belladonna1
05.09.07, 12:08
Takie nieszczęście!!
Ale opowiem Wam po kolei, bo potrzebuję pocieszenia.
Tydzień temu korzystając z okazji, że Ambroży jest w domu a nie gra
koncertów ze swoją orkiestrą, poprosiłam Go, żeby wbił gwóźdź w
ścianę, gdyż chciałam w końcu zawiesić portret naszego Syna. No i do
dziś szczerze tego żałuję, a na przyszłość już wiem, że do drobnych
robót należy zatrudniać fachowca. Ambroży mimo, że postawnym jest
mężczyzną, musiał stanąć na krzesło z młotkiem i kołkiem bo on
wszystko musi robić perfekcyjnie, żeby nie daj Bóg krzywo nie
wyszło. Ale jak tak stał zachwiał się nagle w posadach i z krzesła
spadł dość niefortunnie. Tak niefortunnie, że zwichnął czy też
złamał sobie rękę gdzieś w nadgarstku, bo rozpaczliwe chciał ratować
własne zdrowie.
Wszystko moja wina, bo Ambroży tyle razy wykręcał się od drobnych
prac domowych twierdząc, że może uszkodzić sobie rękę a to przecież
jego narzędzie pracy. Jakaż to była lekkomyślność z mojej strony!!!
Nie dawałam Mu wiary, uważałam, że przesadza, przecież Tylku
mężczyzn pomaga w gospodarstwie domowym bez większego uszczerbku na
zdrowiu. A Ambroży mówił, że kiedyś gdy będę nalegać może dojść do
nieszczęścia. Muzyk i chirurg to zawody gdzie precyzja ruchów jest
niezbędna, aby dobrze wykonywać swoją pracę, a tu taka katastrofa.
Zwłaszcza w przypadku wirtuoza.
Efekt całego zajścia jest taki, że Ambroży ma rękę w gipsie
unieruchomiona przez 6 tygodni. Nie może grać, nie może ćwiczyć.
Jest przygnębiony, wie że cała jego kariera może runąć bo przecież
po zdjęciu gipsu czeka go zapewne żmudna rehabilitacja. Ambroży
nawet nie komponuje, leży tylko i patrzy w sufit. Od czasu do czasu
popija szkodzką. Nawet nie chce bawić się z naszym Synem, bo
twierdzi, że nie podoła obowiązkom Ojca, gdyż malec jest na etapie
stawiania pierwszych kroków a On przez moją lekkomyślność ma złamaną
rękę, wiec w tym wypadku o skrzywdzenie dziecka bardzo blisko.
Boję się, że Ambroży nie będzie mógł powrócić do muzyki po zdjęciu
gipsowego opatrunku. Gorzej, obawiam się, że znowu zacznie się
hazardować. To taki wrażliwy człowiek, nie wiem jak mu pomóc? Żebym
tylko mogła cofnąć czas….
Ale nie mogę. Z drugiej strony to człowiek na tyle prawy i honorowy,
że skoro obiecał, że nigdy więcej hazardu (leżał nawet krzyżem na
zamówionej w Jego intencji Mszy Św) to ja mu bezgranicznie ufam. No
ale co ja mogę zrobić? Jak mu pomóc?
Tu mam dla was moje drogie dobrą radę. Uważajcie na swoich mężczyzn
bo czasem nasz upór i chęć zaoszczędzenia tych kilku złotych może
przynieść więcej szkody niż pożytku. Nauka którą wyniosłam z całej
tej przykrej dla naszej rodziny sytuacji jest taka, że jeśli
mężczyzna nie chce czegoś zrobić to widocznie ma ważny powód.
Boje się o naszą przyszłość. Może powinnam pomyśleć o bonie i jednak
poszukać uczciwej i dobrze płatnej pracy? Zdaję sobie sprawę, że z
malowania w tej sytuacji nas nie utrzymam, choć czasem udawało mi
się sprzedać jakiś obraz. Niestety głównie za granicą. Co robić?
Pocieszcie proszę.