Dodaj do ulubionych

ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu...

15.01.05, 19:25
pare godz. temu był u nas ksiądz po kolędzie - proboszcz naszej parafii - nie
chciał mi ochrzcić dziecka - tzn wyraxnie zasugerował ze najpierw slub potem
chrzest , więc go wtedy olałam i ochrzciłam malego gdzie indziej...
dzisiaj sie spodziewałam gadki na temat mojego związku i nie pomyliłam sie...
ksiądz stwierdził ze zyjemy nie po chrzescijansku i że małżeństwo jest drogą
do zbawienia , że w małżeństwie tylko mozemy wypełniać przykazania i
kierowac sie odpowiednimi wartościami , że ktoś kto długo códzołozy nie
dostanie rozgrzeszenia , i ze on nie chce źle ale nie moge od niego oczekiwac
aprobaty jako od ojca tej parafii...

więc mu odpwoiedziałam że jego aprobaty nie oczekuje , że ma prawo do swojego
zdania ,ale że ja nie uwazam abym robiła coś złego i to że nie jestem w
związku małeżeńskim nie znaczy że nie zyje według przyjętych wartości , bo
nie uwazam żeby wypełnianie przykazań było możliwe tylko w małżeństwie...
że żyje tak jak żyje nie dlatego że taka jest moda ale z innych powodów
ktorych księdzu wyjaśniac nie będe...

powiedział mi jeszcze ze kazdy ksiądz mi powie to samo a ja mu na to żeby
mówił za siebie! tzn poprosiłam go żeby mówił w swoim imieniu a nie w imieniu
wszuystkich księzy bo ja znam takich ktorzy mają nieco odmienne zdanie na ten
temat więc on mi odp. że to musza być tacy ktorym sie w glowach
poprzestawiało smile

niektóre teksty mnie rozwaliły...
zwłaszcza ten o cudzołożeniu... aż sie zapytam innego księdza czy mi sie
nalezy rozgrzeszenie czy nie...
Obserwuj wątek
    • nanuk24 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 19:36
      No, ja nie dostalam rozgrzeszenia, dlatego wlasnie, ze mieszkalam z chlopakiem
      bez slubusmile A to bylo jakies 4 lata temu...
      Mieszkam ze granica, mama moja w Polsce, i proboszcz parafii sie az nadto
      interesuje co tam u mnie "slychac". Proboszcz, jednym slowem plotkarz.
      No i moja mama na koledzie sie wygadala, ze mam slub cywilny i dziecko... I tez
      twierdzil, ze zyje w grzechu. A najbardziej przeszkadzalo mu, ze tym moim mezem
      jest... Ukrainiecsmile
      pozdrawiam
      nanuk
    • zuzneta Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 20:08
      Jacy Ci nasi księża są katoliccy!!!!!!!!!! Zamiast patrzeć czy ludzie się
      kochają, szanują... to przeszkadza mu narodowość!!!!!!!!! A w czym jest gorszy
      Ukrainiec od Polaka??????????
    • mika_p Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 20:50
      sowa_hu_hu napisała:

      > niektóre teksty mnie rozwaliły...
      > zwłaszcza ten o cudzołożeniu... aż sie zapytam innego księdza czy mi sie
      > nalezy rozgrzeszenie czy nie...

      Jednym z warunków spowiedzi, a więc także i otrzymania rozgrzeszenia, jest
      mocne postanowienie poprawy. Jeżeli takowego nie zadeklarujesz, a wręcz
      bedziesz utrzymywać zamiar dalszego grzeszenia, to ci się "nie należy". Proste
      chyba.
      • alpepe Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 21:02
        również mając ślub cywilny takiego rozgrzeszenia się nie otrzyma
      • sowa_hu_hu mika_p 15.01.05, 22:06
        chyba nie proste... bo ksiądz nie mówił o zadnym postanowieniu poprawy! z
        resztą nie musisz mi tłumaczyć jak to jest na spowiedzi i jakie sa jej warunki
        bo to wiem.
        ksiądz powiedział ze jak sie długo cudzołoży to sie nie dostanie rozgrzeszenia
        od zadnego księdza i koniec! moim zdaniem to jest bzdura! załużmy ze cudzołoze
        10 lat i nagle ide do spowiedzi , chce w końcu wziąć ślub i co? nie dostaje
        wtedy rozgrzeszenia? no u mojego księdza na pewno nie ale znam takich ktorzy by
        mi je dali i wcale nie są niespłena rozumu jak to swtierdził ojciec mojej
        parafii...
        poza tym skąd ksiądz wie że ja códzołoże... bo z tego co wiem to nie bardzo smile
        • mama1974 Re: mika_p 15.01.05, 22:12
          nie można tochę códzołożyć, albo nie bardzo kraść wink
          to podobnie jak nie mozna być troche w ciążysmile

          D.
          • sowa_hu_hu mama1974 15.01.05, 22:18
            nie bardzo - w sensie - że NIE smile
      • a_weasley Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 22:15
        mika_p napisała:

        > > aż sie zapytam innego księdza czy mi sie nalezy rozgrzeszenie czy nie...

        > Jednym z warunków spowiedzi, a więc także i otrzymania rozgrzeszenia, jest
        > mocne postanowienie poprawy. Jeżeli takowego nie zadeklarujesz, a wręcz
        > bedziesz utrzymywać zamiar dalszego grzeszenia, to ci się "nie należy".

        Słyszałem o przypadkach, że ludzie dostawali w takiej sytuacji rozgrzeszenie, i
        zastanawiam się, na jakiej zasadzie.
        Jedna możliwość - ksiądz uważa, że wie lepiej, i wbrew nauczaniu swojego
        Kościoła rozgrzeszenia udziela. Czy takie rozgrzeszenie jest nieważne, czy
        ksiądz wtedy bierze grzech na siebie - nie wiem.
        Druga - penitent (lub penitentka, odpowiednio w dalszych przykładach)
        nieszczerze deklaruje, że już więcej nie będzie. Jeżeli ma zamiar dalej
        postępować po staremu, spowiedź jest nieważna, a przystępowanie do komunii
        kwalifikuje się jako świętokradztwo.
        Trzecia - obie strony rżną głupa. Ksiądz nie pyta o postanowienie poprawy, a
        penitent nic w tej sprawie nie mówi. Sytuacja jak w wariancie drugim - nie było
        postanowienia poprawy, nie ma ważnego rozgrzeszenia.
        Czwarta - sprawa zycia erotycznego penitenta w ogóle nie wypłynęła, jakoś się
        nie zgadało o tym. Jeżeli penitent wie, że grzeszy, patrz wariant drugi.
        Piąta - penitent kłamie. Komentarz chyba zbędny.
    • sally_zielona Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 21:47
      Pozwól Sowo, że wypowiem się w dwóch kwestiach. Po pierwsze jestem przeciwna
      sytuacji, gdy ksiądz nie chce ochrzcić dziecka pochodzącego z
      niesakramentalnego związku. Wprawdzie z jednej strony w czasie uroczystości
      chrztu rodzice zobowiązują się do wychowania dziecka w wierze katolickiej, a
      można poddawać w wątpliwość, czy rodzice żyjący "na kocią łapę", a więc z jakiś
      powodów nie uznający ważnego sakramentu małżeństwa, w odpowiedni sposób
      założenia tej wiary przekażą dziecku. Z drugiej zaś strony wydaje mi się dużo
      ważniejsze dobro dziecka w pojęciu jego zbawienia. Nie można przekreślać
      dziecka tylko dlatego, że urodziło się w takiej czy innej rodzinie. Przecież
      ono "się na świat nie prosiło", nie jest niczemu winne. Raczej trzeba mu dać
      szansę bycia dzieckiem bożym. Dlatego szanuję księży, którzy mimo wszystko
      chrzczą dzieci, niezależnie do tego jak żyją ich rodzice.

