropkacom Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:39
      Zrobiłaś bardzo dużo aby psy miały bardzo dobrą opiekę. Poza tym nie będzie cię tylko chwilę. Prawda?
      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 12:40
        Tak. Trzy i pół dnia.
        • bergamotka77 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 21:17
          agdzieztam napisała:

          > Tak. Trzy i pół dnia.


          I się zamartwiasz? Kurcze to jesteś niewolnicą swoich psów skoro dłuższy weekend poza domem to problem. Na urlopy nie wyjeżdżacie?

          • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:19
            No zamartwiam się, bo wolałabym być, gdyby im przyszło umierać. Pisałam, że psy stare słabe i po przejściach. Tak, jestem niewolnica, własnej miłości do nich. Takie sobie zadanie obrałam, zaopiekować się psami po przejściach i łagodnie do dobrego końca je doprowadzić. Na wakacje jeździmy z psami, w miarę blisko. Mieszkam w pięknym wakacyjnym turystycznym kraju więc każda miejscówka to hit.
          • homohominilupus Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:28
            bergamotka77 napisała:

            > agdzieztam napisała:
            >
            > > Tak. Trzy i pół dnia.
            >
            >
            > I się zamartwiasz? Kurcze to jesteś niewolnicą swoich psów skoro dłuższy weeken
            > d poza domem to problem. Na urlopy nie wyjeżdżacie?
            >
            >
            >
            Berga jak zwykle taktownie i z wyczuciem 👎
    • eliszka25 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 13:00
      Rozumiem obawy, choć nie mam zwierzaka. Zadbałaś o to, żeby psy miały jak najlepszą opiekę. Teraz musisz pozwolić sobie na ten wyjazd i wierzyć, że będzie dobrze. To tylko kilka dni.
    • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 17:36
      Bardzo dobrze rozumiem twoje obawy i głaszczę zjeżoną sierść twoich lęków < 3
      Niech ci ten czas z twoim lękiem separacyjnym upłynie migusiem, tak, żebyś, zanim się obejrzysz, już wracała do swoich stareni : * za które ci nieustająco dziękuję.

      Jeżeli mogę, od razu skorzystam z twojego doświadczenia, dobra?
      Mam od kilku dni na tymczasie dużą starą sukę, która ma sierść bardzo podobną do twoich kudłaczy. Będę ją miała jeszcze 9 dni. Ma już nowy dom w Holandii.
      Suka ma strasznie zaniedbaną sierść, okropne filce. Mam co prawda z zamierzchłej przeszłości zgrzebło filcak ( z hakami) ale tych kołtunów ( jakby okrywowy zbijał się z martwym podszerstkiem, takimi połaciami) moim zdaniem nie da się tym ruszyć bez sprawiania suce bólu. Boję się, że zrobię jej krzywdę.
      Siedzę i wydłubuję jej to - ostrożnie, milimetr po milimetrze - ręcznie. Pozwala i mówi, że nie boli.
      Przy tej metodzie trochę włosów okrywowych zostaje jednak.
      Czy uważasz, że taką sfilcowaną mogłabym po prostu ogolić po całości? Boję się, że istnieje ryzyko, że się przeziębi, podróż przed nią.
      Gdybym ogoliła, mogłabym ją ubrać w sweter polarkowy i derkę/kubrak. Mam takich kompletów trochę. Na "łysą" by weszło spokojnie.
      Czy lepiej wydłubać jej te filce do końca ( mogę) po reszcie sierści przejechać filcakiem i zostawić jak jest?
      Przygarniam psy z zupełnie innym rodzajem sierści, mam inny rodzaj narzędzi do pielęgnacji i na takiej się kompletnie nie znam.
      Albo, nie wiem, po prostu wygolić jej tylko resztę filców. I niech jedzie taka wygryziona, jakby pod kosiarkę wpadła. Tyle, że będzie wyglądała dość okropnie.
      Co byś zrobiła? ( gdyby była moja, ogoliłabym, ale ja bym cały świat wysterylizowała i ogoliła ; ))

      Adoptująca jakoś mało decyzyjna*, co mnie drażni, chociaż starannie to ukrywam w rozmowach.

      ( * na wszystkie moje pytania odpowiedź brzmi " a to już jak pani uważa", a na informacje co już zostało zrobione - od nas prezent dla psa - i że wyniki badań diagnostycznych wysyłam w załączniku, anemiczne " ahaaa, ahaaaa" - no fuuck, może zaangażowania trochę, ja bym była ciekawa jaką morfologię i wyniki innych badań ma obcy, stary pies którego właśnie przygarniam, że wyjadę teraz z własnymi lękami, najpewniej nieuzasadnionymi, MAM NADZIEJĘ)

      Jeszcze raz dobrego pobytu w Polsce i uszczęśliwienia kompletu futer powrotem.
      I żadnej burzy przez te 4 dni!










      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 18:13
        Ale się cieszę, że napisałaś! Nic ostatnio nie opowiadałas, a moze ja nie trafiłam, więc "tęskniłam". Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam o tej sfilcowanej sierści, ale jeśli tak, to ja to obcinam i takie wygryzione chodzą. Czesze szczotka, jaka zapewne też masz. Ja nigdy nie ogoliłam żadnego psa, bo boje się, że krzywdę zrobię, że to skórze nie będzie pasowac. Wiem, że ta ich sierść ponoć chroni je również przed gorącem Natomiast przed upalnym latem oddaje psy do profesjonalnej kąpieli, żeby im ulżyć. Raz w roku tylko to robię, właśnie przed latem. W tym roku nie, tylko będę czesać, bo takiej długiej operacji już nie zniosa. Za stare i za slabe. Bardzo poważnie sądzę, że może się zdarzyć, że nie dożyją lata. Wiesz co, ja też jestem bardzo zaniepokojona zachowaniem tej pani adoptujacej. Martwię się. Czy ona sprawdzona? Przecież kawał medycznej roboty dla niej wykonujesz!
        • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 19:47
          Dzięki, że odpisałaś. Na sierściastych się nie znam, a na filcach wcale, te jej filce/kołtuny są jak " poletka" zaczynają się tuż przy skórze, placki takie. Różnej wielkości.
          Dobra, to ja też resztę polecę maszynką i wygolę ją tylko w miejscach parszywych. Niech jedzie wygryziona.
          Nie chcę jej z tym zostawiać, to musi ciągnąć, cholera. Skórę pod wydłubanymi filcami ma czystą i suchą, zaczerwienioną lekko tylko.

          Mam psy z krótką sierścią, u mnie wystarcza furminator i tzw szczotka picerka ( której rolę pełni u mnie miękka szczotka do butów, najlepiej działa na moje) nie na sierść tej niedźwiedzicy zupełnie, niestety.

          Staram się wierzyć, że pani adoptująca brzmi jak melepeta tylko w kontakcie ze mną. Liczę na to, że introwertyczka może. A tak, jest jakoś bardziej ogarnięta. Muszę w to wierzyć i wierzyć w to, że fundacja wie co robi.
          Sukę przejęłam niejako poza fundacją. Zadzwoniła kobieta hotelująca ich psy ( super babka) że nie ma już skrawka miejsca i czy nie mogłabym chwilowo przechować dziewczyny. No to co miałam zrobić.
          Plusy które mnie uspokajają: kobieta przyjeżdża po suczkę osobiście, nie kłóci się o koszty przewozu ( bardzo różnie to bywa) pies będzie mieszkał w domu, dom ma ogród, pani pracuje zdalnie - tyle wiem z wywiadu.
          Pani będzie u nas nocować, obwącham ją sobie.
          No ale żeby tak całkiem się nie interesować co z paszportem, szczepieniami, wbiciem przez weta o odpowiednim czasie zielonego światła przed wyjazdem? ( trochę będziemy cudować z datami, pani też, że aha, aha) Fundację zwolniłam z obowiązku, a pani hotelującej też się kazałam nie przejmować, dosyć ma problemów z resztą bezdomniaków. Umowa jest taka, że kobieta podpisuje wypełnione papiery adopcyjne i przesyłam je do hotelującej ( imho jest bardziej ogarnięta niż cała fundacja razem wzięta, chociaż nie wątpię w ich ciężką pracę i dobrą wolę)
          No i tak to wygląda.
          A psu robię badania diagnostyczne dla własnego świętego spokoju, szczerze mówiąc. Ta wiedza mnie jakoś uspokaja. Jest mi potrzebna.

