schody i wózek

16.05.07, 23:03
Witam drogie mamy,dziś rano musiałam jechać z dziećmi do lekarza,ale żeby
dojechać musiałam pokonać kiladziesiąt schodów gdzie oczywiście nie było
podjazdu na wózki most Poniatowskiego od stony Muzeum Wojska
Polskiego.Idziemy z moim starszym 5cio latkiem i młodszym który siedzi w
wózku,zaczynam pokonywać schody ciągnąc wózek za rączkę,starszy syn idzie
obok.Przechodzi pierwsza osoba kobieta nie stara nie młoda,obojętna ja ciągnę
wózek dalej pokonując schody,poszła.Przechodzi druga osoba średni wiek
mężczyzna,obojętny no może nawet popatrzył jak ciągnę ten cholerny
wózek,poszedł.Przechodzi trzecia osoba też mężczyzna popatrzył,rozmawiał
przez telefon, poszedł.Naliczyłam z 7 osób zanim pokonałam te cholerne schody
i możecie sobie wyobrazic,że nikt z własnej woli mi nie pomógł.Nie prosiłam o
pomoc bo wszyscy tak się śpieszyli...,a co tam kobieta z wózkiem da sobie
rade,tak dobrze jej idzie.Miałyście podobne sytuacje?
    • mathiola Re: schody i wózek 16.05.07, 23:06
      po schodach to w sumie niejeździłąm, ale w innych sytuacjach, kiedy
      potrzebowałam pomocy, ktoś się zawsze trafił. Jak się nie trafił, to prosiłam :-
      ) Myśleli pewnie że jak nie prosisz to se świetnie radę dajesz wink
    • asiorzynka Re: schody i wózek 16.05.07, 23:08
      Takie akcje mam codzień wsiadając do autobusu. Dlatego też azakupiłam
      spacerówkęaby nie prosic nikogo o pomoc.
      Znieczulica totalna.
    • fajka7 Re: schody i wózek 16.05.07, 23:10
      Skoro potrzebowalas pomocy, powinnas byla poprosic i ze pewnoscia nie
      musialabys byc teraz rozzalona.
      • renia1807 Re: schody i wózek 16.05.07, 23:12
        nie
    • gania76 Coś dla Ciebie: 16.05.07, 23:14

      • gania76 Re: Coś dla Ciebie: 16.05.07, 23:14
        Sorry, za szybko kliknęłam
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=62556151&a=62556151
        • peggy1 Re: Rozumiem Cie :((( 17.05.07, 00:23

          Kiedys czesto pokonywalam te schody sad((
    • kawa38 Re: schody i wózek 17.05.07, 00:33
      Dzięki peggi że mnie rozumiesz.Schody jak schody,chodzi mi też o znieczulice,bo
      tak normalnie to proszę o pomoc,chciałam też sprawdzic jak się ludzie
      zachowają.
    • croyance Re: schody i wózek 17.05.07, 00:43
      Ja bym Ci nie pomogla, bo mam problemy z kregoslupem i nie moge nic dzwigac.
      Pewnie bym sie usmiechnela przepraszajaco i poszla dalej. A wygladam zdrowo ...
      wiec nie wiadomo nigdy ...
    • kitty4 Re: schody i wózek 17.05.07, 07:42
      Hej. nie bardzo rozumiem , o co masz pretensje i żal? niby dlaczego obcy ludzie
      mieli by Ci pomagać ? Czy to ich dzieci czy Twoje ? Bo nie rozumiem? Żądasz od
      obcych , przechodzących osób aby za Ciebie, lub z Toba taszczyły TWÓJ ciężki
      wózek z TWOIM dzieckiem w środku? Dla mnie to jakieś nieporozumienie i
      nieuzasadnione pretensje do świata.
      I żeby nie było, że nie rozumiem problemu, bo znam go osobiście, z
      autopsji i zapewniam bardzo dobrze. W moim bloku, aby wyjść z dzieckiem na
      spacer musiałam pokonywać schody do windy - wysokich osiem stopni - potem po
      wyjściu z windy następnych stromych osiem stopni i przy wyjścu z bloku
      następne. I zawesz SAMA brałam swój wózek ze SWOIM dzieckiem w środu i
      tachałam. I nigdy mi na myśl nie przyszło, żądać od innych pomocy. I kręgosłup
      w chwili obecnej nadaje się tylko do totanego i generalnego remontu, ale
      wiedziałam o tych schodach wcześniej decydując się na dziecko i byłam na to
      przygotowana. I inne schody tez pokonywałam i nigdy by mi nie przyszło do głowy
      że ktoś obcy ma tachać mój wózek !
      • koralik12 Re: schody i wózek 17.05.07, 07:54
        To ty taka Zosia samosia jesteś co woli zastać kaleką niż poprosić o pomoc. Nie
        podziwiam big_grin raczej mnie śmieszy Twoja postawa.
        "I kręgosłup
        > w chwili obecnej nadaje się tylko do totanego i generalnego remontu, ale
        > wiedziałam o tych schodach wcześniej decydując się na dziecko i byłam na to
        > przygotowana."
      • pieskuba Re: schody i wózek 17.05.07, 08:02
        Nie "ma tachać". Autorce nie chodzi i pretensje, ale (jak sądzę) o żal
        wynikający z faktu, że ludzie widząc bliźniego w potrzebie nie próbują mu
        pomóc, że nie pochylą się nad problemem drugiego człowieka, że z własnej woli
        nie poświęcą kilkudziesięcie sekund, żeby pomóc matce, która mota się przy
        czynności wykonalnej oczywiście, ale dla jednej osoby po prostu za trudnej.
        Nieważne, czyje dzieci, kwestia posiadania ma tu akurat najmniejsze znaczenie.
        Chodzi o zauważenie, że ktoś ma problem i przeznaczenie krótkiej chwili na
        bezinteresowną pomoc. Bez proszenia.
        • kawa38 Re: schody i wózek 17.05.07, 09:55
          Tak, pieskuba dokładnie o to mi chodzi.
      • net79 Re: schody i wózek 17.05.07, 08:57
        Czyli ty pewnie z tych co nie pomagają, bo ja sama w ciąży i starszej osobie
        pomogę wejść po schodach i pani obładowanej wózkiem i zakupami też, bo własnie
        wiem jakie są realia. To nazywa się empatia. Ale może gdybym od 20 lat woziła
        sie autkiem, nie kumałabym problemu. Jako dziecko, też tak miałam, więc empatia
        nie wynika tylko z przezywania analogicznej sytuacji. Zresztą stara jeszcze nie
        jestem i po schodach wejść potrafię, miomo to potrafię wyobrazic sobie jak
        ciężko może być 75 letniej pani z powykrzywianymi nogami i pewnie zjechanym
        kręgosłupem, bo wózki kiedyś były znacznie cięższesmile)
    • big__mama Re: schody i wózek 17.05.07, 08:07
      Ja z kolei cierpię na "nadmiar" pomocy. Mam wózek Quinny Buzz z którym sobie
      świetnie radzę, niezaleznie czy jest to droga w górę czy w dół. Mieszkam w dość
      dużym bloku gdzie jakiś architekt wymyślił sobie widę co 2 piętra. Więc aby
      wyjść z dzieckiem na spacer muszę pokonać najpiejw 8 schodów do windy i na
      parterze kolejnych 8 schodów żeby wyjść z bloku. I na parterze bloku zawsze
      znajdzie się jakiś chętny do pomocy i z reguły wygląda to tak:
      wciągam ten wózek - idzie ktoś
      Ktoś: ja pani pomogę
      ja: dziękuję, że pan/pani chce pomóc ale lepiej jest mi wciągać wózek
      ktoś: ale ja pani pomogę
      ja: naprawdę dziękuję ale nie trzeba
      Po czym ten ktoś z reguły chwyta za stelaż wózka i zmusza mnie do noszenia tego
      wózka po tych cholernych schodach. Tylko dwa razy zdarzyło się, że po takim
      dialogu ktoś odstąpił od pomocy. I podobnie wygląda sprawa jak idę z mężem.
      Widzę te zgorszone spojrzenia, że ja biedna morduję się z wózkiem na schodach,
      a mój mąż radośnie idzie obok. Pewnie myślą, że mam wstrętnego męża co to nie
      chce mi pomóc. Jakoś do ludzi ciężko dociera, że wygodniej mi wciągać wózek niż
      go nosić.
      Pozdrawiam
      bm
      • syriana Re: schody i wózek 17.05.07, 08:15
        a to przepraszam, telepatycznie prosiłaś o pomoc?
        nikt nie ma obowiązku domyślać się, że jest Ci ciężko z wózkiem

        jeśli sobie nie radzisz - głośno, wyraźnie i Z UŚMIECHEM prosisz kogoś
        przechodzącego a nie czekasz z umęczonym obliczem na cud boski i supermena,
        który wyniesie Ci bagaż tam gdzie sobie życzysz
    • net79 Re: schody i wózek 17.05.07, 08:52
      Ja miałam ostatnio taki komunikacyjny tydzień, że w ciągu 5 dni musiałam
      wsiadać i wysiadać z tramwaju około 20 razy z 5 latkiem, dwólatką w wózku i
      wielkim brzuchem na sobie. Na te 20 razy tylko 3 razy ktoś mi pomógł, pan ze
      złamaną ręką, starsza pani i jeden koleś w moim weku, bez żadnego uszczerbku.
      Ale to nic, znieczuliłam się, ale ciśnienie mi skacze jak tacham ten wózek ze
      schodów i pilnuję mIcha, żeby dał radę, a tu jakies babsko wpycha mi sie na
      schody i blokuje, te kilka sekund z tym wózkiem i brzuchem, to czasem
      wieczność, jak jestem nie w formie. Mam stracha, że w ten sposób przyjdzie mi
      urodzić, a ludzie jeszcze mnie zjadą, że nachlapałam im na buty. Ot tacy fajni
      są. A jeszcze jedna dziwna rzecz, jak się umaluję i ładnie ubiorę i włos zdążę
      ułożyć, pomagają chętniej, choć brzuch i dzieci te same smile)))
    • magdalenkaaa78 Re: schody i wózek 17.05.07, 09:09
      Jakiś czas temu stwierdziłam, ze jeśli mnie nie proszą, znaczy: nie chcą, nie
      potrzebują. Doszłam do takiego wniosku, gdyz kilka razy zaproponowałam pomoc
      przy wnoszeniu wózka i kilka razy usłyszałam, że moja pomoc jest absolutnie
      niepotrzeba, na dodatek tonem, ktory mnie zamroził.
      Mieszkam w starym, wysokim budownictwie na trzecim piętrze. Na dole, w piwnicy
      jest siłownia. Nie zdażyło mi się, żeby jakiś chłopak czy też mężczyzna
      uczęszczający do tego przybytku sam zaproponował mi pomoc, gdy jeszcze
      chodziłam z dzieckiem w wózku na spacer. Za to sama mówiłam: proszę mi pomóc
      wnieść wózek. I zawsze wszyscy chętnie pomagali. Wystarczyło poprosić.
    • rycerzowa Re: schody i wózek 17.05.07, 09:09
      To nie jest znieczulica, to zwykła psychologiczna prawidłowość: tam,, gdzie dużo
      ludzi, tam ci raczej nikt się "nie wychyli", no bo "skoro wszyscy zachowują się
      w ten sposób, to widocznie tak trzeba".
      Ludzie unikają jak mogą myślenia, analizowania, podejmowania decyzji.

      Można to zaobserwować, gdy w wielkim mieście ktoś nieprzytomny leży na chodniku.
      Ale wystarczy, by chociaż jedna osoba wyraziła zainteresowanie, by od razu
      zebrał się tłumek chętnych do pomocy.

      Trzeba o tym wiedzieć, by się nie gorszyć. To "normalne", gdy cała klasa nie
      reaguje, że jakichś trzech dokucza jednemu. Okrutne, ale normalne. Gdyby było
      ich mniej, ktoś na pewno by zareagował.

      Trzeba o tym "prawie" wiedzieć, by umieć się zachować.
      1. Poprosić o pomoc konkretną osobę. Nie wołać: "Ludzie! Pomocy!", ale : "Niech
      pan/pani mi pomoże!"
      2. Uczyć dzieci właściwych reakcji, że np. zawsze należy zatrzymać się przy
      leżącym człowieku, bo to niekoniecznie jest pijak( chociaż najczęściej).

      Zatem im większe miasto, im większy tłum, tym rzadziej spotkasz pomoc
      spontaniczną.


    • haga78 Re: schody i wózek 17.05.07, 10:27
      Zamiast liczyc ile osob ci nie pomoglo -popros, to nie boli.
    • soemi Re: schody i wózek 17.05.07, 13:39
      Znieczulica, już czasem nie miałam siły żebrać o pomoc w oczyswistych
      sytuacjach.
      Jak córka miała niecały roczek podczas jazdy wypadła mi główką prosto na beton,
      szłyśmy ulisą Chmielną, late, masa ludzi, zaczeła bardzo głośno płakać i nikt
      się nie zatrzymał, nie zapytał czy wezwać pogotwie KOMPLETNA ZNIECZULICA!!!
      Przykro żyć z takimi ludźmi. Po dłuższej chwili podszedł do mnie młody
      mężczyzna, powiedział, że jest ratownikiem medycznym i spytał czy może zbadac
      dziecko. Dał wskazówki co dalej. Na szczęście nic się nie stało.
      • s.ivona Re: schody i wózek 17.05.07, 13:49
        a ja juz sie nauczylam prosic o pomoc. jak mialam tylko jedno dziecko to bylam
        wlasnie taka zosia-samosia. teraz juz chetniej przyjmuje i prosze o pomoc
        innych, choc czasem musze najpierw wytlumaczyc za jaka czesc wozka chwycic
        najlepiej zeby nikomu krzywda sie nie stala. mam 3kolowca i jak sie zlapie nei
        w tym miejscu co trzeba to wnoszac go po schodach ktorej ze stron bedzie
        niewygodnie a wozek sie przechyla.
        zauwazyla tez i wcale sie nie dziwie ze jak nas ktos pyta czy moze pomoc a my
        odmawiamy to istnieje prawdopodobienstwo ze ta osoba juz wiecej nie zaproponuje
        pomocy innym, no bo po co skoro dzisiejsze mamy takie zaradne i
        samowystarczajace sa.
    • bri Re: schody i wózek 17.05.07, 13:55
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=62597201
    • joasia1234 Re: schody i wózek 17.05.07, 14:29
      Ja takich doświadczeń nie mam. Kiedy musiałam gdzieś się wtaszczyć po schodach
      z wózkiem w miejscu publicznym, zawsze ktoś się znalazł do pomocy. Poza tym
      jestem do noszenia wózka przyzwyczajona, bo mieszkam na drugim piętrze, windy
      nie mamy. Może następnym razem poproć o pomoc i tyle.
    • iwoniaw Ludzkość wynalazła mowę dawno temu... 17.05.07, 14:35
      Ja takich problemów nie mam - jeśli potrzebuję pomocy, a nikt się sam z siebie
      nie rwie, to mam buzię i potrafię poprosić. Nie zdarzyło mi się, by kiedykolwiek
      ktoś odmówił podniesienia wózka/ miejsca w tramwaju/ czegoś tam.

      Natomiast nie pojmuję motywów ludzi, którzy uważają, że inni na kilometr powinni
      postrzec potrzebującego, mieć oczy z tyłu głowy i wiedzieć, że chce siedzieć w
      autobusie/ nie chce siedzieć/ nie siada na wolnym miejscu, bo MUSI siedzieć
      zgodnie/przeciwnie do kierunku jazdy, jak również rozpoznawać zagrożoną ciążę w
      3 tygodniu, domyślać się, że ktoś jest inwalidą I grupy z niewidocznym
      schorzeniem, a także wiedzieć z góry, czy matka z wózkiem chce pomocy czy nie.

