pare godz. temu był u nas ksiądz po kolędzie - proboszcz naszej parafii - nie
chciał mi ochrzcić dziecka - tzn wyraxnie zasugerował ze najpierw slub potem
chrzest , więc go wtedy olałam i ochrzciłam malego gdzie indziej...
dzisiaj sie spodziewałam gadki na temat mojego związku i nie pomyliłam sie...
ksiądz stwierdził ze zyjemy nie po chrzescijansku i że małżeństwo jest drogą
do zbawienia , że w małżeństwie tylko mozemy wypełniać przykazania i
kierowac sie odpowiednimi wartościami , że ktoś kto długo códzołozy nie
dostanie rozgrzeszenia , i ze on nie chce źle ale nie moge od niego oczekiwac
aprobaty jako od ojca tej parafii...
więc mu odpwoiedziałam że jego aprobaty nie oczekuje , że ma prawo do swojego
zdania ,ale że ja nie uwazam abym robiła coś złego i to że nie jestem w
związku małeżeńskim nie znaczy że nie zyje według przyjętych wartości , bo
nie uwazam żeby wypełnianie przykazań było możliwe tylko w małżeństwie...
że żyje tak jak żyje nie dlatego że taka jest moda ale z innych powodów
ktorych księdzu wyjaśniac nie będe...
powiedział mi jeszcze ze kazdy ksiądz mi powie to samo a ja mu na to żeby
mówił za siebie! tzn poprosiłam go żeby mówił w swoim imieniu a nie w imieniu
wszuystkich księzy bo ja znam takich ktorzy mają nieco odmienne zdanie na ten
temat więc on mi odp. że to musza być tacy ktorym sie w glowach
poprzestawiało
niektóre teksty mnie rozwaliły...
zwłaszcza ten o cudzołożeniu... aż sie zapytam innego księdza czy mi sie
nalezy rozgrzeszenie czy nie...