          Bardzo mnie zmartwiła wiadomość, że twoje staruszki, według twojego doświadczenia, być może nie dożyją lata. I jednocześnie cieszę się, że te ostatnie chwile spędzają otoczone poczuciem bezpieczeństwa, uwagą i miłością. Siły i odwagi, bardzo. Dobrej, spokojnej drogi na ostatniej prostej.
          Wiem, że to głupi sentymentalizm, ale zawsze sobie tłumaczę stratę tak, że odejście jest jednocześnie szansą dla następnych.
          Że nie wszystek umrę. Zostawiają dla innych pledy, posłania, maty grzewcze, poduszki, zabawki, linki, smycze, szelki, obroże, trackery i mnie, zbrojną o nową wiedzę o zwierzętach.

          A u mnie ostatnio tak: dwa stare duże psy, dwa stare malutkie psy ( z interwencji, złamaliśmy się) po odejściu ( prawie jednocześnie) poprzednich dwóch kotów dwa nowe stare i ( kumulacjabig_grin) i prawie natychmiast kolejne dwa nowe starawe ( u matki w bloku, po śmierci jednej pani "spadkobiercy" wywalili koty do piwnicy)
          Już jesteśmy po socjalizacji, bardzo szybko poszło, aż podejrzanie łatwo. Docieramy się w rytmie dnia i rytuałach. Oby tak dalej.
          No i teraz kudłata na chwileczkę. Więc znowu sprawdzanie i socjalizacja. Oraz wdrażanie podstawowych zasad BHP, montaż m.in kolejnych rozporowych bramek separacyjnych. Czego efektem jest śmieszna - dla mnie - sytuacja i od piątku nieśmieszna i niezła kosa z bratową, ooo, akurat piękna historia na ematkę! Pierwszy raz mam kosę z bratową. Pożarłyśmy się bardzo konkretnie i zostały zerwane stosunki dyplomatyczne : D

          Jeszcze raz ( BARDZO) dzięki za podzielenie się wiedzą i doświadczeniem oraz sugestią co z tą sierścią.
          I oceanów spokoju, szybko zleci, chociaż wiśta wio łatwo powiedzieć, skoro to nie ja lecę : ))
          Życzę wszystkiego dobrego, najlepszego <3

          ( przepraszam że się rozpisałam, ale gdy wchodzę na temat zwierząt, jadę słowotokiem kilometrami)




          • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:12
            Cieszę się, że poznasz panią osobiście. Świetnie. Może po prostu taki charakter. Ze pies będzie i w domu i w ogrodzie, a ona praca zdalna to dobra uspokajająca informacja. Proszę, pisz jakie wrażenia, kiedy już będzie po wszystkim.
            Tak, masz rację, kiedy moje staruszki umierają okropne to przeżywam, ale tak, jakkolwiek to nie brzmi, radzę sobie, bo wiem, że moge następnego wziąć. Ten ból rozstania, pożegnania ma sens tylko dlatego, że robi się przestrzeń na następnego potrzebującego.
            Cieszę się, że się rozpisałas! Dziękuję za to. Ja też mogę o zwierzakach bez końca, ale szczęśliwie mam ludzi wkoło takich samych (bo i wolontariat w schronisku z psami i w tym ze zwierzętami "gospodarskimi", więc wszyscy mamy dla siebie dużo zrozumienia. Kiedyś, pisałam o tym, stałyśmy z innymi dziewczynami między krowami i mówilysmy jakby dobrze było, gdyby świat się zamykał (metaforycznie) w tej naszej rzeczywistości, gdzie zwierzęta żyją w spokoju i bez bólu, po ichniemu. To był cudowny moment takiej jedności i zrozumienia, że nie jestem sama wariatka.
            Intestate i ty mi mówisz, że ja jestem "ekspertem" . Przecież ty cały zwierzyniec masz w domu! Robisz ogrom roboty!!!! Dziękuję z całego serca. Dobrze, że jesteś!
            • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 16:18
              Aaale sobie posłodziłyśmy ; ) Też się cieszę, że jesteś i jesteś jaka jesteś : )

              Jak właśnie napisałam niżej, możemy swobodnie przerzucić się na pocztę.

              Sorry za gwiazdki w poście niżej, ale wciąż wykrywało mi spam i założyłam, że znowu założyli blokadę na wulgi.
          • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 06:42
            Ojej przeoczylam i nic nie zapytałam o tę historię z bratowa! O ilość zwierząt chodzi? Jeśli możesz napisz. A może masz jakiś adres mailowy, który mogłabyś tu mi podać i mogłabym prywatnie do ciebie napisać?
            • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 16:14
              Agzieztam, pisz na gazetowy : )
              Jakby co, prywatniej mam zdecydowanie mniej oporów, jeżeli chodzi o udostępnianie zdjęć i filmików ; ))


              Pierwszy raz - a staż mamy potężny - skoczyłyśmy sobie z bratową do gardeł.

