Moja walka o 300 millitrów...

IP: *.* 15.01.03, 00:19
Michała karmiłam butelką.Tak wyszło.Bałam się drugiej ciąży jak diabli. Bo trzeba będzie karmić. Bo może znów nie wyjsc naturalnie. Bo porażka będzie bolała jak mało co.Poprzednio zabolało. Bardzo. Mało co mnie tak w zyciu bolało jak tamta porażka...Ciepłego Kluska położyli mi na brzuchu o 2.25. I poł godziny potem przystawili dziecko do piersi. Ssało. A ja sie tak bałam...Następnego dnia trzymałam dziecko 24 godziny na dobe przy piersi. I kolejnego również. Nie zapomne tego uczucia - dziecko ma w kącikachust biały płyn. Dyskretnie wycieram oczy. Jakos zrobiło sie tam mokro...Ale dzieko płacze. Ciągle. Budzi się i krzyczy. Nie wiem... Boję sie,że głodne. Nieśmiało mówie o tym pediatrze. Krzyk - "czemu pani trzyma tyle dzieko przy piersi! prosze dokarmiac! brodawki sie pani zmacerują! nie wolno tak!".Spuszczam głowę. Biorę dziecko na ręce.Położna wlewa kieliszek bebilonu do buzi Wojtusia.Wojtuś śpi.A potem znow sie budzi i krzyczy... I znow pol godziny przy piersi i kieliszek bebilonu.To byl moj pierwszy błąd.Jestem już w domu. Wyszłam na wlasne żądanie. DZiecko nie płakało chyba z głodu,. Jest odparzone. Uczula bephanten. Stąd płacz.Karmimy się dalej mieszanie.Chcę zobaczyć ile mam pokarmu - sciągam. Coraz częsciej ściągam...Mój drugi błąd.Ale chce karmić piersią.Dzwonię po pogotowie laktacyjne. Dwie miłe dziewczyny przeszkalają mnie. Nareszccie ktos mi cos wyjaśnił.Noc z WOjtusiem przy piersi. Dzien z Wojtusiem przy piersi.Dwuletni Michał histeryzuje. Nie lubi mnie. Ja się boję...Wojtuś po 20 godzinach naturanego karmienia odmawia współpracy.Lamię sie. Podaje butelke. Znów sprobuję wytrzymać jak najdłuzej. Nic nie skutkuje - ziola, przystawianie, jestem totalnie spięta. Zostaję sama z dziecmi. Matka sie na mnie obraza i zostawia mnie samą. Nie ma warunków do powalczenia o laktację... Podaję butelke..Błąd trzeci.Ale odciągam. Bolą mnie piersi. Wojtuś ma pleśniawkę. Oboje mamy pleśniawke. Przeziębiłam obie piersi. Koszula nocna na gołe ciało boli niewyobrażalnie.Odstawiam małego "na trochę".Bo ciągle się nawzajem zarażamy grzybkiem, bo ciągle boli.Błąd czwarty.Ale ściągam. Ciągle mam pokarm.Mały już nie chce piersi. Ciagle za to ma pleśniawke. Jest mu niewygodnie na rękach. Ustępuję.Będę tylko ściągać i podawać przez butelkę.Kolejny błąd. Piąty.Niedługo miną dwa miesiące jak ściągam mleko. Mam go coraz mniej. Ale ściągam. Teraz już nie mam tyle sił, bo co trzy godziny wstawać na godzine, karmić małego i bawić sie laktatorem. Od dwóch tygodni nie ściągam mleka w nocy, nie jestem zmorą z laktatorem w dłoni...Błąd...Błąd...Błąd...Ale nie mam już siły.Fizycznie nie mam siły.Mleka jest coraz mniej.Ledwie wystarcza na swie 160 ml porcje.Ale jeszcze jest...Tak walcze o laktacje.Mały ma ponad trzy miesiące.Pociągnę miesiąc, może dwa.Taka walka o 300 millitrów strasznie boli...Czy ktos mnie jeszcze czyta?PS: post na emamie umiescilam celowo. Na karmienie piersią sie nie nadaje zwyczajnie. Moja piers ma ksztalt butelki. Znów.
    • Gość edziecko: feratu Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 00:32
      Ja Ciebie jeszcze czytam :-)Nie poddawaj się, jesteś wspaniała :-) To piękne jak walczysz ze wszystkim na około, wbrew wszystkiemu :-) także ze sobą! Pozdrawiam Ciebie z całego serduszka, Feratu :-)
      • Gość edziecko: Aszanya Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 01:00
        Ja też Cię jeszcze czytam. Nie poddawaj się, próbój przystawiać. A jeśli nawet nie chce z cyca to pomyśl,że choć z butelki to zdrowsze to niż sztuczne, zawsze trochę przeciwciał.Ja walczyłam o pierś od początku mimo zniechęcania, że pewnie za mało pokarmu, że nie taki, bo mały nie przybywał przez pierwszy miesiąc. Ale urodził się przedwcześnie i miał prawo zasypiać przy piersi. Teraz ma 4 miesiące i świata poza cycem nie widzi, a fałdek i gramów stopniowo przybywa. Za to mam problem z tym że muszę wrócić do pracy i nie wiem czy starczy mi sił żeby tak dzielnie jak Ty odciągać, żeby kaszka lepiej smakowała, a po powrocie do domu był pokarm w piersiach. A problem tym bardzij bolesny, że Alek nie bardzo ma ochotę jeść z butelki czy łyżeczką wtedy gdy jest głodny i myśli tylko o jednym :), a nie sztucznych eksperymentach.Pozdrawiam Ciebie i synków gorąco. Anka
    • Gość edziecko: lidka Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 01:15
      Nawet nie wiesz jak cię rozumiem. Ja walczyłam nawet o 60 ml. Wytrzymałam 4 miesiące. Groszek urodził się 2 miesiące wcześniej, bardzo chciałam karmić piersią, przecież tyle matek potrafi, ma pokarm, to dlaczego ja miałabym nie mieć. Bardzo chciałam, może za bardzo.Okazało się, że naprawdę pokarmu miałam niewiele i Piotrek po tygodniu swego życia zaczął być dokarmiany bebilonem. Ty wiesz jak ja się czułam, gdy widziałam jak inne mamy odciągają 100 ml w 15 minut, a ja 40 ml w godzinę. Tak bardzo chciałam. Na przemian do butelki leciały krople mleka i moje łzy, było mi tak przykro, że nie dosyć, iż synek musi walczyć o życie, to ja nawet nie potrafię go nakarmić własnym mlekiem.Teraz wiem, że to wszystko przez stres, zdenerwowanie. Ale jak tu się czuć, gdy wokół każdy się pyta"No co masz już mleko, karmiłaś małego? Nie! Musisz się postarać, to dla niego najażniejsze!"Wiesz co Yenna, całą radość z narodzin synka, ten piękny jego widok przykrył mi cholerny brak laktacji.Drugi raz nie popełnię tego błędu. Moje dziecko piło i pije bebilon i ma się nieźle, a już na pewno nie gorzej niż dzieci "piersiowe".Trzymaj się. Myślę o Tobie!Lidka
      • Gość edziecko: Asiok Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 08:44
        Droga Yenno!Nie jestem aktywną uczestniczką forum, ale czytam Wasze wypowiedzi i Twój list bardzo mnie poruszył.Jak byłam w ciąży cały czas myślałam tylko o tym jak to będzie jak już będę miała swoje dziecko przy piersi. A tutaj, nie dosyć że poród katastrofalny (20 godzin zakończone cesarskim cięciem), to na dodatek Ola w ogóle nie chciała chwycić piersi. Oczywiście byłam zmuszona podać sztuczne mleko, bo Ola krzyczała z głodu a ja płacząc i popadając w coraz to większą depresję walczyłam nadal o jej przystawienie i odciągałam mleko. Z przystawienia nic nie wyszło. Przy wyjściu ze szpitala zauważyli, że Ola ma więzidełko i po prostu nie może przez to ssać. Niestety, nawet po podcięciu więzadełka Ola o piersi nie chciała nawet słyszeć. I w końcu poddałyśmy się, ale tylko do połowy. Postanowiłam odciągać mleko jak najdłużej. Na początku były problemy. Mało mleka a Ola ciągle głodna. Podawałam więc od czasu do czasu sztuczne. Po miesiącu okropne zapalenie piersi i decyzja lekarza, że hamujemy laktację. Jednak ja się uparłam i się nie poddawałam. Odciągałam mleko co dwie godziny w dzień a w nocy wtedy, gdy Ola się budziła. Mąż ją karmił a ja odciągałam. Z dnia na dzień było tego mleka coraz więcej a około 7 miesiąca to mogłabym wykarmić całą armię. Ostatecznie karmiłam Olę własnym mlekiem 13 miesięcy. Dlatego nie poddawaj się. Próbuj odciągać mleczko jak najdłużej. I nie miej do siebie wyrzutów, że znowu się nie udało. Każdy łyk Twojego mleczka jest dla Twojego synka wielkim skarbem. Życzę Tobie wytrwałości i dużo siły.Pozdrawiam Was serdecznieAśka
    • Gość edziecko: MichałaMama Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 08:40
      Witaj!Jeszcze czekam na drugą ciążę, ale i tak się boję powtórki z egzaminu pt:"karmienie piersią". To chyba ta trema tak nas zjada.bo wszystkie matki mogą wykarmić swoje dziecibo to najlepsze dla maluchabo to bo tamto...Tak byłam pewna że wykarmię małego piersią, że nawet nie wiedziałam jakie mleko można podać w zamian.I nie byłam tak wytrwała jak TY, sciągałam ok 30 - 50 ml, więc nie widziałam sensu. Przystawiałam go przez 4 miesiące zawsze najpierw do piersi, a potem butelka. Ale on nic w niej nie zostawiał... No może sporadycznie.Walcz jeśli jeszcze możesz, jeśli nie masz już sił to odpuść.Jesteś najlepszą mamą jaką mogli mieć Twoi synkowie.I na koniec coś, co postawiło mnie w końcu na nogi po ciągłym ryku w słuchawkę, jaka to ze mnie nieudana matka:"Za jakis czas usłyszysz od swoich dzieci: Mamo dziękuję Ci za to, że jestem!!! A nie: Mamo dziękuję Ci za to, że wykarmiłas mnie piersią przez pierwsze ... miesięcy"Pozdrawiam gorącoAknieszka
    • Gość edziecko: Beata32 Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 09:17
      Yenna, oczywiście, że czytam. Czytam i mam łzy w oczach. Ale ... czy naprawdę tylko to czy karmisz czy nie świadczy o tym, że jesteś dobrą mamą - ja tak wcale nie uważam. Różnie to naprawdę bywa. Mam przyjaciółkę, która swoje pierwsze dziecko karmiła piersią 2,5 roku. Natomiast przy drugim - wytrzymała 3 miesiące odciągania, coś nie zagrało na początku, ktoś nie pomógł, a może takie dziecko, że nie chciało współpracować ... i co? ... i nic ... ma śliczną, zdrową, bardzo kochaną córeczkę - może troszkę córeczkę tatusia, bo on bardzo chętnie zajmował się karmieniem. Yenna, Słoneczko, nie traktuj tego jako porażkę, jako mama możesz się sprawdzać na 1000 innych sposobów - to czy karmisz piersią czy nie, nie jest tego wyznacznikiem, to czy dziecko jest najedzone i szczęśliwe w Twoich ramionach jest najważniejsze. Takie jest moje zdanie. Beata(karmiąca pierwsze dziecko przez 14 miesięcy i za 2 miesiące przed następną próbą - wcale nie zakładam z góry, że tym razem pozjadałam wszelkie rozumy i napewno mi się uda ...)
