wzosia
08.09.08, 02:17
Witam,
Wymiękam psychicznie.Mamusiuję dwójce mieszanej. Na razie małe (4,5i
1,5) ciągle coś chcą. Najlepiej, żebym się sklonowała.Młody z
gatunku mamisynków - jak coś nie tak to do mamy. I najlepiej wdrapać
się na ręce. Prawie nauczyłam sie kroić chleb 1 ręką. Mąż stara się
odciążyć jak może ale czasami jest taki...denerwujący. W tygodniu
pracuję, potem zakupy, do domu uwolnić babcię (moją mamę). W domu od
babci nasłucham się jak fatalnie gotuję i młody nie chce jeść (on
NICZEGO nie chce jeść- żyje na słońce i serku waniliowym z
kabanosem) i że przytyłam i nie dbam o dom i, że ona w moim
wieku...+ stereo dzieci (podaj przynieś, baw się itp). Potem już
tylko kolacja, mycie gotowanie niedobrego obiadu na dzień następny
lub wyjęcie zapasu z lodówki. Postanowiłam zatrudnić opiekunkę
(odciążyć mamę, która ma swoje lata i musi się podleczyć) - muszę
sama znaleźć, akceptacji ze strony męża i mamy nie uzyskała żadna.
Mam się obraziła choć wcześniej (2-3 m-ce) sama mówiła, że musi
chodzić na rehabilitację i żebym "coś" zrobiła.Według męża nikt nie
jest godzień zajmować się młodym. Na teściów nie mam co liczyć bo a)
też nie są w pełni sił, b) brat męża angażuje ich bez pardonu w
opiekę nad swoim synem, c)straciłam zaufanie gdy poprosiliśny ich z
wyprzedzeniem miesięcznym aby zajęli się 1 dzień dziećmi (moja mam
szła na badania). Zgodzili sie ale tydzień przed dniem opieki przez
przypadek dowiedziałam się, że oni wyjeżdżają na 2 tygodnie bo tak
zarządził szwagier. Nawet się nie zająknęli aby mu powiedzieć ze
mają inne zobowiązania a na pytanie jak sobie wyobrażają bycie w
dwóch miejscach jednocześnie usłyszałam -dacie sobie radę. Szwagier
to osobna historia- takiego egoisty jak on ze świecą szukać. Mój mąż
się stara ale tak samo jak mi ciężko jest mu pogodzić się z
faktem,że zostaliśmy ubezwłasnowolnieni i oprócz dzieci musimy
myśleć jeszcze o zdrowiu psychicznym teściów bo szwagier nie ma
skrupułów. Moja bratowa nie lepsza (mój brat nie żyje) - nigdy nie
zadzwoni. O urodzinach/imieninach moich, dzieci mojej mamy nie
pamięta. Jak zadzwoniłam, żeby po prostu pogadać (po 1/2 roku nie
słyszenia się) to dostałam opieprz, że nie dzwonię częściej. Jej
pewnie ręka by odpadła jakby podniosła słuchawkę i musiała
zadzwonić. Odpuściłam sobie. Dzwonię przed świętami i na urodziny.
Na święta zapraszam. Czasami uzyskuję focha,że godziny przyjścia
jej nie pasują. Olałam. Teraz pewnie zacznie się problem finansowy,
ale to już inna bajka. Oczywiście muszę znaleźć odpowiedniego
prawnika.
Do czego zmierzam. MAM JUŻ DOŚĆ! NIECH SIĘ WSZYSCY ODE MNIE....!
Każdy czeka aż JA coś zrobię i oprócz tego jak nie jest po jego
myśli to jeszcze się obraża. Wyjechałam na kilka dni. Odpoczęłam.
Było fajnie. Niestety się skończyło i mam efekt jo-jo. Na dzieci
warczę, z mamą się gryzę a mąż oczekuje, że będzie jak dawniej.
Młody źle śpi bo chyba łapie katar od siostry więc nie mam się po co
kłaść. Jutro będę w pracy nieprzytomna a tu - prawnik (znaleźć),
lekarz (umówić i pójść) szefowa(potrzebuję kilka dni na wdrożenie
opiekunki), mama(foch gigant). We wtorek zebranie. W środę zajęcia
odchudzające. Jeszcze trzeba znaleźć czas na zakupy prasowanie
lekarza dla siebie. MAM DOŁA. Może się ulitujecie...