atta
18.08.05, 17:23
Muszę się podzielic dzisiejszym spostrzeżeniem - może przesadzam...
Rzecz dzieje się w ZOO. Mija nas Mama z Synkiem (+/- 9 lat). Oboje b.grubi
(nie wyglądało to na chorobę, raczej na rodzinne złe nawyki żywieniowe), ale
na oko sympatyczni. Przez jakiś czas idziemy równolegle, więc siłą rzeczy
słychać komentarze. Mijamy bociany...
I co słyszę-
Mama - o ten bocian to na pewno ten, który Ciebie przyniósł,
Synek - naprawdę???
M - tak, jestem pewna, że to ten sam,
S - a skąd wiesz?
M - a, bo taki... beznadziejny...he, he, he.
Ok, rozumiem, że kazda rodzina ma swoje poczucie humoru, swój sposób
porozumiewania się itd. Ale aż mi się żal zrobiło tego chłopca. Pomijam
zagadnienie bociana przynoszącego dziecko (pewnie żart), ale pointa... Od
razu wyobraziłam sobie dziecko z kompleksami (bo tusza) i jeszcze
takie "kwiatki" mamusi. Dla mnie koszmar, ale może przesadzam?