Dziewczyny, które korzystały lub korzystają.
Po czym poznajecie, że terapia przynosi efekty?
Chodzę prawie rok, trafiłam z zaburzeniami lękowymi. Generalnie jestem mega zadowolona i uważam, że to najlepsza decyzja i powinnam się na nią zgłosić wcześniej. Wiem, z czego biorą się moje lęki, wiem też jak sobie z nimi radzić (w większości, bo czasami zdarza się, że te lęki próbują mnie testować, np.po jakimś ciężkim okresie pojawia się niepokój- choć może też być naturalny).
Ale do sedna- przerabiałyśmy traumę (śmierć siostry w dziecinstwie), bardzo mi z ttm ciężko. Terapeutka mówi, że musimy do tego wrócić (po ostatnim incydencie lękowym). Nie wiem, czy tak musi być? Ciężko mi było wtedy do tego wracać, teraz jest mi lżej. Przy okazji "wyszła" też inna trauma... TO było dla mnie mega ciężkie i bardzo to przezylam, ale to już było w wieku dorosłym. Nie zdawałam sobie sprawy, że to też jest trauma, która zamiotlam pod dywan a powoduje jednak schematy zachowań, z których nie jestem dumna.
Generalnie mam wrażenie, że im dłużej chodzę, to ciągle coś nowego się dowiaduje. Oprócz pozytywnych rzeczy, są też przykre. Obawiam się, że będę tam chodzić jeszcze wiele lat.
Czy to normalne?
Bardzo lubię moja terapeutkę, ale zastanawiam się, czy jestem w stanie zakończyć te terapię sukcesem
Mam jeszcze wrażenie, że niedostatecznie dobrze pracuję, bo wiem, co mi szkodzi, ale jednak często pewne myśli powielam (choć nie jest to już tak często jak wcześniej - to jest moj sukces). Nie umiem też wykonywać pewnych zadań: jeśli to mam wymienić 3 swoje sukcesy z których jestem dumna albo wymienić 3 rzeczy za które jestem SOBIE wdzięczna to mam z ttm problem.
Czy Wam też czasami było ciężko/ jest ciężko w terapii?
Czy zdarza Wam się myśleć, że nie dacie rady, że to wszystko na nic?