      • Gość edziecko: ruda Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 09:35
        Yenna, nie rozpaczaj, w życiu ciągle błądzimy, a Ty z takim stresiorem, to niby skąd miałaś znaleźć spokój, żeby karmić? Ja kiedy Baśka całą 3 dobę życia wyła i jadła na przemian, błagałam, żeby jąd dokarmili, ja miałam szczęście do leniwego personelu, odesłali mnie, ja potem beczałam i omal nie dostałam zapalenia piersi. Bo nikt mi nie powiedział, że moje dziecko powinno mieć smoczek, bo am taki odruch ssania, że musi, a jak chce sobie possać, a leci mleko, to dostaje furii i wyje i tak w koło. Potem dwie takie noce w domu. A potem ktoś mnie oświecił. Ale karmiłam tyle, ile sobie zaplanowałam. Pamiętaj, to się rodzi w głowie.Aha, jeszcze jedno: a musi być 160 ml? moje dziecko nigdy nie było niedożywione i ładnie przybtwało na wadze mimo iż 150 ml osiągnęło ok. roku. JAk chodziłam do Sądu, kieyd ona miała 3-4 miesiące, to Norbert czesem jej wepchnął jakąś 90 ścigniętego mleka, a czasem 6-7 godzin nie jadła wcale. Mimo iż naprawdę byłam dojną krową nie ściągałam więcej niż 120 na raz. Może dlatego, że ręcznie? MAsz maszynkę do dojenia???PowodzeniaKasia
    • Gość edziecko: fran Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 22:19
      yen, wiesz ze razem z mezem jestesmy wielkimi fanami twej osobysmile, ale wiesz co psychoza karmienia piersią dopada nawet najwiekszych twardzieli. sciągaj pokarm, przystawiaj do piersi jak masz sile ale nie martw sie, i tak jestes najwspanialsza mama swoich synków, nie zaleznie od ilosci pokarmu. poza tym laktatory nigdy nie sciagna dobrze pokarmu, dlatego masz go coraz mniej. trzym sie cieplo i nie daj sie zarlokowismile))fran
      • Gość edziecko: eBeata Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 12:31
        O?! A mój wczorajszy post nie doszedł?!No to rozpisywać się ponownie nie będę, tym bardziej że już tyle pięknych słów otrzymałaś.Uśmiechnij się, przytul oba maluchy, wycałuj je i powiedź ode mnie, że mają wspaniałą mamę.Yenna, nie zadręczaj się tak, najważniejsze, żeby zdrówko było :-) i uśmiech ;-).
    • Gość edziecko: AneczkaG Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 15.01.03, 22:57
      Yen, przeczytałam do końca i co Ci mogę napisać? Ja, która pewnie przy takich problemach bym się dawno zraziła... Jesteś dzielna. :love:Aneczka
    • Gość edziecko: Mika_P Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 00:28
      Yenn, posłuchaj. O ile dobrze pamiętam, Michała nie karmiłaś piersią prawie wcale. Wojtuś już doświadcza daru mleka matki o wiele dłużej. To jest naprawdę znaczny postęp. De facto, to jest Twoje pierwsze karmione piersią dziecko, masz prawo do błędów i niepowodzenia. Pomyśl sobie, że ewentualne trzecie dziecko to najmarniej do poł roku bez problemu wykarmisz, czwarte do roku, a przy piątym będziesz rozpaczliwe posty pisać, jak zahamować laktację :)
      • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 08:33
        Twoja piers ma ksztalt butelki. Ale walka- ma ksztalt milosci- bo co innego zmusza rozsadna w sumie kobite do cierpienia z bolu i niewyspania przez 3 miesiace i nadzieji ze starczy na nastepne dwa? Podziwiam i gratuluje karmienia.Mame to Wojtus na loterii wygral
    • Gość edziecko: Guśka Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 09:53
      Yen! Boze jestes niesamowita!!! Podziwiam Cie z calego serca, Twoja sile i wole walki. ja pewnie bym sie poddala juz dawno. TYlko czemu az tyle samokrytyki, obwiniania sie wydziera z Twojego postu. jestes najwspanialsza mama jaka tylko mogl miec maluszek. Uwierz w to! Ciesz sie z kazdego dnia kiedy moglas mu dac wlasne mleczko i nie zadreczaj sie wyrzutami ze nie jest tak jak zaplanowalas. Ja myslalam ze w ogole nie bede miala pokarmu, bo pewnie tak bedzie i juz. Okazalo sie ze sie mylilam, po wielu probach w koncu mala zaczela jesc. Ale pewnie nie bedzie trwalo to dlugo... pewnie tydzien , dwa, gora miesiac. cieszylam sie wiec z kazdego dnia, z kazdego karmienia z kazdego lyczka. Nie myslalam o tym ile pociagne bo to nie ma sensu, wyrzadza tylko szkode. Stajemy sie coraz bardziej nerwowe, pograzamy sie w depresji. A to bledne kolo. Bylam spokojna i moze to sprawialo ze plynelo. Niestety po 3 miesiacach musialam zaprzestac ze wzgledu na stan zdrowia. Ale bylam szczesliwa i dumna ze choc tyle jej dalam. Nie mysl ze jestes gorsza bo inne karmia lata a Ty tylko (a moze az...) pare miesiecy. Kazda drobinka jest wazna, ale przynajmniej mi sie tak wydaje ze nie za cene Twojego zdrowia psychicznego! Przeciez i z mlekiem caly stres Twoj plynie. Twoja kruszynka oprocz mleka potrzebuje Twojego spokoju, usmiechu radosci i dobrego samopoczucia. Tak samo jest to wazne. I wierz mi dziecko Twoje bedzie Cie kochalo bez wzgledu na to jak dlugo bedziesz karmic go soba. Bedzie wdzieczne ze jest dla Ciebie najwazniejsze i ze kochasz go nad zycie! Z tego co pisaly mamy powyzej wynika i ze u Ciebie moze jeszcze wszystko ulozyc sie tak jak bys tego chciala. Zycze Ci tego bardzo bardzo mocno. Jesli jednak sil braknie (w co szczerze watpie :) to nie obwiniaj sie! Dalas dzidzi wszytsko co moglas. Jestes wspaniala!!!!Zycze powodzenia.
    • Gość edziecko: maria_rosa Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 10:08
      Ja przeczytałam każde słowo, które napisałaś.Wzruszyłam się niesamowicie.JESTEŚ WIELKA.:hello:maria rosa
    • Gość edziecko: asia_t Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 13:05
      Yenna, przeczytałam wszystko i Cię podziwiam, naprawdę!!! Psychoza karmienia piersią, jak słusznie ktoś już tu zauważył, dopada wszystkich... a po co??? Na pewno jesteś wspaniałą, najwspanialszą mamą! A swoją drogą, zdolny Twój Wojtuś, jeśli potrafi zjeść 160 ml mleka... :-) Uśmiechnij się!AsiaT, która przy takich problemach daaaawno by się poddala...
      • Gość edziecko: KATRINAK Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 13:57
        Yenno!Tyle chciałam ci napisać,ale dziewczyny zrobiły to za mnie.Z całego serca dołączam się do wszystkich postów. JESTEŚ WIELKA-dla mnie,dla wszystkich,którzy Cię czytają,a już na pewno dla swoich chłopców. Jestem z Tobą .Pozdrawiam Kasia
    • Gość edziecko: Kachna29 Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 16.01.03, 21:21
      Yenna, strasznie Cię podziwiam. Ja bym się pewnie poddała najpóźniej po trzeciej nocy z laktatorem. Ale z Ciebie uparciuch :-)Jesteś najdzielniejszą mamusią pod słońcem :-)
    • Gość edziecko: mamjuz Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 18.01.03, 18:30
      Oj, Yenna :))Pamiętam taką dziewczynę ,mamę Brunona... ( jeśli gdzieś jesteś, to z całego serca Cię pozdrawiam), nasze dzieci miały miesiąc, jak się spotkałyśmy.Wtedy pierwszy raz usłyszałam, co znaczy walczyć, o każdą kroplę...Co znaczy zafiksować się na karmienie. Co znaczy walka, kiedy złośliwa natura, odmawia współpracy.Dla mnie to jest jakiś kosmos, heroizm :jap: :jap:, zatracenie. I wtedy stało się tez trochę tak, że zamiast mamy Brunona, były dwie zmaltretowane brodawki i przerażenie. Potworne poczucie winy, potworny ból, zmęczenie, depresja, wrzeszczące, sztywne dziecko.. I pomyślałam sobie wtedy ( ach te frazesy), że pokarm i miłość nie koniecznie idą w parze. Bo zamiast miłości jest stres, niemoc, złość, pretensja, rozpacz i wołanie o pomoc.I wtedy zrobiłam najgłupszą rzecz, na jaka mnie było stać :gun:Powiedziałam : Słuchaj, ja mam tyle tego, że nie wyrabiam... to ,może chcesz trochę...? No koments.Wiem, ze mama B. jeszcze walczyła...ale potem przeszli na butelkę. I wierzcie mi, nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby o to pretensji. A już najmniej Brunon.Yenna, nie pozwól odtwarzać sobie płyty w głowie... ( Kobieto, jaka porażka?)Po prostu stań z boku i popatrz na siebie, na Wojtusia, na Michała. Jesteś strasznie dzielna, i jak dziewczyny pisały, wiele by się poddało sto razy szybciej.Terror naturalnego karmienia, walka, poczucie winy, po co tak ?Ja miałam histerię antyalergiczną i karmiłam Kluchę ponad 20 miesięcy, ale po 8 zakończyłam nocne karmienia, bo wiedziałam że wszyscy sfiksujemy. I nie mam do siebie pretensji o nic. I gdyby mi przyszła susza mleczna...Yenna, nie wahałabym się, flacha i już. Mamy takiego flaszkowego koleżkę, rówieśnika, myślisz, że coś widać ?! ;)) :)) ? Mama flaszkowca dała mu tyle samo miłości, ciepła, czasu, zainteresowania, uśmiechu, co ja. A może nawet i więcej. No, i biust ma ładniejszy :))Bardzo Cię podziwiam :jap: :jap: :jap:MonikPs. To że piszesz na emamie jest symptomatyczne :)) Musisz popracowac nad matczyna samooceną ;)) Raczej in plus, Kobietoooooo! :love:
    • Gość edziecko: annmro Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 18.01.03, 21:06
      Bardzo dobrze Cię rozumiem!!!Moja przygoda z karmieniem piersią zaczęła się od takiego nawału pokarmu, że nie mogłam zrozumieć jak inne kobiety się tym fascynują. Przez pierwsze 2 tygodnie albo karmiłam Amelkę albo zciągałam pokarm - koszmar! Płakałam do męża by wreszcie mi się coś uregulowało, albo zagoiło krocze albo przestały ciągle przybierać piersi. Bałam się, że tak jak moja mama będę się męczyła (ona po moim urodzeniu codziennie rano oddawała 4-6 butelek mleka przez 7 miesięcy). Położna dała mi coś na zmiejszenie laktacji i było ok. Ale Amelka się zaczęła robić marudna. Ma dni, że w ogóle nie chce się przyssać do piersi i wtedy gdy już się histerycznie domaga jedzenia podaje jej sztuczne i zciągam swóje mleko, które później podaję. Takim sposobem mam coraz mniej mleka, bo błędne koło się zamyka. Opijam się wodą by częściej mi piersi przybierały i zciągam, ale już nieraz mam tego serdecznie dosyć i muszę sama z sobą pogadać, że to jest dla dobra dziecka, bo podobno laktacja zależy od nastawienia psychicznego.Wiele kobiet ma takie dylematy i problemy z karmieniem, a wina chyba jest po stronie tej całej propagandy z naturalnym karmieniem, która jest rozpowszechniana. Przez nią kobiety w ciąży już są zestresowane czy nie będą po porodzie tymi "gorszymi" matkami i karmiły sztucznie, a przecież steres nie sprzyja karmieniu piersią!Trzymaj się i zciągaj - nie jesteś sama!
    • Gość edziecko: YennaM Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 15:37
      Dziekuje Wam wszystkim za cieple slowa.Dziekuje za maile i za posty.Lekko wyluzowalam. Aż tak się nie szarpie, nie drecze sie co 3 godz tym laktatorem.Ale jeszcze nie jestem w stanie podjąć decyzji czy ciągnąc to wszystko dalej, czy dać sobie spokoj.Pewnie nie byłoby to takie trudne, gdyby nie ta psychoza karmienia, ten przymus, ta propaganda. I to, że ciągle się słyszy, że każda kobieta jest w stanie karmić naturalnie swoje dziecko.Ze każda kobieta może je sama wykarmić.Że...Takie jak ja posądza się o wygodnictwo, lenistwo, brak dobrej woli.Są kobiety, ktorym karmienie przychodzi naturalnie. Łatwo. Spotykałam takie na korytarzach szpitalnych za każdym razem.Mi, pomimo naprawde wielu staran nie przyszlo łatwo. Chyba w ogole nie przyszlo.Klub Pokarm i miłość nie dla mnie.Nie ważne, ile miłości, wyrzeczenia, ciepienia, smutku, poświęcenia i troski jest w każdej kropli składającej się na to 300 ml...Pokarm i miłość.
      • Gość edziecko: Beata32 Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 15:53
        Yenna ... daj spokój nie tylko ten pokarm to miłość, ale każdy który jest podawany z miłoscią, jak to kiedyś określił pewien pediatra który przyszedł do mnie na wizytę domową, kiedy przeczytał, że rodziłam w św. Zofii - "a... to pewno miała Pani doczynienia z tymi nawiedzonymi z poradni laktacyjnej". Ano miałam i to co opowiadały to było wszystko pięknie - tylko ani słowa o tym, że sutki mogą krwawić - ależ skąd - wystarczy jeśli dziecko chwyta prawidłowo - sprawdzały - chwytało - ale krew mi leciała z tydzień - a wystarczyło powiedzieć i od razu zabrałabym do szpitala Bepanthen, a tak - ze 2 dni łzy w oczach i zdziwienie dlaczego boli - przecież miało być tak przyjemnieSmoczek - be ... a o tym, że potrzeba ssania nie może być zaspokojona przez tryskające mlekiem piersi ani słowa. (w książce - info, że w takim przypadku dać pustą pierś - tylko skąd taką wziąć ???)Butelka be, be, be ... czyli na wizytę w sprawie kontroli szwu, kiedy na dworze wiało padał śnieg miałabym jechać z małym, bo smok chciał czasami jeść co godzinę - odciągnęłam, a mąż - pękał z dumy i szczęścia, że sam mógł nakarmić, że sobie poradził i był w tym czase w pełni samowystarczalny ...Dzielna jesteś że tak się starasz Twoje maleństwo ma wspaniałą mamę i będzie Cie kochać nie zależnie od tego, jak karmisz - tylko za to, jaką mamą jesteś.Trzymaj sięBeata
      • Gość edziecko: Adzia Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 16:02
        Yenna...Tak, pokarm i miłość.Tak, bo w tych kropelkach i w Twoich słowach jest tyle miłości...Właśnie, że to widać. I nie wmawiaj sobie, że jest inaczej. A z miłości niech każdy sam siebie rozlicza.Nie porównuj się z innymi. Bo właśnie z tych porównań wychodzi Ci, że każdy ocenia Twoje macierzyństwo na podstawie ilości mleka.A tak nie jest, zapewniam Cię.O czym sama zresztą dobrze wiesz. Nie szukaj naokoło osób, które miałyby Ci za złe niekarmienie piersią, bo takich osób jest ..no, na pewno mniej niż myślisz.PS. Ja z tych, co bez kłopotów. Ale tak jak Ty, z laktatorem, wytrzymałabym najwyżej miesiąc, nie dłuzej. Dlatego podziwiam. Bo jeśli już będziemy się oceniać na podstawie determinacji w podtrzymywaniu laktacji, to jednak jesteś lepszą matką ;-)
        • Gość edziecko: kasia.s Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 16:47
          Cześc!Ja mam prawie 5-cio miesięczną córeczkę i od ukończenia przez nią 3-go miesiąca zycia śćiągam pokarm-bo rybka odmówiła ssania piersi :(Po tym jak kategorycznie odmówiła ssania zaniechałam ściągania ale mialam tak potworne wyżuty sumienia,że nie mogłam z tym żyć...Po trzech tygodniach nieściągania znowu zaczęłam walczyć o każdą kroplę mojego mleczka.Rybka moja je moje mleczko w dzień a w nocy sztuczne i jest szczęśliwą małą dziewczynką a ja szcześliwą mamą.Nie zamierzam nic narazie zmieniać :)I świetnie Cię rozumiem-Wiem jak BARDZO BOLI gdy nie można dać dziecku swojego pokarmu!Uwież mi naprawdę rozumiem Cię jak nikt-był taki moment,że ja chciałam kupić pokarm kobiecy-tak bardzo nie dawała mi żyć ta świadamość,że inne dzieci mają naturalny pokarm a moja Zuzia nie!!!! :( :( :(Wpadłam w paranoję natyralnego karmienia(jak gdzieś widziałam kobietąę karmiącą piersią to miałam łzy w oczach...)Ale teraz już jest dobrze.Naprawdę można wszystko-jak się naprawdę chace!!!Kasia -wciąż ściągająca z uporem maniaka mleczko dla Rybki :)
      • Gość edziecko: YennaM Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 17:05
        No i wyszlo na to, ze nieswiadomie podzielilam nas na te dobre, mniej dobre i zle... :(Kurcze, a zmierzalam do tego, ze to chore, zeby oceniac swoje/czyjes macierzystwo po sposobie karmienia.Tylko jak to wywalic ze łba sobie?
