Dodaj do ulubionych

malkontenci

IP: *.* 14.01.03, 12:26
Tak sobie siedzę i dumam i smutno mi coraz bardziej po porannej rozmowie z moim mężem. Znowu napędził się w swoim narzekaniu. Wystarczy jakieś drobne niepowodzenie - ot zawieruszenie karty taksówkowej - i napędza się u niego spirala niezadowolenia. Zmęczenie, "niewyróbka" w pracy, ogólny bezsens wszystkiego. No, tylko się powiesić. A ja, wyczulona na wszelkie złe nastroje moich najbliższych cały dzień potem martwię się o niego.Widzę, że to nie tylko mój mąż taki jest. Coraz więcej ludzi dostrzegam koło siebie wiecznie narzekających, wiecznie niezadowolonych. Zawsze, nawet jak już jest całkiem nieźle to oni znajdą sobie jakiś problem, jakiś powód do narzekania. I ja już chyba się tym "malkontenctwem" zaraziłam. Kiedyś miałam zasadę, żeny nie narzekać choćby nie wiem jak źle było. Nie marudzić, nie zazdrościć innym. Teraz już zaczynam dostrzegać u siebie takie symptomy...To nie chodzi o to, że siedzę w domu na wychowawczym i mi się nudzi - jakby ktoś mógł powiedzieć. Bo ja jestem z tym szczęśliwa. Zresztą - jakbym musiała wrócić do pracy to bym wróciła i też bym była zadowolona bo potrafię znaleźć dobre strony każdej sytuacji. Chciałbym, żeby mój mąż i wszyscy naokoło mnie potrafili właśnie cieszyć się życiem, drobnymi sprawami a nie dołować się przy każdej nadarzającej się okazji, tak jakby cierpienie ich uszlachetniało. I żeby umieli patrzeć na świat przez różowe okulary. Dlaczego my, Polacy jesteśmy takimi malkontentami?MKatarynka
Obserwuj wątek
    • Gość: eBeata Re: malkontenci IP: *.* 14.01.03, 15:08
      Taka cecha narodowa :-).A może niedopieszczeni jesteśmy i tak bardzo potrzebujemy współczucia, pogłaskania po głowie?No i z uśmiechem lepiej od razu nie startować, bo za głupka wezmą.A do tego jak innym źle, to za bardzo nie wypada z własną radością, sukcesem się wpychać i ... tak się sami nakręcamy.
    • Gość: guest Re: malkontenci IP: *.* 14.01.03, 15:43
      Oj skąd ja to znam. Mój mąż też wiecznie "marudzi". Generalnie staram się być wyrozumiała i cierpliwie wysłuchiwać jego "problemów", ale czasami mam już dosyć - wtedy stwierdza, że "przecież powinnismy być dla siebie oparciem... ze powinniśmy razem rozwiązywac problemy....".Tylko, że np. nagły termin spotkania z szefem - "oznacza, że pewnie dostanie wypowiedzenie" - i nagle zaczyna szukac nowej pracy; A ma ciągłe nagłe spotkania, bo jest na dosyć wysokim stanowisku.Gdy robię debet na kącie (500 zł) - to już się martwi, że za dużo wydaliśmy w tym miesiącu i jak to spłacimyi ciągle...ciągle...cosAle tak ma cała jego rodzina. Gdy jedziemy do nich na weekend to (mam takie wrażenie) wszyscy siadaja wokół stołu i zaczyna się "dyskusja-uzalanie sie" nad sobą. I wszyscy się prześcigają kto ma gorzej. Nigdy się z niczego nie cieszą. Teściowa bardzo sie stara, zeby przejść na wcześniejsza emeryturę "bo to jednak stały grosz". Jednocześnie ciągle prawie płacze, że "teraz to będzie mniej tych pieniązków na życie" - mimo, że i tak będzie nadal pracować dodatkowo i zarobi w sumie 2x więcej. Ale gdera i gdera, że tak źle i tak nie dobrze.A ostatnio zapytali mnie dlaczego ja nic nie mówię - "bo wszyscy mówią, że teraz jest tak źle, a ty jedna mówisz, że jest OK".
      • Gość: lea Re: malkontenci IP: *.* 14.01.03, 20:26
        Hmm chyba takie czasy ??? ludzie potrzebuja sie wyzalic, lzej im wtedy... ja też często szukam takiej wierzby do wypłakania, kiedy jest mi żle muszę to wyrzucić z siebie i wtedy ciesze się, że są takie wiezrby - sama nia często jestem ;)A kiedy już sobie pomarudzę czuję się lepiej, wiem, że jutro nowy dzień wstaje, a nuż wygram w totolotka, w końcu kiedyś musi być dobrze no nie ?może powinniśmy się nauczyć czerpać satysfakcję z tego co mamy ? że nie ma tu wojen, że mamy rodzinę, że jesteśmy zdrowi, ze dzis moje dziecko kolejny raz powiedziało "kocham Cię mamo ! "... jest tyle pięknych powodów do radości- trzeba czasem sobie o nich przypomnieć :)pozdrawiam lea :hello:
        • Gość: guest Re: malkontenci IP: *.* 14.01.03, 22:38
          a ja sobie myślę, że to dlatego bo łatwiej narzekać niż szukac w życiu czegoś dobrego, wziąść się za siebie,uśmiechnąć pomimo wszystko...takiego narzekacza to i pogłaszczą i pożałują , czasem zrobią za niego bo taki biedny...a zadowolony ?no cóż jak taki zadowolony to niech sobie radzi sam....a może narzekaniem nie chcemy kusić losu?takie czry żeby nie było gorzej?Kasia
          • Gość: Magda72 Re: malkontenci IP: *.* 17.01.03, 06:16
            Wydaje mi sie, że czymś innym jest wyżalenie się, że mi źle do kogoś, kto mnie zrozumie i pocieszy, a czymś innym ciągłe użalanie się nad sobą, widzenie wszystkiego w czarnych kolorach, bezustanne przedstawianie rzeczywistości gorzej, niż jest naprawdę. Niestety też coraz częściej spotykam ludzi, ktorzy standardowo narzekają na otaczającą rzeczywistość. Nawet jeśli wcale nie mają tak źle. Tak, jakby w dobrym tonie było lamentowac. Jakiś czas temu przestałam kontaktować się z jedną koleżanką, bo po każej rozmowie z nią miałam wrażenie, że świat spada mi na głowę. Nie jestem za sztuczną gadką, że wszystko zawsze jest ok, ale maruderów staram się unikać. Dla ocalenia siebie, bo mam skłonność do wpadania w depresje. Kiedyś z mężem zrobiliśmy założenie, ze nie narzekamy bez powodu i staramy się dostrzegac dobre rzeczy w każdej sytuacji. I bardzo nam to pomaga. I próbujemy uczyć tej sztuki synka, bo mamy obydwoje wrażenie, że bardzo to w zyciu pomaga.Pozdrawiam!1Kalpa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka