iwonag25
07.06.07, 23:18
Dzieki temu ze moja mama jest pieleniarka w naszym miejskim szpitalu,
mam "wtyki". Jest pewna Pani doktor pediatra, ktora dojezdza z innego miasta
i ma dyzury w tym szpitalu. W lutym trafilam z corcia na oddzial dzieciecy i
owa Pani doktor wykryla u niej chorobe, na ktora corka nigdy nie byla
leczona. Z racji tego ze w tym szpitalu wszyscy pracownicy sie znaja, pani
doktor (sama!!!) zaproponowala, ze jesli cos sie bedzie dzialo z mala, mamy
do niej przychodzic na oddzial i ona moja corcie zbada. Z reszta juz po
wypisamiu ze szpitala pani doktor poprosila kilka razy zebym przyszla z
corcia do kontroli, ze chce małą zobaczyc. Jakies dwa tygodnie byłyśmy znowu
u kontroli i teraz corcia ponownie zachorowala. Zadzwonilam do pani doktor
czy mozemy przyjsc do niej. Idziemy w sobote (wtedy przyjezdza). I mam
pytanie co byscie zrobily. Tak glupio jest mi chodzic z pustymi rekoma,
szczegolnie ze ona nie wpisuje mojej corki do zadnych ksiag chorych itp.
(robi to na wlasna reke, nie dostaje za leczenie corki zaplaty). Nie wiem czy
wogole wypada kupic jakas kawe, praliny lub cokolwiek. A moze zaproponowac
jej, zeby kasowala nas jak za wizyte prywatna. Nie wiem sama co robic. A moze
docenic jej uprzejmosc i nic nie dawac? A z drugiej strony może ona liczy na
wdziecznosc (materialną)?