ikoniecikropka
25.02.24, 20:46
Rozsypałam się. Na kawałki się rozsypałam. Przez dwa miesiące czytałam tu, jaki stosunek ma się w społeczeństwie do alkoholików i narkomanów, szlag mnie trafiał. Teraz posłuchałam podcastu domorosłej psychoterapeutki - socjolożki o borderline i zrozumiałam, że odpuściła mnie wszelka adrenalina, która mnie dotychczas trzymała i wyszłam z leczenia stacjonarnego syna, podczas którego byliśmy w bańce, byliśmy bezpieczni. Pojęłam, że jesteśmy dalej, on jest na zewnątrz, a to "zewnątrz" mu nigdy nie wyjdzie naprzeciw. Popatrzyłam na swojego syna z podziwem i zadziwieniem: po co on to wszystko robi? Przecież przez stygmaty on strasznie dostanie od życia, jego nic nie czeka, bo stereotyp zrobi swoje, zanim on zdąży coś komukolwiek i sobie udowodnić. Sama się wstydzę tej myśli, ale te trzy łatki, które ma na sobie i to w tak młodym wieku, zabierają wszelaki sens. Opuściła mnie wszelka wiara w powodzenie, on się rozsypie setki razy, nie wiem, czy bardziej przez siebie, czy przez to, co się za nim ciągnie. Przepraszam, muszę mówić, muszę, werbalizacja mi jest potrzebna, ale nie mogę, po prostu nie mogę uwierzyć, że można tak mówić o uzależnieniach i zaburzeniach osobowości, nie wierzę.