      A zdawałoby się, że werbalizowanie potrzeb powinno być w naszym gatunku dość
      powszechne...
    • lola211 Re: schody i wózek 17.05.07, 14:38
      Rany, jakby tak kazdemu pomagac, to bym musiala poźniej na ortopede kupe kasy
      wydac.
      Tez bym nie pomogla prawde mowiac.Nigdy tez nie oczekiwalam, by ktokolwiek
      pomagal mi.Czy na ulicy czy na klatce schodowej, gdy codziennie targalam wozek
      na III pietro.
    • mi-mili Re: schody i wózek 17.05.07, 14:43
      No dobrze - TRZEBA prosić o pomoc. Typowe. Samotność w tłumie...
      • syriana Re: schody i wózek 17.05.07, 18:19
        no i co w tym takiego strasznego że TRZEBA?

        nie rozumiem takiego podejścia niektórych matek czy niepełnosprawnych, na każdym
        kroku prezentujących postawę "mam wózek - domyślcie się co zrobić"

        jak czytam takie posty to mi się odechciewa robić cokolwiek
    • onika27 Re: schody i wózek 17.05.07, 15:49
      W polsce naprawdę jest znieczulica nigdy nie zapomnę jak zasłablam z "moim
      brzuchem" nikt nie zareagował a o miejsce na ławce musiałam poprosić a juz
      prawie zemdlalam ale na szczęście juz nie mieszkam w Polsce i dziś będąc z
      synkiem na spacerze (mieszkam w szkocji)zaczęliśmy sie wyglupiać i zaczęłam
      jechać na jego hulajnodze nie wiem co zrobilam nie tak w kazdym razie grzmotłam
      przez kierownicę.Szok ale na szczęście nic nie zlamane i wyobrażcie sobie ze z
      domu obok wyszła pani zeby zapytać czy wszystko ok normalnie zatkalo mnie ona
      mówi ze widziala że się wywróciłam i chciala pomóc.Normalnie łzy mi w oczach
      staneły i pomyślalam sobie ze w Polsce kazdy by odwrócił glowę.Ale z drugiej
      strony musimy nauczyć się prosic o pomoc i już !
    • necessity Re: schody i wózek 17.05.07, 15:56
      Mnóstwo. ALe nauczyłam się tam gdzie jest to możliwe sama prosić o pomoc, nie
      czekając, aż ktoś się zaoferuje. Na przykład jak wsiadam do autobusu z
      dzieckiem zawsze "wysadzam kogoś z miejsca, które jest dla nas przeznaczone".
      • dorcia1234 Re: schody i wózek 17.05.07, 16:07
        i pomyslec ze nie byloby problemu gdyby byly podjazdy dla wozkow, ech, czy ja
        nie za duzo wymagam
        teraz juz nie musze ale kiedys chcac pojechac pociagiem do rodzicow musialam
        tachac ten "leciusienki" wozek nie raz - w trojmiescie podjazdy mozna policzyc
        na palcach u jednej reki...
        • net79 Re: schody i wózek 17.05.07, 16:54
          ... bo to trójmiasto takie bardzo turystyczne, ale raczej dla turystów bez
          dzieci... najlepiej niemców po 60-tce, ale niedajboże na wózku inwalidzkim...
          • olcia029 Re: schody i wózek 17.05.07, 22:34
            kawa współczuję. Ja niekiedy też mam podwyższone ciśnienie jak nikt nie jarzy
            żeby pomóc. Nie jarzą w autobusie - wtedy wciągam sama wózek , ale najczęściej
            jakoś się znajdują, jeśli nie ochotnicy to proszę. Najfajniej jest jak stoją w
            miejscu przeznaczonym dla wózków w autobusie i udają,że nie widzą, a jak mówię,
            żeby się przesunęli to robią zaskoczoną minę niewiniątek smile))Kiedyś wyciągałam
            złożony wózek z ciasnej windy z podwójnymi drzwiami, z dzieckiem pod pachą, a
            gość w progu woła :jeszcze kocyk pani upadł, odwróciłam się a on stał i czekał
            aż się wrócę i podniosę smile)) Ty trafiłaś , aż na siedmiu gburów pod rząd.
            pozdrawiam
            • kawa38 Re: schody i wózek 17.05.07, 22:42
              Dzięki Olcia że rozumiesz problem,nie wszystkie zrozumiały,zaraz mnie
              zaszczekają,ja tez prosze o pomoc bo mam jezyk, chciałam zobaczyć kto bez mojej
              prosby się domyśli,nie mam żalu do nikogo bo niektóre tak to odebrały.Pozdrawiam
    • fergie1975 Re: schody i wózek 17.05.07, 22:44
      wychodzi na to że nasze spoleczenstwo a szczegolnie to przechodzace koło mostu
      Poniatowskiego ma znieczulicę ....
      ale chyba zeby wysnuwać takie wnioski to troche trzeba by było wiecej po tych
      schodach polatac, przez cały rok, minimum ze 100 dni, o tej samej porze dnia,
      albo o trzech rożnych ale stałych, w róznych porach roku, bo może to od aury
      zalezy czy ludzie chca pomagac czy nie itd itd..
      Ba dokładnie trzeba by było tym ludziom się przyjrzec, jaka plec, wiek,
      wyksztalcenie....

      Chyba za daleko się posunęłaś w tych wnioskach ...
    • korkoni Na pocieszenie 17.05.07, 23:07
      W mojej firmie trwa wymiana windy, a rejestracja jest na II p.
      Dziś byłam świadkiem, jak dziewczyna stanęła przed tymi schodami i wydawała się
      bezradna. Prawdopodobnie skręciła nogę. Byłą chyba z jakimś kolegą. Ten już
      miał ją wrzucić sobie na ramię, gdy inny pacjent widząc, co się dzieje
      zaproponował zrobienie tzw. "krzesełka" i pomóg temu chłopakowi wnieść
      dziewczynę na górę.

      O panu, który wtaszczył mi wózek z dzieckiem na III p z własnej inicjatywy już
      wspominałam na forum.

      Więcej miałam zawsze oznak ludzkiej życzliwości niż znieczulicy.
    • melka_x Re: schody i wózek 18.05.07, 09:20
      Czy ja wiem, czy znieczulica? Trzeba było poprosić. Mnie w bloku często
      sąsiedzi proponują pomoc, ale ja zawsze dziękuję. Mam już opracowany system
      wciągania wózka i druga osoba chwytająca oczywiście nie za to co powinna i
      przechylająca mi wózek raczej mi przeszkadza, niż pomaga. Może więc mijający
      ludzie też uznali, że sama sobie lepiej radzisz?
      Za to w autobusie, jeśli nie jest niskopodłogowy, zawsze proszę o pomoc, nikt
      mi nie odmówił. Zamiast kisićwink)) w sobie pretensje do świata, lepiej poprosić
      o pomoc.
    • ollik83 Re: schody i wózek 18.05.07, 11:19
      mieszkam na 4 piętrze bez windy, wózek cholernie cieżki, taki 3 w jednym(dostałam w prezencie), na dole nie ma wózkarni, wiec prawie codziennie ten wózek tacham, do tej pory(synek ma 4.5 msc)pomoc zaproponowano mi 2 razy(obcy chłopak i listonosz)sąsiedzi szybko uciekają na mój widoksmileo pomoc nie prosze, jestem dumna,ze radze sobie sama i opanowalam technike wciagania wózkasmiledo sąsiadów zalu nie mam, za to pod niebiosa wychwalam mojego listonoszasmilestaram się na wszystko przez rózowe okulary spoglądać, bo inaczej krew by mnie zalałasmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja