Dodaj do ulubionych

czy pomagacie...

28.01.07, 10:50
Gdy ktos puka do waszych drzwi i prosi o jedzenie
pomagacie i dajecie to co macie, czy zamykacie drzwi przed nosem?
Wlasnie byl mlody chlopak i prosil o jedzenie w zamian na wyniesienie smieci.
smieci nie dalam ,ale za to dalam troche kielbasy, konserwe rybna i jablko i
ok 3zl
zawsze pomagam

a Wy?
Obserwuj wątek
    • mlodytatus Re: czy pomagacie... 28.01.07, 10:59
      czasami tak. raz w Wroclawiu na parkingu podeszla starsza kobieta i prosila o
      pomocy bo cos tam cos tam. bo nie ma co jesc. wiec chcialem jej dac sluchy
      chelb, bo sam wlasnie jadlem suchego chlepa. to sie na mnie sporzyla i mowila"
      suchy chleb, A to mi nie przejdzie".

      No to trudno. Ja jem suchego chleba ale jej nie wystarczy? Koniec zartow.

      wioec od tego czasu 3 razy sie zastanawiam czy naprawde ludzie proszac
      potrzebuja. poprostu tacy prsuja opinie naprawde biednymi, i to przykre.

      ale jak daje to tylko jedzenie, zadna kasa
      • joasiiik25 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:03
        Mnie zawsze zastanawia co sklania ludzi do takiego chodzenia po domach i
        proszenie....musza byc naprawde potrzebujacy i dlatego zawsze pomagam
        podziwiam ich za ich odwage i determinacje.
        Mi nie ubedzie, ani pieniedzy ani jedzenia a moze komus naprawde ono sie
        przydac.
        kiedys przychodzila kobieta (byla az z lublina) i zbierala jedzenie dla dzieci,
        miala caly plecak ze stolarzem i duza torbe wypchanymi jedzeniem. wiec ludzie
        pomagaja.
        • renia1807 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:15
          Przypomniałas mi właśnie o kobiecie z dzieckiem która też chodziła i zbierała
          różne rzeczy, ludzie dawali jej ubrania , jakies jedzenie i wszystko to leżało
          na naszej ulicy pod płotami co brała a potem wyrzucała.
        • zona_mi Re: czy pomagacie... 28.01.07, 12:33
          joasiiik25 napisała:

          > miala caly plecak ze stolarzem

          Jak ona go tam upchnęła...?
          • wegatka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 13:28
            Widoczne to był taki drobny, malutki stolarz.
            • moofka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 13:37
              wegatka napisała:

              > Widoczne to był taki drobny, malutki stolarz.