        • Gość edziecko: Hermiona Re: Moja walka o 300 millitrów... - Pokarm i miłość IP: *.* 23.01.03, 17:17
          Yenno!:jap: :jap: :jap:Monika
    • Gość edziecko: YennaM Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 14:13
      Zycie samo dopisalo zakonczenie historii.Od dwoch dni buzia Kluska jest zaczerwieniona, policzki robią sie szorstkie.Jest wiecej krostek nie dotychczas.Odstawiam więc piers.Nigdy w zyciu nie dojde przy piersi co uczula.Bo nawet przy scisjek diecie Klusek byl lekko sypnięty.Od dzis koncze przygode z laktacja.To, co uciagnę wyląduje w zlewie.Karmilismy sie prawie 4 miesiace.Jak na taką szarpanine z samą sobą - to i tak jestem niezła.I to by bylo na tyle...YennaMPS: dobra wiadomosc - za pare dni bede mogla bezkarnie spac bez biustonosza ;) hehe. Juz mialam dosyc tych wiecznych lejców ;)
      • Gość edziecko: Renata27 Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 15:12
        yennacztery miesiace- to nie malo, mozesz byc z siebie dumna i wokól Ciebie samo szczescie przeciez :)
      • Gość edziecko: Beata32 Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 17:08
        Yenna, tak ja już mówiłam - uważam Cię za bardzo dzielną kobietkę - Kluseczek ma szczęście, że ma taką wspaniałą mamę.Niezła - mało powiedziane - jesteś świetna !!!PozdrawiamBeata i Wiercipiętek
      • Gość edziecko: Guśka Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 17:21
        Alez ten Twoj maluszek ma wspaniala i dzielna mame! Zobaczysz podziwom nie bedzie konca :)Pozdrowienia dla calej czeladkiAgnieszka
      • Gość edziecko: magamaga0 Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 17:40
        Yenna, gratuluję wytrwałości :-)Ale mają udaną mamę te Twoje chłopaki!!!!!Marghe
      • Gość edziecko: Mika_P Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 27.01.03, 23:34
        Yenn, ty tu nie ściemniaj z alergią, tylko uczciwie powiedz, że odstawiasz dziecko od piersi, bo Ci niewygodnie spać w bieliźnie ;) Świetna jesteś, i teraz wreszcie będziesz zrelaksowana - a poczytaj tu na forum: zrelaksowana matka = szczęsliwe dzieci. Gratuluję wytrzymania 4 miesięcy z laktatorem.
      • Gość edziecko: ania_s Re: Moja walka o 300 millitrów...-Epilog IP: *.* 28.01.03, 10:05
        Też ściągałam mleko dla synka, wytrzymałam pół roku, do dzisiaj nie wiem jak. Totalna głupota, drugi raz tak bym nie zrobiła, ale na własnych błędach uczy się najlepiej. A to że ściągałam mleko uwazam za totalny błąd i niewypał. Dopiero jak przestałam, poczułam że żyję (dosłownie) a synkowi nie zrobiło różnicy, że pije sztuczne mleko. W końcu zaś mama mogła odpocząc i najeść się do syta bez patrzenia czy to uczula, czy też ciężkostrawne czy że nie wolno itp. I gdziekolwiek wyjść bez dojarki!pozdrawiamAnia
    • Gość edziecko: AgnieszkaLO Re: Moja walka o 300 millitrów...Przepraszam, ze wracam do tego watku IP: *.* 31.01.03, 11:18
      Yena - gratuluje 4 m-cy z laktatorem. Przeczytałam cały Twój post :) To oczywiste, że ta cała ideologia blokuje kobietki, ale muszę Wam coś napisać :)Ponieważ stałam sie mamą "w biegu", z 12 godz. pracy nagle mamą, nie zdążyłam nakarmić się tą ideologią. Przeczytałam cudowna książkę "Sztuka karmienia piersią" w tłumaczeniu P.Krupy - pomogła w każdej chwili rezygnacji i jakiejś "awarii". I polecam ją wszystkim, którzy chcą karmic piersią. Uodporniłam sie na teksty typu:" ściągnij i sprawdź ile masz pokarmu", "dziecko za mało przybiera", etc.. Z tej ksiązki płynie taki spokój, mama nic nie MUSI i dziecko też nie MUSI!Karmiłam Marcinka do 6 m-ca życia wyłącznie piersią (a teraz ma 14 -m-cy i jeszcze sobie cyca cyca w nocy). Wiecie ile maksymalnie ściągnęłam laktatorem ... 35 ml!!!!!Gdybym to powiedziała pediatrze lub położnej od razu kazaliby mi dokarmiać. Raz udało mi sie po 4 godz. ściągnąć 90ml!!!! (ale miałam zastój!).Wiem, że nie każda kobieta sobie radzi z naturalnym karmieniem i nie każde dziecko też! Ale jak juz karmi, to niech da sobie spokój ze sprawdzaniem samej siebie.160ml - nigdy, przenigdy mi się nie udało! Jeszcze raz gratuluję Yenie. A inne Mamy niech nie sprawdzaja miarkami ile mają mleczka, jak Dzidzia nie płacze z głodu i śpi (czasami :) ) to wszystko jest OK.Nie dajmy się zwariować.Kurczę, najważniejsza jest miłość!Pozdrawiam Ag
      • Gość edziecko: YennaM Re: Moja walka o 300 millitrów...Przepraszam, ze wracam do tego watku IP: *.* 31.01.03, 11:47
        A(Le)gatko, pierwsze, mi sie tez nigdy nie udalo sciagnac 160 ml na raz. Po prostu "zbieralam" mleko z dwoch-trzech ciagniec na jedna porcje.Po drugie, tez mialam te ksiazke. Kupilam ja zanim urodzilam, dziecko.Ale niestety, jestem przykladem tego, ze bez wsparcia najblizszych karmienie piersia po prostu czesto sie nie udaje.Wsparcie jest najwazniejsze. Ja tego nie mialam. Z reszta - z perspektywy kilku dni uwazam, ze po prostu nie bylo warto sie az tak szarpac.Karmienie ok, ale nie za wszekla cene.PozdrawiamYennaM, mama karmiaca butelką
        • Gość edziecko: AgnieszkaLO Re: Moja walka o 300 millitrów...Przepraszam, ze wracam do tego watku IP: *.* 04.02.03, 10:45
          Jasne Yenna. Zgadzam sie z Twoja decyzja, tylko napisalam dla tych, ktorzy nie daj Bog zasugeruja sie tym, ze ktos sciaga 160, a one maja w butelczce 20ml. Ja sama bylam wkurzona kiedy polozna opowiadala mi o mamach zalewajacych sie pokarmem, ktore w pare minut moga napełnic szklanke (sic!). I patrzyla na mnie z uwaga czy zechce podzielic sie moimi doswiadczeniami, zeby mogla natychmiast zalamc mnie tekstem:"no, to trzeba dokarmiac", chociaz Marcin nie plakal, spal i nie wygladal na glodnego (mimi, ze malo przybieral na wadze).Masz racje wsparcie jest wazne i zrozumienie najblizszych (chociaz o to bardzo trudno, bo to przeciez tylko :) faceci, najczesciej.Ciesze sie, ze zaakceptowalas siebie i buteleczke, bo chyba jestes szczesliwasza a to dla dziciaczka na pewno bardzo wazne.Pozdrawiam Ciebie i Twoje Szkraby serdecznieAg
    • Gość edziecko: Awetom Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 18.02.03, 19:51
      Hej!Nie martw się tak , to najbardziej szkodzi laktacji. Jesteś strasznie dzielna babka, i nawet jak się nie uda to i tak zrobiłaś więcej niż w ludzkiej mocy. Pewnie ze kobiece mleko lepsze, ale na mieszankach też piękne dzieciaki rosną! Ciesz się maluchem. Teraz tak się zabijamy żeby je najzdrowiej karmić a one i tak przez resztę życia będą najbardziej kochać " hambujgery", i to dopiero będzie problem!!Uszka do góryPozdrawiam
      • Gość edziecko: YennaM Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 18.02.03, 20:02
        hehe :) :) :)ale juz nie ma co szkodzic laktacji :)oboje zaprzyjaznilismy sie z butelką i obojgu nam to wychodzi na zdrowie :)pozdrawiam serdecznie :):hello:YennaM
    • Gość edziecko: stewa Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 21.02.03, 11:45
      Droga Yenno ! Wiem co czujesz , poniewaz sama karmie swojego synka Maciusia butelka (sciagnietym mlekiem oraz mieszanka). Tak jak Twoja historia bardzo mnie poruszyla , poniwaz zrozumialam,ze nie ja jedna mam podobny problem , tak moze moja podniesie Cie troche na duchu. Rodzilam na Karowej i z samego porodu bylam zadowolona,ale okazalo sie ,ze maly ma bardzo powazna zoltaczke i od razu po porodzie zostal zabrany na fototerapie , gdzie przebywal 48 h i byl mi przywozony na karmienie 2 razy na dobe po 20min(mozesz sobie wyobrazic jak to karmienie wygladalo).Okazalo sie ,ze to i tak bylo robione "dla uspokojenia sumienia pan poloznych" bo maly od samego poczatku byl dokarmiany bebilonem przez smoczek.Gdy w koncu przywiezli go juz do mnie na sale ciagle spal i w ogole nie chcial ssac(wtedy nie wiedzialam ze po prostu biedak nie umie...).Wielokrotnie prosilam o pomoc polozne i musze przyznac ,ze sie staraly(przynajmniej niektore),ale nie zmienilo to faktu,ze Macius nadal nie otwieral buzi szeroko , brodawki gryzl i natychmiast zasypial przy piersi.Doradca laktacyjny kazal pobudzac laktacje laktatorem(CO 2H PO15MIN KAZDA PIERS) oraz budzic malego co 2h w dzien i wnocy co 2h i probowac karmic.Ja po 30 min sciagania pokarmu mialam 5 ml a on nadal ssal sama brodawke wiec sie nie najadal.Dokarmiano go wiec bebilonem specjalna lyzeczka(horror!) oraz z kieliszka.Po 5 dniach (piatek)wyszlismy do domu,a juz w poniedzialek bylismy w poradni laktacyjnej.Zalecenia:karmic max 20 min z jednej piersi , jezeli sie nie naje sciagnac reszte pokarmu laktatorem i dokarmic lyzeczka.W teorii proste...A w domu kazde karmienie trwalo ok. 2 h ( najpierw piers ,pozniej jednak druga a nastepnie lyzeczka-3/4 z trudem sciagnietego pokarmu ladowalo na sliniaku). Co do wsparcia meza..Przez pierwsze dni zapalu mial ze ho ho - glownie jesli chodzi o udzielanie mi rad:nie tarmos go za ucho , za plytko przystawilas , za gleboko itp.Karmil tez Maciusia ta cholerna lyzeczka-maly plul krztusil sie nie lykal, czkal zapowietrzal- wszystko tylko sie nie najadal.Przez pierwsze dwa tygodnie zycia naszego synka my jak rowniez on spalismy 4-5 h na dobe , a dziecko podczas karmienia aby nie spalo(wciaz wysoki poziom bilirubiny)bylo:rozbierane ,glaskane pod wlos, szczypane,tarmoszone za glowe,pociagane za raczki i nozki.Nadal nie ssalo prawidlowo co skonczylo sie dla mnie poranieniem brodawek.I wtedy powiedzialam dosc-to byl pierwszy kryzys - i podalam butelke , dziecko sie najadlo , usmiechnelo iposzlo spac na 2 h.I wtedy ja ku mojemu ogromnemu zdumieniu moglam zjesc , umyc zeby i...zwazyc sie .Okazalo sie ze przez dwa tygodnie od porodu schudlam 16 kg.Ale po wiekiej i nieprzyjemnej awanturze z mezem (jak to moze byc,abym o karmieniu decydowala ja sama a nie MY) znowu zaczelismy walke o karmienie "naturalne"- chociaz z natura to nie mialo nic wspolnego.Druga wizyta w poradni laktacyjnej nie wniosla nic nowego-"na pewno nie ma pani za malo pokarmu , kazda matka moze wykarmic swoje dziecko , prosze wyobrazic sobie ze jest pani na Madagaskarze , to ssak on nie da sie zaglodzic".Na techike (a raczej jej brak) ssania polozna nie zwrocila uwagi poniewaz byla zajeta rozmowa prywatna przez telefon komorkowy.Na nasza prosbe aby pokazala nam jak prawidlowo karmic lyzeczka(to naprawde proste...?)probowala nakarmic Macka ale jak zwykle odmowil wspolpracy-komentarz:ma chlopak kregoslup.Wiele ta wizyta nam nie dala.W domu koszmar karmienia zaczal sie na nowo.PO 2 dniach kupilam sterylizator , butekli i smoczki .Tym razem maz nie skomentowal.Juz 4 tydzien odciagam ile moge i dokarmiam mieszanka.Mam potwornego psychicznego dola , ciagle obwiniam sie o to ,ze nawet nie potrafie nakarmic swojego dziecka i boje sie panicznie nastepnej ciazy i kolejnego "egzaminu z karmienia".Nigdy nikomu niczego tak nie zazdroscilam jak innym matkom w szpitalu , ktore "zalewaly sie pokarmem" i naturalnie i z radoscia karmily swoje malenstwa. Wciaz smutna AsiaP
      • Gość edziecko: Cydorka Re: Moja walka o 300 millitrów... IP: *.* 21.02.03, 13:19
        Droga YennoTeż wiem przez co przeszłaś, Janek ma teraz 9 mcy karmie go piersia ale jak pomysle przez co przeszliśmy to do tej pory łza mi sie w oku kreci. Po porodzie było o.k. mały spał długo czsem jadł i jakos mu to wystarczyło .Kłopoty zaczely sie w 3 dobie on jadl na okraglo ale stale płakał. Położne oceniły należy dokarmic bo sie wykończycie obydwoje. To była jedyna rzecz przed ktora ostrzegały mnie koleżanki. NIE powiedziałam bede walczyć. 4 dnia bylismy juz w domu i dopiero sie zaczelo Janek wisial mi na cycu stale i stale sie darl. 5 dnia wylądowaliśmy w poradni laktacyjnej i zdieki temu karmie Janka do dzis. Kochana Pani doktor szybko pomogła mi odciaganc mleko nakarmilismy Janka sonda(nigdy, smoczkem kubkiem itp) stosowalismy technike sonda-piers zcyli ja przystawiałam Janka do piersi a maz w tym czasie wkładał mu do dzioba mała rurke przez ktora podawał sztrzykawka mleko. mały niby ssal a mleko lecialo przez strzykawke. walczylismy tak 10 dni. Pani doktor ocenila ze powinnam stosowac specjalne nakladki na brodawki bo poranione i plaskie. To byla kolejna pomocna rzecz. Ale te dwa tygodnie oceniam jako horror. Dzien wygladal tak-odciaganie mleka karmienie usypianie Janka odciaganie mleka karmienie itd zero czsu na sen co tam sen na nic, Boże jakbyło cięzko odciagnać mmleko na kazde karmienie, herbatki cuda, brodawki bolały mnie tak ze myslalam, ze mi to mleko z mózgu, z wnetrzności wyszarpują. Ile razy chciałam sie poddać. Ile razy myślałam o butelce. Nie poddałam się ale to wszystko zawdzięczam rodzinie i przyjaciołom dzięki nim Janek ma teraz cycusia. Ja sama juz dawno bym się poddała. Dlatego rozumiem jakie to ciężkie, bo przecież dla kobiety nie móc karmić swojego dziecka piersia to duży ból. Piszecie pokarm i miłość ja mówię najważniejsza jest miłość a tylko usmiechnięta i wszczęsliwa mama może w pełni cieszyć się macierzyństwem dlatego Yenno uważam że NIE JEST WAŻNE JAK KARMIONE WAŻNE JEST JAK KOCHANE i ja mimo że mnie się ta walka udałam całym sercem jestem z mamami które walczyły bez sukcesu. bo na tym czy mleko leci czy nie sprawa sie nie kończy.PozdrawiamP.S. Swój pierwszy post pisałaś 15.01 dziś jest 21.02 a u Was pewnie już sie wszystko wyprostowało, jesteście na butli albo na cycu wszystko jedno ale szczęsliwi
Pełna wersja