IP: *.* 07.01.03, 23:18
dzieki Gosiu za przedstawienie swojej opini...niby takie tam forum, ale cos w nim jest,ze uspokaja.....masz rację, z tym,ze nikt by sobie nie pozwolił na obraźanie swoich rodziców,przyznałam równiez tę racje mężowi...nie wymagam od niego zerwania kontaktów z rodzicami, bo to byłoby nienormalne z mojej strony; mam tylko wrażenie,że nie ma swego zdania...ja skolei nie nawidze jak narzuca mi sie swoje zdanie i cos mi nakazuje.....ostatnio złamałam swoje zasady.....przeprosiłam jego rodziców...za co? za pyskowanie i za zamknięcie drzwi jego matce przed nosem....wyobraź sobie co teraz oczekuje ode mnie mąż? oczekuje odw mnie,że ich zaproszę do nas do domu, bo wyrzuciłam jego matke więć teraz powinnam ja zaprosić bo ona tu nie przyjdzie, a on nie wytrzyma dłużej takiej sytuacji,że jego rodzice nie przyjdą do nas do domu żeby zobaczyć wnuka....i tu następuje konfrontacja....ja uważam,że ich przeprosiłam (co wg mnie nie jest jednoznaczne z pogodzeniam w sensie buźka buźka na dzieńdobry, usmieszeki, czułe słowka itp)mąż ma mi za złe, że w takim razie po co takie przeprosiny....on nie może zrozumieć,że za duzo złego mi zrobiła jego matka aby ot tak wszystko było pieknie i ładnie...a on mi na to, że mogłabym inaczej rozwiazać problem (gdyby był na moim miejscu)że mogłabym robić dobra mine do złej gry, udawać, grac że jest ok...ja nie jestem taka osobą ...nie potrafię grać....a mój mąż robi to chyba doskonalea teraz z innej beczki: jak byś mi wytłumaczyła takie zachowanie....na studiach nieraz chodziliśmy na basen, ale czasem nie dochodziliśmy ...wiesz co on wtedy robił? specjalnie moczył ręcznik i kapielówki, aby jego matka sie nie domysliła ,że nie był na basenie.....czy tak trudno jest powiedzieć,że nie miał ochoty iść albo,że sie rozmyślił?całuskipapa
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosia1 Re: DO GOSI 1 IP: *.* 08.01.03, 11:47
      Cyrylko, przepraszając rodziców męża za konkretne "przewinienia" wykazałaś się naprawdę dużą klasą. Ja też zawsze tak robię - bo przecież tu nie chodzi o całokształt. Teraz następny krok - spróbuj (tylko spróbuj) porozmawiać z mężem ale naprawdę NA SPOKOJNIE. I zapytaj Go, co chce osiągnąć poprzez sztuczne kontakty. W sposób plastyczny (tylko taki przemawia najbardziej do mężczyzny, bez urazy) przedstaw Mu jak może wyglądać Wasze życie - a więc wariatn pierwszy: sztuczne uśmiechy, sztuczna atmosfera, wrzątek buzujący pod przykrywką, wieczne pretensje, ciągłe utyskiwania Twoje na teściową, teściowej na Ciebie i to wszystko do Niego - a więc znowu będzie między młotem a kowadłem, i naprawdę znajdzie się w sytuacji nie do pozazdroszczenia (powiedz Mu to wyraźnie: naprawdę nie zazdroszczę Ci takiej sytuacji, ja wiem, że to jest piekielnie trudne, dlatego musimy znaleźć jakieś wyjście, żebyś i Ty czuł się dobrze). No i drugi wariant: tylko On kontaktuje się z rodzicami, tylko On jeździ do Nich z dzieckiem też, tak aby mieli kontakt z wnukiem, a jak będą chcieli przyjechać - Ty wychodzisz na pogaduchy do koleżanki, w razie jak trafisz na Nich - grzecznie mówisz dzień dobry ale nie masz obowiązku gospodyni nawet, On ucina wszelkie rozmowy na Twój temat, słowem NIE ISTNIEJESZ DLA NICH A ONI DLA CIEBIE. Mimo iż to wygląda na niemożliwe do przeprowadzenia uwierz mi - jest możliwe. Jest to tylko kwestia dogadania się z mężem. Od razu nasuwa mi się uwaga - odradzam Ci nawet próbowanie wariantu pierwszego. Czytając Twój post odniosłam wrażenie, że jesteś osobą o ugruntowanych poglądach, silną, zdecydowaną bronić swojego zdania, o wysoce rozwiniętym poczuciu własnej wartości, jak również poczuciu sprawiedliwości. Nie dasz rady grać. Skąd to wiem? Opis charakteru wyżej jest mój...I ja przez prawie 8 lat próbowałam grać. Długo, co? Zapłaciłam załamaniem nerwowym. Przeprowadziłam cięcie o 8 lat za późno. Mój mąż, który też te 8 lat temu prosił mnie o to, a więc o sporadyczne kontakty, uśmiechanie się, chodzenie raz na jakiś czas w odwiedziny, na święta itd - sam przyznał rację, że to było okropnym błędem. I nie chodzi o ocenianie, kto winny. Naprawdę. Bo ja nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem - Oni są źli, podli, a ja biedna skrzywdzona. Najnormalniej w świecie NIE PASUJEMY DO SIEBIE i tyle. Źle na siebie działamy - a więc jak nie będzie tych kontaktów, wyjdzie to na zdrowie i Im i mnie. A że są to rodzice mojego męża, a więc ludzie, których On kocha, nie mogę Mu zabronić kontkatów z Nimi, nie mogę wymagać od Niego aby się od Nich odcinał, obrażał - ujmując to jednym zdaniem: Cyrylko, nie wiemy ile dni jeszcze jest Im dane...Na każdym pogrzebie myślę sobie - Boże drogi, co warte jest to wszystko teraz dla tego człowieka, który tam leży - zimny, sztywny. Też miał i wrogów i przyjaciół. I co to teraz znaczy??? Nic. Kilka dni temu zmarła teściowa naszego przyjaciela. We śnie. Była zdrowa, silna, pomagała Im bardzo. Ale okropnie nie lubili się z naszym przyjacielem. Okropnie! Z tym, że ten nasz przyjaciel ma taka właśnie duszę filozofa, i wychodził z tego założenia, które ja Ci tu przytoczyłam. I dobrze. Powiedz, co dałaby Mu wojna, prowadzona przez te kilka lat? Tej kobiety już nie ma. I ja - zdając sobie sprawę z tego, że w każdej chwili może nastąpić taki właśnie koniec - nie chcę wojny. Chcę spokoju. Usilnie do niego dążę. Dopiero jak to nic nie da - przeprowadź drastyczne cięcia, o których pisały Ci już dziewczyny. Cyrylko, dasz sobie radę. W razie co - masz rodziców, nie zostaniesz sama. Bądź tylko spokojna - jestem święcie przekonana, że gdy Twój mąż zobaczy Twój stoicki spokój, Twoją klasę powoli, powoli zacznie zmieniać zdanie. Trzymaj się. A jak chcesz, pisz na priva. Pozdrawiam cieplutko Gosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka