nisar
09.05.07, 11:38
Powyższy pogląd werbalizuje coraz więcej matek w moim otoczeniu.
Zastanawiam się nad jego pojmowaniem. Bo z jednej strony: nie ogranicza mnie
może oznaczać, że po urodzeniu dziecka moje życie nie sprowadziło się tylko
do bycia mamą, że nadal się rozwijam, chcę pracować czy studiować, dużo
czytam itp.
Z drugiej strony taki pogląd wydaje się być często wytłumaczeniem prowadzenia
niewiele zmienionego trybu życia - wypadów z dzieckiem do restauracji,
wyjazdów i zwiedzania z maleństwem w nosidełku, łażenia po galeriach
handlowych itd.
Wyjaśnienie: mam tu na myśli dzieci od 0 do jednego roku, potem oczywiście
stopniowo dziecko zaczyna potrzebować innych bodźców i poznawania świata
poza "swoim podwórkiem", ale niemowlę wydaje mi się istotą potrzebującą
przede wszystkim spokoju, ustabilizowanego porządku dnia, niezmienianego
radykalnie klimatu itp.
Co dla Was oznacza "dziecko mnie nie ogranicza"? Czy też uważacie, że dziecko
w znaczący sposób zmienia życie rodziców i rodzicielstwo polega na wielu
ograniczeniach w dotychczasowym trybie życia, które dojrzała matka znosi z
radością na rzecz obserwowania swojego dziecka i towarzyszenia mu w rozwoju?