marusia_ogoniok_102
10.11.25, 17:43
Ematki, poszłam dziś odebrać zamówienie na stoisku w galerii.
Przy wyspie stoi chłop. Woń przetrawionego albo i nie alkoholu powala.
Puścił mnie, bo "on tu tylko zobaczył piękną dziewczynę i nie mógł nie zagadać!". Sprzedawczyni widać, że "zachwycona" atencją. Facet peroruje dalej, jak to pijak - rozgląda się, czy ochroniarza nie ma, bo pewnie by go chcieli wyrzucić, ale "takiego gonga bo dostał, że...!", mówi, jak to on gadać lubi, taki standardowy repertuar. Wspomnianego ochroniarza nigdzie, jak na złość, nie widać. Chłop może i chudy, ale wysoki, w dodatku mogę śmiało założyć, że agresywny. Szeptem pytam sprzedawczyni, czy wołać pomoc. Kiwa głową.
No i idę szukać, ale myślę - i co ten ochroniarz zrobi, jak on tu jest tylko dla celów ubezpieczeniowych, a nie żeby się z kimś faktycznie szarpać? Może lepiej od razu na policję? Z drugiej strony, jak kiedyś zadzwoniłam zgłosić toczącą się bójkę to przyjechali po godzinie, jak już dawno nikogo nie było...
Na szczęście chłop się znudził i sobie poszedł, bo ochroniarza tak czy inaczej nigdzie nie było znaleźć.
I pytanie, ematki - kogo wołać w tej sytuacji? Szukać ochrony, czy od razu dzwonić po policję?