mika_p
07.10.03, 12:01
Wiecie co... to, co przeczytałam tu:
info.onet.pl/809539,69,1,0,120,686,item.html
ruszyło mnie przede wszystkim jako kobietę i matkę, a nie człowieka będącego
częścią przyrody.
I abstrahując całkiem od hasła "cyrk jest śmieszny, nie dla zwierząt",
mogłybyśmy, moglibyśmy podyskutować sobie co najmniej dwutorowo.
Po pierwsze, ile z nas mogłoby się z tą tygrysicą utożsamić ? Ile z nas
ukrywa się z ciążą ile się da, żeby nie stracić pracy ? Ile pracuje na
maksymalnych obrotach, bo praca tego wymaga ? A potem, po symbolicznym
urlopie, wraca do tejże pracy, żeby jej nie stracić ?
A po drugie, to już refleksja ogólniejszej natury. Idzie ten człowiek do
cyrku, płaci mniejsze lub większe pieniądze za niecodzienną rozrywkę - i jak
taki człowiek powinien się zachować w tak nietypowej sytuacji jak opisana ?
Zadzwonić na policję ? Zagłosować nogami i wyjść ?
Ech... taka krótka notka, a ze mnie się tyle refleksji wylewa...