Co jako rodzice (albo raczej ja jako rodzic, bo do męża - lekarza, urwa mać, który powinien mieć więcej rozumu - cały czas nie dociera albo robi wszystko, żeby problemu nie widzieć) mogę zrobić, kiedy dziecko już pełnoletnie, pije coraz bardziej niebezpiecznie? Wczoraj kolejna impreza, z której syn wrócił dopiero dzisiaj rano (!) w takim stanie, że nadal ledwo ledwo żyje i zastanawiam się, czy poza samym alko nie wlecialo coś jeszcze. Ale to już nie pierwszy raz, już były takie imprezy, już była akcja, gdzie syn z kilkoma kumplami, głupimi pijanymi szczylami, jechał po pijaku (nie on prowadził, ale był tam tak jak reszta). Wtedy były jednak konsekwencje, przykre, co opanowalo młodego na pół roku, ale pół roku przeleciało już w listopadzie i znowu

. Już zresztą pisałam kiedyś o synu. A ta impreza (która wyszła spontanicznie, czyt syn wykorzystał, że nas nie było w domu, wróciliśmy bardzo późno, telefonu oczywiście nie odbierał, tylko napisał, że jest z kumplami i nie wie, kiedy wróci) wczorajsza już we mnie przelała wszystko. Proszę o rady na pytanie startowe: co mogę zrobić, żeby syn odczuł, że to co robi, nie przyniesie mu nic dobrego? I jeszcze jak rozmawiać z mężem, chyba zaimpregnowanym na sygnały ostrzegawcze, żeby wreszcie się obudził?