sowa_hu_hu
21.02.05, 10:01
nerwy mi juz puszczają... czuje ze juz nie moge tak dłużej...
myslałam że wszystko zacznie sie układać... ale sie przeliczyłam...
jak poznałam mojego obecnego faceta wydawało mi sie że jest najwspanialszym
człowiekiem pod słońcem , taki mądry , inteligentny , uroczy , zabawny... z
takim ciekawym zyciem! szkoda tylko że po czasie okzazało sie że połowa z tego
co o sobie opowiadał to stek kłamstw! ja zaczełam go przyłapywac na kłamstwach
i w końcu sie wkurzyłam i zaczełam , pojechałam do jego babci (która przez
kilka lat go wychowywała)i porozmawiałam z nia , opowiedziałam o tym pełnym
przygód życia mojego lubego - biedna babcia - nie wiedziała co powiedziec - bo
wyszło na jaw że jej ukochany wnuk to kłamca do potęgi entej...
była wtedy wilekaaaaaaaaaaaaa awantura - mój facet obiecał wtedy wiecej nie
kłamać...
od tego momentu mineło wielu czasu a on nadal kłamie... zawsze ma na swoje
kłamstwa jakies wytłumaczenie! kiedy mu zarzuce że oszukuje oburza sie i obraża!
jedym z jego problemów jest to że kreuje siebie na kogoś kim nie jest! nie
wiem z czego to wynika - z kompleksów? ale na jakim punkcie? przeciez on jest
bardzo inteligentny , ma niesamowita wiedze...
wiecie co on wmawia swoim znajomym? ledwo co studiuje prawo a on rozpowiada że
jest doradcą prawnym i finansowym , ze ma własną firme , ze pracuje po 16
godz. na dobe!!! tak - własnie takie cos przeczytałam dzisiaj w jego archiwum
gg - chwalił sie przed jednym z kolegów... rece mi opadły!
kiedys podobna bzdure przeczytałam w rozmowie z jego własnym bratem - napisał
mu że pracuje gdzies daleko od domu i nie ma go w domu jakies 3 dni w
tygodniu! a dzieki Bogu dopiero od tygodnia pracuje... chociaz teraz zaczynam
sie zastanawiać czy on w ogóle pracuje...
zadzwoniłam do niego i powiedziałam że wiem jakie kity wciska swoim znajomym -
oczywiście wysłuchałam litanii jaka to ja nie jestem benzadziejna , że nic
nie rozumiem a na koniec trzasnał słuchawką!
żeby ktos mi nie zarzucił ze czytam jego poczte prywatna czy gg - wczoraj
zaczał coś mocno kręcic wieczorem więc musiałam go sprawdzić - i nie myliłam
sie...
ryczec mi sie chce , łzy mi sie same cisną do oczu... w jakie ja gó..
wdepnełam! i co mam teraz zrobić? wywalic go? wlasnie na to mam ochote ,
spakowac mu waliski iw wynocha! szkoda tylko żejestesmy na etapie poszukiwań
mieszkania i wyprowadzki od mojej mamusi z która wytrzymac sie juz nie da...
poza tym prowadzimy razem firme która zaczyna sie rozkręcać...
jesli nie będe z nimm mieszkac wtedy nikt kompletnie nie zajmie sie dzieckiem
, nie wiem nawet czy w takiej sytuacji bede mogła szkołe skończyć...
mam go dosyć - a on robi wszystko tak zebym to ja czuła sie winna a z siebie
robi niewiniątko...
jestem między młotem a kowadłem - ciągnac ten bezsens dalej i wyprowadzac sie
z nim czy wykopac go i zostac u mamy - jakos sobie tego nie wyobrażam - ona
mnie nie znosi po prostu...
naprawde miałam nadzieje ze sie ułozy - ze on zacznie pracowac , ze sie
wyprowadzimy , że firma zacznie działać... no i mamy cudownego synka...
czuje sie bezradna , kompletnie nie wiem co mam zrobić...
mam 25 lat a moje zyie przecieka mi przez palce...