Moja mała dziś zleciała z łóżka (pierwszy raz). To była chwila nie uwagi.. w
sumie to zamyśliłam się na moment. Kiedy dotarło do mnie że leci zerwałam się
i... Jedyne co potrafiłam zrobić to przytulić małą i powtarzać "ćsiii" .
Teściowa zaczęła biegać szukać lodu, czy czegokolwiek zimnego, obejrzała główkę..
A ja? Nic tule dziecko... podrzucam lekko do góry... i łzy mi lecą... Byłam
taka wystraszona i czułam się taka winna że nie mogłam myśleć...
A co jakby coś się stało.. (??) i nie byłoby ze mną teściowej.. Nie byłabym w
stanie wziąść się w garść i zawiadomić pogotowia...??
Wiem że to głupie porównanie: guz do powarznego wypadku.. ale skoro mały guz
mnie tak zablokował to nie wiem