Dodaj do ulubionych

Jestem w szoku...

05.04.05, 09:05
Chodzi o mojego ślubnego. Wychowany w rodzinie, której delikatnie mówiąc,
daleko do wzorca katolickiej rodziny (chrzty, śluby i pogrzeby "odbębniano",
bo "co ludzie powiedzą?") zawsze negował Kościół, kler i sprawy związane z
religią. Tłumaczyłam mu - jak możesz negować coś czego nie znasz, najpierw
poznaj Pismo św., pochodź do kościoła, poznaj ludzi z nim związanych, a
później oceń. A on powtarzał tylko wyuczone regułki, które wpoił mu ojciec
(zachwiany komunista). To mnie wkurzało. A tu co widzę? Podczas choroby i
śmierci Ojca Świętego mój mąż śledził na bieżąco co się dzieje z Papieżem (ze
łzami w oczach!). Podczas tych kilku dni dowiedział się o Papieżu więcej niż
w ciągu całego życia! Przyznał, że on nic nie wiedział o naszym Papieżu-
Polaku. Teraz sam szuka w internecie, w telewizji, słucha wystąpień Ojca Św.
i żałuje, że tak późno. Matko kochana, ten który przeskakiwał na inny kanał
telewizyjny, kiedy transmitowano "Anioł Pański" (bo nudny), sam szuka więcej
informacji!
Śmierć, choroba i cierpienie Papieża nawróci niejedną zbłąkaną owieczkę...
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 09:08
      Ja też myślę (i mam nadzieję, że to nie jest jakiś skrajny optymizm), że po
      śmierci Papieża więcej osób weźmie sobie do serca Jego nauki (i będzie je
      wcielać w życie).

      A co do Twojego męża - lepiej późno, niż wcale.
      • moi_betti Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 09:39
        Rzeczywiście lepiej późno niż wcale.

        Mój za to jest takim ignorantem, że czuję coraz większy niepokój.
    • maewka Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 10:30
      Wiecie, że u mnie jest tak samo. Mąż ogląda transmisje z Watykanu, w internecie
      ogląda zdjęcia. I widzę, że go to jakoś ruszyło. A wychował się w policyjnej
      rodzinie, gdzie do kościoła się nie chodziło i sprawy religijne były gdzieś
      daleko w tle. Nawet był wczoraj w kościele, aby pomodlić się za Ojca Świętego.
    • inguna2 Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 10:44
      Jego smierc otworzyla oczy bardzo wielu ludziom.Spojzcie chociaz na media.Od
      kilku dni poswiecone wylacznie osobie Papieza.Chcac nie chcac ogladamy filmy i
      programy o trudnych kwestiach religijnych,dowiadujemy sie wiecej o Jego
      zyciu,myslimy o Bogu,ogladamy programy,ktore wczesniej bysmy po prostu
      przerzucili.
      I powiedzcie same,czy On nie byl WIELKI?
      • monlud Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 11:04
        To najnormalniejszy objaw działania Ducha Św. Tak samo gdy ludzie zaczynają
        drżeć z emocji. Przypomnijcie sobie jak Duch Św. zstąpił na apostołów...
        • nik1 Re: Jestem w szoku... 05.04.05, 14:26
          Jednak moc Ducha Świętego nie działa na wszystkich. Mój facet zupełnie ignoruje
          to wydarzenie. Mam nawet wrażenie, że jest na tyle głupi iż stara się
          specjalnie podkreślić swoją obojętność, ba powiedziałabym nawet, że staje się
          agresywny.
          Bardzo mnie to boli, że nie szanuje choćby moich uczuć.
          Coraz częściej myślę, że śmierć Ojca Świętego pozwoliła mi poznać jego
          prawdzwie oblicze, które nie wiem czy bedę w stanie znieść w przyszłości.
          Wstydzę się za niego.
          • magdalenki1 do nick1 05.04.05, 14:38
            cześć, nie podchodź tak do sprawy, to do nikąd nie prowadzi, nie jest łatwo gdy
            łączą się w życiu dwie osoby o tak skrajnych światopoglądach, wiem, że nie jest
            łatwo, ale daj coś z siebie, spróbuj porozmawiać o szacunku do własnych emocji
            i uczuć, ale nie rób tego na siłę, stawiając wymagania, osobiście uważam, że
            nie tędy droga, mam podobną sytuację, ale okazywaniem miłości i zrozumienia, a
            także szczerą rozmową udało mi sie wiele zmienić w tej kwestii, dziś usłyszałam
            od mojego faceta, że ma takie marzenie, iz zabierze mnie do watykanu, abym
            mogła z dzieciakami pomodlić się przy grobie Ojca Świętego, ale poczekamy,
            kiedy sytacja sie trochę uspokoi, jest mi bardzo przyjemnie z tego powodu,
            próbuj okazywać mu swoje uczucia, ale nie nakłaniaj na siłę, by je z Tobą
            dzielił, jednak ucz męża szacunku, nie sądzę, aby ta sytuacja musiała, aż tak
            as poróżnić, abyś mówiła, że poznałaś jego prawdziwe oblicze, nie tego chciał
            by Ojciec Swięty dla Was, może to Twoja misja, aby trwać przy człowieku, dla
            którego możesz zrobić wiele będąc przy nim. pomyśl o tym
            pozdrawiam magdasmile
            • nik1 Re: do nick1 05.04.05, 15:04
              dzięki, ze się zainteresowałaś. Nie jest tak, że jest między nami o to złość
              czy też kłótnie spowodowane tym tematem. Póki co jest to złość tkwiąca we mnie
              na jego niedojrzałość. Np. wczoraj specjalnie puszczał jakieś techno na cały
              regulator z hasłem gó...mnie to obchodzi. Jest to bardziej złożona sprawa. Już
              któryś raz zawiodłam się na nim w kwestii towarzyszenia mi w sprawach dla mnie
              ważnych. Dwa miesiące temu zmarł mój dziadek, z którym byłam bardzo związana
              (dziadkowie mnie wychowywali) i nawet nie zapytał czy chciałabym aby był przy
              mnie na dziadka pogrzebie. Oczywiście nie pojechał.
              Teraz sytuacja jakby się powtarzała. Wiem, że wymaga to ode mnie wiele
              cierpliwości i szczerej rozmowy jednak on nie ma zamiaru jej podejmować. Ale
              oczywiście trwam i noszę nadzieje w sercu, że kiedyś ... no właśnie tylko co?
              • magdalenki1 Re: do nick1 05.04.05, 15:20
                faktycznie masz nie łatwo, a z tym pogrzebem, to grube przegięcie pały, może On
                przezywa jakiś kryzys, moze ma jakieś problemy, a może po prostu jest taj mało
                czułym człowiekiem, ale to tylko Ty mozesz wiedzieć, jeśli jest tak zimny i
                nieczuły zapewne nie umiałby w innych sytuacjach okazywać uczuć podobnie jak w
                tych o których piszesz. Pomyśl i zastanów się czy znasz męża, który potrafi być
                czasem czuły, czy kiedyś widziałaś Go wzruszonego, albo czy Ciebie czymś
                wzruszył 9nie sądze, abyś wyszła za zimnego drania, przecież czymś musiał Cię
                ująć). Każdy z nas ma inny system wartości i dla każdego co innego jest ważne,
                czasem miłośc wystarczy, aby nauczyć kogoś bliskości i szacunku, a czasem nie
                (niestety), trzeba wówczas przewartościować co dla ciebie ważne, co daje Ci
                taki związek pozytywnego, nie wierzę, że każdy z nas mógł wynieść z domu te
                same wartości. Mój chłopak jest człowiekiem, który na zewnątrz wydaje się być
                zimny, czasem gruboskórny i nie miły, ale ja wiem, że to tylko pozory, znam Go
                i wiele zrobiłam, by Go poznać, dziś wiem, że został źle potraktowany przez
                życie więc zamnknął się w sobie i głęboko chowa przed światem to, co ważne, to
                co dobre i to co odczuwa jak każdy z nas tylko na swój sposób, skorupa, którą
                nosi jest gruba i czasem ciężko mi się przez nią przebić, ale znajduję sposoby
                i to potwierdza moje odczucia. Choć wiele razy słyszałam od najbliższych mało
                pochlebne opinie o jego osbie, to zlekceważyłam je i po kilku latach wiem, że
                dobrze zrobiła, czasem szczęściu trzeba dopomóc, a miłośc według mnie jest
                trudnym procesem, w którym zdecydowanie więcej powinno się dawać, niż brać,
                tylko Ty wiesz jakim człowiekiem jest Twój mąż, i czy ma w sobie ciepło, czy
                jest zimnym draniem, ale, żeby być pewną musisz poczynić wysiłek i zajrzeć w
                głą jego duszy, Więc życzę Ci powodzenia i wytrwałości
                Są na świecie sprawy warte tego, by stoczyć o nie najcięższe boje, ale są też i
                takie, które nie warte są jedej myśli, i myślę, że każdy z nas na dnie serca
                znajdzie odpowiedź której szuka (to taka moja życiowa maksyma, banalna, ale
                zawsze się sprawdza_
                pozdrawiam magda
                • moi_betti Re: do nick1 05.04.05, 19:08
                  Wiem co czujesz, pisałam już wyżej, że mój też wszystko to co się dzieje
                  ignoruje.
                  Nie szanował wogóle tego co ja czuję.

                  Wręcz dziwił mi się, zadawał mi głupie pytania typu "czemu płaczesz?", "czemu
                  nie oglądamy filmu?",a gdy powiedziałam, że chciałabym pojechać do Watykanu
                  spytał "po co?".
                  Cieszę się, że w niedzielę pojechał do pracy,przynajmniej nie muszę słuchać
                  jego uwag. I tak naprawdę mam mieszane uczucia co do niego. Nie znałam go z tej
                  strony sad
              • jokii Re: do nick1 07.04.05, 13:08
                To jednak nie o mnie chodzi... wink
          • monlud Re: Jestem w szoku... 06.04.05, 09:50
            Znowu się wtrącę. U mnie podobna sytuacja była z moją siostrą-ateistką.
            Generalnie jest to spokojna i dobra osoba, bardzo tolerancyjna. Ale któregoś
            razu wspomniałam jej p tym, że my z mężem jesteśmy wierzący. Obudził się w niej
            wtedy jakiś diabeł, zaczęła wykrzykiwać, że po co nam ten cały Bóg, skoro i tak
            się bardzo kłócimy i latanie do kościoła nic nam nie da. Gadanie a właściwie
            krzyczenie swoją drogą, ale najgorsze były w niej oczy, takie złe, po prostu
            emanowało z niej zło. Myślę, że to szatan był w niej gdy to mówiła. Szatan gdy
            tylko może chce wykpić Boga i ośmieszyć ludzi, którzy Go kochają.
          • jokii Re: Jestem w szoku... 07.04.05, 13:06
            Witam znów, jak zwykle bardzo serdecznie.

            Być może to omnie? Bardzo mi miło. Chyba jednak nie, bo ja szanuje cudze
            uczucia. Nikogo do niczego nie namwaiam i nie zmuszam. Za to mnie jakoś nikt nie
            szanuje. Jestem atakowany i zmuszany ze wszystkich stron. I wcale mi to nie
            przeszkadza.
            Nie mogę nadziwić sie obłudzie i hipokryzji i mam prawo to wyrażać. Nikogo nie
            zmuszam jednak do czytania.

            Jokii
        • jokii Re: Jestem w szoku... 07.04.05, 13:02
          Witam ponownie.

          To raczej objaw słabości.

          Jokii
      • jokii Re: Jestem w szoku... 07.04.05, 13:01
        Witam serdecznie.

        Media najzwyczajniej grają pod publikę. Wyobrażasz sobie, że jakaś komercyjna
        telewizja mogłaby zrobić inaczej? To oznaczałoby dla niej koniec albo
        przynajmniej znaczny spadek dochodów.
        Jeśli już twierdzisz, że był wielki (ja nie próbuję być bawić w bogów i oceniać
        innych ludzi) to przynajmniej napisz w czym był wielki? Wielki mówca? Zgadzam
        się. Wielki przywódca, tak. Wielki człowiek. Nie wiem. Nikt nie jest w stanie
        tego ocenić.

        Joki
    • evikaa Re: Jestem w szoku... 06.04.05, 11:34
      czytając twojego posta to tak jak bym widziała swojego męża ....wczoraj w
      telewizji oglądaliśmy jakiś urywek jak papierz przyjmuje na audiencji dzieci ,
      że ja ryczałam to normalne ...ale mój szanowny małżonek miał oczy pełne
      łez ....normalnie płakał ..a płaczącego go widziałam jeden jedyny raz w życiu
      na pogrzebie swojego ojca .
      • ochotka69 Re: Jestem w szoku... 06.04.05, 23:36
        Nie zniosłabym tak nieczułego męża a wręcz ostentacyjnego ignoranta. Moze i
        teraz bedzie wiadomo kto jest kim. Rozumiem ze ktos jest niewierzacy, ale
        powinien uszanowac bol innego czlowieka. Juz nie wspomne o smierci twojego
        dziadka. Nie rozumiem jak nie byl z toba w tym momencie.
    • kawad Re: Jestem w szoku... 07.04.05, 20:59
      A wiecie co, ja jestem tym ogromnie zmęczona. Przejęłam się bardzo śmiercią
      Jana Pawła II, płakałam ale nie jestem w stanie wciążglądać tv i słuchać o nom,
      bo już nie daję rady, mam totalnego doła. ciągle wspomnienia, msze, itp. Nie
      mam kiedy odetchnąc. Przestałam oglądać TV i słuchać radia. Dzisiaj musiałam
      iść ze szkołą (jestem nauczycielką) na mszę, wcześniej w szkole był apel. Znów
      łzy. Dla mnie jest to katowanie się, nie muszę przecież okazywać żałoby
      ostentacyjnie, latać na wszystkie msze itp. Żałobę mam w sercu, ale życie toczy
      się dalej i ja nie chcę ciągle płakać i umartwiać się. Nie mam na to siły.
      Papież mówił, że mamy się radować. Ja cieszę się, że On już nie cierpi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka