wielki_kot
15.12.05, 11:18
Byłam dzisiaj świadkiem konfliktu pokoleń i interesów w przedszkolnej szatni.
Bardzo wkurzona mama wrzeszczała na płaczącą córkę, że nigdy nie kupi jej
różowej bluzeczki, bo... nienawidzi różu!!! Dziecko płakało, pokazywało na
różową bluzeczkę koleżanki i prosiło: kup mi taką... Nie rzucało się na
podłogę, nie tupało, nie histeryzowało, chciało tylko różową bluzeczkę. No,
właśnie: tylko czy aż???
Czy dziecko nie ma prawa wyboru? Czy musi mieć taki sam gust, jak mamusia?
Wiele dziewczynek przechodzi fazę "różowego i świecącego", z którego, jak
widać na ulicach, znaczna część wyrasta. Narzucamy dzieciom wiele rzeczy - są
sprawy oczywiste, ale są też takie, kiedy można wyluzować. Jeśli wadą takiej
bluzeczki jest tylko to, że jest różowa, to czy nie można pohamować swojej
antypatii do koloru i uszanować wybór dziecka? Nie mówię tu o fanaberiach i
histerycznego dążenia dziecka do samodzielnego podejmowania wszystkich
decyzji. Są wszakże miejsca, w których możemy ustąpić? Czy nie?
Jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi uwagami na ten temat; bardzo jednak
proszę o wypowiedzi praktyków, nie teoretyków. Jeżeli więc nie masz
doświadczeń związanych z byciem mamą, bądź uprzejma nie zabierać głosu w tym
wątku.