Ostatnie 14 dni mojego życia to chyba gotowy scenariusz na epizod serialu z gatunku tragifarsa. Wszystko z mojej winy, mam chwilę przebłysku i nie chciałabym, żeby te bolesne doświadczenia poszły na marne. Dlatego piszę, porządkuję sobie, chętnie posłucham przemyśleń innych i pośmieję się sama z siebie.
Preludium miało miejsce pół roku temu. Moja rok starsza siostra, jeszcze bardziej naiwna niż ja, pożyczyła ode mnie 15 tys. zł. na “super interes”. Tak, byłam głupia, że pożyczyłam wszystkie swoje skromne oszczędności. Mam 20 letni kredyt hipoteczny na głowie, po odliczeniu wydatków udaje mi się odłożyć 300-400 zł miesięcznie, na wakacjach ostatni raz byłam 3 lata temu, wolę jak pracodawca wypłaca mi ekwiwalent, taka ze mnie burżujka. Ten interes siostry to jakaś piramida finansowa. Siostra miała oddać po 3 miesiącach, po kolejnych trzech (14 dni temu) okazało się, że nie tylko nie odda, ale sama mam ponad 50 tys. długu, bo poza kasą ode mnie pożyczyła z chwilówek, od innej rodziny i po znajomych. Zadzwoniła do mnie płacząc i prosząc o pomoc. I tak się zaczęło.
Wściekła, zdając sobie sprawę, że pieniędzy nie odzyskam, odpowiedziałam jej, żeby dzwoniła do mnie wyłącznie z informacją, że ma dla mnie jakieś pieniądze na poczet spłaty długu. Na co ona się obraziła. Zadzwoniłam do rodziny (mamy, ojca, brata) z informacją co się dzieje. Rodzina rozczulona jaka to siostra biedna, a ja jaka podła, że się o pieniądze upominam. Wściekła podwójnie, wyzwałam ich od ekonomicznych idiotów i poinformowałam, że do czasu zwrotu kasy i ich przeprosin za idiotyczne zachowanie i szkalowanie mnie zawieszam stosunki. Na co usłyszałam jeszcze gorszy stek wyzwisk. W efekcie zmieniłam numer, pousuwałam wszystkie ich kontakty i postanowiłam odciąć się trwale w myśl zasady: 15 tys. to nie jest dużo za pozbycie się toksyków i idiotów z życia.
Drugi cios przyszedł parę dni później. Znowu głupia ja. Czas opłacić ubezpieczenie auta, pojechać na warsztat i zrobić okresowy przegląd. Łącznie 4 tys. zł. A że pech się kumuluje, to zmywarka jeszcze mi wysiadła więc +450 zł naprawa. Bez żadnych oszczędności, nie chcąc brać chwilówek jak ostatnia durna (po raz trzeci) zapytałam faceta, z którym od 3 miesięcy się spotykam, czy pożyczy mi na pół roku te 5 tysięcy. Stanowczo odpowiedział, że nie, że za krótko się znamy i z zasady nie pożycza więcej niż 50 zł. Miał rację, a ja choleryczka odpowiedziałam coś w rodzaju “ok, pożyczę od innego kolegi” i od słowa do słowa wyszła awantura, zerwaliśmy. Na dopełnienie upokorzenia zadzwoniłam do “innego kolegi”, czyli znajomego, z którym się spotkałam parę razy, poznaliśmy się przez internet, ja mu się spodobałam on mnie nie. Myślałam (głupia po raz czwarty), że jesteśmy znajomymi. Na moją prośbę o pożyczkę odpowiedział przez tel., że chętnie pożyczy, ale jak spędzę z nim noc…
W efekcie pożyczyłam te 4,5 tys. z banku na rok (dzisiaj wpłynęły na konto), wydatki zetnę do minimum, święta super skromne i samotne będą, spoko. Cenna nauka, nie obwiniam nikogo poza samą sobą. Żal mi faceta nr 1, bo był rozsądny, a ze swojej winy rozchrzaniłam fajną znajomość. Pozostałych nie żal, dobrze się stało. Muszę teraz po pierwsze popracować nad swoim temperamentem, po drugie ogarnąć się finansowo, po trzecie zapamiętać tę lekcję na całe życie. Swoją jakie to prawdziwe: chcesz stracić znajomych / rodzinę, pożycz im pieniądze