tiffany_obolala
21.11.23, 18:56
Czytam sobie dość mocno promowaną ostatnio książkę, która opisuje polską wieś międzywojenną. A przed oczami mam... Podkarpacie w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jedna z rodzin, do których jeździłam na wakacje, żyła w warunkach... opisanych w książce. Tata zostawiał mnie z trzema pętami kiełbasy i inną wałówką, i nigdy nie więcej niż na kilka dni. W dwóch izbach mieszkało 8 osób, łóżek było mniej niż domowników, dzieci spały razem (ja bywałam latem, więc spaliśmy w stodole), na obiad były codziennie ziemniaki z mizerią, choć mój przyjazd był wielkim świętem, bo mordowano z tej okazji w sobotę najstarszego koguta, ubijałam masło w maselnicy, ciotka piekła chleb, myto się w misce (dla mnie, miastowej, grzano wodę na piecu), w kuchni nie było podłogi, tylko polepa (w pokoju już były deski), buty zakładało się tylko w niedzielę do kościoła. Ciotka wstawała pewnie ok 4 rano, oporządzić zwierzęta, a najważniejszym ze zwierząt był koń. Ale do kościoła szło się na piechotę 6km, żeby koń w niedzielę też mógł odpocząć, bo co prawda do prac "na hektarze" wynajmowało się traktor, ale już pole koło domu obrabiane było koniem. I zboże z "hektara" przywoziło się furmanką. Do szkoły starsi też chodzili 6 km, bo ta, do której było tylko 2 km, to była klasa (jedna) 1-3. Do zawodówki do miasteczka to do pekaesu jeździli na rowerze.
A mam wrażenie, że - mimo że inne rodziny w okolicy były zamożniejsze - to różnice nie były ogromne. Wychodek i miska to jeszcze była norma, koń również, i praca od świtu do nocy, zwłaszcza kobiet, ale dzieci też. Już nie mówiąc o tym, że ledwie trzydzieści lat wcześniej mój ojciec (stamtąd pochodził) jako ośmiolatek poszedł na służbę, bo po śmierci matki ciężko było dzieci wykarmić.
Żeby nie było, wożono mnie i do innej rodziny, gdzie biegaliśmy z kuzynami bez butów, bo tak było wygodniej, a nie dlatego, że trzeba było buty oszczędzać, a na obiad codziennie było mięso, a po lody na deser jeździliśmy do sklepu na "komarze" (motocykl taki).
Miałam skrajne doświadczenia, czy tak bywało jeszcze w późnym PRLu?