Wracam do sprawy zawalonego USG bioder mojej córki. Istotnie, przy badaniu w szpitalu lekarz coś mi truł o konieczności powtórzenia tego badania tylko, że ja głupia myślałam, że lekarka do której latam co miesiąc na "przegląd dziecka" wskaże mi najlepszy moment na takie badanie, no a później zwyczajnie o tym zapomniałam.
Dostałam we wrześniu skierowanie do ortopedy ale zanim rozszyfrowałam je był początek października... jak się zapytałam o terminy to kazali mi przyjść za "jakiś miesiąc" bo wtedy będą robić zapisy na przyszły rok.
Rozmawiała z po tym z "moją" pediatrą i ona stwierdziła, żebym się nie przejmowała tylko wzięła i poszła prywatnie na USG, że na pewno zrobią to badanie. Dzwonie do odpowiedniego ośrodka a kobieta mówi że USG bioder robi się do dziesiątego miesiąca, a później to na rentgen trzeba iść...
Do rejestracji u ortopedy najlepiej się udać osobiście... Dodam jeszcze że nie mam samochodu a mąż uważa że wszystkie sprawy z dzieckiem to moja broszka. A że rejestować się najlepiej z rana czekają nas z córką dwie wizyty w poradni ortopedycznej bo przecież mąż pracuje, a co to jest taki wyjazd z małym dzieckiem.
Tak czy siak w poniedziałek idę do mojej lekarki z dzieckiem na kolejny przegląd i po kolejne skierowanie bo to co mam właśnie traci ważność.
Powiedzcie mi coś żebym nie ochrzaniła lekarki bo jestem trochę nakręcona po tym jak na WYRODNYCH MATKACH poczytałam o statystyce bioderkowej u dziewczynek...