05.08.24, 15:49
Na fali watku obok, że jakaś para się rozstaje (nie wiedziałam o ich istnieniu), ale że przechodzili kryzys, nie udało się, rozstają się w zgodzie. Oczywiście para, z tego co czytam, miała swoje osobiste problemy bardzo poważne zdrowotne ale tu pytanie do was wszyskich. Zdrowych. Na litość. Większość z nas ma związki długoletnie, czasem 20 lat, czasem mniej czasem więcej. To wprost niemożliwe, by nie było kryzysów i to poważnych. Pytanie: jak z tego wyszliście (wy, para), na czym odbudowaliscie wasz związek, po jakim czasie? Wiem, że muszę i o sobie. To mowie. Ja odbudowalam na ...wdziecznosci. Byłam wdzięczna mężowi, ze miał do mnie miłość i cierpliwość (czasem więcej niż miłości) choć przez parę lat byłam okropna. Choć czasem puszczało i jemu. I w ogóle miał słabsze momenty, ale - teraz widze- dla niego w tych trudnych czasach priorytetem byłam ja i dziecko, a dla mnie wtedy tylko ja. Cieszę się, że to za nami i znów jest ok. Wtedy absolutnie nie umiałabym o tym mowic. Teraz wy!
.
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: Kryzysy 05.08.24, 16:02
      Związek bez choćby przejściowych kryzysów jest możliwy tylko wtedy, kiedy ani jednemu z partnerów nie zależy. Nie wierzę w miłość bez kryzysów.
      Z mężem zdecydowanie bliżej ćwierćwiecza niż poznania się. Kryzysy, owszem, były. Zwłaszcza, że ja jestem choleryczka i łatwo mnie wkurzyć, ale wywrzeszczę się i niemal od ręki zapominam (oczywiście nie w sytuacji poważniejszej "szkody" wobec mnie, wtedy zwykle nie wrzeszczę, a zapamiętuję na zawsze, nawet jeśli wybaczę) a mąż x czasu jest nieziemsko spokojny, opanowany, ale jak już mu się cierpliwość "urwie" to z burza piorunami.
      Co pozwoliło nam jakoś przetrwać razem kryzysy? Chyba to, że nadal, mimo lat, awantur, spięć, nadal lepiej nam razem niż osobno. I to, że oboje, jak już "burza wygrzmi" umiemy podjąć próbę rozmowy. smile
      • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:12
        Jezu kocynder ja tak samo!!
        • kocynder Re: Kryzysy 05.08.24, 16:25
          A, i dla jasności - kryzysy były, niektóre bardzo poważne, a raz tak o włos od rozwodu. Ale nawet wtedy ufałam mu bardziej niż sobie - bo ja jestem narwaniec, a on... Kurde, jakby to patetycznie nie zabrzmiało - on jest jak "ci prawdziwi mężczyźni". Twardy, wydłubać z niego słowo o uczuciach to syzyfowa praca, uparty jak muł, ale słowny, jak obieca to zrobi wszystko żeby dotrzymać, spokojny... Opoka.
          • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:39
            Kocynder. Mu chyba myamy tego samego męża. U mnie bardzo podobnie.
            • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:43
              Choć nie, jak bydle to aż wydłubywać dobrego słowa nie trzeba. Wystarczy jak zapytam. I on kuma, że potrzebuje dopieszczenia. Czasem kpi, czasem mówi piękne rzeczy serio, ale zawsze jest po mojej stronie. Nawet jak, niestety ja po jego nie byłam. Dlatego napisałam, że nasz kryzys , z mojej strony, zaczal być odbudowywany na wdzięczności.
    • grruu2.0 Re: Kryzysy 05.08.24, 16:07
      Nie wyszliśmy, jestem kiepska w zarządzaniu kryzysami związkowymi
      • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:13
        Przykro mi. A chciałabyś wyjsc?
        • grruu2.0 Re: Kryzysy 05.08.24, 16:14
          Chyba jak każdy. Zwykle jest tak że jest kilka prób tylko nieudanych
          • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:25
            Tak, prób jest wiele. Zależy od odpowiedzi drugiej strony czy ci się chce dalej czy nie. Czasem się chce czasem mniej. Życzę ci bardzo, żeby było po twojemu. Wiem, że to są ogromnie bolesne chwile, czasy, miesiące, czasem lata.
    • yadaxad Re: Kryzysy 05.08.24, 16:21
      Albo się zbuduje przywiązanie, albo nie. Przecież nawet z przywiązania walczymy o istnienie z nami psa, który nie jest już tym zabawnym pięciolatkiem i ma swoje problemy, bo ważne jest to co razem zaistniało.
      • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 16:26
        Tak tak oczywiście. Nie poruszyłam tego tematu, ale to ważne. Nie każdy wszakże jest zdolny do przywiązania (chyba)
    • majenkirr Re: Kryzysy 05.08.24, 16:52
      agdzieztam napisała:
      > Większość z nas ma związki długoletnie, czasem 20 lat, czasem mniej czasem więcej. To wprost niemożliwe, by nie było kryzysów i to poważnych.



      Jest to absolutnie możliwe i sama jestem tego przykladem🤷🏼‍♀️.
      • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 17:31
        Cieszę się, że nie miałaś. Tak na pewno też można, ale tego nie zaznałam. 12 lat dobrych, potem rabnelo ale się dogadaliśmy. Jak pisze niżej Pepsi, też okazało się że byliśmy sami w swojej samotności i powoli się dogadaliśmy. Dlatego pytam, może ktoś chce opowiedzieć, co było jego trampolina do odbicia się z kryzysu? Bo u każdego to jest co innego.
      • chatgris01 Re: Kryzysy 05.08.24, 19:45
        majenkirr napisała:


        > Jest to absolutnie możliwe i sama jestem tego przykladem🤷🏼‍♀️.
        >
        >

        Potwierdzam i też jestem przykładem.
    • wapaha Re: Kryzysy 05.08.24, 17:05
      nie mieliśmy kryzysu, więc nic nie trzeba było odbudowywać
      wiem, nie istniejemy tongue_out suspicious
      • wapaha Re: Kryzysy 05.08.24, 17:07
        wapaha napisała:

        > nie mieliśmy kryzysu, więc nic nie trzeba było odbudowywać
        > wiem, nie istniejemy tongue_out suspicious


        dobra, doczytałam
        istniejemy ale nam na sobie nie zależy

        <turlam się >
      • katriel Re: Kryzysy 05.08.24, 17:26
        E, może miałaś, tylko nie zauważyłaś? Weź, spytajmy się wątkodajki, po czym się poznaje, że się jest w kryzysie.
        • wapaha Re: Kryzysy 05.08.24, 17:49
          katriel napisała:

          > E, może miałaś, tylko nie zauważyłaś?
          hm, może być

          Weź, spytajmy się wątkodajki, po czym się
          > poznaje, że się jest w kryzysie.
          >
          masz rację- warto by zdefiniować
          • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 18:24
            Nie chcę definiować kryzysu. Pytam tych co wiedzą, kiedy go miały, co im pozwoliło / pomogło z niego wyjść.
          • piataziuta Re: Kryzysy 05.08.24, 19:28
            Ja zdefiniuję.
            Kryzys jest wtedy, kiedy myślisz, że masz już dosyć i zaczynasz się zastanawiać, co by było gdybyś zdecydowała się być sama.
    • pepsi.only Re: Kryzysy 05.08.24, 17:24
      Kryzys mieliśmy jeden, było to wiele lat temu, my byliśmy młodzi i mieliśmy duże problemy, i my walczyliśmy z przeciwnościami, każde z nas było mocno zaangażowane, tylko... jakby każde z osobna. Pamiętam ogromną samotność, choć przecież byłam w związku. Jak nastąpiło apogeum, wtedy nie mając już nic, zwróciliśmy się ku sobie- wiele par w takiej chwili po prostu rozstaje się, bo dla nich jest to już zbyt wiele, a my właśnie wtedy odnaleźliśmy się. Wiadomo, że trzeba było tak jakby od nowa zbudować związek, zaufanie, bliskość, etc, i patrząc z perspektywy czasu to nie wiem skąd wzięliśmy do tego siłę.
      To znaczy wiem: mieliśmy ogromne wsparcie przyjaciół 💗 i ich wiarę, że staniemy na nogi 💗
      I udało się smile
      Prawie ćwierć wieku w małżeństwie, do tego pracujemy razem, i ogólnie mamy mnóstwo planów na przyszłość.
    • cegehana Re: Kryzysy 05.08.24, 17:44
      Moim zdaniem po prostu dobra wola obu stron. Jak z zabawą na huśtawce - równoważni. Obie osoby muszą chcieć się huśtać.
    • piataziuta Re: Kryzysy 05.08.24, 17:49
      Myślę, że do wyjścia z kryzysu potrzebne są trzy rzeczy, bez których się nie ma szans nic udać:

      1) chęć z obu stron - jak któreś nie ma chęci, to nie ma sensu męczyć robala - można wymęczyć coś krótkookresowo, wdziać białe szaty, zostać nawet Świętą Partnerką Nieskalaną Błędami, ale po jakimś czasie i tak wszystko pyer...nie

      2) równowaga pomiędzy partnerami w kontekście brania/dawania - nie może być któreś ciągle nadużywane, bo ostatecznie nie spełni się punkt 1)

      3) nauka odpuszczania - przy czym nie może odpuszczać ciągle jedno z partnerów, bo nie zaistnieje punkt 2)
      • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 23:01
        Prawda, ziuta. Święta prawda.
    • klaramara33 Re: Kryzysy 05.08.24, 19:28
      Na pracy nad sobą. Z racji, że nie jestem z normalnej rodziny dużo toksycznych zachowań przenosiłam na mojego męża jednak on na to odpowiednio reagował i mi komunikował, dzięki czemu zrozumiałam jak on może kiepsko się czuć i zaczęłam bardziej się pozytywnie odnosić. On też się poprawia, gdy mu komunikuję, że nieodpowiednio do mnie się zachował.
      • bywalec.hoteli Re: Kryzysy 05.08.24, 19:40
        jak reagował i komunikował?
        • agdzieztam Re: Kryzysy 05.08.24, 23:00
          U mnie podobnie jak u Klary. No jak reagował. Mam taki przykład bardzo Znaczący. Jak miałam niewiele lat mój ojciec zasnal przed telewizorem (sławetny rubin 714) i obudziliśmy się wszyscy jak już prawie cały pokój płonął. Mój mąż znał te historie. I kiedy zdarzyło mu się przysypiać przed tv ja zaczynałam dosłownie wrzeszczeć. A on na to spokojnie. Na kogo na co i na jaką sytuację krzyczysz? Bo to nie o mnie chodzi. I miał rację. No to brałam na wstrzymanie, to mi pokazywało, co naprawdę się dzieje.
    • waleria_bb Re: Kryzysy 07.08.24, 01:49
      Zależy o jakich kryzysach piszemy.
      Nie jestem fanką naprawiania na siłę i uważam, że z niektórych kryzysów nie ma wyjścia, lepiej się rozejść niż wzajemnie robić sobie piekło z życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka