nick_z_desperacji2
28.09.26, 14:41
Nie wiedziałam, jaki dać tytuł. Sytuacja taka: pani w podróży służbowej, jadąc z innymi pracownikami była świadkiem wypadku. Udzieliła pierwszej pomocy. Wypadek z gatunku paskudnych, ofiara cała połamana, dosłownie mózg na wierzchu, przeżyła cudem, pewnie duża zasługa w tym kobiety, która ten mózg osłoniła, zabezpieczyła przed dalszymi urazami. Kobiecie, która pomogła po wypadku siadło zdrowie, PTSD, lęki, problemy z sercem, przez pewien czas nie mogła pracować, pracę straciła. Chciała, żeby było to potraktowane jako wypadek przy pracy, sąd orzekł, że decydując się pomóc świadomie odstąpiła od obowiązków.
I pytanie, skoro żeby zrobić coś, do czego zobowiązuje człowieka prawo, musi odstąpić w takiej sytuacji od pracy, to jak takiego człowieka chronić, żeby za pomoc nie dostał po dudzie? Żeby się nie zastanawiał, czy może wylecieć, bo miał coś zrobić, nie zrobił, szef uj, a zgodnie z tym orzeczeniem w czasie udzielania pierwszej pomocy nie jest nijak chroniony, bo nawet nie był w pracy. Nie oszukujmy się, tych osób, które w środku sporego miasta stały i sie gapiły nikt do sądów potem nie ciągał, a szkody poniosła jedynie ta jedna, która rzeczywiście pomogła.