Dodaj do ulubionych

Młodzi contra Rodzice/Tesciowie

IP: *.* 27.11.01, 18:30
Przyznam, ze do napisania tego postu zainspirowala mnie moja Mama, ktora znow wyglosila niezbyt mila uwage pod mym adresem.No wlasnie, jak sobie radzicie w sytuacjach, gdy rodzice/tesciowie uracza Was niezbyt grzeczna uwaga na Wasz temat?Bo ja, przyznam, wcale sobie nie radze - odszczekalam sie i mama teraz siedzi naburmuszona - prawde mowiac nie odzywa sie do mnie.Moze mi cos poradzicie?Liczenie do dziesieciu (zanim cos powiem) nie pomoze - od razu mowie, w zbyt goracej wodzie kapana jestem ;)A moze jednak za wszelka cene liczyc?PozdrawiamYM
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 19:03
      Usmiechac sie, potakiwac ..., a swoje robic.
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 21:04
        Oj, tylko czasmi ciężko potakiwać. Dzisiaj moja tesciowa nie miała się czego przyczepić, więc zapytała, dlaczego nie daje Jaskowi(21miesięcy)kiszonej kapusty-a ja nato, że on nie chce i nie lubi. Tak szczerze to nawet wymiotuje bo kwaśnych rzeczach...Teściowa na mnie,że kapusta taka zdrowa, a ja sobie lekceważę. wytłumaczyła, że Mały ma wyniki wzorcowe i w ogóle... Ach, te teściowe!
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 21:19
          A ja wcale nie potakuję. Udało nam się z mężem jakoś wychować naszych rodziców, (zresztą prawdę mówiąc zawsze byli w porządku więc nie było z tym dużo pracy) że NASZE sprawy są NASZE i lepiej się nie wtrącać. Jakoś się tego trzymają i wręcz wychwalają nas jako rodziców. Myślę że w niektórych przypadkach (rodzice reformowalni) można ich po prostu nauczyć szacunku do siebie i swoich poglądów.
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 21:19
          Liczę do ... czasami nie warto z drobnego powodu psuć atmosfery. Teściowej tłumaczyłam (bo mały ma skaze a ona ciągle dopytywała się czy może już jeść normalnie itp.)Oni po prostu inaczej wychowywali dzieci - chyba odbija się tu m.in. róznica pokoleń.. Nie jest tak źle.
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 21:30
      Ja zawsze sie odszczekuje - tzn. trzymam twardy front - w sprawach dla mnie waznych. Mama sie obraza, ale za chwile juz chce sie pogodzic, bo nie lubi ciezkiej atmosfery (ani ja). Wtedy sobie pewne rzeczy tlumaczymy. kiedy ja zaczynam scysje, to ja przepraszam. Z tesciami w ogole nie mam spiec - po pierwsze mieszkaja 2000 km od nas (wiem, ze to luksus) a po drugie sa wspanialymi ludzmi, ktorzy nigdy nie wtracaja sie do naszych spraw (ani spraw innych swoich dzieci). Z mama tez rzadko sie widuje i moze tu tkwi tajemnica - skoro spedzamy malo czasu razem, to po co go marnowac na klotnie? Z mamami i tesciowymi, ktore lubuja sie w obrazaniu - wydaje mi sie, ze to lekko teatralne zachowanie, ktore nie ma u swego zrodla przyczyn merytorycznych, a jedynie chec zwrocenia na siebie uwagi, jak u dzieci. I jako takie to zachowanie nalezy traktowac. Uswiadomic starszym, ze zachowuja sie jak dzieci, zapytac o co tak naprawde chodzi.Magda
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 23:05
        Tylko, że są rodzice, którzy nie potrafią przestawić się z jednego "toru myślenia" na drugi, zrozumieć, że dziecko jest już dorosłe i ma pewne doświadczenia i przemyślenia, które - choć inne - wcale nie muszą być mniej wartościowe od ich doświadczeń.Przykładem jest moja mama. Wiem, że nigdy nie będziemy partnerkami w rozmowie, przyjaciółkami w trudnych chwilach. Moja mama nie chce ze mną rozmawiać o trudnych sprawach, nie chce bym ją zrozumiała i nie zależy jej na tym, by zrozumieć mnie. Woli niezobowiązujące gadki o rzeczach nieważnych - żeby się nie denerwować. Jakiekolwiek moje próby podjęcia tematu naszych relacji zawsze kończyły się totalną "obrazą majestatu". Widujemy się rzadko, mimo to mama zawsze na początku wizyty jest niezadowolona (powód się zawsze znajdzie), rzuca złośliwe uwagi i obraża się, kiedy zwracam jej na to uwagę.Potem jej przechodzi i jest miła. Tylko ja nie wiem kiedy jest sobą... jako jędza, czy "uprzejma urzędniczka".Piszę o tym, gdyż ostatnio przelała się czara goryczy.Wybieraliśmy się (Kristo, Mała i ja) do Kalisza Pom. - on w interesach, ja z wizytą u rodziny. Niestety Eleonora była nie w sosie i płakała jak tylko wyjechaliśmy ze Szczecina. Przed Stargardem stwierdziliśmy, że nie ma sensu męczyć dziecka i lepiej będzie, jeśli zostanę z nią u mamy, a Krzysiek pojedzie dalej sam . Zadzwoniłam więc do mamuśki i powiedziałam , że jestem w trudnej sytuacji oraz spytałam się czy mogę się u niej na kilka godzin zatrzymać. Mama na to, że może innym razem, bo czeka na gości. Przeprosiłam i się rozłączyłam. Sikora marudziła coraz bardziej i nadawała jak syrena. Pojechałam jednak do mamy. Domofon odebrał brat. Mama wiedziała, że to ja, ale gościom powiedziała, że to ktoś do jej syna. Siedziałam więc z niuńką w pokoju braciszka. Mama zajrzała do nas dopiero po 30 minutach i gdy zobaczyła, że Eleonora jest w dobrym humorze - porwała ją by pochwalić się gościom. Goście oczywiście okazali się starymi znajomymi, którzy mnie dobrze znali. Czuję się jak intruz w domu mojej mamy.Staram się ją rozumieć - jest zmęczona pracą, sytuacją życiową... Znam jednak ludzi będących w trudniejszej sytuacji, którzy mimo to są pełni ciepła i serdeczności.Nie rozumiem jednak np. jej podejścia do wnuczki - kiedy mała nie chce iść do babci, babcia unosi się honorem i odwraca się od dziecka. Nie stara się, żeby dziecko ją polubiło, nie stara się wnuczki poznać i "oswoić". Jest taką "urzędową babcią" - na dystans.Wybaczcie te smuty, ale mnie dopadło...Dorka
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie- do Dorki. IP: *.* 28.11.01, 10:03
          Wiesz co? Po przeczytaniu Twojego postu - wybacz - zrobiło mi się lżej na duszy. Kurcze, naprawdę Ci współczuję!! Ja nie mam lekko, ale moja Mama NIGDY nie zrobiłaby mi takiego numeru!!! Co ja mówię mama - nawet koleżanka nie postąpiłaby tak. Tego nie da się nazwać, nie obrażając nikogo, dlatego przemilczę. A jeżeli będziesz mieć problemy w okolicach Kielc - zapraszam do siebie. U mnie będziesz "przeczekiwać" w pokoju gościnnym, spędzając czas na pogaduszkach ze mną i ugoszczona czymś pysznym. Nie martw się, głowa do góry. Pozdrawiam Gosia1
          • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie- do Dorki. IP: *.* 28.11.01, 15:30
            Dziękuję, Gosiu1.Nie wiem, dlaczego, ale ciągle wierzę, że wzajemne relacje mamy i moje ulegną "ozdrowieniu". Mój mąż już dawno stwierdził, że nie warto tracić siły na ciągłe starania o przyjaźń mamy. Nie lubi do niej jeździć, jeśli już ją widzi, nie rozmawia z nią (co najwyżej "zdawkowo"). Ja tak nie umiem. Ale "Miejcie nadzieję..." Pozdrawiam Dorka
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice - u mnie straszny kryzys IP: *.* 28.11.01, 17:11
          Kochane dziewczyny,dziekuję, że poruszyłyście ten temat bo u mnie ostatnio duży kryzys z powodu stosunków z moją mamą.Poza tym jako osoba zawsze uległa swojej mamie, od jakiegoś czasu dostrzegam u mojej mamy zachowania z którymi nie mogę się pogodzić a wręcz mnie do niej zniechęcają.Moi rodzice rozwiedli sięponad 15 lat temu, tata po rozwodzie ożenił się dość szybko ponownie, z tego względu mama zabroniła mi kontaktu z ojcem, a po każdym z nim spotkaniu karała mnie awanturą i odrzuceniem.Stosunki z ojcem dla świętego spokoju musiałam ukrywać a w końcu całkowicie zerwać. Mama rówwnież zagroziła ojcu jeśli będzie się ze mną kontaktował. Dopiero niedawno po tych 10 latach nawiązałam z ojcem ponownie kontakt, dużo sobie wyjaśniliśmy, głównie przyczyny rozwodu moich rodziców. Przyczyny, które zawsze zdaniem mamy leżały całkowicie po stronie taty i mama nie dopuszczała do głowy innej prawdy. To poznanie całej prawdy i spojrzenie obiektywnie na całokształt spowodowało, że doznałam ogromnej ulgi. Tym samym dojrzałam jak mama bardzo raniła mnie swoim szantażem emocjonalnym, zabraniając kontaktów z ojcem, a nawet nie wolno mi było powiedzieć o nim dobrego słowa, gdyż urażona duma mamy powodowała, że dostawała furii i wyrzucała mnie z domu.Niedawno powiedziałam mamie, że odwiedzam ojca w jego domu. Mama dostała furii tłumacząc że bardzo ją tym zraniłam i ona nie może tego zaakceptować. Nie może podarować mi tego ze wspomniałam coś o tamtej kobiecie w bardzo zdawkowy sposób.Doszło do bardzo ostrej wymiany zdań, mama nie brała pod uwagę faktu, że jestem tuż przed porodem, kierowała się zaślepioną nienawiścią do ojca.Nie mogę tego zrozumieć jak można po tylu latach żyć w takiej zawziętości i nie potrafić wybaczyć dla swojego własnego dobra, dla swojego zdrowia psychicznego.Mama zachowuje się teraz wobec mnie agresywnie, robi rożne niestosowne uwagi, rzuca słuchawką.Jest mi bardzo ciężko bo kompletnie nie czuję sie winna i nikogo nie chciałam zranić, a mama stara się wpędzić mnie w poczucie winy.I tak to po tylu latach nastał kryzys moich relacji z mamą.Czuję, że odzyskałam ojca ale tracę matkę a do tego mama obraca przeciwko mnie resztę rodziny, i bardzo mnie to boli.Pozdrawiam serdecznie Anja
          • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice - u mnie straszny kryzys IP: *.* 29.11.01, 00:01
            I takiej postawy właśnie nie rozumiem ( u matek).Moja sytuacja jest podobna. Ojciec zostawił nas i założył nową rodzinę, gdy miałam 17 lat. Nie nienawidziłam go, gdyż uważałam, że pewnie miał swoje powody (ale go nie usprawiedliwiałam). Potrzebowałam ojca, więc na jego zaproszenie zareagowałam radością - pojechałam do niego i poznałam jego żonę. I tak zaczęłam tam bywać.Mama poczuła się zdradzona, w swym zaślepieniu opacznie interpretowała moje nastroje. Gdy wracałam od taty, byłam pozytywnie nastawiona do mamy, pełna serdeczności i chęci zrozumienia. Mama natomiast odbierała mój uśmiech jako zadowolenie z pobytu u ojca i nie mogła sobie odmówić zjadliwych uwag na temat mojej "nowej mamusi" ( jak określała żonę taty), ojca i mnie samej. Było nam razem ciężko. NIe potrafiłyśmy się dogadać, bo mama mnie nie chciała słuchać, a ja nie chciałam odgrywać narzucanej roli posłusznej, układnej córki. Awantury, przykre słowa typu "NIe podoba się , to zjeżdżaj do nowej mamusi, ona Cię rozumie" i mój sprzeciw wobec takiemu stanowi rzeczy sprawiły, że chyba w pewnym momencie zaczęłyśmy się nienawidzić. Wyjechałam więc do innego miasta. Myślałam, że gdy pobędziemy trochę w rozłące, zaczniemy tęsknić i szukać rozwiązania problemu. Tymczasem każda moja wizyta w domu kończyła się kłótnią, albo nieporozumieniem (mama źle odczytywała moje intencje a moje tłumaczenia, że to nie tak, jak się jej wydaje - nie pomagały). Pewnego wieczoru mama dała mi mocno do zrozumienia, że jestem dla niej rywalką, że moja młodość przypomina jej te wszystkie panienki, które wianuszkiem otaczały tatę (miał powodzenie, miał...)i dlatego czuje do mnie nienawiść. Oddalałyśmy się od siebie coraz bardziej. Choć często podejmowałam próby szczerej rozmowy, nawet proponowałam, żebyśmy poszły do psychologa - mama twierdziła, że nie chce rozmawiać, żeby się nie denerwować, a na propozycję odrzekła: "Ja nie potrzebuję psychologa, może ty tak..."Jednocześnie miała do mnie pretensję, że się oddalam.A pamiętam, jak kiedyś całowałam ją po rękach, powtarzając, że ją kocham, jak czekałam niecierpliwie, kiedy wróci z pracy, jaką radość sprawiało mi pomaganie jej i z jaką dumą trzymałam ją za rękę podczas wypadów do miasta (nawet jako nastolatka). To wszystko zniknęło.Wiem, że mama miała poważny kryzys po rozwodzie. W sumie do dziś chyba nosi w sercu zadrę. Próbowałam jakoś ją wesprzeć, ale widocznie robiłam to tak nieporadnie, że mama odtrącała moją dłoń. Rodzice zawsze nam powtarzali, że ich sprawy nie są naszymi i nie powinniśmy się wtrącać. w trakcie rozwodu mama dała nam do zrozumienia, żebyśmy zostawili ją w spokoju. Potem zaś miała pretensje, że jej nie wspieramy. A my po prostu nie wiedzieliśmy jak to zrobić, baliśmy się , że znowu nas odrzuci.Anja , ja się nauczyłam żyć z tym ciągłym poczuciem odpowiedzialności za samopoczucie mamy. Dopada mnie czasem taki żal, że nie potrafimy nawiązać prawdziwego kontaktu. NIe przeszkadza mi to jednak żyć swoim życiem. Mąż pomógł mi zrozumieć, że nie zmienię czegoś, co nie chce zostać zmienione. Widocznie mama ma już taką "konstrukcję".Cieszy mnie, że mama nie wtrąca się w moje sprawy, nie narzuca swoich poglądów, jednocześnie smuci mnie, że idzie to w przeciwnym kierunku - braku zainteresowania i chęci uczestniczenia w życiu wnuczki.Wyleczyłam się (choć nie do końca) z potrzeby przebywania z nią. Nauczyłam się nie reagować złością na to , co mówi. Potrafię powiedzieć jej, co mnie boli w jej zachowaniu. Patrzę na nią tak jak patrzę na ludzi - nie jak na matkę, lecz jak na człowieka. Omijam wtedy "pułapki emocjonalne" i wpojone szablonowe myślenie ("matka ma zawsze rację", "nie masz prawa mieć swojego zdania"), poza tym łatwiej ją wtedy rozumiem.Zostaliśmy nauczeni, że matka to świętość, której nie można poddawać krytyce - choćby jej postępowanie było okrutne. Dlatego przeżywamy boleśnie każde nieporozumienie i oskarżenia , każdą kłótnię. Nie potrafimy jej odsunąć tak, jak odsuwamy ludzi, którzy nam szkodzą.I cierpimy...
            • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice - u mnie straszny kryzys IP: *.* 29.11.01, 11:26
              Dorka-Twoja mama naprawdę potrzebuje pomocy psychologa, naprawdę. Znam podobną sytuację-tylko,że mąż tej kobiety zmarł. Nie wiem dlaczego nienawidziła swojej córk... Ta kobieta zaczęł pić, potem biła córkę-jeszcze nastolatkę. to długa i przykra historia... Dorka, zaciągnij mamę do lekarza-zanim stanie się coś złego. Ania
              • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice - u mnie straszny kryzys IP: *.* 29.11.01, 22:35
                Aniu - powtarzałem to Dorce wiele razy. Ale to nierealne. Tak kobieta nie uważa, że potrzebuje jakiejkolwiek pomocy - to świat jest nie w porządku, a nie ona. A jej rzeczywiście potrzebne są lata leczenia. Co zrobić - skoro ona odrzuca takie mysli (jak zresztą wszystkie inne) Do tragedii tego rodzaju jak opisałaś raczej nie dojdzie - na razie nie ma przesłanek, choć za parę lat - kto wie...Niestety z tego co obserwuję podobne rzeczy dzieją się w większości polskich rodzin. Myślę, że takie historie powinny nas - młodych rodziców szczególnie uczulać na to co mówimy i robimy ze swoim dzićmi - żeby się kiedyś w przyszłości nie okazało, że i dla nas jest za późno...
          • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice - u mnie straszny kryzys IP: *.* 29.11.01, 12:52
            Tak czytam opowiesci Dorki i Anji i mysle sobie:przeciez to moja Tesciowa ,wypisz wymaluj. Na dodatek identyczna sytuacja:po rozwodzie,tesc ma wlasne zycie,druga zone...Sytuacje podobne do tej jaka opisala Dorka tez nie sa nam obce,o nie. Pierwszy raz bylam w szoku-nawet na wiesc o tym,ze z `mama trzeba sie umowic`.Pozniej kolejny szok:dzwonimy i pytamy czy mozna wstapic a tesciowa na to,ze nie dzis bo idzie poplywac. Ogolnie jest mila osoba i tez sie nie wtraca do naszego zycia(poza pierwszymi reakcjami na nasze plany dotyczace rozmiarow rodziny ;) jednak tez nigdy nie da sie z nia porozmawiac glebiej niz o pogodzie i jedzeniu.Widac,ze sie miota,ze ma zal do calego swiata,ze trudno jej komukolwiek zaufac,ze zachowuje sie jak mala dziewczynka. Na wiesc o mojej pierwszej ciazy omal nie zemdlala a pozniej uczyla dziecko by sie zwracalo do niej per Alison a nie babcia bo ona do roli babci sie nie poczuwa.Teraz juz jest lepiej bo chyba odkryla,ze jest obiektem zazdrosci swych przyjaciolek-nie-babc. Jednak tez potrafi sie obrazic na dziecko i zachowywac jak przedszkolak.Jej zycie to ciagla pogon- sport,wyjazdy,praca oczywiscie ,usilowania by wygladac jak nastolatka...i bynajmniej nie matka czy babcia. Mat po kazdej rozmowie(standardowo co 2 tyg.)Odklada sluchawke i wpada w depresje. Wiadomo-to jego matka a wcale nie ma z nia takiego kontaktu jak z matka. Ja sie raczej uodpornilam ale mi przeciez latwiej.Swego czasu ta kobieta narzekala i obwiniala go,ze ja zaniedbuje,ze tak daleko mieszka-studia. Teraz mieszkamy o rzut beretem i coz z tego? Babcia `nie ma czasu` wiec widujemy sie raz na 3-4 miesiace-tak samo jak dawniej. Chcialabym by byla u nas takim naturalnym bywalcem-bysmy sie wszyscy oswoili z ta sytuacja i nie robili wielkiego `halo` z kazdej wizyty ale trudno to traktowac naturalnie skoro te wizyty maja miejsce pare razy w roku.I pozniej sie kobieta dziwi,ze dzieci do niej nie biegna na kolana!!!!!! Na szczescie jestesmy rodzina i to sie liczy. Z drugiej strony jest siostra Matta ktora nie ma nadal rodziny-mamusia zaszczepila w niej wyrachowanie w stosunku do mezczyzn i dziewczyna teraz sie miota az zal patrzec. Niedawno zerwala z chlopakiem-po wielu latach bycia razem. powod podobno tkwil w tym,ze on chcial zalozyc rodzine a ona wolala `na luzie i bez zobowiazan` by nie skonczyc tak jak mama. Wyjazdy z innymi facetami ktorzy byli w stanie zapewnic atrakcje typu rajd samochodowy,wakacje z kazdym tylko nie ze swoim facetem...w koncu sie rozpadlo a dziewczyna szybko znalazla sobie nowego partnera. Niestety ten skoncentrowany jest na zdobywaniu pieniedzy i nie ma dla niej czasu-starzy znajomi pozakladali rodziny i pozostala samotnosc i swiezo obudzony instynkt macierzynski. A facet nie chce chwilowo sie wiazac ani zostawac ojcem bo ma w planach zgromadzenie kapitalu zanim skonczy 40ke i pozniej przejscie na emeryturesmile-czyli jeszcze 8-10 latNo i kolko sie zamyka. dziewczyna jest w tak silnej depresji,ze ma mysli samobojcze i non-stop jest na lekach psychotropowych. Ostatnio rzucila prace i wpadla na pomysl,ze jedzie w swiat i bedzie podrozowala przez rok w poszukiwaniu siebie.Moze to i dobrze- w kazdym razie z dala od toksycznej matki ktora wcale nie pomaga a wrecz przeciwnie. Natomiast za stan corki obwinia eks-meza i ....Matta(bo jest niby takim egoista,ze,zamiast ochraniac siostre,zajal sie wlasnym zyciem i zalozyl rodzine ;pSzkoda tylko,ze nie przychodzi jej do glowy w jakim on sam byl stanie po rozwodzie rodzicow. Faktem jest,ze tez byl na skraju przepasci z myslami samobojczymi (bo mama byla tak zaaferowana wlasna sytuacja,ze zupelnie nie interesowala sie zyciem i problemami dzieci. Owszem, pytala od czasu do czasu czy wszystko w porzadku,ale to bylo takie pytanie retoryczne z poddtekstem:`jesli nie w porzadku to wole nie wiedziec`.I tak to sie przedzie. Rozwody to straszne cierpienie i chyba trudno uleczyc taka rane.Moze dopiero majac wlasna rodzine daje sie to jakos ukoic ale jednak pozostaje luka i pustka jesli chodzi o relacje z rodzicami. tego przeciez nie da sie zastapic. Taka moja refleksja. Dorko i Anju, ja tez mam wrazenie,ze wasze mamy potrzebuja pomocy.Podobnie jak moja tesciowa ale my czasem tracimy nadzieje,ze ona sie kiedykolwiek na to zdecyduje.Poki co wzbrania sie przed naturalnym procesem starzenia,mysle,ze chce przedtem ulozyc sobie zycie ale z drugiej strony....zwiazana jest z naprawde wspanialym czlowiekiem.Mimo to za wszelka cene usiluje zachowac dla siebie wlasne zycie-byc z kims a jednoczesnie byc niezalezna. To chyba taki strach przed zaufaniem komus,przed daniem siebie w 100%,na wypadek gdyby powtorzyla sie sytuacja sprzed 20 lat(tak tak-to bylo 20 lat temu) Sek w tym,ze nie dajac siebie do konca drugiej osobie, nie dostajemy tez wiele,nie jestesmy w stanie czerpac pelnej radosci i szczescia z tego zwiazku.Takie moje refleksje. Lagodne rozwody i przyjazne relacje eks-malzonkow i calej reszty zainteresowanych tak naprawde zdarzaja sie chyba tylko w filmach. Moze tylko sporadycznie w zyciu.No i wygadalam sie. Wczoraj mat mial wlasnie kolejna rutynowa rozmowe z mama i trzeba bylo go reanimowac.Stad chyba ta lawina uczuc.Sorry za smeceniesadB
            • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice -Bogusiu, Anju IP: *.* 30.11.01, 09:26
              Wspaniałą rzeczą jest to, że nam - "odrzuconym" dzieciom -udało się stworzyć ciepłe i przyjacielskie związki, w których szczera rozmowa i zaufanie jest podstawą szczęścia. I nawet, gdy pojawią się problemy, depresje - wiemy, że nasze staranie o poprawę przyniesie dobry skutek.Życie naszych matek/teściowych jest ich życiem - jeśli one nie chcą naszej pomocy, nie możemy na siłę ich "uleczać".Jest mi smutno z tego powodu, ale nie mam już siły zabiegać o jej względy i zrozumienie.Dorka
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 10:15
          Rzeczywiście, Dorko, nieciekawie to wygląda z Twoją mamą. UWierzysz, że mnie nawet nie przyszłoby do głowy dzwonić i pytać, czy mogę się przechowac z dzieckiem? Uważałabym to za cos najnormalniejszego. Choć wcale nie uważam, że poza tym mam normalnych rodziców i relację z nimi
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 22:20
      A ja staram sie być uprzejma,jeśli nie mam racji,natomiast w słusznej sprawie walczę jak lew,czasem tyle się we mnie nazbiera ,że wybucham ,tak jak dziś! Dorota
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 27.11.01, 22:40
      No dobrze, ale nie zawsze sie da posluchac i przejsc nad tym do porzadku dziennego.Na przyklad drazliwa kwestia wychowywania dziecka i sprzecznych polecen od rodzicow i dziadkow - podejrzewam, ze na tym tle wybuchaja jakies spory. Albo kwestia dawania dziecku do jedzenia niedozwolonych rzeczy. Jak dajecie sobie rade z probami ingerencji w Wasze prywatne zycie?
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie/nie zawsze jest łatwo IP: *.* 28.11.01, 00:05
        kilka dni temu tez o tym pisałam;A co powiecie na to? Kiedy teściowa dowiedziała się ze karmiąc Michała muszę byc ze względu na niego na diecie bezglutenowej powiedziała: kto to widział żeby być na chleb uczulonym. A zaraz potem ( chyba sobie to przemyślała) powiedziała: to na pewno dlatego że w czasie ciąży jadłaś za dużo chleba. ALe mi się miło zrobiło , nie ma co.Ale wzięłam ja na sposób . Przy najbliższej okazji zabrałam ją ze soba do pediatry. I tam "zadawałam" pytania . I babcia przestała opowiadąć bzdury.Teściowa jest u mnie drugi tydzień. Sama ją zaprosiłam, więc mam przynajmniej ta satysfakcję. Ale ile zniosę to moje..... Anuszka
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 09:00
        Moja teściowa twierdzi, że to jest nasze życie i się nie wtrąca ... ale zawsze ma coś do powiedzenia. Kiedy mój syn miał miesiąc wlazła podczas kąpieli do pokoju i "na sucho" w tym samym czasie pokazywała jak to ona robiła (oczywiście 27 lat temu)- nawet na nią nie spojrzałam-szlak ją trafił. Odwiedza nas z wielką łaską raz na miesiąc, zasypując mnie tysiącami rad. Ja jestem jędzą nie skorą do kompromisów, więc takie odwiedziny zawsze kończą się nastepnym problemem. Nie ukrywam już tego, że jej nie lubię i robię tak jak z moimi rodzicami - mówię o co mi chodzi, tego samego oczekując w zamian. Jeśli to nie skutkuje (teściowa) wykłócam sie o swoje racje. Pozdrowienia. Ola
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny. IP: *.* 28.11.01, 10:11
        Yenno, tu walczę jak lwica, jak lamparcica, jak rozjuszona furia!!! Jasno i wyraźnie określiłam swoje granice i nie daj Bóg, żeby ktoś je przekroczył.... I moi "kochani" teściowie, jak moja Mama doskonale o tym wiedzą i wiesz co? Po prostu boją się włazić na ten grząski grunt... Hi hi. Poza tym razem z mężem stanowimy tutaj nierozerwalny, nierozłączny duet, jedno dla drugiego jest oparciem i wara wszystkim od nas!!! Tylko nadal obowiązuje ta sama zasada: NIE KRZYCZEĆ, NIE PYSKOWAĆ, NIE STRACIĆ KONTROLI NAD SWOIMI WYPOWIEDZIAMI - wtedy będziesz górą!!! Pa Gosia1
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 07:54
      Yenna - dobry temat...Przyznam, że ja osobiście cienko sobie radzę...Szczególnie z moją mamą. Wiem dobrze, że dopóki nie wyprowadzimy się z domu rodziców, to nigdy nie będę przez nią traktowana po partnersku. Nie zrozumcie mnie źle - moja mama jst wspaniałą kobietą i bardzo się stara, szczególnie, żeby Grześkowi dobrze się u nas mieszkało - najlepszy dowód, że on złego słowa na teściową nie powie. A ja...pomimo, że dzielimy wydatki i prace domowe (nie w sensie dyżurów, tylko kto ma czas, gotuje albo sprząta), czuję się dalej jak mała dziewczynka. I zdaję sobie sprawę, że to prowadzi do nieporozumień, bo ja już zwykłe wyrazy życzliwości traktuję jak włażenie w moje sprawy...No, moja sytuacja, to przykład, gdy matka się nie wtrąca, a córcia szuka dziury w całym. Pracuję nad tym, ale chyba dopiero wyprowadzka na swoje (jeszcze dwa lata jak dobrze pójdzie) i poczucie, że jestem panią domu przywróci "normalność".A jeśli chodzi o sprawy żywienia dziecka (bo to jest najczęściej punktem zapalnym, co nie, dziewczyny? ;-) to muszę powiedzieć, że zarówno mama, jak i teściowa szanują moje zdanie, bo podpieram się słowem pisanym. Polecam.Pozdroweinia Agnieszka
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 09:21
      Czesć!Cos mi się wydaje że ten poscik się dopiero rozkręci, bo nie wiem jak inni ale ja mogę pracę doktorską napisać na ten temat. Tesciowa po ostatniej nocnej zadymie, kiedy to nie pozwoliłam zastraszać i wrzeszczeć na Miska, obraziła się (hurra-nawet nie wiecie jak się cieszę) i przez blisko miesiąc nie odzywa się. Do tej pory może ze dwa razy-przemówiła na moje pytanie, które musiałam zadać nie mając wyjscia. Gdy na początku,po mojej przeprowadzce do tesciów, prawie trzy lata temu moja szwagierka powiedziała że nie odzywała się z matką przeszło trzy m-ce pomyslałam że buja i zmysla. A dzis wiem że to możliwe. Choć w moim rodzinnym domu nie było sytuacji żeby ktos nie odzywał się do kogos dłużej niż 1 dzień. Ale wracając do tematu. Znosiłam wszystko, aż miarka się przebrała i nie dałam wyżywać się na moim dizecku. W innych sprawach olewałam "teksty" kąscliwe. A teraz wiem jaka jestem w oczach tesciowej, bo podczas kłótni mi powiedziała i najgorszemu wrogowi nie życzę żeby wysłuchiwał podobnych "wiązanek". Podsumowując: można olewać i nie słuchać, ale wtedy gdy gra toczy się nie o mnie ale o dziecko-walczę jak lew!Pozdrówaka Marta
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie- U mnie też niewesoła sytuacja.. IP: *.* 28.11.01, 09:51
      Yenno, ja też jestem w gorącej wodzie kąpana i zawsze, ale to zawsze mam własne zdanie NA KAŻDY temat. Ale tak właśnie wychowała mnie moja Mama i teraz mówię Jej że powinna mieć pretensje wyłącznie do siebie... A tak zupełnie serio, to radzę sobie tylko czasami, jak mam dość siły na to. Jestem w tej niewdzięcznej sytuacji, że nie mam rodzeństwa, a moja Mama jest sama od 27 lat - kiedy byłam mała mój ojciec odszedł od nas. Tak więc, jak łatwo się domyślić, moja naprawdę kochana Mama żyje moim życiem. Nie ma własnego, i za nic na świecie nie chce go sobie stworzyć. Jeśli Jej to proponuję, następuję lawina łez i wyrzutów, że całe życie poświęciła mnie a ja teraz - niewdzięczna - chcę Ją zostawić samą! A uwierz mi, tak nie jest!! Ja po prostu jak każda kochająca osoba chciałabym widzieć Ją radosną, szczęśliwą, uśmiechniętą, i nawet chciałabym aby mówiła, że za nic nie może np zostać z dziećmi, bo... idzie do znajomych. Nawet przestaliśmy Jej zostawiać dzieci, żeby odebrać chociaż tę broń - "nie mogę iść, bo mam obowiązki - dzieci". Czasem czuję się taka zmęczona... Mam "dopiero" 34 lata, dwoje dzieci i naprawdę jeszcze młodą Mamę (54 lata), i chciałabym dopóki można czasami poprosić o radę właśnie Mamę, do Niej pójść i się np wypłakać. I nie mogę. Czuję się, jakbym miała na stanie troje dzieci. To nie babcia piecze moim dzieciom smakołyki, to nie babcia przyjeżdża do wnuków, jak mama chora, z gorącym obiadkiem... Może i jestem egoistką, ale chciałabym jeszcze choć czasem po prostu sobie spokojnie pochorować!!!! Wyleżeć choróbsko w łóżku i nie martwić się o nic!! A nie mogę.. Kocham moją Mamę nad życie, wychowała mnie sama i było Jej bardzo ciężko, ale czasem mam dość. Właściwie prowadzę dwa domy, Mama przyjeżdża do mnie i np mówi na co ma ochotę, i ja to gotuję, oprócz obiadu dla mojej rodziny... Gdy choruję, łażę po domu z gorączką (mąż musi pracować, jako jedyny na razie pracuje w naszym domu, nie stać nas na Jego urlop), a Mama jeszcze narzeka, jak mogłam dopuścić do zaziębienia - może to i wypływa ze zmartwienia o mnie, ale ja mam w nosie takie zmartwienie... I wiesz co? To jeszcze jestem w stanie znieść - Ona naprawdę nie miała łatwego życia, nie miał Ją kto rozpieszczać, nie buntuję się, mam w sobie tyle miłości, że mogę to być ja tą rozpieszczającą. Ale jedno mnie wkurza - i tu wreszcie dojdę do meritum sprawy (przepraszam, to był Twój post, a ja się tak rozpisałam na temat swojego życia...) - cholernie wkurzają mnie Jej bardzo niesprawiedliwe uwagi, komentarze, sugestie itd, itp. Czasami, jak "dowali" to mi sie żyć odechciewa. Jedynym sposobem na to, żeby "uciąć łeb hydrze" zanim rozpęta się burza jest MILCZEĆ. Udawać, że się przyjęło sugestie, że uważnie się słucha i.... nic. Przecież i tak zrobię po swojemu! Ale Ona nie musi o tym wiedzieć. A jeżeli spyta, to wtedy bez wdawania się w szczegóły i co najważniejsze (!) BEZ TŁUMACZENIA SIĘ (w końcu jesteśmy już dorośli i odpowiadamy za swoje czyny przed sobą) powiedzieć: tak zrobiłam inaczej, bo tak uważałam za stosowne. Jeżeli się obrazi to trudno, Jej prawo. Odobrazi się szybciej niż sądzisz. Skąd to wiem? Bo byłam aż u mądrej pani psycholog, tak mi dopiekło moje życie. I teraz jest mi dużo łatwiej. Po prostu dałam prawo mijej Mamie do wypowiadania swojej kwestii, ale bez gwarancji, że cokolwiek wykorzystam. A co Ona z tym zrobi, to już nie moja sprawa. Tylko pod żadnym pozorem nie wolno pyskować. To na nic. Wtedy traci się kontrolę nad sednem sprawy. Życzę Ci naprawdę dużo cierpliwości w walce o spokój i harmonię. Pozdrawiam Cię serdecznie Gosia1
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 10:27
      hejJestesmy 8 lat po slubie. Na poczatku (kiedy ja jeszcze studiowalam i nie pracowalam) tesciowie jak gdyby uzurpowali sobie prawo do wtracania sie w nasze sprawy dlatego, ze pomagali nam finansowo. Doprowadzalo mnie to do szału a ze jestem zodiakalnym skorpionem i przyznaje: nie umiem trzymac jezyka za zebami gdy cos mi nie lezy wiec pare razy powiedzialam wprost, ze to mi sie nie podoba. Tak wiec tesciowie zaczeli nas odwiedzac raz na dwa miesiace. Potem jak poszlam do pracy i w sumie zaczelam zarabiac wiecej niz moj maz tesciowa w ogole odwiedzala nas raz na pol roku (mieszkamy w jednym miescie). Teraz po 8 latach nasze stosunki ukladaja sie dobrze ale nie jest to uklad jaki mozna sobie by bylo wymarzyc. Przeciwienstwem sa moi rodzice, ktorzy tez na poczatku nas wspomagali (robia to zreszta nadal z czystej milosci-w szczegolnosci do wnukow) ale nie wtracali sie w nasze zycie (zreszta nie pozwolilabym na to). Tak wiec trudno mi cokolwiek radzic-ja opisalam jak ja rozwiazywalam tego typu problemy, byc moze nie spotka sie to z poparciem u Was-moze faktycznie lepiej przemilczec i tak robic swoje ale sorry-ja nie potrafie.PozdrawiamAga
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej na 1 rocznice slubu IP: *.* 28.11.01, 16:17
        Skoro mowa o mrozonych kaczkach i mandarynkach to ja tez cos dodam. Na 1 rocznice slubu dostalismy od matki mego meza wieeeeeeelki gobelin na sciane z wizerunkiem Matki Boskiej. Jestem osoba wierzaca zaznaczam ale to byl gobelin rodem z domu Pawlakow i nijak nie pasowal do naszego mieszkania. Gdy przez rok nie pojawil sie na naszej scianie tesciowa kazala go oddac i dala go na gwiazdke drugiemu mezowi siostry mojego meza (zreszta Niemcowi)No comments :gun:Aga
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej na 1 rocznice slubu IP: *.* 28.11.01, 18:42
          A my dostaliśmy od moich teściów na ślub "ikonkę" z wizerunkiem Matki Boskiej, chociaż mąż zapowiadał rodzicom, żeby takiego kiczu nie kupowali, choć sytuacja wyznaniowa jak wyżej u Agi. Jest w domu, ale nie wisi, bo też do niczego nie pasuje.:hello:Kasia R
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy na 1 rocznice slubu IP: *.* 29.11.01, 11:09
          Dziewczyny, jakże ja byłabym szczęśliwa, gdybym dostała od teściowej wizerunek MAtki Boskiej...Ale go nie dostanę, mimo że cieszyłabym się z najbardziej kiczowatego, odpustowego, paskudnego obrazu... Moja teściowa wyznaje inna wiarę. I tu naprawdę jest problem, bo o wiele lżej przyjmować nawet kiczowate Matki Boskie niż być wyśmiewanym, że ma się w domu obrazy świetych... Naprawdę. Moja teściowa przerosła chyba Wasze teściowe. Kiedy dowiedziała się, że się zaręczymy, oświadczyła,że ma już dla mnie przepiękny pierścionek zaręczynowy...Dobrze,że zobaczyłam go przed zaręczynami. Był okropny, kupiony w ZSSR jeszcze, wielki, niezgrabny, rogaty. Czułam, że promieniuje jakąś złą energią (poważnie). Naprawdę w życiu tak paskudnego pierścionka nie widziałam. Mama, babcia i ciotki(które też widziały to paskudztwo) zbuntowały mnie, że same wybierały sobie pierścionek-taki jaki chciały. Trzydni przepłakałam w poduszkę i wreszcie powiedziałam mojemu prawie narzeczonemu, że nie podoba mi się pierścionek, który przywiozła od ruskich jego mama. A teściowa oswiadczyła,że do tego są kolczyki(brrrrrrr) i jeszcze 2 takie komplety ma dla ewentualnych wnuczek. Na szczęście ukochany mnie zrozumiał. Sama wybrałam sobie pierścionek-taki o jakim marzyłam-z niebieskim szafirem. Kocham mój pierścionek-nie lubię go zdejmować-czuję, że przynosi mi szczęście. Od zaręczyn sporo wody upłynęło-od dawna jesteśmy małżeństwem i rodzicami. I cieszę się, że wtedy odważyłam się powiedzieć, że nie podoba mi się ten paskudny ruski pierścionek. i wiem, że zareczyłam się z obecnym mężem a nie teściową.Ania
          • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 29.11.01, 11:12
            Trochę żle tytuł wyszedł przez pomyłkę. Pierśconek-po prostu na zaręczyny a nie na I rocznicę.Ania od pierśconka z szafirkiem-za pomyłkę przepraszam.
            • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 29.11.01, 17:42
              Pierścionek! Może troszkę nie na temat... Hi hi- to mi coś przypomniało.Wprawdzie po latach lubię moją teściową, bo nauczyłam się po prostu lubić ludzi ( nawet teściową!) i doszukiwać w nich dobrych cech , to jednak mnie korci, żeby opisać surrealistyczną historię z pierścionkiem zaręczynowym.Otóż mój ślub zawarty dawno temu , na pierwszym roku studiów był od początku dość awangardowy . O pierścionku zaręczynowym w malignie miłosnej mąż mój nie pomyślał ze względu na kontestowanie każdej tradycji ( aż dziw, że żenić się chciał) Ale, ale... przed ślubem podczas spotkania z moją rodziną ( osobny temat ) teściowa wyjęła uroczyście z czeluści torebki jakiś przedmiot i podając mi go ponad stołem rzekła " Megi ( mówi na mnie Megi) tu masz skromny pierścionek zaręczynowy". I wtedy wszyscy osłupieli.Był to wielki klejnot w kolorze srebrnym, ale nie ze srebra tylko z jakiegoś bliżej nieokreślonego metalu, z wielkim oczkiem ze szkiełka niebieskiego , pogięty i solidnie zmaltretowany, widać, że ząb czasu na nim sobie nieźle używał. Zaraz mi zleciał z palca bo był wielki jak bransoleta i pasowałby chyba tylko na łapsko Wielkoluda. Już myślałam, że to jakiś rodzinny klejnot, kiedy usłyszałam wyjaśnienie, że został on znaleziony w parku podczas klasowej wycieczki przez uczennice mojej teściowej i oddany jej przez owe uczennice w akcie prawomyślnego lizusostwa ( jak mniemam) tzn. żeby się przypodobać pani i okazać uczciwość w kwestii rzeczy znlezionych. I taki pierścionek, nie wiadomo czyj i po kim dostałam a na dodatek nic nie kosztował.Słyszałam, że teściowa jest chmmm..... oszczędna więc miałam pierwszą próbkę.Małżeństwo zresztą okazało się super, a pierścionek trzymam na pamiątkę . Może go dam synowej ? hi hi
              • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 29.11.01, 20:22
                hihihiMoja tesciowa tez jest "oszczedna". Do tego stopnia, ze jak przychodzi do jedynego wnuka ( a przychodzi naprawde bardzo, bardzo rzadko) to nic mu nie przynosi. Na pytanie Wojtka: co mi przynioslas? odpowiada: nic, ale kupilam ci prezent na urodziny (za miesiac!!!). Mnie i meza trafia w tym momencie - kupuje dziecku uzywane zabawki (!!!) (a ma pieniadze i stac ja na nowe) i tylko wiecznie obiecuje. Juz mi sie przewraca wszystko w srodku jak wiecznie obiecuje dziecku (3 lata), ze mu cos kupi, wrecz deklaruje sie, ze kupi mu wszystko. A nie kupuje nic....Nawet jak jej powiedziec co, gdzie i za ile ma kupic dziecku to nie kupuje! A jak dziecko poprosilo ja o konika na biegunach - jakies 3 miesiace temu- to zadzwonila do mnie na drugi dzien, zebym pochodzila po sklepach i poszukala! Ja to mam tesciowa!!!Dorzuce jeszcze, ze nie pracuje i mieszka w tym samym miescie.I jeszcze cos...Jak musialam isc do szpitala, to ona "nie miala czasu" zajac sie wnukiem (jak maz do niej pojechal to albo ogladala telewizje albo goscila kolezanki). Moja mama mieszkajaca 450 km od nas brala urlop z pracy i przyjezdzala, a jak moja choroba przedluzyla sie o ponad miesiac - to wziela urlop bezplatny... A moim rodzicom niestety nie przelewa sie...O tesciu nie pisze - w zasadzie nie spedzil z Wojtkiem ani jednego, ba ani cwierc dnia! W zasadzie jest tylko wirtualny.No i jest mi lzej.Pozdrawiam eDorka
                • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 30.11.01, 08:40
                  jak czyta, te posty to mam dziwne wrażenie, że wszystkie polskie dziewczyny uważają, że pomoc rodziców i teściów swoim juz dorosłym dzieciom to ich świety obowiążek. A może, moje drogie, rodzice/teściowie chcą pozyć sobie wreszcie sami skoro już wychowali swoje dzieci? W końcu to wy same zdecydowałyście sie na dziecko i wiedziałyście chyba co sie z tym wiąże. Moja teściowa też nie kupuje nic mojemu dziecku ale nie mamo to do niej pretensji, urodziłam przez cesarke, ale od momentu powrotu do domu nikt mi poza męzem nie pomagał (i był to najlepszy czas, pomimo tego że czasem byłam tak bardzo zmeczona), jak jestem w pracy małym zajmuje sie opiekunka, a jak chcemy gdzieś wyjść to wychodzimy z dzieckiem. Czasem jestem zmęczona tą sytuacją, ale to jest moje dziecko i mój obowiązek zadbać o niego, a nie moich rodziców czy teściów. Sylwia
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 30.11.01, 09:30
                    Sylwia, masz racje. Ale sama powiedz - ladujesz w szpitalu na 1,5 miesiaca - ktos przeciez musi zarabiac na rodzine! A jezeli jest babcia, ktora nie pracuje i ma niedaleko - to chyba naturalne, ze przyjdzie i pomoze, nie? A jesli chodzi o kupowanie prezentow, to chyba mnie zle zrozumialas - chodzilo mi o to, ze ona obiecuje dziecku zlote gory -a potem albo o tym nie pamieta albo nie chce jej sie pochodzic za tym po sklepach. Wiesz, takie robienie dziecku nadziei na cos, czego i tak nigdy nie dostanie.A poza tym lzej czlowiekowi jak sie wyzali ;) .eDorka
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-do Sylwii IP: *.* 30.11.01, 09:37
                    sylwia napisała/ł:> jak czyta, te posty to mam dziwne wrażenie, że wszystkie polskie dziewczyny uważają, że pomoc rodziców i teściów swoim juz dorosłym dzieciom to ich świety obowiążek. Oj, Sylwio...wszystkie oprócz Ciebie jednej prawda? Przepraszam, nie mogłam sobie darować, bo gdy czytam takie generalizujące wypowiedzi, to od razu dostaję kolców na grzbiecie ;-)Nie chodzi o to, że ktoś uważa pomoc rodziców za ich obowiązek. Chodzi o to, że rodzice często sami chcą pomagać (bo tak jest od wieków - najpierw jesteś dla rodziców dzieckiem, potem partnerem, a potem opiekunem - i to jest najbardziej naturalny układ). Mnie by nigdy przez myśl nie przeszło, żeby czegokolwiek od rodziców wymagać - mogę co najwyżej poprosić. Tak jak oni mogą mnie poprosić o pomoc.Nie wiem, ja Ty, ale ja nie zauważyłam w wypowiedziach dziewczyn postaw roszczeniowych. Pozdrawiam Agnieszka
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy IP: *.* 30.11.01, 10:35
                    Coz, sylwiu - najprawdopodobniej rozpetalas burze.Moze odpowiem za siebie i opisze, jak jest u mnie.Kiedy urodzilam Michala, uznalam, ze nie potrzebuje niczyjej pomocy i ze wszystkim dam sobie rade sama. Moja mama znaczaco pukala sie w glowe, gdy slyszala takie oswiadczenia, tesciowa zadzwonila (!) i sama narzucala sie z pomoca. Ale nie - uparlam sie i tyle.Oczywiscie te moje "silaczkowe" zamaiary przyplacilam potem ciezka depresja i totalnym zmeczeniem, ale to juz inna historia.Na nowo organizowalam nasze zycie. Malenkie dziecko, dwa koty i pies w domu, w ktorym maz bywal wowczas rzadkim gosciem (praca - 2 etaty, delagacje, sympozja, szkolenia, fuchy) to juz spore obciazenie. Wiec postanowilam zatrudnic kogos do pomocy w domu. Sprzatanie i przede wszystkim wyprowadzanie psa na spacer - czas pracy sprowadzony do codziennych obowiazkow, uklad taki, ze im krocej tym lepiej(trudno mi bylo kazdego dnia taszczyc wozek i ciagnac 40-kilowego psa na smyczy, czasem pies chcial wyjsc wtedy, gdy dziecko spalo, czasem wtedy, gdy dziecko jadlo, a czasem wowczas, gdy padalam, ze zmeczenia... ).Wtedy myslalam, ze gdy Michal podrosnie, zatrudnie opiekunke na czas mego pobytu w pracy. Jednak zycie zweryfikowalo moje plany. Dlaczego? Pierwsza osoba do pomocy w domu - czysto przez dwa tygodnie, potem totalne olewanie pracy (z malym dzieckiem trudno chodzic za pracownikiem i pokazywac, gdzie brudno). Potem druga osoba... Piąta...W tej chwili korzystam z uslug studentki. Nie jestem na 100 procent zadowolona, ze zycie mnie nauczylo, ze dobry pracownik to taki, ktory po pierwsze jako-tako (!) posprzata (alez zweryfikowalam swoje oczekiwania) i bedzie jak najmniej odczuwalny.Z tej lekcji wyciagnelam jeden wniosek - z opiekunka bedzie tak samo.Wiec uleglam mamie, ktora przekonywala mnie ponad pol roku, zebym skorzystala z jej pomocy, i na czas mojej nieobecnosci to ona jest z Michalem.Jestem jej za to niezmiernie wdzieczna, wiem, jakie to z jej strony wyrzeczenie.Ale tez wiem, ze ona na pewno dobrze zajmie sie moim alergicznym dzieckiem. Ze nakarmi mojego niejadka (a nie wyrzuci jedzenie do kosza i powie, ze dziecko zjadlo), przewinie na czas, ze wyprowadzi na dlugi spacer i ze... bedzie kochac to moje dziecko, bawic sie z nim, jak ze swoim...TO naprawde duzo.Chcialam placic mojej mamie za pomoc - obrazila sie.Coz, moge wiec byc tylko jej wdzieczna.Pomimo tego, ze moja mama uwaza, ze osoba do pomocy w domu to przesada - ciagle zatrudniam taka osobe (nie chce obciazac mamy codziennymi porzadkami - przy dwoch kotach, psie i malym dziecku jest co robic w domu). Dodam, ze mieszkania dorobilismy sie sami (choc rzeczywiscie rodzice nam podarowali ksiazeczki mieszkaniowe na ktorych byla zgromadzona niewielka, jednak ogromna, jak na ich finansowe mozliwosci, kwota).Wiesz, nie lubie, gdy ktos generalizuje.Nie oczekuje pomocy od rodzicow - jestem dorosla i ponosze konsekwencje moich decyzji (oboje w koncu zarabiamy, potafimy wiec zabezpieczyc nasze potrzeby, odlozyc na przyszlosc...)To czego w takim razie oczekuje od rodzicow czy tesciow?Chce tylko dyskusji, partnerskiej, takiej w ktorej sie nie tylko mowi, ale i slucha.Od tesciowej zas oczekuje odrobiny zrozumienia, akceptacji i cieplego slowa (a nie wiecznych wyrafinowanych zlosliwosci).Dlatego wlasnie zadalam pytanie: jak sobie radzic w konfliktowych sytuacjach. Bo takie, z racji naturalengo konfliktu pokolen, sie zdarzaja niestety i juz. Trzeba sie z tym pogodzic.I nie oczekiwalam takie spuentowania problemu.Pytanie brzmialo: jak reagowac w trudnych, konfliktowych sytuacjach?I dziewczyny rzeczywiscie staraja sie opowiedziec, jak to robia. Czasem tez przytaczaja przykladowo konflikt, na ktorego tle wywiazuje sie sprzeczka.Ale nie ma w tym niczego zlego.Wiesz, nie odnioslam wrazenia, ze ktoras z nas jest nastawiona na branie.Raczej wszystkie mowimy o nieustajacym poszukiwaniu w rodzicach czy tesciach akceptacji.Zle nas zrozumialas, sylwiu.PozdrawiamYennaM
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Sylwii, eD i nie tylko IP: *.* 30.11.01, 11:29
                    Sylwia, zgadzam się z Tobą. To nasze dzieci i nasz problem. Nie można wymagać od rodziców, żeby kupowali pomagali i nie wtrącali się, nie udzielali rad. My też wychowujemy nasze dzieci sami z mężem. I jeżeli rodzice mi pomogą to jestem im wdzięczna. a jeśli chodzi o kupowanie... to babcia kupuje TYLE i przy każdej okazji (nawet wyjścia na spacer), że już nie mam siły. Wolałabym, żeby nie kupowała całkiem nic niż aż tyle. Ech te synowe, nigdy im nie dogodzi.Pozdrawiam serdecznie.
                    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Sylwii, eD i nie tylko IP: *.* 30.11.01, 11:50
                      Teraz doczytałam do końca i spieszę z wyjaśnieniem. Znam dziewczynę, która ma dwoje dzieci (3 latka i półtora roku). Babcia jej bardzo pomagała. A ona stwierdziła, że skoro babci tak dobrze idzie, to ona wraca do pracy, a babcia zostaje z dziećmi. Oczywiście nie spytała babci o zdanie. Babcia się zbiesiła i przestała przychodzić. Ja też korzystam z pomocy babć, ale wcześniej pytam pięć razy, czy aby na pewno nie mają innych planów. I jestem im BARDZO wdzięczna i BARDZO dziękuję.PozdrawiamPS A z postawą roszczenniową dzieci wzgl. rodziców spotykam się często, niestety.
                      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Goski i nie tylko IP: *.* 01.12.01, 09:53
                        Postawa roszczeniowa...?Chyba nie - j apo prostu wychowalam sie w rodzinie "pro-rodzinnej", w ktorej swieta spedza sie z rodzina, a gdy ktos potrzebuje pomocy - to sie ta pomoc po prostu daje. Taj zostalam wychowana - rodzina nie konczy sie dla mnie na mezu i dziecku, to takze babcie, dziadkowie, ciotki itd. A rodzice meza maja inny model zycia - swieta spedzaja ze znajomymi. I ja o tym wiem i staram sie to rozumiec. Niestety sa sytuacje, w ktorych wymagam rzeczywiscie tej pomocy i wtedy mozna powiedziec, ze przybieram postawe roszczeniowa. I wcale sie z tym nie kryje, jak juz napisalam - ja tak zostalam wychowana, w takiej rodzinie wzrastalam. Zreszta nie prosze o pomoc na co dzien, tylko wtedy, kiedy jej naprawde potrzebuje - chyba mam takie prawo? A o pomoc prosze naprawde bardzo rzadko - w tym roku chyba tylko raz, wlasnie wtedy jak poszlam do szpitala, a w domu zostawilam meza z grypa i dziecka z zapaleniem ucha. Uwazam, ze tesciowa dla wlasnego syna - bo wtedy to raczej dla niego ta pomoc byla - mogla poswiecic te 3 dni! A niestety, nie zrobila tego.Nie chce wywolywac na forum jakiejs dyskusji na ten temat - nie o to mi chodzilo. Jak juz napisalam w pierwszym poscie - jest mi lzej, lzej, ze to napisalam. I tylko o to mi chodzilo. Pozdrawiam wszystkich i zycze udanych stosunkow rodzice/tesciowie-myeDorka
                        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Gosi1 i eD IP: *.* 02.12.01, 19:38
                          Dziewczyny przepraszam Was. Trochę nie tak odebałyście mój post. Sytuacje, które opisujecie są trudne, a w trudnych chwilach (choroba, szpital) człowiek powinien móc liczyć na rodzinę (mamę, siostrę, brata teżściową). Mnie chodziło o zupełnie inną "postawę roszczeniową" (wyjście do kina, wyjazd na wakacje, czy jakieś inne widzimisię). Przepraszam, jeśli Was uraziłam. Jstem pełna podziwu, zwłaszcza dla Gosi1. Pozdrawiam serdecznie.
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy do Sylwii!!! IP: *.* 01.12.01, 10:50
                    Sylwia, ja sobie zdaję sprawę z tego, że rodzice nasi nie mają absolutnie żadnego obowiązku wyręczania nas - dorosłych w naszych codziennych sprawach. To nasze życie i to my musimy poradzić sobie ze wszystkimi kłopotami dnia codziennego. Ale do licha!!!! Do kogo udajemy się, gdy życie nam dopiecze?! A właściwie do kogo powinnyśmy... Bo ja idę do obcych... Nie do rodziców, tylko do koleżanek. Mimo, iż kocham moją Mamę bardzo, jeżeli chodzi o Nią - wolę uniknąć "trucia" i biadolenia. Natomiast teściowa..... Przytoczę tylko jedną sytuację. Sylwia urodziłaś dziecko przez cesarkę, ale z Twojego listu wynika, że miałaś wtedy tylko jedno dziecko, właśnie to maleństwo. Tak to ja też bym dała radę sama, i niech wszyscy idą do diabła. Ale ja urodziłam przez cesarkę swoje drugie dziecko - Krzysia. W domu czekała na mnie córa Ania. Pod koniec ciąży miałam hemoglobiny 8,2 czyli ostrą anemię. Po cesarce spadła jeszcze do 6,1. Jak wróciłam do domu chodziłam po ścianach. Mój mąż tak jak napisałam w którymś poście jest jedynym pracującym w naszym domu, a charakter pracy ma taki, że jeśli nie pracuje (np. urlop) - nie ma pieniędzy. Więc po trzech dniach musiał wrócić do pracy. Zostałam sama (nieprzytomna) z dwójką dzieci. Moja Mama i teściowa pracują w szkolnictwie. To były wakacje. I każda z nich oglądała się na tę drugą, oczekując że to właśnie ona pomoże zabierając np na obiad do siebie Anię. Tylko tego oczekiwałam. Ze wszystkim innym dałabym sobie radę!!! Tylko gotowanie wykańczało mnie. A mój mąż zaproponował, że On będzie się żywił na mieście. Niestety, dla Ani i tak musiałam stać przy garach. Czara goryczy przelała się, gdy dostałam krwotoku i zapalenia macicy. Byłam sama z dziećmi. Mąż wtedy jeszcze nie miał komórki, był nieuchwytny. Zadzwoniłam przerażona do teściowej (tylko Ona była pod telefonem). Stałam przy telefonie, krew lała mi się po nogach, w pokoju ryczał Krzyś, Ania patrzyła przerażona - a moja teściowa odpowiedziała mi: kochanie, żebyś ty wiedziała, jak ja się czasami źle czuję..... Odłożyłam słuchawkę i nawet z tego szoku zapomniałam płakać!!! Weszłam do wanny, żeby nie brudzić dłużej podłogi.... Dopiero po godzinie przyjechał mój mąż. Wezwaliśmy mojego lekarza - nie było mowy o pojechaniu do Niego, bo nie mieliśmy z kim zostawić dzieci... Lekarz powiedział, że powinnam natychmiast pojechać do szpitala. Nie zgodziłam się. Obiecałam tylko, że jeśli nie nastąpi poprawa, to wtedy na pewno pojadę. Zaczęłam brać silne hormony, po których pół nocy i do południa następnego dnia rzygałam za przeproszeniem, jak kot. Mój kochany mąż przejął Krzysia nocą. Rano pędził na cały dzień do pracy, a w nocy kilka razy wstawał karmić Małego. Ja ledwie widząc na oczy od rana robiłam to, co należy do obowiązków matki i żony. Czas ten wspominam jako najgorszy koszmar swojego życia!!!! Mam okropne wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam się normalnie cieszyć z posiadania maleństwa. Do tego doszła bardzo silna depresja poporodowa. Teściowa przychodziła raz na miesiąc na INSPEKCJĘ, nie szczędząc mi komentarzy, co źle robię, i że paskudnie wyglądam taka blada i chuda (jak ty mogłaś do tego dopuścić?, bzdury mi tu opowiadacie - jaka depresja?!, wy nie wiecie co to jest prawdziwa choroba - ja to się źle czuję itd, itp). Nie znienawidziłam Jej za to, tylko dlatego że unikam tego uczucia jak ognia, wiedząc, że jest destrukcyjne. Ale do tej pory (minęło 6 lat), przed każdą wizytą u Niej wpadam w straszną histerię, która mija mi dopiero pod drzwiami Jej domu. I właściwie przyzwyczaiłam się, że to ja zawsze mam pomagać, niczego nie oczekując w zamian. Tyle tylko, że żal za tym co utracone nigdy mi nie minie. Tak bardzo mi szkoda, że te najpiękniejsze miesiące w tej chwili są dla mnie czarną plamą. Jeszcze raz podkreślam, naprawdę nie mam postawy roszczeniowej wobec życia i naszych rodziców, ale sądzę, że dzieci przynajmniej na początku powinny mieć oparcie właśnie w swoich rodzicach. Nauczona doświadczeniem nigdy nie odmówię tej pomocy swoim dzieciom. Na czyim doświadczeniu mają młodzi bazować? Tym bardziej, że do krytyki moi teściowie i moja Mama są pierwsi... Pozdrawiam serdecznie Gosia1
                    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy do Sylwii!!! IP: *.* 01.12.01, 17:07
                      Nie pamiętamy tego, ale na pewno czytaliśmy w powieściach o chłopach - rodziny żyły "na kupie", w jednej chacie cisnęły się pokolenia: od pradziadków po wnuki. Normalne było, że kobiecie w połogu pomagano i przy dziecku i przy robocie (nie piszę tu o nędzarkach, które rodziły w polu i zaraz wracały do przerwanej roboty). To co mamy teraz to skutek rozluźnienia więzi pokoleniowej. Nikt na nikogo nie liczy, nie ma oparcia i zrozumienia. Mam na myśli nas wszystkich, którzy choć raz poczuli się jak intruz w domu swoich rodziców. Ja czuję się tak przy każdej wizycie u mojej mamy.Postawa roszczeniowa to jedno, a oczekiwanie pomocy w trudnych chwilach , to drugie.Gosiu1, jestem zatrwożona... I podziwiam Cię, że masz w sobie tyle wyrozumiałości (?), by jeździć do swojej teściowej. Ja nie chciałabym już jej więcej widzieć (nawet jeśli bym jej wybaczyła).Dorka
                      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-do Dorki IP: *.* 03.12.01, 08:41
                        Polecam Ci gorąco ksiażkę Wojciecha Eichelbergera - "Zatrzymaj się", a szczególnie rozdział Ciało.Maleńka książeczka, a mimo to fantastycznie wyjasnia dlaczego matki nie lubią rodzić dziewczynek,bo czują że tylko mały chłopiec zapewni jej nobilitację i bez mrugnięcia okiem przełykają uwagi " Nie martw się, za trzecim razem Ci się uda" :what:, które ja - mama dwóch ślicznych i mądrych córeczek- kilka razy słyszałam od znajomych z a m i a s t gratulacji po urodzeniu drugiej córki, albo słodkie od teściowej "Przecież dasz mi wreszcie wnusia, kochanie?" :OA potem gdzieś głęboko po prostu nie lubia swoich córek, szczególnie gdy te zaczynają dojrzewać - do tej pory pamiętam opór moje mamy przed kupnem mi biustonosza i zapewnianie wszystkich któzy zwróciili się do mnie "proszę pani" - "Ależ to jeszcze dziecko, ma dopiero 14 lat" :lol:A pożniej, co dziwne, to córka czują się odpowiedzialna za samopoczucie swojej mamy, stara się cały czas "zasłużyć". Na co? I dlaczego nieświadomie przenoszą ten mechanizm na swoje córki? Oodsyłam do książki.Mela
                        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-do Dorki IP: *.* 03.12.01, 09:10
                          Może coś w tym jest. Ale moja mama najpierw urodziła syna (on zawsze był jej najważniejszym dzieckiem), a potem bliźniaki - syna i córkę (bardzo oczekiwaną). Może faktycznie podświadomie coś tam jej nie pasowało - nie umiała ze mną rozmawieć o dojrzewaniu, stosunkach męsko-damskich (lepiej to wychodziło tacie), niechętnie przyjmowała moją pomoc w kuchni (mówiąc, że mam się uczyć), ale jednocześnie była ze mnie dumna, co było widać, gdy wychodziłyśmy gdzieś razem.Nie akceptowała mojej kształtującej się osobowości - całkiem różnej od jej, często wypominała mi, że jestem jak ojciec - lubię filozofować (w złym znaczeniu jej zdaniem), jestem zbyt odważna jak na dziewczynę i "pyskata". A ja tylko lubiłam dociekać, wnikać w różne tematy, poznawać świat i ludzi, i uczyłam się bronić własnych racji.Póki ona sama nie dojrzeje do poznania siebie i swoich lęków, ja nie mogę jej pomóc. Przyjmie mój gest pomocy jako czepianie się.Ja też - jak Ty mam dwie córeczki ( ta druga jeszcze nie na 100 procent - USG może "kłamać") i powiem Ci, że zawsze chciałam mieć córeczkę pierwszą. Może to podświadome pragnienie wynikające z nieudanych relacji z moją mamą...Też słyszę "pocieszenia" typu "za trzecim razem..." i śmiać mi się chce, bo jakoś nigdy nie myślałam o synku.:-) Dorka :-)
                    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy do Sylwii!!! IP: *.* 04.12.01, 21:44
                      Tak Sylwiu-nie do końca masz rację.Tez padałam z nóg po ciąży, która wiązała się z ciężko chorobą nerek, trudnym porodzie. No i karmiłam dziecko-mając 8 hemoglobiny. robiło mi się słabo i modliłam się, żebym nie zemdlała, bo dziecko się zapłacze...A teśiowa? Pytała, czy nie pomóc, ale tak naprawdę wpadała skoro świt i krytykowała, że zielona jestem(blada), że jeszcze nie pozmywane a już siódma rano, że mężowi(jej synowi) nie wstaję i nie robię śniadań, że prałam w automacie a nie Frani itd.,itp...Te śniadania mnie dobijały! Sesja(IIIROK studiów), dziecko non-stop przy piersi, a ona ma do mnie pretensję, że nie wstaję, żeby zrobić jej syniowi śniadanko!!! W dodatku ciągłe telefony,żeby mój mąż pojechał i coś im zreperował(mieszkają 40 kilometry od nas)... Rodzice nie muszą nam pomagać...Ale to po prostu ludzkie pomóc po porodzie. Chciałam być samodzielna i byłam...Szkoda zdrowia było.Do mamy tez mam żal. Czułam się jak rzecz, która już nie jest ważna, bo urodziła-czyli spełniła swoją funkcję. Mam przyjaciółki. Widziały w jakim jestem stanie-chciały przyjechać i pomóc. Odmówiłam, bo głupio było mi je wykorzystywać...Ale jeśli kiedyś urodzę drugie dziecko, to już wiem, że wykorzystam pomoc przyjaciółek.
                      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy do Sylwii!!! IP: *.* 04.12.01, 21:57
                        Aniu, bardzo madrze - to bardzo ludzkie pomoc kobiecie po porodzie.Przyznam szczerze, ze obcy ludzie byli w czasie ciazy i po porodzie dla mnie serdeczniejsi, niz matka mojego meza.Coz, przyzwyczailam sie juz do tego, jakim ona jest czlowiekiem, i szczerze mowiac oczekiwalam wlasnie takiego zachowania. Wiec sie nie zdziwilam.Wiec kiedy z krwotokiem trafilam ma kilka dni do szpitala (dziecko prawie 2-miesieczne zostalo w domu) moglam (na szczescie!) liczyc na moja matke (ktora przyjechala z daleka zajac sie malym - maz niestety nie mogl wziac wolnego - taka praca :( ) i na kolezanki, ktore zaoferowaly pomoc.I to kolezanki, a nie tesciowa, dzwonily do szpitala i pytaly jak sie czuje.Nie mowie o tym, ze to kolezanki, a nie tesciowa mnie w tym szpitalu odwiedzily.Coz, trudno.Mozna z tym jakos zyc.Na szczescie.PozdrawiamYM
                        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowy do Sylwii!!! IP: *.* 05.12.01, 00:12
                          Yenna, lepiej czasem, kiedy teściowa się w ogóle nie pokazuje. Ja w kilka dni po cesarce musiałam swoją ugościć, bo przyjechała odwiedzić wnusia. Nie oczekiwałam, że mi wiele pomoże, ale że dokopie też nie przewidziałam. Byłam w domu trzy dni, po 10-dniowej nieobecności (w szpitalu wylądowałam za wcześnie-fałszywy alarm) i rządach męża do spółki z psem. Usłyszałam tylko krytykę-odnośnie tego, jak opiekuję się dzieckiem, braku zupy do obiadu i brudnej podłogi na przedpokoju (początek grudnia!). Na moją prośbę, żeby posiedziała z małym, bo chciałabym wziąć prysznic usłyszałam, że można się umyć wieczorem-to akurat było około 17... W rezultacie miałam jeszcze jedną osobę, koło której musiałam chodzić, bo "u kogoś w domu to ona sobie nawet herbaty sama nie robi". Ciekawostką pozostaje dla mnie fakt, że mojemu mężowi po przyjściu z pracy nie pozwoliła sobie wziąć obiadu-miał podane pod nos przez mamusię i umyty talerz.BuziakiKinga
              • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie-prezent od tesciowej-pierścionek zaręczynowydo Megi IP: *.* 04.12.01, 21:24
                Megi!Twoja teściowa jest jeszcze lepsza od mojej z tym pierścionkiem!!!
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 10:36
      Ja teściów sobie wychowałam i mam do nich bardzo zimn0 - uprzejme podejście. Szanuję ich i zachowuję się grzecznie wobec nich, ale nie mogę wykrzesać z siebie nic więcej. Choć minęło już ponad 5 lat, nie mogę zapomnieć jak bardzo zostałam przez nich źle potraktowana i poniżona - dotknęło to nie tylko mnie, ale też ich własnego syna (ale to temat na oddzielny wątek pt. "Perypetie przedślubne"). Fakt, że chyba trochę zrozumieli i starają się czasem nadrabiać stracone punkty, ale ja specjalnie dystansuję nasze stosunki. Za niecały miesiąc na świecie pojawi się nasz synek i nie wiem jak ułożą się nasze kontakty... To pierwszy wnuk, wyczekany i wymodlony, bo to tylko cud Boski (wg mojej teściowej), że po 5 latach małżeństwa urodzi się dziecko, bo na pewno ja nie mogę (jak wypłakała się całej rodzinie), choć zapytać o cokolwiek się bała, wiedząc,że dostanie odpowiedź, że to absolutnie nie jej sprawa. :gun:Teraz, kiedy jestm w ciąży szczególnie brakuje mi mojej mamy, której już niestety nie ma z nami, która była mi nie tylko matką, ale też najlepszą przyjaciółką. Do domu mojego taty jesteśmy zapraszani raz, góra dwa razy w roku z okazji świąt i to później należy zrewanżować się zaproszeniem do siebie. Generalnie nowa żona mojego taty uważa jego dzieci za pewien podgatunek ludzi. Kiedyś zjawiliśmy się nieproszeni z kwiatami z okazji urodzin mojego taty. Po złożeniu życzeń (w przedpokoju) usłyszeliśmy, że na herbatkę zapraszamy innym razem, bo teraz spodziewamy się gości. Mój tata, tak jak mama Dorki, jest tatą urzędowym, od którego nie należy nic oczekiwać, rozmawiać na tematy tzw neutralne ( przez prawie 9 miesięcy ciąży nie zapytał choćby raz jak się czuję) i nie narzucać się ze swoją obecnością, bo on taki zajęty, że jego czas jest zbyt cenny na poświęcanie go dzieciom, które przecież już wychował i "wysłał" z domu, bo są dorosłe. I tak to wyglądają moje stosunki z teściami i rodzicami... Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie i na mojego męża i czasami jest mi bardzo smutno, ale cóż tak też czasami układa się życie... :(Pozdrowienia. Mira.
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 12:34
      No dobra, to tez troche opowiem.Z tesciowa mam bardzo kieskie uklady (a wlascicie ich juz nie mam), ale draznily mnie opowiesci, jak to moja szwagierka (siostra mego meza) popelnila mezalians, bo sama majac srednie bez matury wyszla za chlopaka bo zawodowce. Swoja droga pracowitego faceta o bogatych zainteresowaniach (teatr, literatura). Draznily mnie przytyki w jego strone per "ty glupku". No i tesciowa tez swieta nie byla w stosunku do mnie (np. w kiedy bylam w ciazy przywiozla mi w prezencie kandyzowane mandarynki 13 - slownie trzynascie - lat przeterminowane, i strasznie sie smiala przez telefon, jak jej delikatnie zwrocilam uwage, ze to sie nie nadaje do jedzenia - horror, prawda?). Pisac ksiazke by mozna. W kazdym razie, po osmiu latach męk stwierdzialm, ze utrzymywanie przeze mnie kontaktow z tesciami tylko mi szkodzi i unikam ich jak ognia.Moi rodzice znow (szczegolnie mysle o mamie) to inna historia. Jestem bardzo (chyba za bardzo) zwiazana emocjonalnie z matka. I ona czasem potrafi to wykorzystac stosujac ciosy ponizej pasa. Choc przyznam uczciwie, ze moge liczyc na jej pomoc (czego od poczatku malzenstwa nie moge powiedzic o tesciach) - wdzeczna jej jestem, ze chce przyjezdzac do nas z innego miasta po to, by pilnowac Michala, gdy ja jestem w pracy. Pewnie trudno byloby mi go zostawic z opiekunka. Jaka jest ta moja mama? Generalnie to osoba "co ludzie powiedza". A poniewaz ja wylamuje sie z tych typowych wzorcow - dwa koty i pies (strasznie to kluje moja mame w oczy) to czesto dochodzi na tym tle do sprzeczek. Chocby ostatnio. Moja matka uznala, ze mam w domu koszmarny syf, bo "koty i psy brudza"(nic to, ze codziennie przychodzi studentka i dokladnie sprzata cala chate - to z reszta kolejny punkt zapalny, bo matka uwaza, ze powinnam robic to sama; nie szkodzi, ze studentka przychodzi po to, zeby moja matka nie musiala sprzatac, gdy jestem w pracy i nie musiala pod nasza nieobecnosc wyprowadzac 40-kilowego psa na spacer). Coz, wymyslila sobie, ze powinnam o 21 zaczac prac dywac. Nie recznie (bo to szczyt niechlujstwa i lenistwa, no i wyrodnosci macierzynskiej, bo dziecko w brudzie sie wychowuje), tylko wyciagac odkurzac i prac mechanicznie. A dziecko glodne, niewymyte... Coz, zdenerwowalam sie, porozstawialam towarzystwo po katach i upralam te dywany. Dzieciak zjadl (placzac z glodu i zmeczenia) kolacje po 22, bo nikt poza mna nie byl w stanie mu jej przygotowac i usnal (brudny). Za to dywan byl tak czysty, ze ze spokojnym sumieniem moglam zaprosic te bardziej wscibskie sasiadki, nie mowie juz o mozliwosci jedzenia z dywanu. Rezultat tej calej historii jest taki, ze matka sie do mnie nie odzywa. Bo jej (przy robieniu przedpraniowego "BUM" - tak sie u mnie okresla moje napady wscieklosci) powiedzialam, ze jak sie do kogos przychodzi w gosci, to sie takich rzeczy ( o brudzie) nie mowi. Swoja droga - rzeczywiscie, jest wrazenie nieporzadku, ale trudno, zeby bylo inaczej przy niewycyklinowanym parkiecie. Straszna pierdola, prawda?Ale to nie koniec historii.Wczoraj wrocilam z pracy i moja matka powiedziala, ze dziecko wali glowa o sciane i wersalke, bo rodzina, w ktorej sie wychowuje jest patologiczna. Coz, zaobserwowalam to "walenie". Maly podchodzi do wersalki i osciera sie czolkiem albo nosem o tapicerke. To samo robi przy lustrze, przy scianie (potrafi tez wtedy polizac lustro, sciane, wersalke). Podejrzewam, ze odkryl cos sobie.Wiec sie oczywiscie znow zdenerwowalam na moja matke. Przeciez nie ma prawa mowic, ze z moja rodzina cos nie tak, tylko dlatego, ze sie zdenerwowalam na nia.No i moja matka sie przestala odzywac tez do dziecka.Hmmm...I kto tutaj jest dziecinny?Sa rzecy, ktorych sie nie mowi.Zwlaszcza, gdy nie ma podstaw do wydawania pewnych sadow.I to mnie boli.Wlasnie te chwyty ponizej pasa.Trudno wtedy milczec, gdy ktos kopie w takie czule miejsca.I trudno zniesc takie przejawy braku szacunku.\r\nI trudno nie wybuchac...A moze rzeczywiscie powinnam poprzytakiwac i sie nie odzywac?Tylko do czego by to w rezultacie prowadzilo?W koncu moje nerwy uswiadamiaja jej, ze istnieja pewne granice, ktorych nie nalezy przekraczac.Jak rozwiazac taki problem?Bo niestety, wyjasnic sie nie da - matka nie slucha tylko mowi...Ech, pewnie za pare dni sprawa przyschnie, ale co z tym niesmakiem, ktory zawsze pozostaje?Ale mi ulzylo :)
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 13:18
        Zapomnialam dodac, ze dywan przed praniem byl czysty, hihi :)
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 13:20
      Z moją teściowa już się pewnie nie zobaczę, przynajminiej nie z mojej inicjatywy. Mieszkając 700 km od mojego rodzinnego miasta i widując się z nam raz na rok postanowiła rządzić naszym życiem. Mój mąż był oficerm WP, kiedy mieszkał w moim mieście wszystko było ok. Nie zarabiał dużo, ale kiedy wysłali go 120 km od domu do dziury, w której nigdy nie znalazłabym pracy (jednostka+więzienie)postanowiliśmy, że powinien odejść. Tym bardziej,że służby mundurowe stwarzają dogodne warunki do zostania czubkiem no i te kulki, które mu latały koło głowy. Teściowie nie wiedzieli, że mąż odszedł z wojska przez rok. Któregoś dnia wyjawiłam sekret, bo już nie chciałam żyć w zakłamaniu jak się pytali kiedy awansuje. Teściowa po natychmiastowym przyjeździe do nas stwierdziła,że jej syn jest totalnym dnem, że to moja wina - kiedy jej tłumaczyłam, że bez obecności męża w domu nie byłoby wnuczki (długo nie mogłam zajść w ciążę), że przy jednej pensji mojego męża nie utrzymalibyśmy się, że poza urlopem, on mógł raz w miesiącu na weekend przyjeżdzać i nie widywalibyśmy się prawie wcale. Wszystko było nieważne. POWIEDZIAŁA : oddałam Ci oficera, a co z nim zrobiłaś.A na koniec go przeklęła: będziesz kartony nosił- chodziło jej o moją firmę- hurtownię, w kórej ja noszę kartony. Ja mogłam się zniżyć do pracy fiżycznej, żeby utrzymywać dom - zarabiałam przez dłuższy czas więcej - jej syn nie.I po ostrzejszej wymianie zdań, zabrała się i pojechała. Wtedy kiedy raz w życi potrzebowałam jej pomocy: miałam malutkie dziecko 1m-c i musiałam wrócić do pracy, bo mój wspólnik miał wypadek - powódź i tysiące innych problemów.NO A TERAZ SZYBKA ANEGDOTKA; co moja teściowa przysłała mi w paczce na święta - przypominam 700km - jajka i kaczkę (zamrożoną) do upieczenia której musiałam kupić za 60 zł brytfankę, bo przez telefon kazała upiec w całości. Kaczka ma strasznie mało mięsa więc wystarczyła na 1 przedświąteczny obiad. Jajka częściowo się pobiły. Wszelkie sugestie, że u nas też jest drób i jajka spełzły na niczym pa agata
      • Gość: sylwiao Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 28.11.01, 14:01
        Poczytalam sobie troche i naszla mnie refleksja jak za te dwadziescia kilka lat oceniac mnie beda moje dzieci. Mam tylko nadzieje, ze niegdy nie uda mi sie wyhodowac w sobie takiej jedzy, jakie opisywalyscie. Macie racje - takie starsze panie bez wlasnego zycia - rodziny czy sensownych zainteresowan i pracy po prostu glupieja. Nie maja co robic oprocz wsadzania nosa w ich (jak im sie wydaje) sprawy.A swoja droga wiecie jak czasami mi sie marzy, ze przyjedzie do mnie mama lub tesciowa i chociaz na kilka godzin zajmie sie dziecmi. A tu nic, zludne nadzieje. Juz nawet nie pamietam kiedy udalo mi sie wyjsc gdzies razem z mezem bez dzieci. Teraz jestem w ciazy z trzecim maluszkiem, a tesciowa w sobie znany taktowny sposob powiedziala mi jak widzi swoja pomoc. " Pewnie Twoja mama zajmie sie dziecmi jak urodzisz. Ja pracuje i nie bede mogla Ci pomoc" Znajac moja mame, ta wygospodaruje z tydzien, zeby pobyc z maluchami, chociaz tez pracuje. Tak sobie mysle, ze pewnie za duzo bym chciala od babc, ale tak naprawde ich udzial w moim rodzinnym zyciu polega na wspolnym zjedzeniu kilku obiadow w ciagu roku.
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Agaty IP: *.* 28.11.01, 14:16
        :lol: Agato nie moglam , az sie poplakalam ze smiechu :lol: jajka i kaczke 700km :lol: :crazy:ach te tesciowe.... :lol:
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 14:51
      Czesć!Nie mogłam się jeszcze raz nie odezwać!Yenno! Te mandarynki to do muzeum powinnas oddać,a jak nie to zostawić je żeby gdy na nie spojrzysz smiać się z głupoty tej co od niej dostałąs. Swoją drogą to ciekawa jestem skąd je wytrzasnęła po tylu latach (13 lat przeterminowane-jak dobrze pamiętam i przeczytałam)Agato! A ta kaczka i jajka od tesciowej w paczce to najlepszy dowcip jaki ostatnio słyszałam, bomba po prostu!Hurra, nie tylko moja tesciowa jest stuknięta i wpie... się tam gdzie nie trzeba! Po przeczytaniu waszych postów osoba mojej tesciowej nie przygniata mnie tak bardzo!PozdrawiamM
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 18:07
        marto, te mandarynki niestety ze dwa lata temu wyrzucilam do smietnika miotana furia hormonalno-ciazowa ;)A o ile mi wiadomo - tesciowa przechowywala drogocenne owoce chyba pietnascie (tak, pietnascie, nie pomylilam sie. piet-nas-cie ;) [15] tongue_out ) lat w piwnicy, bo je onegdaj moj maz przywiozl dla jej z OHaPu w ZSRR, i widac postanowila oddac cesarzowi co cesarskie ;)Tak czy inaczej przez chwile bylam wlascicielka przeterminowanych trzynascie lat mandarynek (ktorymi mnie- babe z 3-miesiecznym brzuchem - tesciowa uraczyla z obawy o brak witamin). Hie hie tongue_out Jaka szkoda, ze nie wpadlam na pomysl uraczenia nimi tesciowej. Pomyslcie - jakim szczytem perfidii byloby podanie tych madarynek do rodzinnej herbatki w malym gronie (ja, tesciowa i moj malzonek ;) )...Ale coz, w przyplywie furii wyrzucilam i teraz zaluje, ze jestem taka porywcza :)To byl jeden z lepszych numerow w wykonaniu mejej tesciowenki.No, poza tymi wszystkimi mowami o mezaliansach.Zeby nie bylo - moja tesciowa jest corka biednej praczki (nie chodzi mi o to, ze mam cos do praczek - zawod jak kazdy, ciezki, wiec tym bardziej zasluguje na Szacunek przez duze "S", ale kiedy ktos z takimi koneksjami rodzinnymi mowi o mezaliansach, to moim zdaniem jest co najmniej niepowazny, jak myslicie?)No, ale coz, dobrze, ze choc chlopa mam raczej normalnego (o ile chlop moze byc normalny, hihi :) - ale to temat na zupelnie inny watek)PozdrawiamYMAch, zapomnialam dopowiedziec - mojej mamie przeszlo i sie zaczela do mnie odzywac.Ufff...:)
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 20:16
          Też się wyżalę.Nie wiem jaka jest metoda na dobre stosunki z teściami/rodzicami. Moja mama umie tylko mówić, słuchanie nie jest jej mocna stroną.Moja teściowa z kolei doprowadza mnie do szału. Chcę mieć z nią dobre stosunki, więc staram się zachowywać "poprawnie" i być dla niej miła. Często jednak nie wytrzymuję jak mnie mocno zdenerwuje i wybucham. Mówię jej co myślę i walczę do upadłego o moje racje, nie patrząc na jej wiek, ani na nic innego. Ostatnio dowiedziałam się, że mam charakter podobny do niej, bo mówię to co myślę, a potem jest wszystko ok. Powiedziała mi, ze woli to niż zachowanie swojej córki i drugiej synowej, które cały czas mają do niej pretensje, ale nigdy nie mówią o co ( tak na marginesie teściowa ma ciężki charakterek o wszystko się czepia i jest non stop pokócona z całą rodziną: ze swoim mężem, córką, zięciem (rozmawiają tylko służbowo, jak muszą), synową (patrz stosunki z zięciem), synami, no i ze mną)Za moją "wybuchowość" zostałam jednak "uznana" i teściowa wyznaczyła mi "nagrodę": co jakiś czas powtarza, że na stare lata mamy się nią opiekować razem z mężem i do niej przeprowadzić (najlepiej już teraz), bo tylko ze mną może się dogadać, a poza tym ona ma dom, a my "tylko" mieszkanie w bloku.Nie ma sprawy, jak będzie taka potrzeba mogę do niej nawet codziennie jeździć i jej pomagać (mimo że jej córka mieszka tuż obok, a ja jestem tylko synową i musiałabym przez pół miasta przejechać) , ale przeprowadzać się??!! Nigdy w życiu!! Chyba cały czas skakałybyśmy sobie do oczu, nie mówiąc o tym, że to byłby początek końca mojego szczęścia rodzinnego!No i co wy na to? Lepiej być "miłą" i z teściową na karku, czy "nie miłą", ale za to mającą święty spokój?
          • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 20:42
            Bron Boze mieszkac z tesciowa brrrrr :gun: :gun: :gun:Aga
            • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 20:52
              Ja mieszkam i nie narzekam. Oczywiście są jakieś róznice, ale o dziecku decydujemy my. Mąż z reguły stoi po mojej stronie. Jednak konfliktów unikamy, ponieważ mąż żyje ze swą mamą dłużej wie że najlepiej nie dyskutować a robić swoje. Naprawdę można jakoś ułożyć swoje relacje. Ja jestem szczęśliwa, że moja mała ma troskliwą babcię, a nie taką co wpada raz na jakiś czas i rozpieszcza dziecko a potem znika.Pozdrawiam :)Kruszynka
              • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 23:09
                A ja mam cudownych teściów! No nie tak cudownych jak moi rodzice ale są naprawdę super. Kiedy ich potrzebuje to zawsze i wszędzie maja czas! Nigdy nie wpadaja bez zapowiedzi i nie siedzą dłużej niż godzinkę, nie ma patrzenia w garnki :-) A na wszelkie okazje dostaję pieniadze na prezent!Życzę wszystkim takich teściów!
                • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 28.11.01, 23:37
                  No tak, tylko jak sie to ma do radzenia sobie z trudnych sytuacjach?Z reszta nie powiedzialam, ze moja matka nie jest cudowna osoba. Jak napidsalam wczesniej - jestem z nia bardo mocno zwiazana emocjonalnie. Chyba az za bardzo :)Tyle, ze po prostu czasem nie potrafimy sie dogadac.Czasem emocje nas ponosza - tak sie czesto dzieje, gdy dochodzi do konfliktu pomiedzy ludzmi, ktorzy cos dla siebie znacza.I jak sobie radzic z sytuacjami konfliktowymi?Bo dyskusja nam zbacza na inny tor...
                  • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 29.11.01, 10:58
                    Wygląda na to, że są starcia, jak się kogoś kocha.JA mam metodę na męża, nie wiem, czy na mamę będzie skuteczna (wszak obie jetseście kobietami, a ja po pierwsze babochłopem mentalnym, po drugie ustalenia czynię z facetem).Po takiej awanturze np za 2 dni powiedz mamie, że obie wybuchnęłyście o głupote i nie chcesz, żeby to się powtarzało, więc jak następnym razem zacznie narastać konflikt, w pewnym momencie poprosisz ją, żebyście przestały na chwilę (może pół godziny, może do jutra) rozmawiać, bo Ty zaczynasz się denerwować,a zależy Ci, żebyście się nie pokłóciły lub, żeby nie powiedzieć czegoś, czego będziesz żałować.Może zrozumie, kiedy jej to wyłuszczysz wcześniej. A ty absolutnie nie czyść tych dywanów, jak jesteś wściekła lub jak to robisz, to nie pokazuj od razu, że na polecenie matki robisz coś głupiego i przez to np dziecko idzie spać brudne i wyje z głodu. Można przecież zrobić to z uśmiechem, a jak masz wpaść w furię, to lepiej odpuścić sprzątanie i poiformowac mamę, że porządki od jutra.W każdym razie głębszy oddech zanim zaczniecie znowu walczyć.Wiem, że trudno, sam jestem wybuchowa (chyba jesteśmy imienniczkami, a może też jesteś spod znaku byka i mówisz - bo tak zamiast wyjaśniać). Uwaga, bo najprędzej człowieka własna cholera zatłuczeruda kasiaPSNa szczęście moja teściowa (z mamą nie ma problemu) raz mnie tylko tak zdenerwowała, że zapytałam, czy jest przed okresem, za co teśc mnie chciał zabić.
                    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 29.11.01, 11:34
                      Dzieki Kasiu. Bardzo madry pomysl.Wiec teraz wypada trzymac nerwy na wodzy i zachowawywac rozsadek za wszelka cene :)Juz oczywiscie sie z mama pogodzilysmy, na spokojnie sobie wyjasnilysmy,jak sie powinnysmy zachowac, a co bylo niedopuszczalne.No i kamien spadl mi z serca. :) :hap: Musze popracowac nad moim temperamentem, pocwiczyc MADRA aserwywnosc. :crazy:I tyle :)A za rade naprawde dziekuje :)PozdrawiamYennaM
        • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie do Yenny i Agaty IP: *.* 29.11.01, 08:29
          jak czytam te wasze posty to nachodzi mnie refleksja: wlasciwie to bylo by nudno bez tesciowychsmile
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 00:27
      Wiecie, zawsze wiedziaąłm że mam fajną mamę, teściową zresztą też niezłą (tylko nie mogę przełamać się żeby mówić mamo - więc mówię babcia), ale dopiero po przeczytaniu waszych postów stwierdzam, że moja mama jest po prostu fantastyczna. Życzę wam wszystkim takich mamuś, a jeśli takich nie macie, to same takimi bądźcie dla waszych dziubasków, bo to na prawdę powoduje, że chce się żyć. Pozdrawiam...
      • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 00:40
        Po napisaniu mojego postu stwierdziłam, że już nie jestem aż taka wściekła na teściową. Choć wcześniej trzęsło mnie na samą myśl o niej. Teraz tylko mi jej żal, bo takich historii jak ta z kaczką jest dużo więcej. Więc może to jest dobra metoda rozwiązywania konfliktów z rodziną - wygadać się komuś innemu, postronnemu.Na pocieszenie jeszcze historia mojej znajomej 35- letniej chyba w tej chwili. Mieszka ona razem z mamą i ojcem w górach. Kiedyś poprosili, żeby mama przypilnowała wieczorem ich dwoje dzieci, bo chcieli wyjść do kina. Na co mama odpowiedziała : "Do kina po co? przecież macie dzieci" i nie zgodziła się, nie poszli. Dobranoc - Agata
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 11:45
      moja teściowa jest ok, jest bardzo zajęta, więc nie wtrąca się w nasze życie, czego nie da się powiedzieć o mojej mamie... a najgorsze że ona się w ogóle nie obraża, mówię jej różne przykre rzeczy aż mi potem wstyd :-( a ona dalej swoje... boję się co będzie jak będziemy mieli dziecko. ona nie pracuje i pewnie będzie chciała się nim zająć. a ja wolałabym opiekunkę ze względu na możliwość kontroli tego co robi i wychowywania dziecka jak ja chcę. :fou:
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 12:33
      Ja uważam, że wysłuchać zawsze warto, bo czasem sie okazuje, że jednak mieli rację. Oczywiscie nie zawsze. No i wiele zależy od sposobu powiedzenia.
      • Gość: YennaM Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 12:41
        wysłuchać warto, ale czy warto wysluchac, potakiwac i dalej robic swoje?do czego takie zachowanie w perspektywie prowadzi? i jaki skutek (poza chwilowym swietym spokojem) przyniesie w przyszlosci?wot zagwozdka ;)
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 13:18
      moje relacje z mamą z ogolnie dobzre, oczywiscie czasmi się sprzeczka zdarzy, ale nie potrfimy sie na siebie gniewać.Natomiast moja tesciowa jest bardzo opiekunczą osobą i tak bardzo dba o to aby jej syn miał taki obiad jak on lubi ze raz przyszłą specjalnie mu zrobic jego ulubione danie (wcześniej uzgoniła ze mną) i to w porzątku , ale na nastę pny dzien była z małą i zaczeła sama gotowac obiad zupełnie coś innego niz ja planowałam.Jak wróciłam z pracy to mąż juz był o ona w trakcie gotowania , a ja z zakupami na ten planowany obiad, wiecie co jakos wtedy nie wytrzymałam i byłam troche nieprzyjemna tak mi się teraz wydaje, zaczełam mówic na męża ze strasznie grymasi i wymysla itp. ze wiem ze tesciowej sie az głupio zrobiło bo to posrednio przez nią. Wyobrascie sobie same , nie poto człowiek chce mieszkać osobno bay potem miec tesciów co dziennie w domu i jeszcze będzie tesciowa w kuchni rządzić. Chyba zrozumiała bo juz się teraz, jak jest z małą to się nią zajmuje.Generalnie moge powiedzieć ze mam dobrych tesciów i z rodzicami tez się dogaduję.Sytacja jaką opisuje Dorka, u nas napewno nigdy się nie zdarzy. Zawsze w miarę mozliwosci mogę liczyć na jednych i drugich
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 29.11.01, 13:30
      Bardzo przepraszam za błedy, ale za szybko pisałam. :(
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 30.11.01, 12:16
      Licz, licz i jeszcze raz licz. Wiesz mi, im bedziesz starsza tym wiecej cierpliwosci bedziesz miala. Najbardziej pomaga naturalnie duuuuuuuza odleglosc. Im jestem dalej od matki tym lepiej sie rozumiemy, wiesz mi. Milosc kwitnie,mowie ci . Za malo czasu jestesmy ze soba zeby sie klocic. A pozatym lepiej pierwsza wyciagnij reke , mimo ze jestes w racji , zycie jest za krotkie, zeby sie z rodzicielka klocic za dlugo. Ja tez zawsze szybko wybuchne, mama nic do mnie nie mowi, i ja zawsze proboje zrobic pierwszy krok. Jak jej kiedys zabraknie, nie bedziesz sie mogla sobie nadziwic, ze tyle czasu stracilyscie na klotnie.A jesli chodzi o tesciow,coz moj to idiota do kwadratu. Im mniej kontaktu tym lepiej. hehe Ale to obcy ludzie, matka jest wazniejsza. PozdrawiamAska mama Mareczka
    • Gość: guest Re: Młodzi contra Rodzice/Tesciowie IP: *.* 03.12.01, 22:40
      Yenno, czy wzielas pod uwage fakt, ze mandarynki od tesciowej mogly pochodzic z Tajwanu? Oni tam mają teraz 90 rok, a wiec bylyby przeterminowane "zaledwie" o 2 lata...To nie zart.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka