Chodzi o babcię mojego syna, matkę męża. Synek jest ich jedynym wnukiem, a mąż
jedynym dzieckiem.Nie utrzymywaliśmy praktycznie zadnych kontaktów z nimi
przez ostatnie 2 lata, dziadkowie wcale nie intetresują się
wnukiem,wczesniejsze inicjatywy były tylko po naszej stronie,szzcerze mieliśmy
już tego dość.
Teściowa jest osobą bardzo drażliwą, właściwie permanentnie jest w stanie
obrazy,do tego jest bardzo egocentryczna, całkowicie skoncentrowana na sobie i
manipuluje wszystkimi do swoich celów.
Miesiac temu mąż za moją usilną namową po raz kolejny wyciągnął rękę do
matki,pojechał do niej spokojnie porozmawiać.Starał sie przekonać ją,że ona
jako babcia powinna starac się budować stosunki z wnukiem(syn ma prawie 6
lat),przekonywał ,zeby zadzwoniła pogadała, przyjechała do wnuka itp.
Dziś po miesiącu wlaśnie nastąpił ten dzień, tesciowa zmuszona była zadzwonic
do mnie,bo maż pracuje za granicą, obecnie go nie ma.
Jak gdyby nigdy nic zagaiła co słychać,jak czuje się wnuczek a zaznaczam ,że
syn ma problemy rozwojowe i trochę problemów ze zdrowiem,dlatego boli mnie
wew. takie od czapy "zainteresowanie" wnukiem po 2 latach.
Potem chciała z nim porozmawiać, odpoweidziałam ,że oczywiscie nie ma
sprawy,ale czy ma świadomość tego,że on nie będzie miał swiadomości z kim
rozmawia. No i tu się zaczęło powiedziałam coś niewygodnego dla mojej
tesciowej, która nie uznaje sprzeciwu i poruszania niewygodnych tematów.
Dowiedziałam sie jak zwykle ,że nienawidzę ich od poczatku, że wszystkiemu
jestem winna(jak zwykle juz do tego przywyklam),że oczywiście mieszam w głowie
ich synowie i potem on ma pretensje do niej( a ona nie wie o co i oczywiście
on nie ma przecież prawa mieć zadnych pretensji) .
Nie wiedziała też jak zwykle o co mi chodzi,nie pozwalała mi nawet powiedzieć
swojego zdania,zawsze mnie zakrzykuje,ale w jej mniemaniu to ja jestem
kłotliwa i napastliwa.
Jej(ich) zdaniem to my powinniśmy przyjeżdzać do niej, cała odpowiedzialność
zrzucili na nas,usprawiedliwiała sie ,ze jak to ona kiedyś przyjeżdżała i
dzwoniła, wpadłam w szok, bo była u nas przez te wszystkie lata jakieś 3
razy!! Jak mozna mieć taki tupet i w tej sytuacji wmawiać mi coś
odmiennego.Zreszta nawet gdyby kiedyś przyjeżdżała to jak usprawiedliwia to
ostatnie 2 lata totalnej obojetnosci z ich strony, jednoczesnie twierdzi ,ze
kocha bardzo wnuka i teskni, jak można być taki zacietrzewionym i zapatrzonym
w siebie.
ręce nam opadają ,lata mijają ,a oni ani o krztynę nic nie zmieniają w swoim
podejsciu,zero refleksji, wciąż pretensje,roszczenia i urazona duma.Jak mozna
być takim niereformowalnym?
Rozłączyło nas ,bo rozładowała mi sie bateria, potem probowalam do niej
oddzwonic, niestety nie odbierała,teraz bedzie cierpieć jak zwykle i
pielegnować urażoną dobroć, serce i dumę...a lata mijają i dziecko wciąż nie
ma dziadków
ale coz tak bedzie ,dopoki moja tesciowa nie zrozumie,że nie ona najważniejsza
jest w tym układzie, tylko wnuk, a jak widac nie zrozumie...juz się chyba
przetałam łudzić.
Teściowie nie chcą przyjać do wiadomości, że to ich decyzja ,że oni rezygnują
z kontaktów z wnukiem zachowując sie tak jak się zachowują,nie chcą wziąć za
to odpowiedzialności,nie przyjmują do wiadomości ,że są odpowiedzialni za
budowanie i pielęgnowanie więzi z wnukiem...widać nie dorośli jeszcze do roli
dziadków,mysle ,ze nigdy nie dorosną.