ggosiek
11.01.06, 08:48
Czytam wątki na temat waszych teściowych jakie one są, do czego się
przyczepiają itp. Moja natomiast jest super, pomaga nie dogryza, taką to
tylko z latarką szukać. Ale za dużo to niezdrowo, Musi być zawsze jakiś
problem, a jest nim teść.
Znam go 6,5 lat. Moim teściem jest od 2,5 roku. Zawsze go lubiłam, można było
z nim pogadać pośmiać się. Ogólnie ideał. Do czasu!! 1,5 Roku temu miał zawał
i nagle facet który od 16 roku pracował zawodowo, musiał przejść na rentę i
do tego rzucić papierosy. Dobra spoko, każdemu mogło się to zdarzyć, ale od
tego czasu stał się nie do wytrzymania.!!! Nie rozumie problemów w pracy,
przecież wszystko można rozwiążać, nie rozumie że człowiek może być zmęczony,
że w pracy mogą go wykorzystywać, itp. Ale nie o tym chciałam pisać. A więc
stwierdziliśmy z mężem że to dobry czas aby pomyśleć nad dzidziusiem (chyba
bym się nie zdecydowała gdyby moja siostra nie urodziła synka-wybudził mój
sie instynkt macierzyński), a ze moja teściowa i mąż pracują na zmiany to on
w zasadzie siedziałby sporadycznie dzień lub dwa w tygodniu, jakbym wróciła
do pracy.
Niektóre z was stwierdzą ale jej dobrze ma z kim zostawić dizecko. Tak to
prawda, ale pojawiają się inne problemy.
Więc w licu urodziła się Martuśka, śliczna mała złośnica. Teściowie się
bardzo cieszyli pomino że mają wnuczka (odrębna historia, wnuczek wcale ich
nie zna chociaż przychodzi do drugiej swojej babci która mieszka w tym samym
bloku co my). więc nie mieli się w ogóle czasu nacieszyć wnuczkiem i całą
swoją miłość przelali na Martusię. Cieszyłam się że oni się cieszą do czasu.
Mój teścio wykazuje miłość egoistyczną do Marty. Nikt nie ma prawa jej wziąść
niż on. Były takie sytuacje, że np. moja mama przyjeżdżała do nas, Marta sie
jej bała to zabierał ją do innego pokoju aby nie płakała. Nie daje się
nacieszyć ją moim rodzicom, ma pretensje do wszystkiego,. Jak Marta płacze on
już jest bo ona płacze. Nic nie dają tłumaczenia, że dziecko czasami musi
popłakać, bo w końcu to jest dziecko, on i tak swoje robi. nie mogę w spokoju
jej nakarmić bo dziadek jest. Położe ją do łóżeczka i pójdę do łazienki on ją
weźnie, bo płakała (a onajak to 5-miesieczne dziecko zaczyna wyrażać swoje
uczucia i żaliła się, gawożyła). Wkładam ją do nosidełka w kuchni i robię
ciasto, ona z wielkimi oczami obserwuje co robię, a on trach już ją bierze na
rączki bo ona się nudzi. Daję jej (wtedy prawie 4 miesiecznemu dziecku)
grzechotkę on jej zabiera bo się walnie i zrobi sobie krzywdę. A jak ją
weźnie i zaczyna płakać to on tylko widzi dwa rozwiazania chce jej się spać,
albo jeść (wstała pół godziny wcześniej i zjadła 180 ml). Paranoja,
Przyjeżdżają goście a on sie mądrzy, jakby był jej matką. Szczerze to on w
ogóle nie zna jej i nie umie się z nią bawić. Przez niego Marta ma
rozregulowany cykl snu (usypia ją co godzinę, przez pierwsze dwa miesiące
musialam non stop bujać wóżek bo tak ją przyzwyczaił, że nie spała jak wóżek
się nie ruszał, nie mogłam nic w tym czasie zrobić)., butelkę robiłby co
godzinę. Poprostu mu odbiło, wiedziałam, że będzie się cieszył z wnuczki, ale
teraz to już przesadza. Efekt jest taki, że Marta uwielbia rączki, nie umie
sie sama bawić, dłużej niż 10 minut, a ja marzę żeby przyjść do domu z pracy
(wracam o 17.20) i sobie odpocząć.
Zwracałam uwagę mężowi na temat teścia wielkokrotnie jak tylko Marta
skończyła 2 miesiące. Ze nie umie się niczym zająć, że teścio tak się
zachowuje. Jacek to bagatelizował, mówił, że Marta ma jeszcze czas na
to.ciągle sie kłóciliśmy o to. A teraz jak wróciłam do pracy, wali się w
głowę i zastanawia dlaczego to bagatelizował, spadły mu klapki z oczu.
Dlaczego to opisuję? Bo sytuacja w domu staje się napięta, w szczególności
pomiędzy moim mężem a jego ojcem. Wczoraj jak wróciłam z pracy, to mój mąż
był strzępkiem nerwów. Usłyszał od teścia, że dziecko morduje (Martucha nie
chciała jeść, wpychali jej butelkę-a teścio stwierdził, że smoczek ma małe
dziurki, dizwne bo jak ja robię jej butlę to wypija całą bez żadnego płaczu),
że przeszkadza jemu jej płacz, bo ona nie może płakać, bo to jego wnuczka.
Efekt, mój mąż się zawziął i stwierdził że nie da mu dziecka do pilnowania i
dzisiaj wrócił z nocy o 6.30 i nie poszedł spać tylko pilnuje Marty.
Nie chcę żadnej kłótni ale ta cała sytuacja zaczyna mnie wkurzać, nie pozwolę
nikomu wtrącać się w kwestję wychowania córki a tym bardziej obrażać mojego
męża. Boję się że wybuchnę i coś powiem, bo narazie wiadomo teść to teść,
trzymam jężyk za zebami, ale nie wiem co będzie, bo zaczynam się dusić. Nie
chcę abyśmy sie pokłócili i aby teściowie stracili drugiego wnuczka, bo wiem
ile Marta dla nich znaczy, cieszą się podwójnie, ale jak tak dalej pójdzie to
boję się że z mojej córki wyrośnie albo mała terrorystka (dziadek jej
wszystko da) albo beksa (jak ciągle będize tak ułatwiał jej życie, przewróci
się to od razu bedzie ryczała). Zaznaczam że boję sie wpływu teścia na córkę.
Co ja do licha mam robić?