Gość edziecko: YennaM
IP: *.*
15.01.03, 00:19
Michała karmiłam butelką.Tak wyszło.Bałam się drugiej ciąży jak diabli. Bo trzeba będzie karmić. Bo może znów nie wyjsc naturalnie. Bo porażka będzie bolała jak mało co.Poprzednio zabolało. Bardzo. Mało co mnie tak w zyciu bolało jak tamta porażka...Ciepłego Kluska położyli mi na brzuchu o 2.25. I poł godziny potem przystawili dziecko do piersi. Ssało. A ja sie tak bałam...Następnego dnia trzymałam dziecko 24 godziny na dobe przy piersi. I kolejnego również. Nie zapomne tego uczucia - dziecko ma w kącikachust biały płyn. Dyskretnie wycieram oczy. Jakos zrobiło sie tam mokro...Ale dzieko płacze. Ciągle. Budzi się i krzyczy. Nie wiem... Boję sie,że głodne. Nieśmiało mówie o tym pediatrze. Krzyk - "czemu pani trzyma tyle dzieko przy piersi! prosze dokarmiac! brodawki sie pani zmacerują! nie wolno tak!".Spuszczam głowę. Biorę dziecko na ręce.Położna wlewa kieliszek bebilonu do buzi Wojtusia.Wojtuś śpi.A potem znow sie budzi i krzyczy... I znow pol godziny przy piersi i kieliszek bebilonu.To byl moj pierwszy błąd.Jestem już w domu. Wyszłam na wlasne żądanie. DZiecko nie płakało chyba z głodu,. Jest odparzone. Uczula bephanten. Stąd płacz.Karmimy się dalej mieszanie.Chcę zobaczyć ile mam pokarmu - sciągam. Coraz częsciej ściągam...Mój drugi błąd.Ale chce karmić piersią.Dzwonię po pogotowie laktacyjne. Dwie miłe dziewczyny przeszkalają mnie. Nareszccie ktos mi cos wyjaśnił.Noc z WOjtusiem przy piersi. Dzien z Wojtusiem przy piersi.Dwuletni Michał histeryzuje. Nie lubi mnie. Ja się boję...Wojtuś po 20 godzinach naturanego karmienia odmawia współpracy.Lamię sie. Podaje butelke. Znów sprobuję wytrzymać jak najdłuzej. Nic nie skutkuje - ziola, przystawianie, jestem totalnie spięta. Zostaję sama z dziecmi. Matka sie na mnie obraza i zostawia mnie samą. Nie ma warunków do powalczenia o laktację... Podaję butelke..Błąd trzeci.Ale odciągam. Bolą mnie piersi. Wojtuś ma pleśniawkę. Oboje mamy pleśniawke. Przeziębiłam obie piersi. Koszula nocna na gołe ciało boli niewyobrażalnie.Odstawiam małego "na trochę".Bo ciągle się nawzajem zarażamy grzybkiem, bo ciągle boli.Błąd czwarty.Ale ściągam. Ciągle mam pokarm.Mały już nie chce piersi. Ciagle za to ma pleśniawke. Jest mu niewygodnie na rękach. Ustępuję.Będę tylko ściągać i podawać przez butelkę.Kolejny błąd. Piąty.Niedługo miną dwa miesiące jak ściągam mleko. Mam go coraz mniej. Ale ściągam. Teraz już nie mam tyle sił, bo co trzy godziny wstawać na godzine, karmić małego i bawić sie laktatorem. Od dwóch tygodni nie ściągam mleka w nocy, nie jestem zmorą z laktatorem w dłoni...Błąd...Błąd...Błąd...Ale nie mam już siły.Fizycznie nie mam siły.Mleka jest coraz mniej.Ledwie wystarcza na swie 160 ml porcje.Ale jeszcze jest...Tak walcze o laktacje.Mały ma ponad trzy miesiące.Pociągnę miesiąc, może dwa.Taka walka o 300 millitrów strasznie boli...Czy ktos mnie jeszcze czyta?PS: post na emamie umiescilam celowo. Na karmienie piersią sie nie nadaje zwyczajnie. Moja piers ma ksztalt butelki. Znów.