Dziecięce prawo wyboru

15.12.05, 11:18
Byłam dzisiaj świadkiem konfliktu pokoleń i interesów w przedszkolnej szatni.
Bardzo wkurzona mama wrzeszczała na płaczącą córkę, że nigdy nie kupi jej
różowej bluzeczki, bo... nienawidzi różu!!! Dziecko płakało, pokazywało na
różową bluzeczkę koleżanki i prosiło: kup mi taką... Nie rzucało się na
podłogę, nie tupało, nie histeryzowało, chciało tylko różową bluzeczkę. No,
właśnie: tylko czy aż???
Czy dziecko nie ma prawa wyboru? Czy musi mieć taki sam gust, jak mamusia?
Wiele dziewczynek przechodzi fazę "różowego i świecącego", z którego, jak
widać na ulicach, znaczna część wyrasta. Narzucamy dzieciom wiele rzeczy - są
sprawy oczywiste, ale są też takie, kiedy można wyluzować. Jeśli wadą takiej
bluzeczki jest tylko to, że jest różowa, to czy nie można pohamować swojej
antypatii do koloru i uszanować wybór dziecka? Nie mówię tu o fanaberiach i
histerycznego dążenia dziecka do samodzielnego podejmowania wszystkich
decyzji. Są wszakże miejsca, w których możemy ustąpić? Czy nie?

Jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi uwagami na ten temat; bardzo jednak
proszę o wypowiedzi praktyków, nie teoretyków. Jeżeli więc nie masz
doświadczeń związanych z byciem mamą, bądź uprzejma nie zabierać głosu w tym
wątku.
    • lolinka2 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:23
      Ja, pomimo wielkiej nienawiści do różowego, ustąpiłam i moje dziecko ma połowę
      ukochanych ubrań w tym kolorze.
      To nie jest sprawa fundamentalna, w której należy stać twardo. Zresztą, sama
      byłam kiedyś przedszkolakiem... A poza tym, szacunek dla odrębności drugiego
      człowieka tu akurat można okazać bez uszczerbku jakiegokolwiek na własnej
      godności czy zasadach.
      • ewa2233 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:34
        Zawsze kolor można "złagodzić" fajnym fasonem wink
        A na poważnie:
        Jestem za danie pewnej swobody dziecku, ale w zakresie nie rzutującym np. na
        zdrowie. Jeśli np. Kasia chodzi w mrozy w samych rajtuzkach, to nie znaczy, że
        Basi mama musi na to pozwolić. Wtedy trzeba negocjować. Iść po mrozie w
        spodniach, w przedszkolu bawić się w rajtuzach smile
        Chyba wiesz, o co mi chodzi?

        Ja mam 2 chłopaków, ale to nie znaczy, że życie mam usłane różami w zakresie
        strojów chłopięcych!smile
        Projektanci wolą tworzyć dla dziewczyn, we wszystkich możliwych kolorach, a dla
        chłopców (rozm. ok. 160) - pozostaje tylko zielony, czarny i szary...
        ech

        Jednak sfera wyborów dotyczy (jak zauważyłam) także zabawek.
        Nie miałam żadnych wątpliwości, czy pozwolić się bawić synowi wózkiem dla
        lalek. Przechodził okres zafascynowania "babskimi zabawkami" w wieku 2-3 lat,
        więc się nimi bawiłsmile
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
        • wielki_kot Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 11:37
          Gdzie Ty się szwendasz????
          • ewa2233 Re: Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 12:00
            wielki_kot napisała: > Gdzie Ty się szwendasz????

            smile) ano tędy i owędy - swoimi ścieżkami smile Choć kotem nie jestem wink
            Przeniosłam się na inne forum, bo tu trochę kłótliwy klimat się zrobił smile
            ------------------------------------------------------
            çççççççççççççççççççççĂçççççç
            • wielki_kot Re: Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 12:12
              ewa2233 napisała:

              > Przeniosłam się na inne forum, bo tu trochę kłótliwy klimat się zrobił smile
              > ------------------------------------------------------
              > çççççççççççççççççççççĂçççççç
              Ale na jeszcze innym forumie już Cię dawno nikt nie widział!!!
              • ewa2233 Re: Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 12:16
                a na jakim innym mnie nie widziano dawno?wink?
                smile))
                ------------------------------------------------------
                çççççççççççççççççççççĂçççççç
                • cocollino1 pijpulkowym:)) 15.12.05, 12:17
                • wielki_kot Re: Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 12:18
                  ewa2233 napisała:

                  > a na jakim innym mnie nie widziano dawno?wink?
                  > smile))
                  > ------------------------------------------------------
                  > çççççççççççççççççççççĂçççççç
                  Na takim, gdzie powstały wariacje na temat.... w Twoim "Sio!" wątku...
                  • ewa2233 Re: Do Ewy nie na temat... 15.12.05, 12:19
                    ano! tak!
                    nie bijcie!!!!!!
                    smile))))))))))
                    ------------------------------------------------------
                    çççççççççççççççççççççĂçççççç
                    • ewa2233 e! jednak na Pijpulkach byłam WCZORAJ !!! ;) :)) 15.12.05, 12:20
                      ---------------------------------------------------
                      çççççççççççççççççççççĂçççççç
        • zona_mi Ewa 15.12.05, 12:19
          ewa2233 napisała:

          > Ja mam 2 chłopaków, ale to nie znaczy, że życie mam usłane różami w zakresie

          No nie - różami nie, raczej brązami i zieleniami, czyli panterką pewnie? wink
          A właśnie - a sio zamarło!!!
          • wielki_kot Przywołuję nas do porządku!!! 15.12.05, 12:22
            Pisać na temat poszanowania dziecięcych pragnień i gustów!!!
            • zona_mi Dobra, dobra... 15.12.05, 12:27
              Moja córka przechodziła fazę różów, fioletów i brylantów ok. 5 lat.
              Było i przeszło, ososbiście kupiłam jej ze trzy ciuchy w tym kolorze.
              Liczę się z jej zdaniem w kwestii kupowania ubrań, jeśli idzie o fason i kolor.
              Howgh smile
    • wesolek11 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:25
      Ja nie decyduję za córkę. Ma 5 lat i swój gust. Nie kupuję Jej tylko tego, co
      uważam, że jest niewygodne, np. ciezko zakłada się przez głowę, czy niewygodnie
      zapina i nie poradzi sobie w przedszkolu lub jest zbyt drogie.
      Jeśli chce sukienke, a nie spodnie, to kupuję, jeśli chce pantofelki a nie
      adidasy to też, a już najmniejszy problem z kolorem.
      • inia25 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:38
        Co prawda mam w domu troszke młodsze dziecko, ale już wiem co to znaczy że ona
        ma w.ł.a.s.n.y gust. Ostatnio miałąm akcje z butami - śniegowcami.
        Kupiłam Oli granatowe buciki na śnieg. Już w październiku. Ola buciki oglądała,
        dotykała, bawiła się nimi. Jak przyszło do założenia ich na nogi (pod koniec
        listopada) spotkałam się z mega płaczem, rzucaniem butami (jednym dosta łam w
        głowę). Troszke się wkurzyłam, że taka scene mi zrobiła, no ale przeciez ona ma
        zaledwie 20 miesięcy i nie potrafi wyrażać s.ł.o.w.a.m.i swoich pragnień i
        potrzeb. Nie wiedziałam o co chodzi - myślałam wcześniej że je lubi... Buciki
        były na rzep więc łatwe do ściągnięcia. Pojechałam do sklepu, żeby wymienić na
        sznurowane no ale były takie tylko różowe. Wydały mi się totalnie nie
        praktyczne. No ale wzięłam je. No i okazało się, że w nich olka się zakochała,
        nawet spać w nich poszła...

        Mimo że nie lubię koloru różowego, to kupiłam takie dziecku i okazuje się, że
        ona ma inny gust, swój własny.

        Jestem za tym, żeby jednak dziecka nie blokować i jeśli chce to kupic to co
        chce. Wiadomo nie chodzi o tupanie, bicie i wymuszanie, tylko o prośbę....
    • ala67 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:30
      A najlepiej różowy pokochać, jak się ma córeczkę wwieku przedszkolnym. Ja
      kiedyś też deklarowałam niechęc do tego kolorku. A teraz jak do sklepu wchodzę
      na dział z ciuszkami dziecięcymi, to same różowe widzę, i prawie wszystkie
      pieknesmile
      Moja młodsza różowych ma na pewno ponad połowę. A jeśli wziąć pod uwagę te,
      które nosi najchętniej- to jakieś 90%smile))
      • wielki_kot Dobrze, 15.12.05, 11:37
        więc skąd się bierze rozwydrzenie dzieci? Z jednej strony - rodzice, jak ta
        mamusia w przedszkolu, nie potrafiąca/nie chcąca ustąpić w tak małej (może
        jednak ją przerastającej) kwesti: z drugiej - totalna samowolka pociech. Wiem,
        było już tysiąc wątków o nieradzeniu sobie z byciem rodzicem, było o
        rozkapryszonych dzieciach... Wiadomo, że nie każdy powinien mieć dzieci - i
        jeśli ich świadomie nie chce, to nie ma co namawiaćwink Ale jak się je ma - może
        czasem warto wczuć się w jego sytuację?...
        • stepujaca_jaszczurka Re: Dobrze, 15.12.05, 12:02
          Owszem czasem warto ustąpić dziecku.Rola rodzica polega między innymi na tym
          aby umieć wyczuć ten moment kiedy możemy dziecku dać wolną rękę lub spełnic
          jego prośbę a kiedy znów jest to niewłaściwe.Musimy umieć nie wpadać ze
          skrajności w skrajność.
          Zastanawia mnie jeszcze czy opisana przez Wielkiego_kota mama rzeczywiście nie
          chciała kupic córce danej bluzeczki tylko dlatego,że sama nie lubi różu? Może
          temat jest głębszy niż nam sie wydaje? Może chodzi tu o sprawy materialne ? A
          jeśli owa mama nie miała funduszy na taką bluzeczkę i było jej wstyd przyznać
          się do tego publicznie? Fakt,argument ,który wysunęła przeciwko opcji zakupu
          bluzki nie był zbyt dobry, ale możliwe ,że poprostu spanikowała.I tu pojawia
          się pytanie czy i jeśli tak to kiedy informowac nasze pociechy o kłopotach
          finansowych? Czy mówić im o tym czy raczej to ukrywać?
          • wielki_kot Jaszczurko 15.12.05, 12:31
            stepujaca_jaszczurka napisała:

            > Zastanawia mnie jeszcze czy opisana przez Wielkiego_kota mama rzeczywiście
            nie
            > chciała kupic córce danej bluzeczki tylko dlatego,że sama nie lubi różu? Może
            > temat jest głębszy niż nam sie wydaje? Może chodzi tu o sprawy materialne ?
            A
            > jeśli owa mama nie miała funduszy na taką bluzeczkę i było jej wstyd przyznać
            > się do tego publicznie? Fakt,argument ,który wysunęła przeciwko opcji zakupu
            > bluzki nie był zbyt dobry, ale możliwe ,że poprostu spanikowała.I tu pojawia
            > się pytanie czy i jeśli tak to kiedy informowac nasze pociechy o kłopotach
            > finansowych? Czy mówić im o tym czy raczej to ukrywać?
            Tego nie wiem i mogę tylko przedstawić swoje przypuszczenie, że tak nie jest -
            bo mama przedstawiała sobą biurową elegancję bez ochów i achów, a dziecko
            ubrane z klasą aczkolwiek bez różowych akcentówsmile
            Myślę, że o finansach trzeba z dzieckiem rozmawiać od zawszesmile Musi mieć
            świadomość, że ilość pieniędzy "ze ściany" jest, stety-niestety, ograniczona. I
            można je stamtąd wyciągnąć w określonych sytuacjach.
      • mufka51 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:37
        W moim przypadku było podobnie.Było umiłowanie koloru czarnego.Mój pięciolatek
        nie wyrażał zgody na noszenie rzeczy w innym kolorze.Wyjątek robił dl majtek i
        podkoszulka.wszystko pozostałe,ze skarpetkami włącznie musiało byc czarne.Co z
        tego,że dziwacznie wyglądał?Przetrwałam te kilka miesięcy i mam spokój(oraz
        nadmiar czarnych dziecięcych ubrań).
    • aluc Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:33
      możemy ustąpić smile
      możemy również powiedzieć, że osobiście różowy nam się nie podoba wink

      dziecko niekoniecznie musi mieć taki sam gust jak rodzice, ale jeśli rodzice
      uważają swój za właściwy i godny naśladowania, nie widzę nic złego w tym, żeby
      gust dziecka na własne podobieństwo kształtować - zresztą robimy tak przecież
      od urodzenia, dziecko widzi, jakich używamy kolorów w stroju, mieszkaniu,
      otoczeniu, co nam się podoba, a co nie, niemowlakowi kupujemy ubranka i zabawki
      zadecydowane odgórnie i odrodzicielsko, kształtujemy gust muzyczny słuchając
      tej a nie innej muzyki, gust literacki - czytając te a nie inne książeczki

      rzecz rozbija się jednak IMHO o metody, a nie o to, czy ma prawo mieć gust
      własny (bo ma prawo z pewnością)

      rodzic jednakowoż ma również prawo do własnego gustu (również w stosunku do
      dziecka) i może to prawo swobodnie wyartykułować, oby nie krzykiem i nie
      histerycznie
      • socka2 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:49
        sobie nic w tym kolorze nie kupie smile)) corka ma bardzo duzo rozowych ubran od
        majtek przez skarpetki, bluzki, swetry do kurtki. To, ze mi sie ten kolor nie
        podoba, nie znaczy,ze bede ograniczala dziecko.
        Podobnie jest z zabawkami - nienawidze Barbie, ale jezeli mojemu dziecku sie
        spodoba i bedzie prosila, zeby jej kupic, nie pozostanie mi nic innego.....
        A co do wyzej opisanej mamusi - no coz, i takie sie zdarzaja, ktore przerzucaja
        na dzieci swoje: ambicje, obawy, leki, niecheci..... Niestety....
        • wielki_kot No, właśnie, Barbie 15.12.05, 11:54
          Dla mnie jest to totalnie bezwartościowa zabawka, wyraz dobrobytu w ciężkich
          czasach. Też obiecywałam sobie, że w życiu tego nie kupięsmile)) Uległam na
          zasadzie kompromisu - disneyowska Dżasmina i, chyba, Kopciuszekwink
          Też "śliczne", długonogie, barbiowe, a jednak z jakąś osobowością.
    • grazbed Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 11:57
      Mam 5-letnią córkę która właśnie przechodzi fazę "różowego" - "świecącego" na
      szczęście nie...

      I chociaż sama za kolorem różowym nie przepadam to nie odmawiam jej prawa do
      ubierania się w różowe kolory...Bo niby dlaczego miałabym to robić? Gust
      napewno od jednego czy nawet od kilku ciuszków w tym kolorze jej się nie
      wypaczy...Ola zna moje zdanie na temat koloru różowego w ubiorze i wie też, że
      ja szanuję jej zdanie...

      Przy ubieraniu się zwracamy jednak uwagę, żeby różowe nie było zestawiane np. z
      żółtymsmile,tu jestem stanowcza ale staram się jej dogęębnie wyjaśnić dlaczego NIE
      a Ola to rozumie.

      W pewnym wieku dzieciaki na ogół nie lubią sie wyróżniać z tłumu, inni mają to
      ja też. Dlaczego nie zrobić im tej przyjemności, w końcu tak niewielkim
      kosztem.



    • wieczna-gosia Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:03
      w kwestii ubran nie mam z corkami wiekszych zgrzytow.

      Za malego bylo tak:
      ja- okreslalam co kupujemy- czyli czy sweter czy bluze czy spodnie, czy na zime
      czy na lato. Najpierw maluchy sie czyly wybierac sposrod dwoch trzech rzeczy.
      Pozniej wybieraly sposrod rzeczy w sklepie, a ja mowilam dlaczego nie to smile (bo
      za zimne, za cieple, nie ma twojeo rozmiaru) natomiast na tym etapie juz nie
      ingerowalam w kolor. Chcesz rozowe- voila smile

      Teraz okreslam sie finansowo- mam 200 zlotych na twoje buty, mam 100 na spodnie,
      a dziewczyny juz wybieraja totalnie wg swojego gustu. Mam to szczescie ze obie
      kochaja martensy, dzinsy i czarne podkoszulki, kraciaste koszule, nie lubia
      spodnic, wzglednie takie motajace sie przy kostkach smile)) czyli po prostu moj
      styl. Przy plasikowych koturnach 10 cm nei wiem czy bym nie zawetowala smile A
      dredy to bym sobei sama chetnie zrobila tylko chyba juz nie moj czas....
      • socka2 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:06
        o matko, tylko NIE plastikowe koturny!!!!!
        • wielki_kot Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:11
          socka2 napisała:

          > o matko, tylko NIE plastikowe koturny!!!!!
          Ale dla kogo nie? Dla Gosi czy pociechy? I - dlaczego? Przecież plastikowe
          koturny mają małą "szkodliwość społeczną"??? smile))
          • socka2 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:12
            Gosia moze chodzic na "klocuszkach", oby tylko mojej corce to do glowy nie
            przyszlo smile)))))
    • e_r_i_n Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:12
      Mój czteorlatek na szczescie nie robi problemow z ubiorem - w sklepie wyborow
      dokonuje zazwyczaj tata i synek jakos nigdy nie protestowal smile. Chyba, ze cos
      gryzlo/bylo za ciasne - ale to juz szczegzoly.
      Jakichs szczegolnych upodoban co do kolorow, fasonow itd nie ma - chociaz
      czasami ma ochote ubrac inna bluze niz ta, ktora przygotowalam. I jesli tylko
      nie jest to letnia bluzeczka na ramiaczka, a mamy mroz, to ustepuje bez
      mrugniecia okiem.
      Uwazam, ze dziecku trzeba dawac mozliwosc wyboru, pod warunkiem, ze kazdy wybor
      jest dla nas do zaakceptowania - przy zakupach chociazby kwestia ceny - nie
      mozna powiedziec dziecku, zeby wybralo sobie zabawke jaka chce, a potem jej nie
      kupic, bo za droga.
      Mysle, ze zakazy i nakazy trzeba stosowac tam, gdzie wymaga tego szeroko pojete
      bezpieczenstwo dziecka. W sprawach 'miekkich' trzeba negocjowac smile
      • zona_mi ERIN 15.12.05, 12:22
        Nieśmiało się przypominam wink
    • ania.silenter Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:26
      Moje córki mają 22 miesiące i 7 miesięcy, więc jeszczewink)) nie mam tego
      problemu, ale, mimo, że też nie lubię różowego koloru, jeśli marzeniem mojego
      dziecka/dzieci będzie wściekle różowa bluzka, czerwone spodnie do tego i
      jadowicie zielone frotki do włosów to kupię jej/im ten "wykwintny" strójsmile. I
      będę udawała, że nie widzę jak gryzą się kolorywink. Mam nadzieję, że z wiekiem
      trochę wyrobi im się gustsmile.
      pozdrawiam
      • wielki_kot Aniu, 15.12.05, 12:36
        popieram. Mnie zdarzyło się prowadzić do przedszkola nieco dziwacznie pod
        względem kolorystycznym ubrane potomstwosmile, bo nasze wizje różniły się w
        stopniu znacznym...Nie mam zacięcia do prowadzenia wojen o takie, hm,
        nieistotne dla mnie szczegóły. Z czasem zaczniemy dobierać kolory razem.
    • lola211 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 12:32
      Zachowanie matki -beznadziejne.
      Moja córa akurat szczegolnej fazy na róz nie miala i nie ma, ale byly
      momenty ,gdy nasz gust sie mijal.Ona za nic nie chciala nosic sukienek,
      zwlaszcza takich na szelkach, ktore mnie sie z kolei bardzo podobaja.
      Ale oczywiscie skapitulowalam i nie dreczylam dziecka tym, czego nie lubi.Na
      zakupy ja zawsze zabieram, wowczas ma mozliwosc okreslenie swoich preferencji.
      Za to prawdziwe negocjacje toczymy w dziale z zabawkami, bo czesto jej wybory
      doprowadzaja mnie do rozpaczywink.
      • wielki_kot Lola 15.12.05, 12:37
        lola211 napisała:

        > Za to prawdziwe negocjacje toczymy w dziale z zabawkami, bo czesto jej wybory
        > doprowadzaja mnie do rozpaczywink.
        I jak sobie radzicie?
        • lola211 Re: Lola 15.12.05, 12:51
          A, to juz róznie bywa.Jestem stanowcza, jesli zabawka jest droga i według mnie
          beznadziejna- np. jakies interaktywne zwierze, ktore zaliczy kąt po 2 dniach.Tu
          prosby nie maja szans na realizacje.Ostatnio nekala mnie o lalke witch(w domu
          lalek pelno-Barbi w roznym wydaniu), obejrzalam to dokladnie i stwierdzilam, ze
          nie zaplace tyle za byle jak ubrana lale, z krzywo szytymi ciuszkami.Kupilam za
          te same pieniadze kucyka w rózowym domku(az zeby bola)i dziecko o witch
          zapomnialo.
          W kazdym razie staram sie zawsze jej pokazac to, co według mnie jest zabawka
          godna uwagi i czesto bywa, ze ja to tez zainteresuje.Czasem zas, jesli zabawka
          jest w rozadnej cenie ulegam i mimo ze nie popieram wyboru- kupuje.Tak bylo
          wlasnie z Barbie roznego rodzaju.
          Corka nie rozpacza z tego powodu, ze nie kupuje jej wszystkiego czego zapragnie.
          • wielki_kot Re: Lola 15.12.05, 12:59
            Ale w sumie, jeśli nie kupię Barbie czy czegośtam, co mi się nie podoba, to
            chyba się trochę zachowuję, jak opisana mama... Bo przecież taką Barbie też się
            można bawić - przebierać, "stworzyć" jej rodzinę - czyli jakieś walory
            edukacyjne posiada...
            A to już takie tam sobie gdybanie.
            • lola211 Re: Lola 15.12.05, 13:11
              Ta mama wrzeszczala- a nie powinna.Ciuszki dziecku kupic i tak musi, bo gole
              chodzic nie bedzie, a skoro dziecko marzy o rózowej bluzce, to trzeba byc bez
              serca, zeby dziecku odmówic tylko dlatego, ze mamy inny gust.
              Jesli stac mnie na Barbie, ktora chce córka, a ktora mnie sie nie podoba- mimo
              wszystko kupie, chocby dlatego, ze wiem, ze ona sie bedzie nia bawic.
              Jesli wybierze za droga zabawke, według mnie nieodpowiednia, nie kupie.I nie
              umotywuje tego, ze ja np. nie lubie interaktywnych kotów, tylko tym, ze taka
              zabawka bardzo duzo kosztuje, a wcale nie jest taka swietna, jak dziecku sie
              wydaje i mozna kupic w zamiast cos fajniejszego.
    • triss_merigold6 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 13:02
      Wprawdzie roczniak nie ma jeszcze ubraniowych czy zabawkowych wyraźnych
      preferencji ale: do ubrań wtrącać się nie będę (poza ograniczeniem cenowym i
      jakimś praktycznym tj. ciuch ma być funkcjonalny). U chłopców nie toleruję w
      zasadzie tylko jednej rzeczy - spodni murzyńskiego rapera z krokiem na
      wysokości kolan.
      Co do zabawek... miałam Barbie, pony, wściekle różową sypialnię Barbie i takie
      tam wymarzone zabawki więc rozumiem ciśnienie dziecka na konkretną rzecz.
      Dzieci chcą mieć to co ich koleżanki/koledzy, takie prawo wieku dziecięcego.

      Może mnie cofać od Action Mana czy innego Action shitu ale jeśli syn będzie
      tego bardzo pragnął to ok. przemogę się i kupię ale 1 zabawkę nie 20.

      Pamiętam, że zaliczyłam okres parszywego (z punktu widzenia mojej klasycznie
      eleganckiej mamy) gustu jako młoda nastolatka. Przeszło jak sen złoty z
      wiekiem... podobnie jak niektóre upodobania muzyczne.wink
      Reasumując: wyluzowałabym. Przedszkole to nie czas na naukę nonkonformizmu w
      kwestii gustu.
      • wielki_kot Triss 15.12.05, 13:31
        triss_merigold6 napisała:

        >U chłopców nie toleruję w
        > zasadzie tylko jednej rzeczy - spodni murzyńskiego rapera z krokiem na
        > wysokości kolan.
        Czy to znaczy, że nie kupisz, jak będzie na etapie takich gaci?
        • wesolek11 Re: Triss 15.12.05, 13:35
          Takich gaci to i ja bym nie kupiła. A zabawki drogiej, która i tak by zaraz w
          kącie leżała - też. Ale powiedziałabym, że jast za droga, jeśli rzeczywiście
          jest to prawda. I nie jest ważne wówczas czy mi się podoba czy nie.
        • triss_merigold6 Re: Triss 15.12.05, 13:38
          Nie wiem. Mnie one brzydzą nie tyle estetycznie co światopoglądowo. Do takich
          gaci pasują wysiadujący pod blokiem kolesie z fifką, smyczą na szyi i smętnym
          hip-hopem. O ile różowa cekinowa bluzeczka dla 6-latki jest do przyjęcia o tyle
          takie spodnie u nastolatka (jak dla mnie, podkreślam) mniej.

          Są rzeczy których nie kupiłabym na pewno: nie zgodziłabym się na ubranie w
          stylu "paramilitarne oddziały młodych faszystów", koszulka z napisem "White
          power" poleciałaby do śmieci z dziką awanturą. Mam nadzieję jednak, że uda mi
          nię NIE wychować młodego skina, faszysty czy innego śmiecia.
          • wielki_kot Re: Triss 15.12.05, 13:44
            triss_merigold6 napisała:


            >Mam nadzieję jednak, że uda mi
            > nię NIE wychować młodego skina, faszysty czy innego śmiecia.

            A, no właśnie: można się zarzekać, że zrobi się to czy nie zrobi tamtego, a w
            konkretnej sytuacji człowiek się poddaje. Nadzieja pomoże...smile))))
            • triss_merigold6 Re: Triss 15.12.05, 13:48
              Widzisz, gdyby syn zażyczył sobie takowych rzeczy oznaczałoby to moją porażkę
              wychowawczą. Nie kupiłabym, bo tu wchodzi w grę jasny światopogląd a nie
              preferencje kolorystyczne czy gust.
              Koszulka z napisem "White power" oddaje światopogląd rasistowski.
              Szmaciana bluza z listkiem marihuany to tylko kiepski gust i jakiś tam wyraz
              buntu młodocianego.
              W pierwszym przypadku przypuszczam, że zareagowałabym strasznie i zaczęłoby się
              od zmiany środowiska rówieśniczego syna.
              W drugim bym olała.
              • wielki_kot Re: Triss 15.12.05, 13:52
                Ano. Ryzyko porażki wychowawczej istnieje zawsze.
                Też mam nadzieję jakoś się z tego... wywinąćsmile))
    • palka_zapalka Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 13:35
      Ma prawo chcieć rózwą bluzeczkę , a nie jak mama np: niebieskąsmile
      To dziecko bedzie chodziło w niej.
      Moja córka często mówi mi, mamo ja nie lubię bluzeczek z guziczkami więc jej
      nie kupuje takich ma swoje prawa i moze też coś jej sie nie podobać , moze
      czegoś nie lubićsmile
      Nie lubi kalafiora to go nie je i juz nie ma wielkiego halo.
      Sa też pewne granice ustęps, ale jeśli mowa tylko o czymś takim to uważam , ze
      warto słuchać dziecka to rozwija.
    • anna-pia Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 13:37
      MOja 4-lata róbi róż i błękit, toleruje też inne kolory. Generalnie pozwalam
      jej wybrać np. sweterek pośród trzech, powiedzmy.
      Zaparłam się raz, w kwestii jednego ubranka - kiedy tesciowa nabyła jej
      spódniczkę - różową, a jakże - ale w fasonie zalatującym na milę pigalakiem.
      Wyjaśniłam dziecku spokojnie (raz czy dwa pozwoliłam założyć, ale tylko po
      domu), że babcia nie wykazała się gustem i ze to nie jest ubranko w dobrym
      guście. Spódniczka od trzech miesięcy leży na dnie szafy, a ja konsekwentnie
      odmawiam "poszukania jej". Ponieważ córcia koniecznie chciała cos różowego,
      nabyłam jej bluzę (różowe ohydztwo), z którego jest zadowolona. No ale to
      sportowa bluza, a nie spódniczka dla lolitki.
      • lola211 Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 13:41
        A mozesz opisac, jak taka spodniczka wyglada?
      • anna-pia przepraszam za błędy 15.12.05, 13:43

    • 76kitka Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 13:53
      Mój mały ma dopiero 19-cie miesięcy a jest pytany o zdanie, oczywiście w kwestiach nieprzerastających Go, ale potrafi zdecydować co zje na śniadanie, jaką zrobić Mu kaszkę, które spodnie założy, jaką mrożonkę wsypiemy do zupy. Jeśli potrafi powiedziec, to mówi, jeśli nie pokazuje palcem. Staramy się szanować Jego wybory, to wkońcu autonomiczna jednostka. Kiedy w sklepie z zabawkami zażyczył sobie wóżka, kupiliśmy wózek i do tej pory lubi bawić się w tatę, wozi misia i zabawka jest w użyciu. Jeśli jakiejś Jego prośby nie możemy spełnic, staramy się wytłumaczyć dlaczego, ostatnio zaczyna wchodzić w bunt dwulatka i czasem histeryzuje, ale co tam wyrośnie.
    • kaaari Re: Dziecięce prawo wyboru 15.12.05, 14:40
      Mamusia trochę zapatrzona w siebie. Od najmłodszych lat należy uczyć dzieci
      dokonywać wyboru.

      Kiedy Julka miała około roku "rozkoszne panie" w autobusie wołały - "jaki
      śliczny chłopczyk". Z premedytacją zaczęłam kupować jej różowe ubranka ,których
      ja bym w życiu na siebie nie włożyła (czułabym się jak landrynka).
      Teraz Julia ma 3,5 roku i pozwalam jej na decydowanie w sprawie koloru czy
      fasonu ubranek. Wcześniej jednak dokonuję selekcji cenowej i rozmiarowej.
      Z kupnem idiotycznych zabawek nie mam też problemu. Mówię że coś jest po prostu
      za drogie lub brzydkie i podsuwam jej puzzle ,które zresztą uwielbia.
Pełna wersja