kilka.deszczowych.dni
11.10.26, 11:33
Było sobie małżeństwo z nastoletnimi dziećmi. Niestety, mąż niespodziewanie zmarł. Żona, pogrążona w szczerej żałobie, oprócz bólu po stracie męża musi znosić jeszcze popisy jego byłej narzeczonej, obecnie również mężatki.
Zaczęło się już na pogrzebie. Pani usiadła w kościele tuż za wdową i dziećmi, wyprzedzając nawet najbliższą rodzinę zmarłego. Teraz regularnie pojawia się na cmentarzu i zostawia na grobie stroiki w kształcie serca, znicze z serduszkami i przypinki z dedykacjami w stylu „Najdroższemu…”.
Pomijając już kwestię gustu, uważam, że takie symbole są raczej zarezerwowane dla osób najbliższych. Tym bardziej dziwi mnie zachowanie kobiety, która ponad 20 lat temu sama puściła tego pana w trąbę, a teraz zachowuje się niemal jak druga wdowa.
Miejscowość jest mała, więc ludzie już zaczynają gadać. Nikt jednak nie zwrócił jej uwagi. Wdowa nie ma na to siły, a poza tym powtarza, że przecież nie może nikomu zabronić odwiedzania grobu.
Jestem z wdową blisko i widzę, ile kosztuje ją widok kolejnych serduszek i romantycznych dedykacji od narzeczonej sprzed dwóch dekad. Dodam, że wdowa nie podejrzewa, by między jej mężem a tą kobietą cokolwiek się działo w czasie ich małżeństwa. Nie o zazdrość więc chodzi, tylko o zwykły takt i uszanowanie czyjejś żałoby.
Zbliża się 1 listopada i obawiam się, że pani znów wyskoczy z jakąś wielką, serduszkową wiązanką.
I teraz moje pytanie: czy powinnam porozmawiać z tą kobietą i uświadomić jej, że zwyczajnie nie wypada? Nie chodzi mi o zabranianie komukolwiek odwiedzania grobu czy zapalania zniczy. Ale czy naprawdę nie można uczcić pamięci dawnego narzeczonego bez tych wszystkich serc i dedykacji, zwłaszcza gdy obok jest jego żona i dzieci, dla których ta strata jest wciąż bardzo bolesna?
Dziewczyny, czy wtrąciłybyście się w takim przypadku?