              Jesteśmy naprawdę z bardzo różnych baniek. Również, jeśli chodzi o rodziny pochodzenia.
              Kiedyś wszyscy umówiliśmy się, że nigdy, pod żadnym pozorem, nie będziemy poruszać tematów dotyczących polityki, światopoglądów, jakichkolwiek religii, sytuacji na świecie i naszych prywatnych wyborów. Oraz stylów życia. Bo się pozabijamy.
              No i pięknie szło aż do piątku.

              Wbiła nam bratanica na kwadrat ( nie ukrywałam nigdy, że akurat do tego rodzinnego dziecka mam sporą słabość) i chciała u nas zostać na weekend. Okeeej.

              Wszystkich uprzedzamy, że teraz w naszym domu nikt nie porusza się po ciemku i na pamięć. Idziesz przez kolejne pomieszczenia - zapalasz światła. Ze względu na małe psy w domu. Trzeba je widzieć, żeby ich nie zadeptać. One się nie odsuną, nie mają odruchu.
              A bramki separacyjne zmieniają miejsce z prędkością światła i w zależności od potrzeb.
              I bratanica oczywiście co? O pierwszej w nocy?
              Wybrała się do kuchni. Nie zapaliła światła. W jednej ręce miała kubek, w drugiej trzymała telefon.
              I znając ją, pewnie się w ekran patrzyła.
              Na noc - uprzedzałam - zainstalowałam w drzwiach kuchni bramkę separacyjną.
              Dziewczyna zapomniała, wpadła po ciemku na bramkę. A że miała zajęte ręce, fiknęła do kuchni.
              Upadła na twarz. M.in ułamała sobie kawałek górnej jedynki. Ale nos i język też nieźle sobie załatwiła. A w telefonie poszła szybka.
              No i zaczęło się. Ogarniali mój mąż i brat. Bratowa zdalnie dyrygowała ( tam jeszcze dwójka dzieci w domu) i przy okazji usłyszałam przez telefon mnóstwo gorzkich, niesprawiedliwych słów. Dotyczących moich wyborów, mojego stylu życia, moich pieniędzy i moich zwierząt.
              Ale olałam. Założyłam, że w zdenerwowaniu i strachu o dziecko nerwy jej skoczyły.Pieprzyć to.

              Po czym zadzwoniła następnego dnia jeszcze raz i oznajmiła kategorycznym, nie znoszącym sprzeciwu tonem, że "oczekujemy" [my, król] że w związku z nieodpowiedzialnym ( moim niby) zachowaniem, pokryję wszystkie koszty leczenia zębów ( jak się okazało, druga jedynka też nie bardzo) ORAZ pokryję koszt zakupu nowego telefonu.
              Moja marna powłoczka złudnej ogłady pękła, wyszedł ze mnie cham i prostak.
              Spokojnie powiedziałam, że jeżeli sądzi, że ma po drugiej stronie jelenia, którego można doić finansowo za to, że dziecko ( piętnastolatka, tak?) zachowuje się jak nieprzytomny dekiel, mimo uczulania na pewne kwestie, to się chyba z penisem - tym na pięć liter - na łby zamieniła.
              I że te pieniądze, które dotychczas wkładałam w to dziecko, to był tylko mój kaprys.
              Tu wylało się z pani znowu dużo wrednych i parszywych słów, znowu zahaczających chodzi o moje wybory życiowe oraz -tadam - zwierzęta.
              Nijak nie przystających do rzeczywistości akurat.
              Nie zdzierżyłam. Pogniewałyśmy się na siebie bardzo. I dobra.

              Może by się jeszcze jakoś rozeszło po kościach później, gdyby w tym momencie rozmowa została zakończona.
              Ale w nerwach się nie rozłączyłam " rzucając słuchawką" i na fali furii, do której naprawdę nieczęsto mnie można doprowadzić, powiedziałam do męża, że z oporem zacytuję " patrz jak to zawsze z pi*dzielskiego ku*****cza, chowanego w stajni rydzykowej, prędzej czy później ten cały syf wyjdzie"
              I dodałam, że to dziwne, że zawsze jakoś w efekcie o wyrąbanie na kasę chodzi.
              I że mąż nie ma pojęcia, jak ja się brzydzę takimi ludźmi, bardziej chyba tylko tasiemcem w kocim gównie.
              Su*a roszczeniowa, widziaeeeś, taka i owaka jej mać? Widziaeeeeś?!
              Wtedy to złapałam ponownie za telefon. I okazało się, że JAKBY nadal mnie słychać.
              No i teraz trochę się wstydzę. Że było słychać ; )
              Co mnie podkusiło, żeby chamem polecieć.
              Nie wiem jak to rozwiążemy. Coś czuję, że - bardzo niechętnie - będę ją musiała przeprosić za słowa prawdy ; )
              Na razie jednak " ale maaa -moooooo!! to ona pierwsza zaczęła!"

              ( sorry trochę za to pieprzenie chaotyczne i rozwlekłe, ale, no naprawdę, zaraz mi lżej jak sobie uleję moje krzywdy, to moje pitolenie ma dla mnie wartość terapeutyczną i obniża mi ciśnienie, na samo wspomnienie mam barwy wojenne, to franca cholerna! ; ))


              • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 18:03
                Wow. Grubo. Ale przecież uprzedzałas. Bardzo nieprzyjemna sytuacja ciężko bym ją przeżywała ale też nie czuła się winna. Co to znaczy pisać na gazetowy mail? Gdzie go zobaczyc? Niekumata jestem chyba bardzo.
                • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 18:07
                  Ach czekaj chyba załapałam. Pisze twój nick a dalej małpa forum.gazeta.pl
                  Tak?
                  • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 18:24
                    Tak, tak. Przepraszam, mail to interstate95 @ gazeta . pl ( bez " forum" i bez spacji )
                    • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 18:39
                      Ok! Dzięki. Napisałam i przedstawiłam się!
              • babcia47 Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 18:17
                Nie pochwalam ale rozumiem 👍. Nalezalo się i jakby sama sie prosiła o podsumowanie
      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 18:39
        A w ogóle zapomniałam dodać, jak bardzo podziwiam, że jesteś domem tymczasowym. Bo potem trzeba psa przekazać dalej, a ja mam chore (wiem,wiem o tym) poczucie jakiejś wyjątkowości i wszechmocy: no nikt tak nie zadba i nie będzie kochał, jak ja. Bardzo trudno sobie z tym radzić i nad tym pracować. Pamiętasz, kiedyś pisalysmy, że tym, co robimy dla zwierząt bez wątpienia leczymy/uzupełniamy własne braki. No właśnie. A potem leki separacyjne i inne przeróżne wokół zwierzaka.
        • interstate95 Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 20:11
          Agdzieztam, mam to samo co ty. To mój pierwszy pies tymczasowy. Brałam pod presją, ja dla tej kobiety z hotelu zrobię wiele.
          I już po cichu włosy z głowy rwę, że muszę go oddać jakiejś obcej pani.
          Minęło kilka dni, a ja mam jazdy w głowie, bo jak u mnie, wzięłam, to moje! : ))
          Dokładnie! Nikt tak nie zadba jak ja/my, wszyscy są podejrzani : ))

          M-hm. Wciąż mnie zastanawia jakie deficyty sobie łatam w głowie, oprócz tego, że naprawdę wielce sobie cenię/cenimy towarzystwo staruszków zwierzęcych. I ludzkich, o dziwo.
          Może to, że babć, nie będąc cudotwórcą, nie umiałam, nie umieliśmy " uratować" ( babcie które nas wychowywały, odchodziły w naszym domu, przejęliśmy opiekę nad nimi; bały się zakładów opiekuńczych, obcych ludzi od których byłyby zależne, a umysły miały do końca jak brzytwy) i teraz przenieśliśmy emocje na stare zwierzęta?
          Ale pamiętaj - czego byśmy sobie tym nie załatwiały, jest to z korzyścią dla zwierzęcych starowin ; )
          Mąż twierdzi, że zawsze to bierzemy pod opiekę zwierzęta, a moglibyśmy na przykład iść w hazard i sporty ekstremalne w ramach odreagowywania czegoś tam ; )

    • alpepe Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 17:47
      Musisz im szepnąć do uszka, że wrócisz za cztery dni i mają na ciebie czekać, to może pomoże, psy rozumieją więcej, niż sądzimy big_grin
      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 18:04
        O dzięki tak zrobię!!!!
    • emateczka Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 19:04
      No, tak to jest. I u mnie tak się zdarzyło - wyjechałam za granicę, koty zostawiłam z rodzicami. Rodzice wyjechali na weekend, koty zostały z babcią, i niestety jeden odszedl w tym czasie. Był chory, leczony, wydawało się, że jest lepiej. Moja mama do tej pory nie może sobie wybaczyć, że jej nie było, ale prawda jest taka, że nic nie mogłaby zrobić, 5 minut i było po kocie... sad
      Wiem że nie to chciałaś usłyszeć, ale chce powiedzieć, że co ma być, to będzie. Nikt z nas nie jest w stanie być ze swoimi najbliższymi non stop, i czasem zdarza się tak, że nas nie ma, kiedy zdarza się wypadek, choroba czy śmierć. I nie mozna się za to obwiniać.
      A już na pewno nie ma sensu martwić się na zapas. Wyobraź sobie, jaką radość będzie, kiedy wrócisz, i wszystkie ogony rzucą się na powitanie 😍
      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:21
        Tak będzie! Moje ogony. Przykro mi, że tak się stało z kotem. Właśnie to jest mój strach, że tak nagle i już....
        • emateczka Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:57
          Wiesz, mój tata też umarł nagle, kiedy mnie nie było w domu, więc musiałam to sobie w głowie ułożyć, żeby nie zamęczyć się wyrzutami sumienia i myśleniem, co mogłam /powinnam była zrobić inaczej. Tak bywa. Dobre rzeczy się zdarzają i smutne też. Life, jak mówi Biscotti.
          • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 06:37
            Mój ojciec też zmarł sam, a miał wtedy ledwo 49 lat, ja wróciłam ze 12 godzin później do domu. Pies ówczesny był do jego nóg przylepiony dosłownie, ale ojciec już nie żył. Rok sobie z tym radziłam, bo mieliśmy bardzo skomplikowane nie za dobre relacje.
    • lilia.z.doliny Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 21:22
      Chyba ci nie pomogę, bo mam to samo z moimi uncertain.
      Ale chociaż będziemy już w grupie się bać ( kiedy jedziesz?).
      A może nawet klub sobie założymy?
      • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:15
        Świetnie! Chcę mieć klub z wami! Fajnie, że rozumiesz! Tak myślałam, że mi coś dobrego napiszesz. W środę wieczorem jadę, w niedzielę wracam. Specjalnie tak zaplanowane, żeby od soboty być spokojniejsza, bo mąż nie pracuje w weekendy.
        • lilia.z.doliny Re: Podróż i psie obawy 16.04.23, 22:20
          Aaa, czyli już.
          Nic się nie stanie zlego, obiecuje..ja podskoczyłam do Londynu na półtora dnia, właśnie wróciliśmy. Boze, ile się wylało na mnie pretensji i opierdolu, to nie pytaj. Ale spędziłam.fajny czas w Dopaminalandzie i na wystawie Salvadora Dali.
          • babcia47 Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 02:17
            Rudasek pewnie strzelił klasycznego focha? Oj teraz będzie musiała się w smaczkach długo wyplacać. A dziewczyny były kilogramami szczęścia a nie pretensji
            • lilia.z.doliny Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 07:31
              W życiu! Kiwi ewidentnie mnie ochrzaniala. Ale z taką domieszką żalu.
              • homohominilupus Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 20:27
                Chciałabym to usłyszeć 😅
                • lilia.z.doliny Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 20:55
                  To drama queen, ona potrafi dać taki popisrozdzierajacego wycia i przymilnego skomlenia JEDNOCZESNIE, że slow brak
                  • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 17.04.23, 21:55
                    Chciałabym to zobaczyć!!!! Nie mogłabyś kiedy nagrać sekundki i pokazać?
    • agdzieztam Re: Podróż i psie obawy 25.04.23, 21:29
      Wróciłam dwa dni temu! Psy jadły i dawały radę same wstawać. Czują się dobrze. Dzis dostały nawet trochę pizzy, bo u nas dziś święto, wolny dzien. Dużo spały. Dziękuję wam za wsparcie i zrozumienie w tym problemie pierwszego świata! Pozdrawiamy w komplecie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka