Czuje sie potwornie zmeczona ,nie mam juz sil chce mi sie wyc .Nie wiem jak to bedzie moj maz wyjechal do Wloch(wraca w srode) i chce zalatwic zebysmy mogli pojechac tam na minimum cztery miesiace w celach zarobkowych.A ja sie wacham i jestem w kropce.Moje rozterki wynikaja z wielu powodow :Mamy teraz ladne duze (90m2) mieszkanie i czuje sie w nim dobrze .Tesciowie mieszkaja na dole i sa naprawde fajni i duzo mi pomagaja przy mojej dwuletniej coreczce.Jest mi to na reke bo ja to sie siebie nawet boje.Podam przyklad:Gdy coreczka miala 6 miesiecy pojechalam z nia nad morze do meza (on tam pracowal sezonowo) To byly koszmarne wakacje !!!!Mala nie przespala w ciagu nocy godziny o 3 nad ranem budzila sie cala w skowronkach chetna do zabawy a ja bylam zrozpaczona.Maz pracowal do 22 a czasami do 23 wiec przychodzil bardzo pozno (ja bylam na kwaterze kolo 7 bo wtedy mala kapalam i ja usypialam) gdy przychodzil to ja mnialam szczere checi z nim pogadac itp ale bylam nieprzyto mna ze zmaczenia .Zreszta w dzien sama wluczylam sie z mala ktora non stop marudzila po miescie bylam wykonczona mialam dosc.A moj maz pewnego razu oznajmil mi ze wieczorem musi zajac sie znajomym , bo znajomy nie ma tu nikogo...Bylam wsciekla a co ze mna???Zreszta wydarzylo sie pare innych przykrych historii ...oj strasznie przykrych.W rezultacie skrocilam "urlop" pomimo zaplaconej kwatery i wyjechalam do domu .Bylam mocno wykonczona i znerwicowana(wkoncu nie przespalam w ciagu dwoch tygodni dwoch godz )W domu poczulam sie jak w niebie: w koncu poczucie bezpieczenstwa, swoje lozeczko i tesciowie stesknieni wnusi .Przespalam sie i wszystko wygladalo lepiej.Kolejne wakcja rowniez spedzalam nad morzem w tej samej miejscowosci (maz tez pracowal...)Mala miala ponad poltora roku i przesypiala cale noce wiec to zupelnie inna bajka.W dzien bylo ok. Zylam rytmem malej ...a maz pracowal ale od 12.Wiec z nami mogl spedzac czas (plazowal sie ,spacerowal itp)a od 12 godz kladlam sie z mala znowu spac.Bylam tylko przerazona gdy podal deszcz bo nie wiedzialam co mam poczac z dzieckiem i chodzilam z mala na rekach po pokoju i mowilam patrz jak deszczyk pada ...Bez sennsu...A okolo 22 mala zasypiala a maz wracal.Mieszkalismy u jego znajomych o ktorych juz pisalam w jednym poscie.Ci znajomi mnie nie polubili a ja ich nienawidze i tez skrocilam pobyt (pisalam o tym w poscie chcialabym zapomniec)Gdy wrocilam do domu to znowu poczulam sie jak w niebie .Chciana, wyteskniona i wkoncu bezpieczna.Mala znowu od czasu do czasu zajeli sie tesciowie i czulam luz psychiczny.JESTEM W DOMU U SIEBIE. Nikt mnie nie wygania nie wyzywa(znajoma meza mnie wyzwala i wygonila... szkoda slow) Docenilam swoj dom i tesciow i to ze tak strasznie kochaja swoja wnuczke.I chodzi mi o to ze maz naklania mnie teraz do wyjazdu a ja nie bardzo chce bo nie czuje sie przy nim pewnie...Owszem co mu kaze to pomoze ale sam nic nie czuje co mnie strasznie wnerwia.I chodzi mi o to ze tam w zasadzie bylabym sama caly dzien wsrod obcych ludzi zdana tylko na siebie chociaz maz twierzi innaczej.Wkoncu On bedzie pracowal a ja bede sie zajmowac dzieckiem.Tutaj jest moja rodzina swietni tesciowie i rodzice .Boje sie wyjechac z moim niezbyt odpowiedzialnym mezem .Chodzi mi glownie o dziecko ktore codziennie widuje dziadkow i bardzo jest z nimi zwiazane.A ja tam sama ze stresow nie wiem jak dam sobie rade .Z drugiej strony nie chce zeby maz tam jechal bez nas .Ja bez meza nie wytrzymam tyle..Bo jaki jest taki jest a ja Go strasznie kocham .I jak go nie ma to chodze struta i zla i tesknota mnie zrzera i to sie tez na malej odbija.Maz oczywiscie koloryzuje ten wyjazd a ja jestem realistka.Jego mama mowi nie jedzcie z mala zrobisz prawo jazdy pomozemy Ci .A ja chce tez byc z mezem!!!Co robic?Maz mi zarzuca brak ambicji i mowi ze boje sie dorosnac .A ja mysle ze tak nie jest gdyz chcialabym od pazdziernika pojsc na studia podyplomowe i zaczac szukac pracy gdy mala pojdzie do przedszkola .A on na to ze moge prace znalesc we Wloszech(nie znam jezyka)a nie sadze zeby tam uwzglednili moje studia(skonczylam ekonomie i pedagogike) .I wogole bez sennsu...

Krysia