              stolarz drobny, bo niedożywiony ;P

        • kobietka776 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 16:03
          Taki mały stolarz na bidecie z podrzeszowskiej wsi,
          z rodziny pedagogów jak nic.
        • a-ronka stolarz w plecaku? 28.01.07, 20:48
          a co ona tam robił?
          Szafy wnękowe czy heblował deski.Oj joasik aleś ty nieuk.To co miał na plecahc
          to:
          plecak ze STELAŻEM.
    • kathia_25 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:02
      do domu nikt mi nie przychodzi,ale jak prosi mnie ktoś na ulicy,to owszem do
      jedzenia mogę coś kupić a pieniędzy nie daję,bo się zraziłam parę razy
      • zojkaojka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:12
        Jasne ze taksmile. Lepiej trzy razy dac sie nabrac niz jednemu naprawde
        potrzebujacemu odmowic.
      • agatelek2 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:14
        Do mnie raz w miesiącu przychodzi bezdomny pan i prosi o jedzenie a kilka dni
        temu jak był-o gorącą herbatę-Zawsze mu daję jakiś pasztet,konserwę i
        pieczywo.Zresztą nie tylko ja,sąsiadka też.
    • renia1807 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:11
      U nas ostatnio nawet tacy nie chodzą, ale ja obawiam sie wszystkich domokrążców
      i raczej nie wpuszczam. Zreszta domu pilnuje pies, wiec od razu widze kto stoi
      przy bramie.
      Miałam raz taki przypadek ze struchlałam ze strachu !
      Była to zima, szarówka , siedze z synem w domu, cos szyłam a syn bawił sie w
      swoim pokoju, mąż palił w kotłowni więc nie było go z nami.
      Patrze a ktos mi wchodzi do kuchni, (mieszkam na piętrze w swoim domu), wysoki
      facet, pytam - o co chodzi?
      Ten na mnie patrzy ,nic nie mówi, sciąga plecak i cos szuka!
      Mnie włosy dęba stanęły, pierwsza myśl- żeby mi tylko dziecku nic nie zrobił,
      bo syn przybiegł do kuchni. znów pytam- czego pan chce?
      Tem wyciąga z plecaka tabliczke że głucho- niemy i żeby kupić obrazek, mówię że
      nie chce, że mam obrazki.
      A ten cos mruczy i podchodzi do mnie , ja złapałam łyżkę i zaczęłam walić po
      kaloryferze(zawsze tak robie jak chce aby przyszedł mąż z kotłowni, to nasz
      znak),i za chwilę przyszedł mój mąż.
      Ten jak go zobaczył szybko zwinął majdam i wyszedł.
      Do dzis mam ciarki na skórze jak o tym pomyślę!
      A dom był otwarty bo do mamy na parterze przyszła listonoszka, więć ten wszedł.
      Od tego czasu, powiedziałam STOP wszystkim domokrążcom, zwłaszcza że szwędają
      się często Cyganie.
      • joasiiik25 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:16
        mieszkam w bloku
        chodzi mi nie o domokrazcow ale o ludzi ktorzy mowia otwarcie,ze sa glodni, ze
        nie jedli sniadania itp
        prosze nie o pieniadze,ale bezposrednio o jedzenie
        domokrazcy a glodny czlowiek to ogromna roznica-jak dla mnie
    • agniech30 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:24
      Ja akurat mieszkam w domu i jeszcze nikt do mnie nie przyszedł, prosząc tylko o
      jedzenie, zagladają za to często zbieracze złomu, makulatury itp. i dla nich
      zawsze coś mam, bo segreguję odpadysmile Ale nigdy nie daję pieniędzy żebrzącym na
      ulicy, na skrzyżowaniu czy pod supermarketem. Natomiast w miarę regularnie
      wpłacamy pieniądze na różne fundacje pomocy dzieciom, bo nasza córka jest
      wcześniakiem, z którego to wcześniactwa wyszła obronną ręką, i mamy z mężem
      poczucie, że w jakiś sposób musimy spłacić ten "dług" i pomóc innym dzieciom, z
      którymi los się tak łaskawie nie obszedł.
    • jowita771 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:51
      jak przychodzą do domu, to daję, bo zawsze cos mam. kiedyś okradli mnie Cyganie
      na ulicy i tydzień później przyszła do mnie młodziutka Cyganka. mówiła, że jest
      głodna. powiedziałam, że nie mam, ale stałam i patrzyłam przez wizjer, bo mnie
      sumienie gryzło. po chwili schodziła na dół i płakała. zawołałam ją i dałam
      ciepłe jedzenie, bo było wtedy zimno.
      kiedys z mamą odmówiłysmy komuś, bo potwornie sie spieszyłayśmy i do dziś nie
      mogę o tym zapomnieć, żałuję, że wtedy nie pomogłam. jedzenia nie odmawiam.
    • wegatka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 11:57
      Pieniędzy nie, ale jedzenie zawsze daję.
      • lajlah Re: czy pomagacie... 28.01.07, 13:25
        Wegatko, to tak jak ja. Nigdy nie odmówiłam komuś chleba.
    • 76kitka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 12:10
      W piątek poprosił mnie o pomoc staruszek, dałam Mu kilka zlótych. Ja nie odmawiam jesli widzę, że ktos jest potrzebujący. Dziecku wolę dać żywność. Nie chciałabym miec świadomości, że za moje pieniądze dzieciak pali czy pije. Ale świadomości, że głodny prosił o pomoc a ja się odwróciłam tez bym nie zniosła.
    • izabela801 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 12:12
      czesto spotykam w tramwaju cyganke,glosno prosi o 50 groszy na mleko dla
      dziecka.to dziecko ma zawsze ze soba.czasem jej daje te 50 gr,czasem nie.a
      czasem mam ochote zabrac jej to dziecko(ma ok roczku).i najgorsze jest to,ze
      czy jej daje,czy nie,to nigdy nie wiem czy robie dobrze i co wlasciwie powinnam
      zrobic.
      • aguskin Re: czy pomagacie... 28.01.07, 12:47
        ja raczej nie po 8 godzinach w osrodku czuje sie wypompowana pomoca,
        ale ostatnio idziemy z męzem przez park, idzie cyganka bida z 2 maluszków,
        wracalismy z piekarni, a ona że pieniądze na jedzenie bo głodna, na bułke,
        oczywiście do męża, bo ja tak wyglądam że do mnie nikt nie podejdzie,
        to mąż otworzył reklamówke i mówi weź bulki dla siebie i dzieci, a ona ze się
        brzydzi takich dotykanych i wzieła chleb paczkowany, akurat my tych bułek nie
        dotykalismy kobitka w piekarni wkładala do reklamówki,
        jak odeszliśmy kleła na czym swiat,
        raz prosil mnie mały chłopiec o jedzenie, że miałam czas, mówie choć do sklepu
        wybierz co chcesz a ja zapłacę, nie chiał,
        jedzenia nie odmówie nikomu, nawet pijakom, bo też bywają głodni, ale pieniędzy
        nie,
        dawno temu z kolezanka świeże pracownice kupowałyśmy pijaczkowi kiełbasę,
        pewnie na zagrychę, dajemu mu a on błagam o musztarde bo k.wa bez musztardy nie
        dam rady zjeść, uśmiałyśmy się do łez
    • bj32 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 13:40
      Ja akurat wszystkich potencjalnych żebrzących u nas znam. Wiem, komu pomoc jest
      potrzebna, a komu nie. Obcych unikam. Cyganki na mnie nie działają, bo jak
      widzę babę obwieszoną złotem jak choinka, która prosi :paniusieczko, dla
      dziecka... to mi słabo. Zresztą mieszkam niedaleko dzielnicy cygańskiej, znam
      kilka osób stamtąd i wiem dość dobrze, jak ta ich "bieda" zazwyczaj wygląda.
      Chciałabym być choś w 1/4 taka biedna. Do końca życia nie musiałabm pracować...
    • moofka Re: czy pomagacie... 28.01.07, 13:42

      rzadko kiedy ktos puka o prosi o jedzenie
      najczesciej o kase
      zwlaszcza ci rzekomi "wolontariusze" z puszeczkami zbierający na chore dzieci
      nie daję przykro mi
      wole przelac na konto sprawdzonej organizacji
      po kase na jedzenie stukali zaledwie pare razy
      kasy nie daje
      ale zawsze dalam kawal chleba, jogurt, sery czy cos tam
      wszysto dobre i swieze - sama to jem i rodzinie daję
      oni przyjmowali z takim wyrazem gęby jakbym im oslizgla zabe wreczala
      stad przypuszczam ze jednak nie o to mi chodzilo
      i niby dalam a niesmak mialam
      • marina2 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 14:13
        Przychodzą proszą o jedzenie albo o kasę na leki-daję i nie zastanawiam się czy
        naprawdę potrzebują.Niekiedy zanjduję datki gdzieś w pobliżu domu.
        Doświadczam też takiej sytuacji co jakiś czas: przychodzi dziewczyna imówi ,że
        nie ma na mleko dla dziecka a jest ono alergikiem ,mleko drogie.Dziewczyna
        baaardzo dużą ma nadwagę i przychodzi od 2004 i prosi o mleko dla
        półtoprarocznej dziewczynki-zawsze ten wiek.Kiedyś latem odpytałam ją o dziecko
        i czy ma pomoc z opieki społecznej .Mói ,że ma.Nie wiem może jest chora ,może
        straciła dziecko?Może ja naiwna.Ale daję.
        Drugie ciekawe doświadczenie: po budowie domu jakiś czas porządkowałam teren
        wokól.Nie miałam długo koncepcji co gdzie podsypać,posadzić więc ciągnęło się
        to w czasie i ciągnęło.Jak tylko coś uporządkowałam zjawiali sie panowie pod
        hasłem " a może coś pomóc w obejściu ? popracowałbym"."Jasne niech pan
        przyjdzie jutro o 10 przywiozę drewno trzeba je będzie poukładać"- NIGDY nikt
        nie przyszedł.A drewno zwoziłam z pięć razy .Przywoziłam ziemię i
        drzewa ,zbierałam resztki budowlanych śmieci kiedy puściły mrozy.Zawsze
        potrzebujący zjawiali się dzień po.Samo życie.
    • etiennette Re: czy pomagacie... 28.01.07, 14:07
      Pomagam, ale raczej nie daję kasy, tylko własnie jedzenie, czasami nawet
      ubranie. Kiedys zapukała do mnie cyganka z dzieckiem na ręku i poprosiła o
      pieniądze na jedzenie i ubranie dla dziecka. Zaoferowałam, ze zamiast kasy dam
      jej jedzenie. Odmówiła. chciała tylko pieniądze.
    • melmire Re: czy pomagacie... 28.01.07, 14:13
      Do mnie nikt nie przychodzi, ale czasem wysylam paczki zywnosciowe sprawdzonym
      rodzinom w trudnej sytuacji.
      I zdazylo mi sie kupic paczke chrupek dla psow dla bezdomnej dziewczyny z
      psiakiem, i dla niej pake ciastek (jedno co bylo w okolicznym sklepiku) -
      strasznie sie zdziwila i ucieszyla smile
    • aluc nikt nigdy nie zapukał 28.01.07, 14:32
      natomiast czasem jestem proszona o pieniądze na jedzenie, jeśli proponuję kupno
      jedzenia, w 10 przypadkach na 10 spotykam się z obelgami mało wyszukanymi

      co generalnie nie zachęca mnie do pomocy jednostkowej i ulicznej
      • syriana Re: nikt nigdy nie zapukał 28.01.07, 16:29
        pieniędzy chyba nigdy w życiu nie zdarzyło mi się dać nikomu na ulicy

        mieszkam w Krakowie i na ulicach od paru lat widzę kilka tych samych "żebraków"
        stojących niemalże w tych samych miejscach - nie wierzę im ani za grosz

        dostaję wścieklicy i bywam niemiła w stosunku do osób zbierających na tzw.
        "chore dzieci"

        to samo Romowie - młode matki jeżdżące w kółko tramwajami czy stojące na
        skrzyżowaniach - to przecież zorganizowany biznes, w którym najmniej liczą się
        potrzeby żebrzących

        generalnie nie lubię sytuacji, gdy ktoś domaga się/prosi/chce ode mnie pieniędzy

        ughh.. mało empatyczny obraz siebie nakreśliłam chyba
        ale ja chyba mało mam do ludzi zaufania i wkurza mnie oszustwo
    • rene-76 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 16:56
      jesli ktos puka i prosi o jedzenie-to owszem dam-ale jak juz chce pieniadze na
      jedzenie-to juz podejzanie wyglada-nie daje
    • bj32 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 17:05
      Jeśli chodzi o zbieraczy datków na chore dzieci, to:
      1 Nie mam zaufania. Jaką mogę mieć pewność, że ten sympatyczny pan pod sklepem
      ma faktycznie chorą córeczkę?
      2 Mam niejakie doświadczenie. Mam córę z niedosłuchem, więc wiem, że aparaty,
      FM, implanty są dofinansowane, a jak człowiek pochodzi poszuka to nawet
      całkiem refundowane.
      Generalnie żebractwo mnie raczej irytuje. Prędzej wrzuciłabym jakiś grosz
      grajkowi ulicznemu, choćby nie wiem jak rozpaczliwie "kot męczył", bo
      przynajmniej stara się coś robić. A nie: dajcie mi, ludzie, bo ja biedny...
      I raczej nie czuję się z tym jak egoistyczna świnia.
    • nitka111 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 20:55
      Kiedyś pamiętam wróciliśmy właśnie z wakacji ( wiadomo lodówka puściutka i
      wyłączona ), wybieraliśmy się dopiero na zakupy, do drzwi zapukał pan i prosił o
      coś do jedzenia. Naprawdę nic w domu nie mieliśmy, poza jedną puszką groszku.
      Mąż uczciwie powiedział, że tylko to mamy bo dopiero idziemy na zakupy czy chce,
      pan prawie się popłakał z radości i powiedział, że będzie miał coś do ziemniaków
      dla synów ( siateczkę z ziemniakami trzymał w ręce).
      Innym razem wyszliśmy ze sklepu z niewielkimi zakupami, podszedł chłopiec z
      podobną prośbą, daliśmy mu bagietkę i serek, chłopiec odłamał kawałeczek
      bagietki, resztę schował, mówiąc po cichu to dla mamy i maluchów.
      Pomagam, właśnie tak, nie daję natomiast pieniędzy.
    • dulska7 Re: czy pomagacie... 28.01.07, 23:08
      Tak, ja pomagam zawsze.
      Z tym,ze nie daje kelbasy, konserwy i japka.
      Ale smieci dam zawsze z milom checiom.
      Nie wiem dlaczego joasik nie dala smieci panu, ja bym dala.
      Natomiast nieraz juz robilam pogadanke pedagogiczno nt segregowania smieci,
      to wielkie szczescie niesc kaganek oswiaty i wsrod tej grupy spolecznej.
      A jakby kiedys taki stolarz zawital do mnie i to w plecaku to chetnie zrobie mu
      wyklad z psychologii spolecznej, bo kto to widzial zeby baba chlopa nosila,
      nawet takiego mikrego.
      No, dobra, dobra, przyznaje mam slabosc do tych niewielkich stolarzy....

      Pozdrawiam
      Kazia
      P.S. Kaganek oswiaty to nie to samo co kanka mleka, tak gwoli wyjasnienia dla
      niektorych, mniej wyksztalconych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka