mamusia_alexa
29.11.07, 23:47
Nie wiem, czy przesadzam, histeryzuję czy wyolbrzymiam tylko
problemy, ale jestem strasznie nieszczęśliwa w swoim małżeństwie...
Wszystko zaczęliśmy od końca.. Najpierw zdecydowaliśmy się na
dziecko mimo, iż nie układało nam się najlepiej, ale kochaliśmy sie
tak bardzo, że zawsze się po kłótniach godziliśmy, rok później
wzięliśmy ślub cywilny ponieważ mąż wyjeżdża na pół roku. W sierpniu
mamy mieć ślub kościelny i wesele na które strasznie się
cieszyliśmy.. Ale ostatnio coraz częściej myślę sobie, że nie ma
sensu brnąć w to dalej za wszelką cenę.. Mąż jest dobrym ojcem, ale
o to nie trudno, ponieważ nasz synek jest ósmym cudem świata.
Wiecznie uśmiechnięty. Mimo dopiero czternastu miesięcy ma jż 16
zębów, których wyjścia nawet nie odczuliśmy, żadnych gorączek,
płaczów, bezsennych nocy... nic.. Chodzi spać o 20 i wstaje o 10
rano.. Jesteśmy chyba najbardziej wyspanymi rodzicami.. Mimo tak
cudownego synka czuję, że zaczynam tego człowieka nienawidzieć.
Bardzo często podejmuje decyzje nie myśląc o nas tylko na pierwszym
miejscu stawia siebie. Jest często oschły dla mnie, mimo, że mówi,
że mnie kocha i przytula mnie ja takimi sytuacjami w których on
wybiera pójście na siłownie czy przed blok do samochodu "pogrzebać"
przy nim czy umyć go zamiast pójść z nami na spacer lub poprostu
powygłupiać sie i pobawić z małym z pokoju powodują, że jestem
nieszczęśliwa. Często płaczę przez takie sytuacje i opadają mi ręce
gdy tłumaczę mu, że powinny zmienić mu się priorytety w momencie,
gdy zaszłam w ciążę a już najpóźniej, gdy mały pojawił się na
świecie, a on odczytuje to jak zmuszenie go do przebierania misia,
kąpania i zabawy z nim. Z jednej strony pomaga mi sprzątać w domu a
z drugiej nie chce mu się nawet wyjść z małym na dwór samemu, żebym
posprzątała i wybiera siedzenie w domu i zabawę w pokoju, nie
patrząc na to, że dziecko powinno pooddychać codziennie śierzym
powietrzem, bo jemu się nie chce wychodzić... Jak tak można? Myśleć
bardziej o sobie niż o własnym dziecku? Mam wrażenie, że on niszczy
tym egoizmem naszą rodzinę, bo ja jestem już taka nieszczęśliwa, że
nie chcę z nim sypiać... Nawet nie chcę by mnie przytulał... Co
robić? Od ślubu minęły dopiero dwa miesiące.. A on wyjeżdza za 4 dni
na pół roku... Jestem zrospaczona, że tak się nie rozumiemy..
Poradźcie dziewczyny... Czy któraś z Was była w takiej sytuacji?