      A teraz w sprawie Twojej rozmowy z księdzem. Ja Cię Sowo nie oceniam – Twoje
      życie, Twoje decyzje. Ale musisz zdawać sobie sprawę, że podejmując decyzję o
      życiu w niesakramentalnym związku w pewien sposób sprzeciwiasz się naszej
      religii. Są przyjęte w niej pewne zasady, a Ty ze swoim Niemężem je łamiecie.
      Nie twierdzę, że jesteście przez to złymi ludźmi, a ci, co żyją w małżeństwie
      to zawsze są cacy i są wzorami wszelkich cnot moralnych. Oczywiście możecie
      przestrzegać wszystkich innych przykazań, ale w tej jednej kwestii łamiecie
      zasady i to jest fakt. To, że ksiądz nie pochwala takiego życia jest raczej
      normalne. Dziwiłabym się innej reakcji. Podobnie normalne jest, że Cię
      umoralniał. W naszej wierze, bowiem grzechem jest milczenie na grzechy cudze.
      Nie rozumiem też, dlaczego zbulwersowały Cię teksty o cudzołożeniu. Życie w
      niesakramentalnym związku nazywane jest cudzołóstwem. Wiem, że brzmi to
      okropnie. Byłoby pewnie lepiej, gdyby innym słowem można było określić
      cudzołożenie z jednym facetem, z którym na dodatek tworzy się rodzinę, a innym
      cudzołożenie co tydzień z innym. No, ale to już trzeba by było stworzyć nowe
      określenia i nowe definicje.

      Sowo, mam nadzieję, że mój post nie jest dla Ciebie dołujący ani przykry, bo
      nie to było moim zamiarem. Raz jeszcze powtarzam, że Cię nie oceniam. Chciałam
      tylko pokazać, że moim zdaniem reakcja księdza była normalna. Pewnie będąc na
      Twoim miejscu też bym się zdenerwowała, ale oceniam sprawę z boku i nie
      podchodzę do niej tak bardzo emocjonalnie. Swoją drogą ciekawi mnie, jak tą
      sytuację widzą inne mamy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Sally
      • meg241 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 21:58
        Zgadzam się z Sally. Sama chciałam to napisac ale nie wiedziałam jak to ujac
        zeby nikogo nie urazic. Mysle ze Sally sie udało dlatego podpisuja sie pod jej
        słowami.

        pozdrawiam

        Magda
      • wioolinka Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 22:00
        A nas ksiądz na kolędzie poprosił o pokazanie aktu małżeństwa,ale to było jakieś 2 lata temu.
      • mama1974 widzę to podobnie 15.01.05, 22:03
        nie mówiłabym tu jednak o " skreślaniu" dziecka, w momencie, gdy nie chce się
        go ochrzcić.
        Po chrzest dla dziecka przychodzą do kościoła jego rodzice i proszą o niego.
        (takie jest też sformułowanie - "O co Prosicie dla XX ?") i to ONI właśnie są
        w głównej mierze odpowiedzialni za to w jaki sposób ów dar zostanie
        wykorzystany.
        Sakramenty przyjmujemy wszystkie, a nie tylko te które są dla nas wygodne i
        nie "komplikują" nam zycia.
        Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu par chrzest dziecka jest jakby "czystą
        formalnością" lub nazywając sprawę inaczej - "załatwiany dla spokoju" - pytanie
        tylko czyjego spokoju??
        Nikogo nie osądzam i nikogo nie bronię, pilnuję własnego sumienia - każdy żyje
        jak mu się podoba, jednak dobrze byłoby nie pluć na coś czego tak na się nie
        zna.


        Pozdrawiam Dorota.
        • katse Re: widzę to podobnie 15.01.05, 22:07
          znajomi powiedzieli tak
          sakramenty wieku dziecięcego tak, potem niech decyduje sam

          sami żyją w konkubinacie, bo im tak ze względu na dodatek dla samotnej matki
          wygodniej.

        • sowa_hu_hu Re: widzę to podobnie 15.01.05, 22:13
          o jakim pluciu mowa? bo nie rozumiem...

          chyba nie doczytałyście co napisałam! ja księdza rozumiem że on ma takie a nie
          inne poglądy - szkoda tylko że ksiądz nie potrafi w żaden sposób mnie
          zrozumieć... nie podobało mi sie w jaki sposób wyrażał swoje opinie i że mówił
          za innych księży.. to ze ona ma taki pogląd na te sprawy jest normalne - w
          końcu jest księdzem...
          jesli chodzi zas o małżeństwo to ja bardzo chciałam wyjść za mąż - ale tak sie
          zycie ułozyło że ślubu jednak nie było... a w obecnej mojej sytuacji na pewno
          go nie będzie... a co będzie kiedyś - nie wiem...


          ale teraz kiedy o tym wszystki mysle to ja chyba faktycznie nigdy tego slubu
          nie wezme i moze nawet sie powinnam wypisac z kościoła katolickiego... bo nie
          mam zamiaru sie spowiadać z tego czy z kimś sypiam czy nie - zwłaszcza jeśli
          byłby to ojciec mojego dziecka... a to jest wg naszej religii grzech - więc sie
          nie nadaje...
          • a_weasley Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:21
            sowa_hu_hu napisała:

            > nie podobało mi sie w jaki sposób wyrażał swoje opinie i że mówił
            > za innych księży...

            Nie mnie mówić teraz z kolei za tego księdza, natomiast fakt faktem, że ksiądz
            nie ma prawa Ci udzielić rozgrzeszenia. A że udzielają - patrz druga moja notka
            w tym wątku.

            > ale teraz kiedy o tym wszystki mysle to ja chyba faktycznie nigdy tego slubu
            > nie wezme

            Nigdy nie mów nigdy... Znam człowieka, który poślubił twardą ateistkę i latami
            nie przystępował do komunii, chodząc co tydzień do kościoła - bo żona nie
            godziła się nawet na ślub jednostronny. A potem się zgodziła. Jednostronny, ale
            zawsze.
            Kościół dostrzega problem, jezuici prowadzą nawet duszpasterstwo dla osób
            żyjących w związkach niesakramentalnych i robią rekolekcje dla takowych. Nie
            wiem, skąd jesteś, we Warszawie to jest na Rakowieckiej przy SGGW, a jak
            skądinąd, to wejdź na stronę jezuici.pl i sprawdź.
            • sowa_hu_hu Re: Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:27
              jak to nie ma prawa?

              cudzołozenie jest grzechem wg religii chrześcijańskiej! załóżmy że chce wziąc
              teraz slub , ide do spowiedzi i co? ksiądz nie udziela mi rozgrzeszenia bo
              sypiałam z kimś przed ślubem? przeciez większość ludzi sypia ze sobą przed
              ślubem i dostają rozgrzeszenie...
              ja chyba jakś tępa jestem ale nie rozumiem...
              • a.m.a Re: Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:32
                no tak, ale idac na spowiedz przedslubna to znaczy ze bierzesz slub - czyli
                postanawiasz poprawe i nie chcesz zyc dluzej w grzegu. Wobec tego nalezy ci sie
                rozgrzeszenie. Przynajmniej tak ja to sobie tlumacze.
                • sowa_hu_hu Re: Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:37
                  no własnie ja tez sobie tak to tłumacze i całe życie byłam przekonana ze tak
                  jest! a jesli nie to w taki razie złodziej który postanawia przestać kraść tez
                  nie dostanie rozgrzeszenia bo dlugo kradł? pokićkane to jakieś smile

                  myśle sobie że ja nie będe potrafiła zyć zgodnie z ta wiarą - bo nawet gdybym
                  miała brac ten ślub - nie dla otoczki - tylko chciałabym przysięgać przed
                  Bogiem... to i tak nadal będe uwazać ze sypianie przed ślubem nie jest
                  grzechem - jesli ludzie sie kochają to jest to wyrazem ich miłości - w moim
                  osobistym mniemaniu... no ale skoro tak mysle to nie moge przystapić ani do
                  spowiedzi ani tym bardziej ślubu brać...
                  • melmire Re: Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:41
                    Co ty sie Sowa przejmujesz. Kiedys ksiezulo chodzacy po koledzie nawrzeszczal
                    na moja kochana, niewierzaca, wysylajaca mnie na religie, przerabiajaca ze mna
                    katechizm i towarzyszaca mi do kosciola mame.............ze mnie w grzechu
                    wychowuje. I tak wlasnie kosciol traci owieczki, nawet siedmioletnie smile
                    • wieczna-gosia Re: Wszystko się zdarzyć może 16.01.05, 11:40
                      > na moja kochana, niewierzaca, wysylajaca mnie na religie, przerabiajaca ze
                      mna
                      > katechizm i towarzyszaca mi do kosciola mame.............ze mnie w grzechu
                      > wychowuje. I tak wlasnie kosciol traci owieczki, nawet siedmioletnie smile

                      no wlasnie ksiaza sa rozni bo ja wlasnie jestem taka kochana (mam nadzieje)
                      niewierzaca i wysylajaca do kosciola- i spotykam sie z gleboka sympatia ksiezy-
                      fakt ze maz tych ksiazy wybiera starannie wink) i mysle ze po prostu na fajnych
                      ludzi trafiamy a przy okazji ksiazy. Bardzo w moich statystykach przoduja byli
                      misjonarze, bo z definicji obracaja sie wsrod ludzi niewierzacych i zakonnicy,
                      bo naprawde ponosza niezle konsekwencje swej wiary- to im daje niezla szkole
                      pokory wobec postaw ludzkich wink)
                      • melmire Re: Wszystko się zdarzyć może 16.01.05, 13:38
                        No widziesz, a nam nie mial kto robic wstepnej selekcji ksiezy - moja mama
                        wtedy juz od lat byla rozwiedziona (brala tylko slub cywilny, czyli na
                        koscielna logike, rozwodzac sie, przestala wlasnie zyc w grzechu). Nie wiem
                        dlaczego to my, ludzie, parafianie, mamy ksiezy rozumiec, tlumaczyc,
                        usprawiedliwiac, bo ksiadz tez czlowiek. A my to co, marsjanie?
                        A z misjonarzy pamietam ich tylko z wakacyjnych kursow francuskiego, jak po
                        obiedzie przychodzili na zajecia w stanie wskazujacym.
                        Ale nie watpie za sa tez i fajni ksieza, sama znalam jednego - ale jeden fajny
                        czlowiek nie jest w stanie sprawic zebym uwierzyla - niestety a moze stety.
                  • frenczik Re: Wszystko się zdarzyć może 15.01.05, 22:48
                    Sowa, pozdrawiam Cię serdecznie. Cokolwiek zdecydujesz kiedyś tam, podoba mi się
                    to co piszesz o miłosci i o pierwszeństwie tego jakie naprawdę są relacje
                    międzyludzkie przed kościelnymi formalnościami. A wiary w Boga nikt nie zabroni,
                    nawet kościół katolicki
              • wieczna-gosia Re: Wszystko się zdarzyć może 16.01.05, 11:36
                dobra chyba moge napisac jako niekatoliczka niemajaca slubu wink))
                moj maz ma slub ze mna, ja z nim nie wink)
                analogicznie on sie spowiadal a ja nie.
                załóżmy że chce wziąc
                > teraz slub , ide do spowiedzi i co? ksiądz nie udziela mi rozgrzeszenia bo
                > sypiałam z kimś przed ślubem?
                nie to nie tak, jednym z warunkow spowiedzi jest mocne postanoweienie poprawy.
                Tak jak pisal weasley, nawet para niemajaca slubu ma szanse na rozgrzeszenie,
                jesli obieca ze tego nie zrobi. Czyli jesli ty spowiadasz sie przed slubem, to
                oczywistym dla mnie jest ze po slubie bedziesz to robila legalnie.

                Wiem z pewnego zrodla, ze przy rozgrzeszaniu ksiadz prosi o powstrzymanie sie
                od wspolzycia do slubu, jako owa pokuta i zadoscuczynienie (pewnie jakies
                modlitwy sie jeszcze odmawia czy cos..)
              • minerwamcg Re: Wszystko się zdarzyć może 17.01.05, 00:04
                Nie no, coś Ty. Weasleyowi chodziło o sytuację, kiedy idziesz do spowiedzi, ale
                masz zamiar dalej robić to samo, tj. żyć ze swoim (jak to piszą na
                forum) "niemężem" bez ślubu. Jeżeli masz zamiar się poprawić, tj. wziąć ślub -
                rozgrzeszenie dostaniesz na sto procent.
          • sol_bianca Re: widzę to podobnie 16.01.05, 11:26
            sowa_hu_hu napisała:

            > o jakim pluciu mowa? bo nie rozumiem...
            >
            > chyba nie doczytałyście co napisałam! ja księdza rozumiem że on ma takie a nie
            > inne poglądy - szkoda tylko że ksiądz nie potrafi w żaden sposób mnie
            > zrozumieć...

            Ksiądz nie ma cię ROZUMIEĆ, bo w tym wypadku nie występuje jako osoba prywatna
            (wyrażająca własne poglądy), tylko jako przedstawiciel Kościoła. I ma obowiązek
            głosić poglądy właściwe dla tej instytucji. Według KK żyjecie w grzechu i tyle,
            i jak już kilka osób napisało, nie możecie dostać rozgrzeszenia jesli nie
            występuje żal za grzechy i postanowienie poprawy. Od tego jest katechizm i
            przykazania, żeby takie rzeczy regulować. Prywatnie, to on was może rozumieć,
            ale zasady są zasadami.

            > ale teraz kiedy o tym wszystki mysle to ja chyba faktycznie nigdy tego slubu
            > nie wezme i moze nawet sie powinnam wypisac z kościoła katolickiego... bo nie
            > mam zamiaru sie spowiadać z tego czy z kimś sypiam czy nie - zwłaszcza jeśli
            > byłby to ojciec mojego dziecka...

            No to może faktycznie powinnaś się "wypisać", skoro nie możesz żyć w zgodzie z
            prawami kościoła. Ale nie wymmagaj, żeby kościół dostosował się do ciebie.
            • sowa_hu_hu sol_bianca 16.01.05, 12:33
              czy ja wymagam zeby kościół sie dostosował do mnie??? gdzies ty to wyczytała?
              matko jedyna - myślenie niektórych osób mnie osłabia...
              • sol_bianca Re: sol_bianca 16.01.05, 12:50
                Maiłaś pretensje (może nie użyłaś tego słowa, ale tak to wyglądało) do księdza o
                to, że wyraził pogląd niezgodny z twoim. Napisałaś: "nadal będe uwazać ze
                sypianie przed ślubem nie jest grzechem" - chciałam tylko zwrócić uwagę, że
                NIEWAŻNE, co TY uważasz za grzech, bo według KK to jest grzech i tyle. Możesz
                powiedzieć "nie uważam że sypianie ze sobą przed ślubem jest czymś złym" i OK,
                to twój pogląd. Ale o tym, co jest grzechem a co nie, nie decydujesz ty, tylko
                kościół. Dlatego napisałam o dostosowywaniu. Bo nie można oczekiwać, że ksiądz
                zaakceptuje takie poglądy.
                P.S. Nie oburzaj się, tylko czytaj ze zrozumieniem. Wyrwałaś z kontekstu jedno
                zdanie - chyba nie zrozumiałaś całości mojego postu sad
                • sowa_hu_hu Re: sol_bianca 16.01.05, 13:26
                  to sie chyba obie nie zrozumiałyśmy...
                  sypianie że sobą przed ślubem jest grzechem w mniemaniu kościoła i ja to
                  akceptuje co napisałam! ale w moim mniemaniu grzechem nie jest , czy tez złem -
                  wał jak zwał... sypiając przed ślubem grzesze wobec kościoła katolickiego ale
                  na pewno nie wobec swojego sumienia i nie wobec Boga... ja tak to rozumiem!
                • sowa_hu_hu Re: sol_bianca 16.01.05, 13:27
                  nie sprzeczajmy sie smile
                  • sol_bianca Re: sol_bianca 16.01.05, 14:39
                    OK smile
            • isma Sol Bianco, 17.01.05, 12:22
              Sol Bianco,
              Ty tutaj? Jak milo Cie widziec, zwlascza w takich okolicznosciach wink)). A jak
              tam sprawa z czasow rozmowy na forum Mlodziutkich mezatek wink))?
      • agacz2905 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 11:04
        Również zgadzam sie z Sally, i na pewno nie chce zdołować Sowy. W doktrynie KK
        są jasno wyłożone pewne zasady i konsekwentne trzymanie się ich są niejako
        warunkiem funkcjonowana we wspólnocie Kościoła. A to, że zdarzają się mniej lub
        bardziej sympatyczni i empatyczni księża (jak w każdym innym zawodzie,
        dosłownie) - to już inna sprawa. Pozdrawiam
        Agnieszka
        • sowa_hu_hu mika_p i nie tylko 16.01.05, 11:16
          nie sądze żebyśmy sie źle z księdzem rozumieli...
          on ma swoje utorowane już poglądy i nie wychodzi poza owe ramy... zero
          elastyczności... ja oczywiście rozumiem go w pewnym sensie - ale wiem że sa
          księża którzy w inny sposób o tym mówią i wykazują zrozumienie dla drugiego
          człowieka...

          kilka lat temu owy ksiądz również będąc na kolędzie w naszym domu powiedział do
          mojego ojca że powinien oddać swój majątek biednym smile
          nie wiem - moze nie chodziło mu o cały majatek - ale tak to zabrzmiało w kazdym
          razie... człowiek charował całe życie żeby teraz rozdawać to innym - super
          pomysł! z tego co wiem mój tata pomagał wielokrotnie innym bez rozdawania
          swojego majątku...
          szkoda że ksiądz nie zrezygnuje ze swojej willi i nie odda jej dla biednych...
          a chałupe ma niesamowitą! ale co mi tam...

          ja naprawde zaczełam sie nad tym wszystkim zastanawiać i ogarneła mnie głęboka
          refleksja i doszlam do wniosku że nie moge wziąść slubu kościelnego z tych
          powodów o ktorych pisałam wcześniej... moje poglądy nie zgadzają sie z tym co
          głosi kościół - chodzi mi w tym momencie o kwestie cudzołożenia smile a nie mam
          zamiaru tez iść do ołtarza i postepować jednocześnie wbrew wierze katolickiej...
          musze przydybać jakiegoś innego księdza i sobie z nim pogadać na ten temat bo
          ta cała sytuacja rozbudziła moją ciekawość w tych kwestiach...


          dobra dosyć tego - ide piec sernik smile
    • 18lipiec Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 22:21
      Oj sowa nieładnie!Nie dość ze w grzechu żyjesz to jeszcze z księdzem
      dyskutujesz.......wink))))
    • mika_p Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 15.01.05, 23:52
      A możeście się po prostu z księdzem nie dogadali w sprawie tego rozgrzeszenia ?
      On mógł użyć jakiegos skrótu myslowego, ktory ty zinterpretowałaś na nie i tym
      bardziej się wkurzyłaś.
    • mama_oli_i_tomka Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 00:34
      Sowa chciałabym Cię pocieszyć, że nie wszyscy księża są tacy jak Twój
      proboszcz. U siebie w parafii mam świetngo proboszcza i innych księży, i to nie
      dlatego, że dają rozgrzeszenia na prawo i lewo, ale dlatego że mądrze podchodzą
      do tematu. Chcąc ochrzcić dziecko nie muszę mieć ślubu kościelnego (ja nie
      miałam - ochrzciłam Olę, potem dopiero jednego dnia wzięliśmy ślub i
      ochrzciliśmy Tomka). Ale w sensownej, przeprowadzonej na spokojnie i w cztery
      oczy rozmowie musisz umieć uzasadnić swoją decyzję w tej kwestii. Ja chcąc
      ochrzcić Olcię rozmawiałam z księdzem, powiedziałam mu ze owszem kiedyś napewno
      ślub weźmiemy, ale chcemy to przeżyć tak w pełni. To nie ma być ceremonia na
      łapucapu bo dziecko w drodze. Powiedzialam mu wprost że ślub z brzuchem a do
      tego biała suknia i welon to dla mnie większa hipokryzja niż świadoma decyzja o
      życiu bez ślubu ale z dziećmi. I wiesz co? Mój proboszcz przynał mi rację.
      Kiedy poszliśmy załatwiać ślub i chrzest Tomka bardzo się ucieszył, że obie
      uroczystości odbędą się jednego dnia. I naprawdę w kilku kwestiach bardzo nam
      pomógł.
      W trakcie nauk przedmałżeńskich zadawałam księdzu prowadzącemu wiele pytań -
      spytałam czy jeśli ja i mój wybranek pójdziemy do kościoła i stojąc przed
      krzyżem wyznamy sobie miłość i złożymy przyzeczenie wiecznego bycia razem to
      takie "śluby" są ważne dla Boga czy nie. I usłyszałam że owszem... są ważne.
      I jeszcze kwestia dobrego przykładu i tego że to rodzice proszą o chrzest dla
      dziecka - przecież "grzeszni" rodzice mogą dobrze wychować swoje dziecko, w
      odpowiednim czasie wyjaśniając swój grzech i jego znaczenie.
      To tyle moich przemysleń
      Pozdrawiam Cię serdecznie
      • mariajolanta1 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 11:09
        No a ja myślałam że to tylko my mamy problem...a tu proszę...
        Mamy tylko ślub cywilny, dziecko ochrzczone a od trzech lat...ksiądz chodząc po
        kolędzie omija nasze drzwi...Pytam się czy my jkesteśmy trędowaci!!!! Idę
        porozmawiać z proboszczem...bo osobiście nie rozumiem ich postepowania...Nasza
        5-latka czeka na księdza az tu nagle ...ksiądz Ją olewa...
        Nie rozumiem tego wszystkiego!!!!!

        Mariola
        • pesteczka5 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 11:50
          Jak się ksiądz wtrąca, źle - bo się wtrąca (choć dajemy mu to prawo należąc do
          wspónoty KK).
          Jak się wtrącać nie chce - i nie wchodzi z kolędą - też źle. A może on nie
          chciał się narzucać i uznał prawo do życia po swojemu? Mógł zapytać (przez
          ministrantów), fakt. Ale je w tej sytacji poprosiłabym o kolędę, po prostu.

          • joasiiik25 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 11:57
            Zastanawiam sie nad tym dlaczego ksiezatak latwo krytykuja niemalzenstwa i
            takie zwiazki jak niekiedy oni sami zyja w takich zwiazkach? (nie wszyscy)
        • wieczna-gosia Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 12:37
          u mnie w bloku ksiadz chodzi tylko do ludz ktorzy o to poprosza- wrzuca sie w
          kosciele karteczke do puszki. Plus do komunistow chodzi z okolnika. Uwazam, ze
          to OK, w dzisiajszych czasach tylu ludzi nie zyczy sobie koledy, ze sie nie
          dziwie ksiezom ze nie sa wyrywni wink
          • beata985 moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 14:39
            dawno ,dawno temu usłyszałam taką oto opinię i teraz mi się ona
            przypomniała.nie wiem od kogo to słyszałam-czy od księdza ,czy"normalnego
            ludzia"
            otóż ,że seks po ślubie można uprawiać TYLKO w celu prokreacji,jeżeli dla
            przyjemnosci go uprawiamy to jest to grzech,nie wspomnę już o jakiejkolwiek
            antykoncepcji...
            chyba zadna z nas nie zasługuje na rozgrzeszenie...
            mam rację?mylę się?czy coś nie tak usłyszałam czy zrozumiałam?
            • sowa_hu_hu Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 14:42
              no własnie - to jest kolejna sprawa - skoro będe sie po ślubie zabezpieczac to
              będe grzeszyć... a skoro sie z tego nie wyspowiadam i nie przyżekne poprawy to
              spowiedź i komunia święta będzie nie ważna...
              juz mam totalny mętlik...

              trudno jest być katolikiem smile
            • grrrrw Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 16:16
              Chyba cos pokreciłas, bo jesli to bylaby prawda, to grzechem byłoby wspolzycie
              malzenskie osob w straszym wieku, osbob nieplodnych, z amputowana macica itd.
              • beata985 Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 18:39
                no właśnie chodzi mi głównie o to współżycie po ślubie.seks dla
                przyjemnosci,nie w celu prokreacji miałby być grzechem.wie ktoś coś?
                • kammik Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 18:45
                  Naprawde, myslenie nie boli. Skoro Kosciol dopuszcza stosowanie naturalnych
                  metod antykoncepcji (w domysle - mozliwosc wspolzycia nie tylko w celach
                  prokreacyjnych)to oczywiste jest, ze wspolzycie po slubie grzechem wg KK nie
                  jest.
                • orinake Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 16.01.05, 18:50
                  jasne ze nie jest żadnym grzechem,tylko oczywiscie antykoncepcji nie można
                  stosowaćsmilea tak poza tym zarówno kobieta jak i mężczyzna mają czerpać radośc z
                  seksusmilewiem cos o tym bo mi moj dziadziuś na wieść o moim ślubie
                  książeczke "akt Małżński"podarowalsmile))) i sobie poczytałamsmile)))
                • biker3 Re: moje życie w grzechu...po ślubie? 17.01.05, 12:12
                  beata985 napisała:

                  > no właśnie chodzi mi głównie o to współżycie po ślubie.seks dla
                  > przyjemnosci,nie w celu prokreacji miałby być grzechem.wie ktoś coś?

                  Seks dla przyjemności nie jest grzechem. Mówią o tym na kursach przed ślubem. U nas mówili też, że seks w małżeństwie jest bardzo ważny bo rozwija więź między kobietą ą mężczyzną. Jedynie stosowanie antykoncepcji jest grzechem. (kościół dopuszcza tylko metody naturalne). Z met. natur. również można planować dziecko, tzn. odkładać jego narodziny z jakiś ważnych dla rodziców przyczyn i to się nazywa odpowiedzialne rodzicielstwo. (to też wiem z kursu).
              • galomis DO GRRRRW 18.01.05, 17:51
                Amputować to można rękę albo nogę ale nie macicę.
    • 18lipiec Nie ma teraz prawdziwych katolików. ehh! 16.01.05, 16:24

    • madzesa Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 16.01.05, 21:16
      Wiecie co, u mnie dziś był ksiądz...Pytał czy chodzimy do kościoła i do
      spowiedzi(my akurat mamy ślub),mój mąż milczał(a zawsze taki wygadany), ja
      oczywiście przytaknęłam(nie pytał czy co niedzielę...)...a wracając do twojej
      sprawy, to ja wiem, że życie bez ślubu jest grzechem, wiem, że współżycie bez
      ślubuy jest grzechem, współżycie po ślubie jest grzechem,jeśli stosowane są
      inne niż naturalne metody, ale ... jakoś ciężko mi pewne fakty zaakceptować...
      Teraz w XXI wiekt to akurat jest grzechem, za parę stuleci będą się z nas
      śmiać...Dziwne to wszystko
      • milarka Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 17.01.05, 11:15
        A nie wiem czy wiecie, że grzechem są również wszelkie czynności seksualne nie
        prowadzące do pełnego zbliżenia (chociażby miłość francuska) - pamiętam to z
        nauk przedślubnych wink - oczywiście niezależnie od tego czy żyjemy w
        małżeństwie katolickim czy też nie wink
        • ewa2233 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 17.01.05, 11:53
          smile)no to jak się kurde z tej miłości francuskiej (poślubnej) spowiadać ? smile)
          u nas o tym nie mówili smile)

          Tekst Sowo masz świetny smile
          -poza tym skąd ksiądz wie że ja códzołoże... bo z tego co wiem to nie bardzo smile
          -----------------------------
          • sowa_hu_hu ewa 17.01.05, 12:36
            ewa bo ja naprawde nie cudzołoże smile słowo!
            • ewa2233 Re: ewa 17.01.05, 12:39
              smile))))))))))))))))))))))))
              -----------------------------
      • sowa_hu_hu metody naturalne... 17.01.05, 12:42
        ... są o d... rozbić! i powie to każdy mądry ginegolog... metody naturalne to
        może sobie stosowac kobieta która ma super reguralne cykle (a i nawet wtedy to
        nie daje pewności...) większośc jednak kobiet ma cykle niereguralne i ta metoda
        w ogóle sie nie sprawdza!
        stosujmy metody naturalne , ródźmy po 6ścioro dzieci - tylko ciekawa jestem kto
        nam da kase na wychowanie tych dzieci - kościół???
        naprawde nie rozumiem dlaczego kościół zabrania stosowania tabletek - to jakas
        kompletna bzdura jak dla mnie...
        ja do tych zasad nie mam zamiaru sie stosować - tak więc zadna ze mnie
        katoliczka...
        • ewa2233 Re: metody naturalne... 17.01.05, 14:00
          Co do stosowania tabletek - poczytałam na jakimś forum
          DLACZEGO kościół zabrania.
          Mogą one powodować poronienia we wczesnej fazie ciąży
          (znajdziesz takie info również w NIEKTÓRYCH ulotkach).
          Dla mnie jest to jasny argument - umotywowany przykazaniem.
          Choć oczywiście fajniej by było gdyby tabletki nie miały takich
          skutków "ubocznych" smile

          Aha - nie napisałam tego, by się kłócić, tylko zaspokoić ciekawość Sowy smile
          Bo sama długo szukałam racjonalnej odpowiedzi smile

          Natomiast zabranianie używania gumek nie jest dla mnie racjonalne.
          Może ktoś się doszukał jakiejś odpowiedzi dlaczego UNIMILOWI mówi się NIE? smile
          -----------------------------
        • wieczna-gosia Re: metody naturalne... 18.01.05, 15:49
          > ... są o d... rozbić! i powie to każdy mądry ginegolog... metody naturalne to
          > może sobie stosowac kobieta która ma super reguralne cykle (a i nawet wtedy
          to
          > nie daje pewności...) większośc jednak kobiet ma cykle niereguralne i ta
          metoda
          >
          > w ogóle sie nie sprawdza!

          oczywiscie.
          Persone zrobili dla tych ciemnych kobiet, ktore maja po 6 dzieci.
          Tylko czemu ona 200 ponad kosztuje wink))

          sowa- przywalasz kosciolowi ok. Ale bzdur nie gadaj, dobra? Poczytaj cos
          czasem, alebo nie czytaj, ale sie nie wypowiadaj o tym na czym sie nie znasz.

          Od czasow kalendarzyka swiat do przodu poszybowal w kwestii NPR.
          • isma Re: metody naturalne... 18.01.05, 15:57
            No, wiec, Wieczna Gosiu, zawsze mnie do lez wzrusza, jak sie zaczyna rozmowa o
            metodach naturalnych, ze na bank mozna byc pewnym uzycia w pierwszej riposcie
            jakze odkrywczego argumentu o tym, ze wiekszosc kobiet ma nieregularne (o,
            przepraszam, niereguralne) cykle wink)).

            Inna sprawa, ze oczywiscie w praktyce takie super proste to to nie jest wink)).
            Ale latwiej powiedziec, ze to inni sie nie znaja, to inni nie stosuja sie do
            zasad, to zasady sa glupie, to inni sa be... A my bedziemy robic tak, jak sie
            nam podoba, i dodatkowo zarezerwujemy sobie jakze wygodna role recenzenta ;-
            ))).
            • wieczna-gosia Re: metody naturalne... 18.01.05, 16:06
              czekam jeszcze na info o podwojnej owulacji wink)))
          • sowa_hu_hu wieczna_gosiu 19.01.05, 19:53
            ja gadam głupoty? ja sie nie znam? a ty sie znasz??? to super...
            tak sie składa że gadałam wnikliwie ze swoim ginekologiem na temat metod
            naturalnych i tez coś na ten temat czytałam jak i oglądałam programy w ktorych
            wypowiadali sie lekarze... więc nie jestem taką ciemną masą jak ci sie wydaje...
            może dla ciebie to sa bzdury , dla mnie nie i kropka!
            jeśli ty stosujesz metody naturalne oki , ja sie na nie nigdy nie zdecyduje bo
            uważam że sa do dupy! znam kilka osób które owe metody stosowały - i nie chodzi
            mi tylko o kalendarzyk - i nie podziałały...

            pozdrawiam
    • isma Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 17.01.05, 13:04
      Zamiast szukac ksiedza, proponuje lekture Katechizmu Kosciola katolickiego, ze
      szczegolnym uwzglednieniem ostatniego zdania pkt. 2390, i sprawa bedzie jasna:

      2353 Nierząd jest zjednoczeniem cielesnym między wolnym mężczyzną i wolną
      kobietą poza małżeństwem. Jest on w poważnej sprzeczności z godnością osoby
      ludzkiej i jej płciowości w sposób naturalny podporządkowanej dobru małżonków,
      jak również przekazywaniu życia i wychowaniu dzieci. Poza tym nierząd jest
      poważnym wykroczeniem, gdy powoduje deprawację młodzieży.

      2390 Wolny związek ma miejsce wówczas, gdy mężczyzna i kobieta odmawiają
      nadania formy prawnej i publicznej współżyciu zakładającemu intymność płciową.
      Określenie to jest zwodnicze: Co może oznaczać związek, w którym osoby nie
      podejmują zobowiązań wobec siebie i dają w ten sposób wyraz brakowi zaufania w
      odniesieniu do drugiej osoby, do samej siebie lub do przyszłości?
      Określenie "wolny związek" odnosi się do różnych sytuacji, takich jak:
      konkubinat, odmowa małżeństwa jako takiego, niezdolność do podjęcia trwałych i
      ostatecznych zobowiązań. Wszystkie te sytuacje znieważają godność małżeństwa;
      niszczą samo pojęcie rodziny; osłabiają znaczenie wierności. Są one sprzeczne z
      prawem moralnym. Akt płciowy powinien mieć miejsce wyłącznie w małżeństwie;
      poza nim stanowi zawsze grzech ciężki i wyklucza z Komunii sakramentalnej.

      2391 Wiele osób zamierzających zawrzeć małżeństwo domaga się dzisiaj swoistego
      prawa do próby. Bez względu na powagę tego zamiaru ci, którzy podejmują
      przedmałżeńskie stosunki płciowe, "nie są w stanie zabezpieczyć szczerości i
      wierności relacji międzyosobowej mężczyzny i kobiety, a zwłaszcza nie mogą
      ustrzec tego związku przed niestałością pożądania i samowoli". Zjednoczenie
      cielesne jest moralnie godziwe jedynie wtedy, gdy wytworzyła się ostateczna
      wspólnota życia między mężczyzną i kobietą. Miłość ludzka nie toleruje "próby".
      Domaga się całkowitego i ostatecznego wzajemnego daru z siebie.
      • sowa_hu_hu Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 17.01.05, 17:57
        2391 Wiele osób zamierzających zawrzeć małżeństwo domaga się dzisiaj swoistego
        prawa do próby. Bez względu na powagę tego zamiaru ci, którzy podejmują
        przedmałżeńskie stosunki płciowe, "nie są w stanie zabezpieczyć szczerości i
        wierności relacji międzyosobowej mężczyzny i kobiety, a zwłaszcza nie mogą
        ustrzec tego związku przed niestałością pożądania i samowoli". Zjednoczenie
        cielesne jest moralnie godziwe jedynie wtedy, gdy wytworzyła się ostateczna
        wspólnota życia między mężczyzną i kobietą. Miłość ludzka nie toleruje "próby".
        Domaga się całkowitego i ostatecznego wzajemnego daru z siebie.


        co za bzdura! ci którzy współzyją przed ślubem nie są w stanie zabezpieczyć
        szczerości i wierności ani ustrzec związku przed niestałością pożądania i
        samowli... a ci którzy sa małeżeństwem sa w stanie? jak widać z obserwacjii
        dzisiejszego swiata nie bardzo...
        po prostu bzdura i tyle - przynajmniej w moich oczach...


        ciekawa jestem ile z nas stosuje sie do tego co tutaj zacytowała isma...
    • eviki nie należy ci sie rozgrzeszenie 17.01.05, 22:25
      bo niby czemu ,nie uważasz że robisz żle, co za tym idzie nie żałujesz tego
      ani nie postanawiasz sie poprawić ,nie spełniasz żadnego z warunków dobrej
      spowiedzi i uzyskania rozgrzeszenia, z drugiej strony po co ci takie
      rozgrzeszenie sama piszesz ze żadna z ciebie katoliczka to czym sie masz
      przejmowac?
      • sowa_hu_hu eviki 18.01.05, 09:02
        dziewczyno my tu rozmawiamy i analizujemy...
        gdzie ja napisałam ze ja chce rozgrzeszenie? przeczytaj najpierw wszystko a
        później pisz...
        ja zgłębiam temat i tyle...
        • ewa2233 Sowo! 18.01.05, 09:29
          Nie denerwuj się! smile Przecież tylko rozmawiamy! smile

          << Miłość ludzka nie toleruje "próby".
          Domaga się całkowitego i ostatecznego wzajemnego daru z siebie.<<

          Dla mnie to stwierdzenie jest po prostu PIĘKNE. A że w życiu jest inaczej ...
          Jednak Jezus głosił miłość IDEALNĄ, a my wierzący chcemy do niej DĄŻYĆ. To
          znaczy zbliżyć się do ideału na ile to tylko możliwe.
          Przy ostatniej spowiedzi, bardzo mnie zadziwił ksiądz mówiąc prawdę OCZYWISTĄ:
          to JA mam CHCIEĆ poprawy. To MOJA wolna wola.

          Niestety, rozmowy na temat wiary, a raczej życia w jej nakazach, są trudne.
          Ludzie są "dziwni", skorzy do zdrady. A czy kiedyś było inaczej?
          Nie można wszystkiego zwalać na "takie czasy"! Czy kiedyś czasy były lepsze?
          Zastanawiałam się kiedyś nad tym,w jakich czasach chciałabym żyć.
          Jednak wyszło na to, że teraz.

          A życie mamy takie - jakie budujemy.
          -----------------------------
          • sowa_hu_hu Re: Sowo! 18.01.05, 10:12
            no własnie - to sa tylko słowa...
            w życiu jest niestety nie rzadko inaczej...
            jest cały ogrom spraw o których mówi religia chrześcijańska z którymi ja sie
            zgadzam - z resztą nie tylko nasza religia o tym mówi... śą to jak gdyby
            powszechniki , przyjęte "normy"...
            ale sa sprawy z którymi sie nie zgodze nigddy...

            smile

            ps. czasami sie denwrwuje - ludzka rzecz smile jeśli ktoś pisze głupoty...
        • eviki Re: eviki 18.01.05, 11:54
          napisałas w swoim poście że aż sie innego ksiedza zapytasz czy ci sie należy
          rozgrzeszenie czy nie więc ci odpisałam ale widze że niepotrzebnie bo nie
          potrafisz przyjać do wiadomości obiektywnej opini tylko czekasz na potakiwanie
          i głaskanie po główce, "zgłębiaj" więc temat dalej powodzenia
          • sowa_hu_hu Re: eviki 18.01.05, 12:31
            o jakim głaskaniu po głowce mowa? czy to jest kwestia która sie rozważa w
            kateegoriach głaskania czy krytykowania? myśle ze zdecydowanie nie...
            mnie sie wydaje że nie doczytałas wszystkich moich wypowiedzi bo jesli by tak
            było to wiedziałabyś ze ja nie oczekuje zadnego rozgrzeszenia...
            jesli napisałm ze zapytam innego księdza to tylko po to zeby sie dopwiedzieć
            czy to jest możliwe... nie będę przed nim od razu klękać i sie spowiadać smile
            tak więc tu nie ma do czego potakiwac moja droga...
      • tuptuch refleksja 18.01.05, 11:43
        droga Sowo!
        mam taką refleksję: tyle mówi się o miłosierdziu Tego tam na górze, skoro tak
        jest to nie sądzę żebyś nie dostała od niego rozgrzeszenia kiedyś tam. to co
        nam mówią księża dzisiaj dalekie jest od tego co mówił Chrystus. jeśli swoim
        życiem nikogo nie krzywdzisz, jesteś dobrą towarzyszką życia i matką to o co
        chodzi? przecież Bóg jest miłością. ja w to właśnie wierzę. to nie moja wina,
        że mój mąż jest rozwiedziony. to wspaniały człowiek i ja chcę z nim spędzić
        całe życie. on jest ojcem mojego dziecka i ja go kocham.
        pozdrawiam
        • sowa_hu_hu Re: refleksja 18.01.05, 11:48
          i to jest piekne co napisałaś moja droga smile
          tez tak myśle....


          pozdrawiam
    • olang Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 18.01.05, 10:40
      Ja powiem tylko,że kiedy ksiądz chodzł po kolędzie po naszym bloku po prostu
      nie otworzyłam. I nie żałuję!
    • tuptuch Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 18.01.05, 11:34
      ja też zyję w grzechu ha ha i wcale nie jest mi z tym źle. Jestem drugą żoną,
      no i oczywiście nie mamy ślubu kościelnego. mam w nosie to co mówią księża, bo
      sami nie są lepsi. żyję zgodnie ze swoim sumieniem. mam wspaniałego, czułego
      męża, który jest na dodatek cudownym ojcem i to jest najważniejsze. myślę, że
      tam na górze nie patrzą na nas tak źle jak tu na dole. pozdrawiam
    • aniacu Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 18.01.05, 14:20
      Liczy się nie tylko czy żałujemy za coś ale też czy chcemy żałować.Możesz
      czcieć żałować grzechu i to jest ważne i pozwala dać rozgrzezsenie. Ja dostałam
      za antykoncepcje chociaż jasno powiedziaam ze stosuje. Najważniejsze być dobrym
      nie koniecznie przestrzegać reguł które nijak się mają do rzeczywistości
      istniejącej. Wolę żyć w "grzechu" stosując antykoncepcje niż mieć 6 dzieci i
      nie mieć na chleb. Może wiara uskrzydla i daje siłę co wiem z doświadczenia ale
      gdyby każdy oceniał innych najpierw patrząc obiektywnie na siebie to nikt nie
      oceniałby negatywnie "grzeszących" czy niewierzących, przecież "nikt nie jest
      bez winy" . Karcące spojrzenia zdewociałych bab, nawet w kościele bo inaczej
      coś przeżywasz daje mi obraz wszelkich zakłamań- niestety. Bardzo aktywnie
      uczestniczyłam w życiu Kościoła z wielką wiarą przyjęłam sakrament małżeństwa i
      chrztu mojego dziecka, wierzę w miłosiernego Boga i to że mamy czynić dobro, a
      do koścoła już nie chodzę ...
    • alina66 Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 18.01.05, 14:45
      Nie przyjmuję księdza i nie chodzę do kościoła.
      Powód: kilkanaście lat temu w czasie rozmowy w pokoju nauczycielskim
      powiedziałam księdzu, że decyzja o przerwaniu ciąży powinna należeć wyłącznie
      do kobiety. tak jak i decyzja o antykoncepcji.
      Z wielkim trudem donosiłam ciążę i urodziłam syna, ponieważ w tej ciąży bardzo
      pogorszył się stan mojego zdrowia, lekarze powiedzieli, że mam jedno dziecko i
      mam się z niego cieszyć, następna ciąża spowoduje ślepotę. Co też i księdzu
      powiedziałam. Powiedziałam także, że jeśli w tę następną ciążę zajdę, to jej
      nie usunę, ale tylko ja mogę podjąć taką decyzję.
      Ponieważ ksiądz potępił mnie na wieki, powiedziałam, że jeśli kościół zajmie
      się mną jeśli oślepnę, moim narodzonym dzieckiem a także tym potencjalnie
      następnym, to wtedy moim zdaniem kościół ma prawo WSPÓŁDECYDOWAĆ, ale tylko
      współ, bo tylko ja sama mogę zdecydować, czy chcę oślepnąć.

      Odpowiedź mnie zaszokowała: "Ja nie mówię o marginesie społecznym"

      Zraziło mnie to ostatecznie i taki stan rzeczy trwa do dzisiaj. Mój obecnie 17-
      letni syn - przyjął komunię i bierzmowanie, ale od tego roku nie chce chodzić
      na religię, ponieważ ksiądz powiedział mu (przy innych uczniach), że jego matka
      (czyli ja) jest nienormalna, bo nie przyjmuje kolędy, a mojemu synowi
      należaloby wpier..... za to (????)

      Powiedzcie, kto tu nienormalny?????????
      • wieczna-gosia Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 18.01.05, 16:12
        ksiadz crying

        Powiem jeszcze ze to nie jest tak, ze czlowiekowi sie nalezy rozgrzeszenie czy
        nie nalezy.
        Madry spowiednik nie napietnuje kobiety, ktora zwiala od meza terrorysty. Ani
        kobiety ktora usunela ciaze z wyzszych przyczyn. Spowiednik we wlasnym sumieniu
        powinien dokonywac wyboru.

        Tak mi kiedys wytlumaczyl ksiadz madry jeden wink

        A zawsze mnie dreczyla taka sprawa.

        Moj maz wierzy ja nie.
        On ma slub koscielny ja nie.
        On sie ze mna kocha, ja z nim tez, ale uzywam pigolek.
        Ja grzechu nie popelniam bo i skad wink
        A on?
        Wie ze uzywam pigulek.
        Ale- z drugiej strony- zgode na slub jednostrinny dostal- trudno zeby biskup
        zakladal ze nie bedziemy uprawiac seksu wink

        acha wink
        • miriam_b Re: ksiądz po kolędzie i moje życie w grzechu... 19.01.05, 22:49
          ja nawet nie wiedziałam że istnieje taka mozliwość jak slub jednostronny...my
          nie mamy tego problemu bo oboje jesteśmy po rozwodzie....ale co roku mam
          problem z córką kiedy przychodzi ksiądz...bo ona za tatusia ma obecnego mojego
          partnera(biologiczny ją zostawił)i co roku pytanie o tatusia...no coś mnie
          trafia czy oni muszą wszystko wiedzieć?????bo zaraz cały wywaid, a czemu ,a
          ślub ,a kościół....jeszcze mi zagroził że mi komunii dla dziecka nie da....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka